sobota, 28 maja 2011

Odkrycia małe i duże.

-Mamo!-Mammmmmmo!-Junior przybiegł z drugiego pokoju, w którym kontemplował urodę El Niño-Mammmmmo!
Oczy Juniora zrobiły się wielkie jak błękitne spodki.
-Co się dzieje?-zadrżała PG.
-Mamo! On nie ma zębów!!!!

piątek, 27 maja 2011

Bo przyszła położna...

Bycie w ciąży jest stanem dość przyjemnym.
Jedyną nieprzyjemną w nim sprawą jest DobreRadzenie.
Do DobregoRadzenia powołani czują się niemal wszyscy, i kobiety i mężczyźni i ci, którzy dzieci mają i ci, którzy nigdy nie mieli..nie szkodzi. Ogromna większość chce wtedy dotykać Cie po brzuchu i przede wszystkim mówić co należy, lub czego nie należy robić. (Tu: tytułem przypomnienia: nie nosić łańcuszków, nie zakładać nogi na nogę i uwaga: nie patrzeć w ogień (a wydawałoby się, że czasy, gdy wkładano dziecko do pieca na kilka zdrowasiek minęły bezpowrotnie) to byście się zdziwili... ). Z dotykaniem brzucha PG radziła sobie nieźle, owszem byli WYBRANI :) , co do których nie protestowała (w myśl zasady, że dobrych ludzi trzeba poznawać jak najwcześniej w życiu), ale bywało, że odpowiadała "a ja Ciebie po brzuchu głaszczę?" bezceremonialnie, bo kobiecie w ciąży wolno , bo jak nie "to Cię myszy zjedzą".
Świat DobregoRadzenia rozciąga się jednakowoż poza okres stanu błogosławionego i osobista refleksja PG na ten temat zamyka się w tych słowach "drugie dziecko świetnie działa na asertywność", w sali poporodowej PG poznała Justynkę. Justynka piastowała swe pierwsze i znajdowała się pod ogromnym wpływem DobrzeRadzących mamy i teściowej, przez co pełna rozterek (i mleka) miotała się nieboga pochlipując w poduszkę, a to, że pokarmu ma za mało a to, że nie ma wogóle, a to, że czas arkę budować bo ma go za dużo. Mama i teściowa Justynki były bowiem w radzeniu niekompatybilne i każda zgłaszała własne koncepcje, które czarownie nakładały się na ogólny stan pobudzenia i przygnębienia tejże.
Dnia trzeciego PG, której przyszło słuchać chlipania w poduszkę wzięła sprawy w swoje ręce i stała się DobrzeRadzącą. Na początku Justynka przyjmowała z niedowierzaniem, na koniec jednakowoż przekonała się do Gadułowych metod perswazji.
-Ona płacze...-zatroskała się Justynka-dlaczego ona płacze?ja chciałam do toalety...a ona płacze...
-Idź, dzieci płaczą i bez sensu, ja popilnuję. Idź.
-Ona nie potrafi ssać, popatrz, nie potrafi chwycić piersi, mama mówiła, żeby jej dawać do skutku..
-Cyc w paszczę-zarządziła PG i po chwili słychać było radosne mlaskanie.
Dnia czwartego Justynka z PG porozumiewały się doskonale, zaś dzieci płakały naprzemiennie...
I ..jedna refleksja podsumowująca... może pierwsze dziecko to głębsze przeżycie mistyczne, ale drugie zdecydowanie łatwiej się karmi/usypia/przewija.

Przy ósmym musi być to już kwestia odruchu.

A wszystko dlatego, że dziś PG odebrała telefon od położnej, która przybyła do miejsca zameldowania (oddalonego o 16 km od miejsca zamieszkania). Pani Położna zaoferowała swoją pomoc i dobrą radę, nikt nie wie, gdzie była gdy PG biegała na paluszkach przy Juniorze.
Ale tym razem podziękowała tylko serdecznie i rozstały się..zdaje się obie w dobrych humorach.
Pani Położna nie musi dobrze radzić, a PG tego słuchać.

piątek, 20 maja 2011

Reklamacji nie przyjmuje się!

-Widziałem dzidziusia w telefonie!-wykrzyknął Junior w rozmowie telefonicznej z hospitalizowaną PG.
-No i?-spytała ona-podoba Ci się, może być?
-Może-odpowiedział Junior-ale...-zastanowił się chwilę-jakby był jakiś większy to możesz wymienić.

środa, 18 maja 2011

Progesteron

Poród przebiegał bez zakłóceń, wprawdzie doktor G. wytknął PG, że chodziła w czwartym miesiącu po górach, oraz pouczył ją o różnicach w długości drogi hamowania samochodu i motocykla ale sala operacyjna co czas jakiś wybuchała radosnym rechotem, wszyscy byli w niezłym nastroju, nawet rzeczona operowana, której ktoś ujął nieco z Życia Wewnętrznego.

Pierwszym skojarzeniem PG była myśl o tym, że dzieciątko przed chwilą z niej wyjęte ma ciemne włoski.
Następnie Pan G zwrócił się do zwiniętej w kłębek istotki podniesionej wysoko ponad stół operacyjny:
-No, facet jesteś, odezwij się!
Czemu odpowiedziała przeciągłe "Łaaaaaaaaaaaaaaaaa!"
A potem porwano Człowieczka do sali obok, by za chwilę wrócił zwinięty w szczelny kokonik, podano do pocałowania..pierwsza myśl..ciepłe czólko, ciepły policzek..zimny nos
całkiem jak PG.

I pierwsze spojrzenie, to całkiem wyjątkowe, i pierwsza pewność:
imię, które przyniósł i które z nim zostanie tak jak w PG zostanie wspomnienie pierwszej tamtej chwili spotkania.

Niech zatem narodzi się i na blogu i tu dostanie swoje imię,
od dziś z nami, Drodzy Państwo...

El Niño


wtorek, 10 maja 2011

Tuż, już...

Bliskich poznaje się po...bliskości.
Nawet mimo kilometrów.
Dziękuję PE.



A teraz pójdę sobie urodzić..bo już pora.

niedziela, 8 maja 2011

Czerwony negocjator

-Słucham?
-Bo ja mam cztery i pół.
-Pięknie. I?
-I jest mi przykro, bo uważam,że zasługuję na więcej.
-Z poczuciem przykrości należy walczyć.Chce pani odpowiadać?
-Nie, ale koleżanka ma podobne oceny i ma pięć, a ja mam podobne i mam cztery i pół.
-A pani aktywność?
-Ja jestem nieśmiała.
-To nie są studia dla nieśmiałych,zawsze mówię bibliotekarstwo też ciekawy kierunek.
-Ale jest mi przykro.
-Mnie również, chce pani odpowiadać?
-No nie.Ale jest mi przykro.
-Mhm, bezwzględnie musi pani uporządkować swoją uczuciowość, bo to uczucie przykrość pani wyraźnie przeszkadza.


Bo i PG czasem nerwy puszczą.

sobota, 7 maja 2011

"The Final Countdown"

Ostatnie dni.
Pobudki nad ranem, gdy najpierw powoli przeciąga się Maleństwo, a zaraz potem PG.
Dni senne, łagodne, lekko uśmiechnięte, choć i drażliwe.
PM, który chodzi na palcach, Junior, który jest grzeczny jak nigdy dotąd.
Tekst, który pisze się sam, znajomi, którzy uśmiechają się częściej niż zawsze.
Najlepsze życzenia "szczęśliwego porodu" (dobrze, że nie przygodowego, spektakularnego etc.), malowanie, przemeblowywanie, sprzątanie, prasowanie maleńkich ubranek.
Chłodny maj za oknem, układanie wszechobecne i wszystkiego, co tylko jest PG w stanie.
I sen, głęboki i spokojny.
I czasem łezka.