No to z małopłytkowością to jest tak,że sobie pojedziesz na wakacje, odpoczniesz, wrócisz, myślisz "no teraz sobie odpocznę po odpoczynku" a tu przychodzi piękny poranek, któregoś pięknego dnia, w pięknym słoneczku na Juniorkowym karku/szyi/brzuchu/pod kolanami wykwitają wybroczyny czerwone jak maki i szanowna małopłytkowość mówi
"możecie się pocałować w miejsce, w którym plecy tracą swą szanowną nazwę".
I co?
I czar prysł.
Ha!
Nastrój leci w dół z ilością płytek krwi, wena jakoś nie dopisuje, a ponieważ dziecko w parze z wybroczynami jest mocno pobudzone, a do tego siniaczy się niemożliwie, efekt jest taki, że matka-Polka miast mieć nastrój wakacyjny siedzi i przygląda się odcieniom fioletu na jego kończynach i lustruje ilość wybroczyn opcjonalnie pociągając nosem.
Ale nie dziś!
Dziś PG nie marudzi,
bo
gdyż
ponieważ
coś jakby płytki urosły!
"możecie się pocałować w miejsce, w którym plecy tracą swą szanowną nazwę".
I co?
I czar prysł.
Ha!
Nastrój leci w dół z ilością płytek krwi, wena jakoś nie dopisuje, a ponieważ dziecko w parze z wybroczynami jest mocno pobudzone, a do tego siniaczy się niemożliwie, efekt jest taki, że matka-Polka miast mieć nastrój wakacyjny siedzi i przygląda się odcieniom fioletu na jego kończynach i lustruje ilość wybroczyn opcjonalnie pociągając nosem.
Ale nie dziś!
Dziś PG nie marudzi,
bo
gdyż
ponieważ
coś jakby płytki urosły!