Bycie w ciąży jest stanem dość przyjemnym.
Jedyną nieprzyjemną w nim sprawą jest DobreRadzenie.
Do DobregoRadzenia powołani czują się niemal wszyscy, i kobiety i mężczyźni i ci, którzy dzieci mają i ci, którzy nigdy nie mieli..nie szkodzi. Ogromna większość chce wtedy dotykać Cie po brzuchu i przede wszystkim mówić co należy, lub czego nie należy robić. (Tu: tytułem przypomnienia: nie nosić łańcuszków, nie zakładać nogi na nogę i uwaga: nie patrzeć w ogień (a wydawałoby się, że czasy, gdy wkładano dziecko do pieca na kilka zdrowasiek minęły bezpowrotnie) to byście się zdziwili... ). Z dotykaniem brzucha PG radziła sobie nieźle, owszem byli WYBRANI :) , co do których nie protestowała (w myśl zasady, że dobrych ludzi trzeba poznawać jak najwcześniej w życiu), ale bywało, że odpowiadała "a ja Ciebie po brzuchu głaszczę?" bezceremonialnie, bo kobiecie w ciąży wolno , bo jak nie "to Cię myszy zjedzą".
Świat DobregoRadzenia rozciąga się jednakowoż poza okres stanu błogosławionego i osobista refleksja PG na ten temat zamyka się w tych słowach "drugie dziecko świetnie działa na asertywność", w sali poporodowej PG poznała Justynkę. Justynka piastowała swe pierwsze i znajdowała się pod ogromnym wpływem DobrzeRadzących mamy i teściowej, przez co pełna rozterek (i mleka) miotała się nieboga pochlipując w poduszkę, a to, że pokarmu ma za mało a to, że nie ma wogóle, a to, że czas arkę budować bo ma go za dużo. Mama i teściowa Justynki były bowiem w radzeniu niekompatybilne i każda zgłaszała własne koncepcje, które czarownie nakładały się na ogólny stan pobudzenia i przygnębienia tejże.
Dnia trzeciego PG, której przyszło słuchać chlipania w poduszkę wzięła sprawy w swoje ręce i stała się DobrzeRadzącą. Na początku Justynka przyjmowała z niedowierzaniem, na koniec jednakowoż przekonała się do Gadułowych metod perswazji.
-Ona płacze...-zatroskała się Justynka-dlaczego ona płacze?ja chciałam do toalety...a ona płacze...
-Idź, dzieci płaczą i bez sensu, ja popilnuję. Idź.
-Ona nie potrafi ssać, popatrz, nie potrafi chwycić piersi, mama mówiła, żeby jej dawać do skutku..
-Cyc w paszczę-zarządziła PG i po chwili słychać było radosne mlaskanie.
Dnia czwartego Justynka z PG porozumiewały się doskonale, zaś dzieci płakały naprzemiennie...
I ..jedna refleksja podsumowująca... może pierwsze dziecko to głębsze przeżycie mistyczne, ale drugie zdecydowanie łatwiej się karmi/usypia/przewija.
Przy ósmym musi być to już kwestia odruchu.
A wszystko dlatego, że dziś PG odebrała telefon od położnej, która przybyła do miejsca zameldowania (oddalonego o 16 km od miejsca zamieszkania). Pani Położna zaoferowała swoją pomoc i dobrą radę, nikt nie wie, gdzie była gdy PG biegała na paluszkach przy Juniorze.
Ale tym razem podziękowała tylko serdecznie i rozstały się..zdaje się obie w dobrych humorach.
Pani Położna nie musi dobrze radzić, a PG tego słuchać.