-Chciałbym lybki na urodziny-rozmarzył się El Nino
-Zapomnij-skwitowała (zła ale jednak matka) PG.
-Dlaaczego?-zaoponował EN i trzeba było robić kolejny wykład o dostępności zwierzat domowych oraz o istotnej przewadze statystycznej zwierząt nad ludźmi, która panuje w gadułowym domu.
-Ty chcesz rybkę a ja słonia..i oboje będziemy mieli tyle samo.
Minął jakiś czas, opadły liście, wiał wiatr, deszcze nawiedzały okolice i wydało się że sprawa rybek, akwarium i innych cudów odeszła w zapomnienie. Aż pewnego dnia, między jedną a drugą łyżką makaronu w promieniach jesiennego słońca niedbale przebijających się przez okno, El Nino rzucił refleksyjnie:
-Trzeba Ci będzie tego słonia kupić na ulodziny.
PG zastygła nad garami ale nie odwróciła się, aby dziecię nie zobaczyło, ze brwi przesunęły jej się przed linię startowa grzywki, której nie posiada.
-A gdzie on będzie mieszkał, to jednak duże zwierzątko?-rzuciła w geście samoobrony.
-Trzeba będzie-EN pociągnął kolejną łychę i zmierzył powierzchnię za oknem okiem inżyniera budowlańca-wybudować SŁONIARIUM. Na podwórku powinno się zmieścić.
Takoż, Moi Mili, zamiast zamieść pod dywan sprawę rybek i akwarium..mam na głowie znalezienie ekipy budowalanej która wybuduje obszerne słoniarium...na podwórku..przed zimą...dla mojego nowego słonia.
niedziela, 19 listopada 2017
sobota, 11 listopada 2017
Dzień Niepodległości nie zaskoczył nas niczym. Nie lądowały zielone ludziki, nie spadł śnieg (a podobno tu i ówdzie spadł), nawet nie było grochówki na paradzie wojskowej. Było zimno i wietrznie ot co. Wieczorem gdy PG siedziała nad książką przyszedł El Nino. Nie było pytań o paradę, konie i pojazdy bojowe, padło tylko jedno:
-Masz może mikLoskop pod Lęką?
Kurtyna
-Masz może mikLoskop pod Lęką?
Kurtyna
piątek, 10 listopada 2017
O tym, że można mieć wywalone :)
PG miała ostatnio okazję obserwować zjawisko, które co czas jakiś ją nawiedza wraz z jedną z otaczających ją osób. Kontakt mamy nieduży, rzekłabym sporadyczny, od czasu, gdy zaczął się wyścig. Na początku delikatnie od koncentracji na metkach i podglądania sposobów na życie, zrazu stało się to nieco namolne poprzez próby niemal kontroli co i jak robię (gdzie jedziesz? w góry, a DOKŁADNIE w które miejsce?), na końcu doszło do jakiejś chorej próby manipulacji, która miała sprowokować do rywalizacji.
Nie wyszło, znów nie wyszło...zwyczajnie PG nie ma tego genu, zwyczajnie rywalizacja jej w życiu niepotrzebna, zwyczajnie nie traci i nie będzie tracić czasu na współzawodnictwo, które z pozoru odbywa się na jednym poziomie, a tak na prawdę zupełnie innych poziomów dotyczy. Nie potrzebuję, nie kręci mnie to, nie na tym polega bycie z kimś znajomym, przyjacielem, kimś bliskim. Serio tak się da-być szczęśliwym poza tym.
Zatem sytuacja się powtórzyła, znów próba i..kulą w płot. Bo cały wysiłek związany z próbą manipulacji można zniweczyć prostym sposobem: nie przystąpić ostatecznie do rywalizacji i..mieć to w nosie.
-Ty nie masz fejsika, szukałam. Może masz swoje tajemnice?-zabrzmiało w powietrzu
-Może nie mam czasu na reżyserowanie swojego życia pod publikę, -odpowiedziała PG -a może...mam, tylko Ty nie masz o tym pojęcia?
Poza rzeczywistością tu istnieje masa różnych rzeczywistości. Świat toczy się dla nas równocześnie na kilku płaszczyznach, obok tak samo toczy się dla innych. Dziś siedząc nad klawiaturą nie mam pojęcia co kto robi, jak ciężki to może być dla niego wieczór albo jak dużą radość przeżywa. Nie zawsze też istnieje pilna potrzeba, żeby tym się dzielić-każde słowo stać się może niewypowiedzianym symulakrem, który udaje dla każdego coś innego. Najokrutniejszą w tym rzeczą jest uczenie się że nie zawsze okazane zrozumienie jest najlepszym wyjściem..
Ale bywa i inaczej.
Czasem ciepło ma charakter smsa, który mimo ograniczonej ilości znaków ma nieograniczoną moc działania, a czasem ciepło ma smak..czekoladki, wyłuskanej ze sreberka z małego pokoju na końcu korytarza :)
Nie wyszło, znów nie wyszło...zwyczajnie PG nie ma tego genu, zwyczajnie rywalizacja jej w życiu niepotrzebna, zwyczajnie nie traci i nie będzie tracić czasu na współzawodnictwo, które z pozoru odbywa się na jednym poziomie, a tak na prawdę zupełnie innych poziomów dotyczy. Nie potrzebuję, nie kręci mnie to, nie na tym polega bycie z kimś znajomym, przyjacielem, kimś bliskim. Serio tak się da-być szczęśliwym poza tym.
Zatem sytuacja się powtórzyła, znów próba i..kulą w płot. Bo cały wysiłek związany z próbą manipulacji można zniweczyć prostym sposobem: nie przystąpić ostatecznie do rywalizacji i..mieć to w nosie.
-Ty nie masz fejsika, szukałam. Może masz swoje tajemnice?-zabrzmiało w powietrzu
-Może nie mam czasu na reżyserowanie swojego życia pod publikę, -odpowiedziała PG -a może...mam, tylko Ty nie masz o tym pojęcia?
Poza rzeczywistością tu istnieje masa różnych rzeczywistości. Świat toczy się dla nas równocześnie na kilku płaszczyznach, obok tak samo toczy się dla innych. Dziś siedząc nad klawiaturą nie mam pojęcia co kto robi, jak ciężki to może być dla niego wieczór albo jak dużą radość przeżywa. Nie zawsze też istnieje pilna potrzeba, żeby tym się dzielić-każde słowo stać się może niewypowiedzianym symulakrem, który udaje dla każdego coś innego. Najokrutniejszą w tym rzeczą jest uczenie się że nie zawsze okazane zrozumienie jest najlepszym wyjściem..
Ale bywa i inaczej.
Czasem ciepło ma charakter smsa, który mimo ograniczonej ilości znaków ma nieograniczoną moc działania, a czasem ciepło ma smak..czekoladki, wyłuskanej ze sreberka z małego pokoju na końcu korytarza :)
sobota, 4 listopada 2017
o mumii i innych półmartwych
Tomasz Kruz biegał po ekranie pośród stada zombie, co rusz miotając się w desperackiej melancholii rozerwany niemal fizycznie między światem martwych i żywych. Wokół kłębiło się od żywych trupów, płytkich wątków i filmowych trików polegających na tym, że coś właśnie przebiega za plecami głównego bohatera i ten , nieznaczny (ale znaczący) ruch, ma wywoływać dreszcz na plecach widzów. Niestety nic nie wywołał, po czwartym żywym trupie było już nudno...PG pociągnęła z kubka herbaty i wróciła do konwersacji o niczym na telefonie. I choć o niczym..było to znacznie ciekawsze.
"Aby być sobą, trzeba się trochę odwrócić od świata, mieć własną wewnętrzną przestrzeń, w której możemy próbować poznać także siebie a nie tylko świat" /M.Kamiński/
-To trochę straszne-zagadnęła PG do PM, jadąc na cmentarz przed pierwszym listopada- jak przewidywalna wydaje Ci się przyszłość gdy masz 12 lat i jak Cię potem robi w balona.
Fakt, patrząc na Juniora przypominam sobie własne "pewnostki", które miały być na całe życie. Byłam przecież pewna, jak będzie wyglądała moja rodzina (z taką samą dużą ilością babć i prababć), byłam pewna, że przyjaciele z wtedy będą przyjaciółmi na całe życie i byłam pewna poczucia bezpieczeństwa, które przecież zależeć miało zupełnie od czegoś innego. Tymczasem życie nadmuchało balon czasem i zrobiło mi BUM przed nosem. Sprawa nie podlega dalszej dyskusji, stawia przed faktem dokonanym, a z takimi się nie dyskutuje. Pozostał jednak margines (niedostosowania społecznego) polegającego na wiecznie zawodzonej naiwności, której tak nienawidzę jak się z nią identyfikuję. Nawiasem mówiąc-nienawidzę listopada.
Zabraliśmy się z ElNino do teatru. Sprawa, co tu dużo mówić, zaczęła się wielkim fochem, gdy dowiedział się, że Junior w jego wieku już sam na sam z matką rodzicielką był w teatrze, a El Nino doświadczył niesprawiedliwości dziejowej. Zawsze uważałam,że dziecko daje wachlarz doświadczeń niedostępnych dla ludzi bezdzietnych i tak było i tym razem. Po scenie biegała między innymi kobieta w wieku PG przebrana za gruszkę, z dorodnym żółtym kuprem i zalotnie trzepotała rzęsami do faceta przebranego za psa ale i tak było doskonale. Po wszystkim poszliśmy na naleśniki do baru mlecznego i nikomu brak gwiazdozbioru michelin nie przeszkadzał.El Nino był nieco zasmarkany wygłosił orację na miarę krytyka teatralnego i skonkludował, że z przedszkolem to nie to samo.
No ba!
Tymczasem Junior przeżywa swoje hormonalne tornada z przytupem zaś jego rodzice z rosnącą częstotliwością słyszą że świat jest niesprawiedliwy, nałożone sankcje nieuzasadnione, oraz co powinni...Dość powiedzieć, że jakoś nie biorą sobie tych cennych wskazówek do serca.
Wewnętrzna przestrzeń z powyższego cytatu staje się zaludniona niespersonalizowanymi niepewnościami i tym, co rzeczywiście ma imię. Poczucie bezpieczeństwa,kluczowe z punktu widzenia większości teorii jest miarą opanowania niepokojów i racjonalizacji rzeczy brzydkich. Gdzieś w tym wszystkim jest zapach cynamonu i poziomek-jeden kojarzy mi się z domem i starym kredensem w kuchni babci, drugie z beztroską wiosenną radością, smakującą tym, co jeszcze nieodkryte. A całość wiąże jakąś niezrozumiałą nitką poczucie unikania pychy,którą wyraża się w przewidywaniu i planowaniu.
"Aby być sobą, trzeba się trochę odwrócić od świata, mieć własną wewnętrzną przestrzeń, w której możemy próbować poznać także siebie a nie tylko świat" /M.Kamiński/
-To trochę straszne-zagadnęła PG do PM, jadąc na cmentarz przed pierwszym listopada- jak przewidywalna wydaje Ci się przyszłość gdy masz 12 lat i jak Cię potem robi w balona.
Fakt, patrząc na Juniora przypominam sobie własne "pewnostki", które miały być na całe życie. Byłam przecież pewna, jak będzie wyglądała moja rodzina (z taką samą dużą ilością babć i prababć), byłam pewna, że przyjaciele z wtedy będą przyjaciółmi na całe życie i byłam pewna poczucia bezpieczeństwa, które przecież zależeć miało zupełnie od czegoś innego. Tymczasem życie nadmuchało balon czasem i zrobiło mi BUM przed nosem. Sprawa nie podlega dalszej dyskusji, stawia przed faktem dokonanym, a z takimi się nie dyskutuje. Pozostał jednak margines (niedostosowania społecznego) polegającego na wiecznie zawodzonej naiwności, której tak nienawidzę jak się z nią identyfikuję. Nawiasem mówiąc-nienawidzę listopada.
Zabraliśmy się z ElNino do teatru. Sprawa, co tu dużo mówić, zaczęła się wielkim fochem, gdy dowiedział się, że Junior w jego wieku już sam na sam z matką rodzicielką był w teatrze, a El Nino doświadczył niesprawiedliwości dziejowej. Zawsze uważałam,że dziecko daje wachlarz doświadczeń niedostępnych dla ludzi bezdzietnych i tak było i tym razem. Po scenie biegała między innymi kobieta w wieku PG przebrana za gruszkę, z dorodnym żółtym kuprem i zalotnie trzepotała rzęsami do faceta przebranego za psa ale i tak było doskonale. Po wszystkim poszliśmy na naleśniki do baru mlecznego i nikomu brak gwiazdozbioru michelin nie przeszkadzał.El Nino był nieco zasmarkany wygłosił orację na miarę krytyka teatralnego i skonkludował, że z przedszkolem to nie to samo.
No ba!
Tymczasem Junior przeżywa swoje hormonalne tornada z przytupem zaś jego rodzice z rosnącą częstotliwością słyszą że świat jest niesprawiedliwy, nałożone sankcje nieuzasadnione, oraz co powinni...Dość powiedzieć, że jakoś nie biorą sobie tych cennych wskazówek do serca.
Wewnętrzna przestrzeń z powyższego cytatu staje się zaludniona niespersonalizowanymi niepewnościami i tym, co rzeczywiście ma imię. Poczucie bezpieczeństwa,kluczowe z punktu widzenia większości teorii jest miarą opanowania niepokojów i racjonalizacji rzeczy brzydkich. Gdzieś w tym wszystkim jest zapach cynamonu i poziomek-jeden kojarzy mi się z domem i starym kredensem w kuchni babci, drugie z beztroską wiosenną radością, smakującą tym, co jeszcze nieodkryte. A całość wiąże jakąś niezrozumiałą nitką poczucie unikania pychy,którą wyraża się w przewidywaniu i planowaniu.
niedziela, 29 października 2017
Idzie Grześ przez wieś...
"Tydzień temu patrzyłam na Adriatyk. A teraz na patyk.."-napisała Sophie i była w tym smsie taka melancholia i tyle jesieni, że aż się PG popłakała. :)
Bo, wyobraźcie sobie Moi Mili, że to wszystko prawda, że Sophie było przed tygodniem dane napawać się niebieską wodą i zapachem lawendy pośród uliczek Dubrownika, a teraz siedzi tam, gdzieś, w pełnym jesiennej zadumy pokoju, za oknem orkan Grzegorz gnie drzewa na tle pociemniałego nieba a Sophie siedzi i ściska w dłoni..patyk i jest w tym patyku i w tym obrazku cała jesień świata. PG tymczasem sztachnęła się lawendowym suwenirem przywiezionym przez Sophie i zapadła w październikową apatię.
I zapadł w nią deszcz za oknem i kot przy nogach i nawet patyk na niedalekim osiedlu, tylko orkan Gie. nie zapadł i się miota po Polsce jak głupi.
Tymczasem ulice mokre, a sarny ogłupiałe skaczą przed gadułowym automobilem i bażant o zapędach suicydalnych biega środkiem drogi. "Nie lubię jesieni"-mówi Olga-"nie lubię bo przez chwilę jest ładna a potem pokazuje co umie ...głupia pi.." Fakt...
Bo, wyobraźcie sobie Moi Mili, że to wszystko prawda, że Sophie było przed tygodniem dane napawać się niebieską wodą i zapachem lawendy pośród uliczek Dubrownika, a teraz siedzi tam, gdzieś, w pełnym jesiennej zadumy pokoju, za oknem orkan Grzegorz gnie drzewa na tle pociemniałego nieba a Sophie siedzi i ściska w dłoni..patyk i jest w tym patyku i w tym obrazku cała jesień świata. PG tymczasem sztachnęła się lawendowym suwenirem przywiezionym przez Sophie i zapadła w październikową apatię.
I zapadł w nią deszcz za oknem i kot przy nogach i nawet patyk na niedalekim osiedlu, tylko orkan Gie. nie zapadł i się miota po Polsce jak głupi.
Tymczasem ulice mokre, a sarny ogłupiałe skaczą przed gadułowym automobilem i bażant o zapędach suicydalnych biega środkiem drogi. "Nie lubię jesieni"-mówi Olga-"nie lubię bo przez chwilę jest ładna a potem pokazuje co umie ...głupia pi.." Fakt...
czwartek, 12 października 2017
Kochany Pamiętniczku
Strasznie Cię zaniebuję, jak zakrzaczony ogród albo szafę, z której wszystko się samo wydostaje-czyli mozna powiedzieć, że w życiu wirtualnym tak jak w realnym. Każdej jesieni nasz ogród ratują wybujałe ponad miarę dąbki, bo inaczej byłoby to tylko zbiorowisko zieleniny wszelakiej mocno nieuczesanej. Nie mniej jednak jesień mamy piękną tego roku, jak tylko nie pada i nie wieje. Wtedy jest super.
Zatem ze spraw domowo-organizacyjnych z wrześniem i powrotem do szkoły, wróciliśmy na karate. Czas prania i prasowania kimon na okrągło, pokrzykiwania "ruchy! ruchy! zaraz się spóźnimy!" oraz zapowiadania tuż przed wejściem do sali, że tym razem chłopcy mają trzymać się z daleka od siebie na sali i być najgrzeczniejszymi spośród wszystkich karateków na całym świecie.
Kwestia ubezpieczeń wydaje się dziwna w kontekście faktu, że u góry brakuje El Nino w paszczy dwóch jedynek, a na dole jednej dwójki. Sensej popatrzył, uśmiechnął się porozumiewawczo i uznał, że ubezpieczanie zębów w tym przypadku jest niepotrzebne, choć konieczne.
Długie deszczowe poranki z niemal depresyjnymi stanami okraszone są smsami z Sophie, które podnoszą na duchu. 4 września PG wyprawiwszy dzieci do placówek zwierza sie Sophie:
-wiesz...poszli i w domu było tak cicho , tak bardzo, bardzo cicho....
-I nie mów, że tęskniłaś?
-Nie! Nie wiedziałam co zrobić z tego szczęścia.
Ciekawe ile matek miało podobne odczucia tego dnia....
Tymczasem zimno, tymczasem mokro, tymczasem wieje jak głupie i po okresie grzybobrania przyszedł czas czapkobrania wszędzie gdzie się da. Kawa nie działa tak jak sarny przebiegające tuż przed maską. Wtedy wraz z ostatnią sarną skacze adrenalina i PG czuje, że żyje. I jak działą ABS też czuje...
KoleżAnka zabrała PG do teatru. Ubrały się jak na studniówkę, odmalowały, poszły i usiadły w pierwszym rzędzie (wyjątkowo nie wzięły kanapek z jajkiem i cukierków w szeleszczących papierkach). Było fantastycznie. A kiedy po zakończonym spektaklu ubierały się w szatni KA zagadała półszeptem: popatrz...tu wszyscy jakby dużo starsi od nas.. I rzeczywiście średnia wieku oscylowałą wokół 60 lat...ale PG poczuła się jak wśród rówieśników..a wszystko przez Córkę KA.
-Jak długo znacie się z ciocią?-zagadnęła ta matkę swoją rodzoną, gdy szykowała się na rzeczone wyjście.
-Od studiów-odpowiedziała KA
-Czyli 23 lata-podsumowała córKA-DWADZIEŚCIA TRZY...
TRZY..
trzy..
rzy...
odbiło się aż w gadułowej głowie.
Nie przeszkadzało nam to jednak wracając jechać za sobą samochodami i plotkować przez telefon. "KA uważaj, bo Ci jakaś baba siedzi na ogonie"-"No właśnie widzę, lepiej to przepuścić"-"TO?! to Cię zaraz wyprzedzę"i "poczekaj bo przede mną jakaś też jedzie , a JAK jedzie!" tak rechocząc zrobiły sobie na drodze krajowej "Szybkich i wściekłych".
A w pracy remont, kiedy PG zagląda do Dżoany, z trudem nawiązuje kontakt wzrokowy z parą oczu, które świecą jak węgielki w koknie ze swetrów, kurtek i szali. Bo jak remont to nie ogrzewanie i szaleć nie można. Na zajęciach z kolei PG zamiera, gdy patrzy na swoją grupę, w kurtkach, nerwowo wczepioną w kubki z gorącą herbatą. Gdy jedna ze studentek ma usta sine a oczy nieobecne...być może kiedyś nas znajdą w kostce lodu...
Drogi Pamiętniczku, przeczytałam gdzieś , że S.King pisze dziennie ileś tam znaków, gdyż spośród wszystkich opisywanych przez siebie okropieństw najbardziej boi się niemocy twórczej...Jak widzisz Mój Drogi i mnie ona dopadła, choc się wcale nie bałam. To znaczy piszę, piiiszęęęę różne, nikomu niepotrzebne rzeczy, czasem stronę, czasem dwie dziennie, a czasem jedno zdanie, ale coś mi mówi, że choć i moje napisane cuda są rówinie straszne, jak te Kinga, to nie zrobię na nich fortuny. No ale nie bądźmy materialistami, tak?
No i Polska oszalała, bo Polacy jadą do Rosji, może też pojadę? Kto mnie tam wie..
Tymczasem zrobię sobie herbatę i wezmę czekoladę, w czekoladzie mieszka radość, czekolada to dobro...
Dobranoc
Zatem ze spraw domowo-organizacyjnych z wrześniem i powrotem do szkoły, wróciliśmy na karate. Czas prania i prasowania kimon na okrągło, pokrzykiwania "ruchy! ruchy! zaraz się spóźnimy!" oraz zapowiadania tuż przed wejściem do sali, że tym razem chłopcy mają trzymać się z daleka od siebie na sali i być najgrzeczniejszymi spośród wszystkich karateków na całym świecie.
Kwestia ubezpieczeń wydaje się dziwna w kontekście faktu, że u góry brakuje El Nino w paszczy dwóch jedynek, a na dole jednej dwójki. Sensej popatrzył, uśmiechnął się porozumiewawczo i uznał, że ubezpieczanie zębów w tym przypadku jest niepotrzebne, choć konieczne.
Długie deszczowe poranki z niemal depresyjnymi stanami okraszone są smsami z Sophie, które podnoszą na duchu. 4 września PG wyprawiwszy dzieci do placówek zwierza sie Sophie:
-wiesz...poszli i w domu było tak cicho , tak bardzo, bardzo cicho....
-I nie mów, że tęskniłaś?
-Nie! Nie wiedziałam co zrobić z tego szczęścia.
Ciekawe ile matek miało podobne odczucia tego dnia....
Tymczasem zimno, tymczasem mokro, tymczasem wieje jak głupie i po okresie grzybobrania przyszedł czas czapkobrania wszędzie gdzie się da. Kawa nie działa tak jak sarny przebiegające tuż przed maską. Wtedy wraz z ostatnią sarną skacze adrenalina i PG czuje, że żyje. I jak działą ABS też czuje...
KoleżAnka zabrała PG do teatru. Ubrały się jak na studniówkę, odmalowały, poszły i usiadły w pierwszym rzędzie (wyjątkowo nie wzięły kanapek z jajkiem i cukierków w szeleszczących papierkach). Było fantastycznie. A kiedy po zakończonym spektaklu ubierały się w szatni KA zagadała półszeptem: popatrz...tu wszyscy jakby dużo starsi od nas.. I rzeczywiście średnia wieku oscylowałą wokół 60 lat...ale PG poczuła się jak wśród rówieśników..a wszystko przez Córkę KA.
-Jak długo znacie się z ciocią?-zagadnęła ta matkę swoją rodzoną, gdy szykowała się na rzeczone wyjście.
-Od studiów-odpowiedziała KA
-Czyli 23 lata-podsumowała córKA-DWADZIEŚCIA TRZY...
TRZY..
trzy..
rzy...
odbiło się aż w gadułowej głowie.
Nie przeszkadzało nam to jednak wracając jechać za sobą samochodami i plotkować przez telefon. "KA uważaj, bo Ci jakaś baba siedzi na ogonie"-"No właśnie widzę, lepiej to przepuścić"-"TO?! to Cię zaraz wyprzedzę"i "poczekaj bo przede mną jakaś też jedzie , a JAK jedzie!" tak rechocząc zrobiły sobie na drodze krajowej "Szybkich i wściekłych".
A w pracy remont, kiedy PG zagląda do Dżoany, z trudem nawiązuje kontakt wzrokowy z parą oczu, które świecą jak węgielki w koknie ze swetrów, kurtek i szali. Bo jak remont to nie ogrzewanie i szaleć nie można. Na zajęciach z kolei PG zamiera, gdy patrzy na swoją grupę, w kurtkach, nerwowo wczepioną w kubki z gorącą herbatą. Gdy jedna ze studentek ma usta sine a oczy nieobecne...być może kiedyś nas znajdą w kostce lodu...
Drogi Pamiętniczku, przeczytałam gdzieś , że S.King pisze dziennie ileś tam znaków, gdyż spośród wszystkich opisywanych przez siebie okropieństw najbardziej boi się niemocy twórczej...Jak widzisz Mój Drogi i mnie ona dopadła, choc się wcale nie bałam. To znaczy piszę, piiiszęęęę różne, nikomu niepotrzebne rzeczy, czasem stronę, czasem dwie dziennie, a czasem jedno zdanie, ale coś mi mówi, że choć i moje napisane cuda są rówinie straszne, jak te Kinga, to nie zrobię na nich fortuny. No ale nie bądźmy materialistami, tak?
No i Polska oszalała, bo Polacy jadą do Rosji, może też pojadę? Kto mnie tam wie..
Tymczasem zrobię sobie herbatę i wezmę czekoladę, w czekoladzie mieszka radość, czekolada to dobro...
Dobranoc
czwartek, 17 sierpnia 2017
lingwistyka praktyczna
-Umiesz język litwowy?-zagił El Nino kilka kilometrów po przekroczeniu granicy
-Litewski-poprawiła PG
-To nasz język litewski?-drążył EN
-A jaki wyraz Ci chodzi po głowie?-zapytała dla kontynuacji rozmowy PG
-Na przyyykłaaad znak!
-A to nie znam.
-A inne wyrazy znasz?
-Też nie znam.
Gorący dzień i lekkie rozkojarzenie dają się we znaki..
-Dziwny ten ich język - podsumowała PG w drodze powrotnej, tuż przed granicą podsumowując wszystkie minięte drogowskazy kończace się na -isy i -asy-taki...do niczego nie podobny..
-Fakt-odpowiedział Pan Małż
Minęli granicę i właczyli radio..właśnie trwały wiadomości: lektor z nienaganną dykcją podał:
STRAŻACY OCZYSZCZAJĄ KORYTO BRDY.
-Litewski-poprawiła PG
-To nasz język litewski?-drążył EN
-A jaki wyraz Ci chodzi po głowie?-zapytała dla kontynuacji rozmowy PG
-Na przyyykłaaad znak!
-A to nie znam.
-A inne wyrazy znasz?
-Też nie znam.
Gorący dzień i lekkie rozkojarzenie dają się we znaki..
-Dziwny ten ich język - podsumowała PG w drodze powrotnej, tuż przed granicą podsumowując wszystkie minięte drogowskazy kończace się na -isy i -asy-taki...do niczego nie podobny..
-Fakt-odpowiedział Pan Małż
Minęli granicę i właczyli radio..właśnie trwały wiadomości: lektor z nienaganną dykcją podał:
STRAŻACY OCZYSZCZAJĄ KORYTO BRDY.
niedziela, 6 sierpnia 2017
Juniorrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrek
Atakuje serią westchnień, własnych (często irracjonalnych ) kontropropozycji, rozmowy przypominają negocjacje z kimś w obcym języku, z kimś, dodajmy, kto ma w nosie logikę komunikacji, a własny interes, niedookreślony i wielokierunkowy przysłania mu świat.
-Czasem mam ochotę nim potrząsnąć-mówi Szymon, który ma syna, w podobnym wieku-wszystko robi z fochem, nic nie przychodzi mu bez problemów. "wyprowadź psa"-"ach ech tyle kłopotów z tym psem", "pomóż siostrze"-"ona jest problematyczna"...
Tymczasem El Nino radzi sobie grajac na uczuciach: "CYLI GLANIE JEST DLA CIEBIE WAŻNIEJSZE OD BLATA?!"
Działa, w ograniczonym zakresie, ale działa.
-Czasem mam ochotę nim potrząsnąć-mówi Szymon, który ma syna, w podobnym wieku-wszystko robi z fochem, nic nie przychodzi mu bez problemów. "wyprowadź psa"-"ach ech tyle kłopotów z tym psem", "pomóż siostrze"-"ona jest problematyczna"...
Tymczasem El Nino radzi sobie grajac na uczuciach: "CYLI GLANIE JEST DLA CIEBIE WAŻNIEJSZE OD BLATA?!"
Działa, w ograniczonym zakresie, ale działa.
Bardzo naganne..
PG z synostwem udają się nad zalew rano. Rano to dla innych bywalców około 9...wtedy plaża jest jeszcze niemal pusta i można korzystać z wody bez konieczności przepychania się poprzez tłumy. PG siada na kocyku i zatapia się w książce podczas gdy jej dzieci próbują nie zatopić się w wodzie.
I tak było tym razem. Plażowanie rozpoczęlo się około 9 rano, PG rozłożyła kocyk, książkę, dzieci pobiegły do wody. Po jakimś kwadransie przybyła inna pani z dziećmi..z trójką dzieci i choć to nie całkiem grzecznie i nie zupełnie w zgodzie z konwenansem i ogólnie tragedia, panie... nie dało się nie zauważyć że dzieci owe miały naturę inwazyjną. Chłopiec lat około ElNniniowych uderzał rytmicznie wiaderkiem o drugie wiaderko, dziewczę lat około 10 krzyczało na poprzedniego a dziewczynka około połowy tego upatrzyła sobie na ofiary dzieci PG. Aby przybliżyć postać tej ostatniej dość było powiedzieć: miała wzrost ElNino a wagę dwukrotnie wyższą niż Juniorkowa.
Okropny żart pt "tragedia jest wtedy, gdy zakładasz hula hop i pasuje" spełniła się w postaci tegoż dziewczątka w dmuchanym kółku, które jakoś na siebie wcisnęła. Przy pomocy tejże opony podpływała co czas jakiś do ElNino lub Juniora zagadując i...będąc trwale ignorowaną. /W tym miejscu można nadmienić,że gadułowe dzieci są o tyle społecznie niedostosowane, że gdy ktoś ich denerwuje ostentacyjnie ignorują osobnika-zachowanie oporne bierne ekm../.Dziewczynka Kuleczka nie była z tych, które odpuszczają. Gdy zaczepianie werbalne, tudzież kończynami nie dało rady, co rusz podpływała na swej oponie (swych oponach) i z całej siły rozbryzgiwała fale przed buzią któregoś młodego Gaduły. PG nie interweniowała, zerkając tylko znad ksiażki i złowrogo marszcząc brew.
-Mamo!-rozdarła się dziewczynka-ONE NIE CHCOM SIĘ ZE MNOM BAWIĆ!
"One" rzeczywiście nie chciały, gdyby tylko one mogły uciekłyby do sąsiedniego akwenu,ale ponieważ sąsiedni akwen znajduje się około 20 km dalej-one zostały na miejscu.
-MAMOOO!, ONE NIE CHCOM!
Matka zignorowała dziecko, najwyraźniej przyzwyczajona do dużej tolerancji decybeli kontynuowała rozmowę przez telefon. kolejna fala wywalona ze złością na buzię El Nino spowodowała kolejne odpłynięcie tegoż w kierunku przeciwnym i kolejny pościg dziewczynki-torpedy wodnej. Przy okazji dostało się i Juniorowi, który genetycznie obciążony marszczeniem brwi, od dobrych kilku minut pozostawał w stanie brwi zmarszczonych. Dziewczątko mając do dyspozycji cały akwen i swoje rodzeństwo do mordowania kontynuowało dzieło zniszczenia nerwów Juniora i El Nino. PG przyglądała się rosnącemu ciśnieniu potomstwa, młody obok uderzał wiaderkami, siostra obsypywała go piaskiem, matka gadała przez telefon, mały wieloryb zataczał kolejne koła...drąc co jakiś czas japę.
-MAAAAAAMMMOOOOO!CO MAMY DO JEDZENIA???!!!!!-mama szczebiotała w telefon nie bacząc na nawoływanie-MAMOOOO!!!!!!-ciszę ostatecznie szlak trafił-MAMO CO SOBIE MOGŁABYM ZJEŚĆ??????
-Fitoplankton sobie zjedz!-odrzekł półgłosem Junior
PG zapadła się w okopie książki, nie wiedzac już czy bardziej jest dumna wobec tej postawy Pierworodnego, czy tak jej wstyd wobec tak niepedagogicznej postawy własnej.
I tak było tym razem. Plażowanie rozpoczęlo się około 9 rano, PG rozłożyła kocyk, książkę, dzieci pobiegły do wody. Po jakimś kwadransie przybyła inna pani z dziećmi..z trójką dzieci i choć to nie całkiem grzecznie i nie zupełnie w zgodzie z konwenansem i ogólnie tragedia, panie... nie dało się nie zauważyć że dzieci owe miały naturę inwazyjną. Chłopiec lat około ElNniniowych uderzał rytmicznie wiaderkiem o drugie wiaderko, dziewczę lat około 10 krzyczało na poprzedniego a dziewczynka około połowy tego upatrzyła sobie na ofiary dzieci PG. Aby przybliżyć postać tej ostatniej dość było powiedzieć: miała wzrost ElNino a wagę dwukrotnie wyższą niż Juniorkowa.
Okropny żart pt "tragedia jest wtedy, gdy zakładasz hula hop i pasuje" spełniła się w postaci tegoż dziewczątka w dmuchanym kółku, które jakoś na siebie wcisnęła. Przy pomocy tejże opony podpływała co czas jakiś do ElNino lub Juniora zagadując i...będąc trwale ignorowaną. /W tym miejscu można nadmienić,że gadułowe dzieci są o tyle społecznie niedostosowane, że gdy ktoś ich denerwuje ostentacyjnie ignorują osobnika-zachowanie oporne bierne ekm../.Dziewczynka Kuleczka nie była z tych, które odpuszczają. Gdy zaczepianie werbalne, tudzież kończynami nie dało rady, co rusz podpływała na swej oponie (swych oponach) i z całej siły rozbryzgiwała fale przed buzią któregoś młodego Gaduły. PG nie interweniowała, zerkając tylko znad ksiażki i złowrogo marszcząc brew.
-Mamo!-rozdarła się dziewczynka-ONE NIE CHCOM SIĘ ZE MNOM BAWIĆ!
"One" rzeczywiście nie chciały, gdyby tylko one mogły uciekłyby do sąsiedniego akwenu,ale ponieważ sąsiedni akwen znajduje się około 20 km dalej-one zostały na miejscu.
-MAMOOO!, ONE NIE CHCOM!
Matka zignorowała dziecko, najwyraźniej przyzwyczajona do dużej tolerancji decybeli kontynuowała rozmowę przez telefon. kolejna fala wywalona ze złością na buzię El Nino spowodowała kolejne odpłynięcie tegoż w kierunku przeciwnym i kolejny pościg dziewczynki-torpedy wodnej. Przy okazji dostało się i Juniorowi, który genetycznie obciążony marszczeniem brwi, od dobrych kilku minut pozostawał w stanie brwi zmarszczonych. Dziewczątko mając do dyspozycji cały akwen i swoje rodzeństwo do mordowania kontynuowało dzieło zniszczenia nerwów Juniora i El Nino. PG przyglądała się rosnącemu ciśnieniu potomstwa, młody obok uderzał wiaderkami, siostra obsypywała go piaskiem, matka gadała przez telefon, mały wieloryb zataczał kolejne koła...drąc co jakiś czas japę.
-MAAAAAAMMMOOOOO!CO MAMY DO JEDZENIA???!!!!!-mama szczebiotała w telefon nie bacząc na nawoływanie-MAMOOOO!!!!!!-ciszę ostatecznie szlak trafił-MAMO CO SOBIE MOGŁABYM ZJEŚĆ??????
-Fitoplankton sobie zjedz!-odrzekł półgłosem Junior
PG zapadła się w okopie książki, nie wiedzac już czy bardziej jest dumna wobec tej postawy Pierworodnego, czy tak jej wstyd wobec tak niepedagogicznej postawy własnej.
niedziela, 16 lipca 2017
O różnicach kulturowych industrialnie
J. jest uśmiechnięty, wysoki i budzi respekt swoją osobą. Zajmuje ważne stanowisko w międzynarodowej instytucji cieszącej się szacunkiem społecznym. J. patrzy w oczy, gdy mówi, dużo gestykuluje i ma postawę, którą każdy specjalista od mowy ciała nazwałby otwartą profesjonalnie. J. włada znakomitym angielskim amerykańskim, bo jest Amerykaninem. Profesjonalny angielski amerykański zawsze kojarzy się PG z ...kopytkami albo pierogiem leniwym umieszczonym w paszczy, który pozwala na obszernie bełkoczącą artykulację. Ale J. jest bardzo miły, nawet..po amerykańsku przesympatyczny.
J. z tego co mówi jest ZAFASCYNOWANY Polską, z Jej historią, zabytkami, aresnałem zamków i nieprzewidywalną serdecznością ludzi. Dziwi się, że tu tyle kościołów (niektórych starszych od jego kraju) i że ludzie do nich chodzą.
Oczy J. robią się większe, gdy słyszy, że mieliśmy banany tylko na Święta Bożego Narodzenia, ale i tak było fajnie. Nie bardzo rozumie, jak w sklepach mogło nie być masła czy cukru. Zapewne J był wtedy opalonym nastolatkiem śmigającym na deskorolce wzdłuż plaży w Malibu.
-We mnie ten amerykański entuzjazm wywołuje jakiś lęk-relacjonuje wieczorem PG Panu Małżowi-no nie wiem...taką mam psychę...w odcieniu szarej tkanki żelbetonu PRL...czy coś...
-Mhm-odpowiada PM-dekadencja, czarnowidztwo i zgnilizna moralna socjalizmu..No ale pomyśl jaki straszny mógł być dla niego obraz naszego dzieciństwa? A jakbyś jeszcze opowiedziała, że się wychowywałaś na Śląsku...to byłoby takie strasznie industrialne.
-I strajki-poleciała dramatyzmem PG-wśród wystrzałów, huku bomb.
Zawsze PG rozbraja mylenie Zagłębia ze Śląskiem a jeszcze bardziej rozbraja INDUSTRIALNE wyobrażenie tamtej przestrzeni. Zawsze, gdy to słyszy wyobraża sobie, co ma na myśli ktoś, kto tak mówi. Coś , jakby bawiła sie z PrzyjaciElką i innymi w scenerii z Mad Maxa, jakby jeździły złożonymi z części wraków innych pojazdów łazikami..po jakiejś pustyni, tu i ówdzie straszyłyby ruiny opuszczonych domów, kominy fabryk i nic więcej....pośród złomu, zniszczenia, pyłu, szarości, brudne dzieci z rozczochranymi włosami i nic więcej...nic....no może śpiew Tiny Turner ponad nimi...
Choć nie mówię, że tak nie było ;)
J. z tego co mówi jest ZAFASCYNOWANY Polską, z Jej historią, zabytkami, aresnałem zamków i nieprzewidywalną serdecznością ludzi. Dziwi się, że tu tyle kościołów (niektórych starszych od jego kraju) i że ludzie do nich chodzą.
Oczy J. robią się większe, gdy słyszy, że mieliśmy banany tylko na Święta Bożego Narodzenia, ale i tak było fajnie. Nie bardzo rozumie, jak w sklepach mogło nie być masła czy cukru. Zapewne J był wtedy opalonym nastolatkiem śmigającym na deskorolce wzdłuż plaży w Malibu.
-We mnie ten amerykański entuzjazm wywołuje jakiś lęk-relacjonuje wieczorem PG Panu Małżowi-no nie wiem...taką mam psychę...w odcieniu szarej tkanki żelbetonu PRL...czy coś...
-Mhm-odpowiada PM-dekadencja, czarnowidztwo i zgnilizna moralna socjalizmu..No ale pomyśl jaki straszny mógł być dla niego obraz naszego dzieciństwa? A jakbyś jeszcze opowiedziała, że się wychowywałaś na Śląsku...to byłoby takie strasznie industrialne.
-I strajki-poleciała dramatyzmem PG-wśród wystrzałów, huku bomb.
Zawsze PG rozbraja mylenie Zagłębia ze Śląskiem a jeszcze bardziej rozbraja INDUSTRIALNE wyobrażenie tamtej przestrzeni. Zawsze, gdy to słyszy wyobraża sobie, co ma na myśli ktoś, kto tak mówi. Coś , jakby bawiła sie z PrzyjaciElką i innymi w scenerii z Mad Maxa, jakby jeździły złożonymi z części wraków innych pojazdów łazikami..po jakiejś pustyni, tu i ówdzie straszyłyby ruiny opuszczonych domów, kominy fabryk i nic więcej....pośród złomu, zniszczenia, pyłu, szarości, brudne dzieci z rozczochranymi włosami i nic więcej...nic....no może śpiew Tiny Turner ponad nimi...
Choć nie mówię, że tak nie było ;)
piątek, 14 lipca 2017
Żar tropików
Był kiedyś taki serial, bodaj kryminalny. PG swobodnie nawiązuje do tropików przy wakacjach, nie to, żeby uprawiała podróże na jakieś Bali czy inne Karaiby..Po prostu temperaturę zapewnia sobie samoistnie poprzez złapanie jakowegoś wirusa i stałe przebywanie powyżej 38 Celsjuszów, oczy ma załzawione jakby patrzyła w słońce i rumieńce jakoby ją już słońce opaliło. I stale jest naćpana..może to Jamajka?
Pisanie PG nie idzie, wymieniają się za to z Sophie zdjęciami własnych laptopów z rozkopaną robotą i porozrzucanymi wokół zabawkami-człowieczy los...
Leżenie na boku z oczami utkwionymi raczej w ekran telewizora niż w monitor komputera ma tą zaletę, że można bez dyskomfortu zamknąć oczy i nie mieć wyrzutów sumienia. Myśli szybują, szyyyybujjjąąąą.. A potem otwierasz oczy i leci wywiad z Placido Domingo gdzieś z początku lat 90 albo Marek Kondrat mający lat ze 20 śmiga po ekranie jako kelner.
Pisanie PG nie idzie, wymieniają się za to z Sophie zdjęciami własnych laptopów z rozkopaną robotą i porozrzucanymi wokół zabawkami-człowieczy los...
Leżenie na boku z oczami utkwionymi raczej w ekran telewizora niż w monitor komputera ma tą zaletę, że można bez dyskomfortu zamknąć oczy i nie mieć wyrzutów sumienia. Myśli szybują, szyyyybujjjąąąą.. A potem otwierasz oczy i leci wywiad z Placido Domingo gdzieś z początku lat 90 albo Marek Kondrat mający lat ze 20 śmiga po ekranie jako kelner.
sobota, 8 lipca 2017
***
Z racji prowadzonego szkolenia PG miała wcielić się w rolę dyktatora. Ostatecznie wyszło nieźle i odnalazła się w tejże (ciekawe dlaczego) ale wcześniej omawiała temat z PM:
-Nic się nie martw-pocieszył Ów-zawsze możesz kazać rozstrzelać oponentów..
EL Nino musiał coś podchwycić, bo wieczorem przed zaśnięciem wzdychał głeboko i opowiadał Matce Rodzicielce, że bardzo chciałby być dyktatorem i że to niesprawiedliwe, że Polska nie jest najpotężniejszym krajem świata...ale jeszcze będzie.
Z pewnością..nie należy tego lekceważyć.
***
"Z początkiem roku obiecałem sobie schudnąć 15 kg do pierwszego lipca. Jest 30 czerwiec a mi zostało jeszcze 30 kg - trzymajcie kciuki!" -głosi mem z Internetu.
PG nic nie głosi, macha rączkę, nóżką bez założeń strategicznych, żeby uniknąć rozczarowań.
***
I lipiec...ostatnie obrony ...cóż powiedzieć....oczy krwawią przy czytaniu.
Nie chodzi o poziom merytoryczny, nie...raczej nie...
Pokolenie sms pisze prace niemal smsami. Wezbrana rzeka czasu huczy PG w głowie uświadamiając, że ona nie jest z tego pokolenia, że literatura i czytanie jest passe, że zdania podwójnie, poczwórnie, po..piątnie złożone, z niewłaściwą gramatyką, z pokręconymi rodzajami są teraz w modzie...
Przed oczami staje PG jej pani nauczycielka od języka polskiego, stareńka jak katedra w Gnieźnie, która biadoliła nad głowami: "Partyzantów języka polskiego uczyłam! Ale oni to sie przynajmniej przykładali do nauki!"
Chwała Bohaterom-mruczy pod nosem PG mając na myśli ową nauczycielkę i czytając zdanie następującej treści: "W życiu jednostki istnieją nierozłączne elementy związane z funkcjonowaniem życiowym i psycho-fizycznym jednostki"
-Nic się nie martw-pocieszył Ów-zawsze możesz kazać rozstrzelać oponentów..
EL Nino musiał coś podchwycić, bo wieczorem przed zaśnięciem wzdychał głeboko i opowiadał Matce Rodzicielce, że bardzo chciałby być dyktatorem i że to niesprawiedliwe, że Polska nie jest najpotężniejszym krajem świata...ale jeszcze będzie.
Z pewnością..nie należy tego lekceważyć.
***
"Z początkiem roku obiecałem sobie schudnąć 15 kg do pierwszego lipca. Jest 30 czerwiec a mi zostało jeszcze 30 kg - trzymajcie kciuki!" -głosi mem z Internetu.
PG nic nie głosi, macha rączkę, nóżką bez założeń strategicznych, żeby uniknąć rozczarowań.
***
I lipiec...ostatnie obrony ...cóż powiedzieć....oczy krwawią przy czytaniu.
Nie chodzi o poziom merytoryczny, nie...raczej nie...
Pokolenie sms pisze prace niemal smsami. Wezbrana rzeka czasu huczy PG w głowie uświadamiając, że ona nie jest z tego pokolenia, że literatura i czytanie jest passe, że zdania podwójnie, poczwórnie, po..piątnie złożone, z niewłaściwą gramatyką, z pokręconymi rodzajami są teraz w modzie...
Przed oczami staje PG jej pani nauczycielka od języka polskiego, stareńka jak katedra w Gnieźnie, która biadoliła nad głowami: "Partyzantów języka polskiego uczyłam! Ale oni to sie przynajmniej przykładali do nauki!"
Chwała Bohaterom-mruczy pod nosem PG mając na myśli ową nauczycielkę i czytając zdanie następującej treści: "W życiu jednostki istnieją nierozłączne elementy związane z funkcjonowaniem życiowym i psycho-fizycznym jednostki"
czwartek, 15 czerwca 2017
Wciąż biegnę i biegnę...
Paskudną cechą PG jest nieumiejętność odpuszczania sobie, praca na etat+pół etatu+jakowaś umowa (zapewne ze śmieci) powoduje pęd, na wpół świadomy przez maj i czerwiec. Notatki z kalendarza przeszły do telefonu, bo telefonu PG RACZEJ nie zapomina, ale to nie ustrzegło PG przed sytuacjami, gdy w ostatniej chwili zajeżdża na parking...pod niewłaściwą pracą, ale jako MatkaPolkaMultizajęta zdąży (a jakże), z językiem do pasa, na świetle mocno zielonym wjedzie na praking "numero duo" z piskiem opon, z toną papieru pod pachą, z rosą na czole..i tylko zapomni parasola, żeby potem w strugach deszczu biec tylko do auta, gdzie on leży. Wyjazd z domu za dziesięć siódma, powrót grubo po siedemnastej, potem trzeba pobyć matką, pobawić się, poprać i pogotować, i koniecznie pamiętać, że do pojutrze artykuł do wysłania i maile czekają na odpisanie...wieczorem machamy nóżką i rączką, bo jedno i drugie jakoś grubną bez powodu "od wzięcia oddechu głębszego w cukierni", wieczorem czytamy książkę bajkową, wieczorem tłumaczymy Juniorkowi, że to nie całkiem tak, ze gdy nie powie o jedynce to doceniamy jego troskę "żebyśmy się nie denerwowali" :) W międzyczasie się okaże że kurs do poprowadzenia, i gdy już się cieszysz, że temat Ci bliski, że firma prestiżowa, że organizacja miedzynarodowa i że wow jak fajnie, że Ci dano taką szansę..przychodzą materiały...całe po angielsku.
Są chwile, że PG żałuje bardzo, że nie potrafi odpuścić machnąć ręką, odłożyć na potem ale ...Szanowna Publiczności..obiecuje się zmienić.
Są chwile, że PG żałuje bardzo, że nie potrafi odpuścić machnąć ręką, odłożyć na potem ale ...Szanowna Publiczności..obiecuje się zmienić.
Uroczyście i wobec Wielkiego Internetu!
sobota, 27 maja 2017
samochodowe rozmowy
-wiesz, ze są na świecie trujące żaby?-zagadnął El Nino, zająwszy miejsce w foteliku i kulturalnie rozpoczynając tradycyjną konwersację mającą umilić drogę
-coś...słyszałam-potwierdziła PG-odpowiedziało jej ciche westchnienie
-ooooo jak dobrze, że nie ma u nas niebezpiecznych krokodyli-kontynuował EN-Ale niedobrze-zawiesił głos i paluszek wskazujący-niestety są żmije!
-No..niestety -dorzuciła PG
-Ale nie ma brontozaurów-wykazał się nutką optymizmu EN-choć brontozaur nie byłby najgorszy, bym sobie go może oswoiiiiiłłłłł, karmił arbuzkami, no ale nie ma. nie ma i może to dobze...lubisz komary?
-nie bardzo-odpowiedziała matka zza kierownicy
-no ja też niebardzo ale najgorsze..tak najgorsze połączenie to byłby komar ze żmiją i jakimś niebezpiecznym krokodylem, plawda? z zębami jeszcze! To byłoby strasznie niebezpieczne i by się nie dało lubić!
PG zadrżała na owo wyobrażenie.
-i z tirexem -dokończył EN...zapadłą straszna cisza.
-To ja idę spać, nie bój się-uspokoił matkę rodzicielkę i zasnął.
-coś...słyszałam-potwierdziła PG-odpowiedziało jej ciche westchnienie
-ooooo jak dobrze, że nie ma u nas niebezpiecznych krokodyli-kontynuował EN-Ale niedobrze-zawiesił głos i paluszek wskazujący-niestety są żmije!
-No..niestety -dorzuciła PG
-Ale nie ma brontozaurów-wykazał się nutką optymizmu EN-choć brontozaur nie byłby najgorszy, bym sobie go może oswoiiiiiłłłłł, karmił arbuzkami, no ale nie ma. nie ma i może to dobze...lubisz komary?
-nie bardzo-odpowiedziała matka zza kierownicy
-no ja też niebardzo ale najgorsze..tak najgorsze połączenie to byłby komar ze żmiją i jakimś niebezpiecznym krokodylem, plawda? z zębami jeszcze! To byłoby strasznie niebezpieczne i by się nie dało lubić!
PG zadrżała na owo wyobrażenie.
-i z tirexem -dokończył EN...zapadłą straszna cisza.
-To ja idę spać, nie bój się-uspokoił matkę rodzicielkę i zasnął.
niedziela, 21 maja 2017
Jeszcze o Kasi
-mam dla was informację-powiedziała poważnie pani wychowawczyni-i uprzedzam, to nie jest mój pomysł ale prośba waszych rodziców, z którą jak najbardziej się zgadzam. Otóż rodzice ustalili, że podczas trzydniowej wycieczki będziecie mieli telefony tylko po 30 minut w ciągu dnia
Klasa obruszyła się, zaszumiała, wyrażała niezadowolenie
-nie będzie kwiatków na Dzień Matki-powiedziała dobitnie Kasia z autyzmem
Klasa obruszyła się, zaszumiała, wyrażała niezadowolenie
-nie będzie kwiatków na Dzień Matki-powiedziała dobitnie Kasia z autyzmem
niedziela, 16 kwietnia 2017
W klasie i w samochodzie, czyli wielkanocnie
Kasia ma zespól Aspergera, nie lubi gdy zaburza się porządek wokół i z niezwykłym uporem poprawia każdy błąd, literówkę, pomyłkę popełnioną przez nauczyciela. (Pani od matematyki znosi to cierpliwie, choć czasem nerwowo chodzą jej szczęki).Kasia zgłasza się z uporem godnym podziwu, gdy chce zabrać głos, zgłasza, zgłasza, zgłasza...nienawidzi, gdy ktoś to pomija. Kasia ma ogromną wiedzę i bywa natarczywie aktywna. Pani od religii prosiła dzieci, aby przygotowały coś o wielkanocnych zwyczajach. Było o palmach, babkach, pisankach i mazurach...i wtedy zgłosiła się Kasia. Trzeba przyznać ..znakomicie przygotowana. Opowiedziała o tym, że Wielkanoc łączy się z przebudzeniem przyrody i ,że ma swoje różne oblicze w różnych kulturach, a także o tym, że można ją łączyć z pogańskimi świętami Słowian, a potem już nikt nie mógł Kasi przerwać...i nie jestem pewna ,czy dokładnie to chciała osiągnąć pani katechetka, gdy stała oniemiała nie mogąc zatrzymać potoku Kasiowej wypowiedzi, a ta wymieniała kolejne imiona słowiańskich bożków i z zapałem opowiadała o Święcie Jaryły.
-Glamy w papier, kamień, nożyce?-spytał El Nino Juniorka, gdy jechali z koszyczkiem do kościoła świecić zawartość
-Gramy, gramy-potwierdził na odczepnego starszy brat
-pa-piel, ka-mie-ń, KO SY CEK! - zarechotał młodszy
A tak ogólnie: najlepszego tego i owego i spokoju wszelkiego!:)
-Glamy w papier, kamień, nożyce?-spytał El Nino Juniorka, gdy jechali z koszyczkiem do kościoła świecić zawartość
-Gramy, gramy-potwierdził na odczepnego starszy brat
-pa-piel, ka-mie-ń, KO SY CEK! - zarechotał młodszy
A tak ogólnie: najlepszego tego i owego i spokoju wszelkiego!:)
niedziela, 26 marca 2017
Krokusowo
Zatem wybraliśmy się na krokusy, na krokusy do Doliny Chochołowskiej-celem podziwu. Sęk w tym, że żeby je tam zastać trzeba je było zaskoczyć-w przeciwnym razie (jak WIELOKROTNIE przećwiczono) krokusy się chowają, albo w ziemi albo ,jak w kwietniu dwa lata temu, pod grubą warstwą śniegu. Tym razem jednak spotkaliśmy się i achom oraz ochom nie było końca.
Po drodze El Nino zachwycał się szronem na drzewach, szronem na kamieniach , szronem na tajemniczych kulkach tuż obok drogi.
-Co to za kulki są-zapytał pochylony studiując oszronioną strukturę w podziwie szeroko otwartych oczu.
-Kulki mocy-odpowiedziała PG
-Kulki mocy Anny Lewandowskiej-zapytał Junior
-Nie, raczej konia ..odrzekła Matka Rodzicielka
I potruchtali podziwiać krokusy.
Po drodze El Nino zachwycał się szronem na drzewach, szronem na kamieniach , szronem na tajemniczych kulkach tuż obok drogi.
-Co to za kulki są-zapytał pochylony studiując oszronioną strukturę w podziwie szeroko otwartych oczu.
-Kulki mocy-odpowiedziała PG
-Kulki mocy Anny Lewandowskiej-zapytał Junior
-Nie, raczej konia ..odrzekła Matka Rodzicielka
I potruchtali podziwiać krokusy.
wtorek, 28 lutego 2017
D.
Nie znałam go trzy tygodnie temu.
Miał trudny dom, 12 lat, trawnik ciemnych włosów i tiki, na które brał leki. Spotkanie z nim przyszło niespodziewanie ale ułożyło nam się dobrze. Siedzieliśmy w jednej ławce na lekcjach, czasem razem rysowali na matematyce, trochę rozmawiali, czasem mówiłam do niego "Kocie" a on mówił "fajne to jak pani tak do mnie mówi"..bo mama nie mówiła. Trochę rozrabiał, pobił kolegę na przerwie, bo powiedział coś złego o jego mamie, ale na ogół radził sobie dobrze. Czasem tylko trzeba mu było pokazać, że to nie znak dzielenia a mnożenia, albo , gdzie zjadł wyraz, a gdzie trzeba tylko dostawić literkę, na prawde się poprawiło, dostał czwórkę z przyrody i dobrą ocenę z angielskiego, Naprawdę mi też się poprawiło, i chyba długo będę pamiętał jak na polskim dostał piątkę i rzucił zadowolone spojrzenie przez ramię wprost do mnie a ja poczułam, że to ma sens. "pierwsza piatka z polskiego"-"jestem z Ciebie na prawdę dumna"
Ale to koniec.
Bo jego mama oddała go jak niektórzy porzucają szczenięta...a mi coś jak serce pękło.
Miał trudny dom, 12 lat, trawnik ciemnych włosów i tiki, na które brał leki. Spotkanie z nim przyszło niespodziewanie ale ułożyło nam się dobrze. Siedzieliśmy w jednej ławce na lekcjach, czasem razem rysowali na matematyce, trochę rozmawiali, czasem mówiłam do niego "Kocie" a on mówił "fajne to jak pani tak do mnie mówi"..bo mama nie mówiła. Trochę rozrabiał, pobił kolegę na przerwie, bo powiedział coś złego o jego mamie, ale na ogół radził sobie dobrze. Czasem tylko trzeba mu było pokazać, że to nie znak dzielenia a mnożenia, albo , gdzie zjadł wyraz, a gdzie trzeba tylko dostawić literkę, na prawde się poprawiło, dostał czwórkę z przyrody i dobrą ocenę z angielskiego, Naprawdę mi też się poprawiło, i chyba długo będę pamiętał jak na polskim dostał piątkę i rzucił zadowolone spojrzenie przez ramię wprost do mnie a ja poczułam, że to ma sens. "pierwsza piatka z polskiego"-"jestem z Ciebie na prawdę dumna"
Ale to koniec.
Bo jego mama oddała go jak niektórzy porzucają szczenięta...a mi coś jak serce pękło.
poniedziałek, 27 lutego 2017
Człowiek renesansu
El Nino ma zacięcie polityczne: "gdyby były Myszowe Stany zjednoczone to koszatniczka byłaby Donaldem Trumpem wszystkich myszy"
ma też silne poczucie własnej wartości:"Jestem WSPANIAŁY-ale nie jesteś skromny...-po co być skromnym jak się jest wspaniałym?"
i ma dziwne zachowania;"tu jest ludzik, którego zrobiłem z plasteliny, a tuuuuu....(wyciąga łapkę z kawałkiem niebieskiej spłaszczonej plasteliny) ULEPIŁEM JEGO DUSZĘ"
ma też silne poczucie własnej wartości:"Jestem WSPANIAŁY-ale nie jesteś skromny...-po co być skromnym jak się jest wspaniałym?"
i ma dziwne zachowania;"tu jest ludzik, którego zrobiłem z plasteliny, a tuuuuu....(wyciąga łapkę z kawałkiem niebieskiej spłaszczonej plasteliny) ULEPIŁEM JEGO DUSZĘ"
czwartek, 19 stycznia 2017
"Osu oznacza cierpliwość, szacunek i uznanie..." co daj Panie Boże...
Pani Gaduła siedziała na szkolnym krzesełku z blatem nerwowo bawiąc się palcami.
ichi!
ni!
san!
go!
roku!
shichi...
Dochodziło rytmicznym krzykiem z sali gimnastycznej za ścianą
hachi!
ku!
ju!
Rytmiczny krok tupnięciem kilkudziesięciu par stóp i okrzyk.
-Brzmią jak jakaś sekta-napisała smsa do PM
Za ścianą Junior i El Nino zdawali egzamin, dla Juniora był to egzamin kolejny El Nino jednak zdawał pierwszy egzamin w życiu. Taki, którego się obawiał i którego obawiała się PG...nie dlatego, żeby popadać w omdlenie, po prostu El Nino miał dużą wiarę w swoje umiejętności i skłonność do zajmowania się na treningach wszystkim tylko nie ćwiczeniami. Pominąwszy kwestie grożenia swojemu trenerowi.
ichi!
ni!
san!
-Obawiasz się o nich?-zapytała mama obok PG
-Obawiam się o tego egzaminatora, wielkiego mistrza, wielkiego Szu czy jak go tam zwał-odpowiedziała PG czyniąc niejaki skrót myślowy wobec wizji, gdy EN pyszczy podczas egzaminu oraz straszy pobiciem któregoś tam z wielkiej dziesiątki na świecie.
Po którymś tupnięciu rejwach na sali skończył się okrzykiem i oklaskami, po czym drzwi się otworzyły i z sali wybiegła grupa najmłodszych.
EN odnalazł wzrokiem matkę rodzicielkę
-Zdałem?-zapytał, zanim ona zapytała.
Zdał! Zdali obaj!
PG jechała wioząc dumnego posiadacza nowych belek i drugiego, który postanowił biały pas "zatrzymać sobie tylko na pamiątkę".
-Pokłoniłem się egzaminatorom, żeby im okazać szacunek-powiedział Junior
-A ja ich nie zbiłem, żeby im okazać- dorzucił El Nino
Na następnym treningu EN okazał co miał okazać na swój sposób.
-Wiesz Siensiej-zagadnął podczas przebierania w szatni stojąc przed trenerem w samych rajtuzach ze star wars- teraz mam pomarańciowy pas...ZAPAMIĘTAJ SOBIE..
Bo...Osu oznacza cierpliwość, szacunek i uznanie...
ichi!
ni!
san!
go!
roku!
shichi...
Dochodziło rytmicznym krzykiem z sali gimnastycznej za ścianą
hachi!
ku!
ju!
Rytmiczny krok tupnięciem kilkudziesięciu par stóp i okrzyk.
-Brzmią jak jakaś sekta-napisała smsa do PM
Za ścianą Junior i El Nino zdawali egzamin, dla Juniora był to egzamin kolejny El Nino jednak zdawał pierwszy egzamin w życiu. Taki, którego się obawiał i którego obawiała się PG...nie dlatego, żeby popadać w omdlenie, po prostu El Nino miał dużą wiarę w swoje umiejętności i skłonność do zajmowania się na treningach wszystkim tylko nie ćwiczeniami. Pominąwszy kwestie grożenia swojemu trenerowi.
ichi!
ni!
san!
-Obawiasz się o nich?-zapytała mama obok PG
-Obawiam się o tego egzaminatora, wielkiego mistrza, wielkiego Szu czy jak go tam zwał-odpowiedziała PG czyniąc niejaki skrót myślowy wobec wizji, gdy EN pyszczy podczas egzaminu oraz straszy pobiciem któregoś tam z wielkiej dziesiątki na świecie.
Po którymś tupnięciu rejwach na sali skończył się okrzykiem i oklaskami, po czym drzwi się otworzyły i z sali wybiegła grupa najmłodszych.
EN odnalazł wzrokiem matkę rodzicielkę
-Zdałem?-zapytał, zanim ona zapytała.
Zdał! Zdali obaj!
PG jechała wioząc dumnego posiadacza nowych belek i drugiego, który postanowił biały pas "zatrzymać sobie tylko na pamiątkę".
-Pokłoniłem się egzaminatorom, żeby im okazać szacunek-powiedział Junior
-A ja ich nie zbiłem, żeby im okazać- dorzucił El Nino
Na następnym treningu EN okazał co miał okazać na swój sposób.
-Wiesz Siensiej-zagadnął podczas przebierania w szatni stojąc przed trenerem w samych rajtuzach ze star wars- teraz mam pomarańciowy pas...ZAPAMIĘTAJ SOBIE..
Bo...Osu oznacza cierpliwość, szacunek i uznanie...
czwartek, 5 stycznia 2017
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)