Strasznie Cię zaniebuję, jak zakrzaczony ogród albo szafę, z której wszystko się samo wydostaje-czyli mozna powiedzieć, że w życiu wirtualnym tak jak w realnym. Każdej jesieni nasz ogród ratują wybujałe ponad miarę dąbki, bo inaczej byłoby to tylko zbiorowisko zieleniny wszelakiej mocno nieuczesanej. Nie mniej jednak jesień mamy piękną tego roku, jak tylko nie pada i nie wieje. Wtedy jest super.
Zatem ze spraw domowo-organizacyjnych z wrześniem i powrotem do szkoły, wróciliśmy na karate. Czas prania i prasowania kimon na okrągło, pokrzykiwania "ruchy! ruchy! zaraz się spóźnimy!" oraz zapowiadania tuż przed wejściem do sali, że tym razem chłopcy mają trzymać się z daleka od siebie na sali i być najgrzeczniejszymi spośród wszystkich karateków na całym świecie.
Kwestia ubezpieczeń wydaje się dziwna w kontekście faktu, że u góry brakuje El Nino w paszczy dwóch jedynek, a na dole jednej dwójki. Sensej popatrzył, uśmiechnął się porozumiewawczo i uznał, że ubezpieczanie zębów w tym przypadku jest niepotrzebne, choć konieczne.
Długie deszczowe poranki z niemal depresyjnymi stanami okraszone są smsami z Sophie, które podnoszą na duchu. 4 września PG wyprawiwszy dzieci do placówek zwierza sie Sophie:
-wiesz...poszli i w domu było tak cicho , tak bardzo, bardzo cicho....
-I nie mów, że tęskniłaś?
-Nie! Nie wiedziałam co zrobić z tego szczęścia.
Ciekawe ile matek miało podobne odczucia tego dnia....
Tymczasem zimno, tymczasem mokro, tymczasem wieje jak głupie i po okresie grzybobrania przyszedł czas czapkobrania wszędzie gdzie się da. Kawa nie działa tak jak sarny przebiegające tuż przed maską. Wtedy wraz z ostatnią sarną skacze adrenalina i PG czuje, że żyje. I jak działą ABS też czuje...
KoleżAnka zabrała PG do teatru. Ubrały się jak na studniówkę, odmalowały, poszły i usiadły w pierwszym rzędzie (wyjątkowo nie wzięły kanapek z jajkiem i cukierków w szeleszczących papierkach). Było fantastycznie. A kiedy po zakończonym spektaklu ubierały się w szatni KA zagadała półszeptem: popatrz...tu wszyscy jakby dużo starsi od nas.. I rzeczywiście średnia wieku oscylowałą wokół 60 lat...ale PG poczuła się jak wśród rówieśników..a wszystko przez Córkę KA.
-Jak długo znacie się z ciocią?-zagadnęła ta matkę swoją rodzoną, gdy szykowała się na rzeczone wyjście.
-Od studiów-odpowiedziała KA
-Czyli 23 lata-podsumowała córKA-DWADZIEŚCIA TRZY...
TRZY..
trzy..
rzy...
odbiło się aż w gadułowej głowie.
Nie przeszkadzało nam to jednak wracając jechać za sobą samochodami i plotkować przez telefon. "KA uważaj, bo Ci jakaś baba siedzi na ogonie"-"No właśnie widzę, lepiej to przepuścić"-"TO?! to Cię zaraz wyprzedzę"i "poczekaj bo przede mną jakaś też jedzie , a JAK jedzie!" tak rechocząc zrobiły sobie na drodze krajowej "Szybkich i wściekłych".
A w pracy remont, kiedy PG zagląda do Dżoany, z trudem nawiązuje kontakt wzrokowy z parą oczu, które świecą jak węgielki w koknie ze swetrów, kurtek i szali. Bo jak remont to nie ogrzewanie i szaleć nie można. Na zajęciach z kolei PG zamiera, gdy patrzy na swoją grupę, w kurtkach, nerwowo wczepioną w kubki z gorącą herbatą. Gdy jedna ze studentek ma usta sine a oczy nieobecne...być może kiedyś nas znajdą w kostce lodu...
Drogi Pamiętniczku, przeczytałam gdzieś , że S.King pisze dziennie ileś tam znaków, gdyż spośród wszystkich opisywanych przez siebie okropieństw najbardziej boi się niemocy twórczej...Jak widzisz Mój Drogi i mnie ona dopadła, choc się wcale nie bałam. To znaczy piszę, piiiszęęęę różne, nikomu niepotrzebne rzeczy, czasem stronę, czasem dwie dziennie, a czasem jedno zdanie, ale coś mi mówi, że choć i moje napisane cuda są rówinie straszne, jak te Kinga, to nie zrobię na nich fortuny. No ale nie bądźmy materialistami, tak?
No i Polska oszalała, bo Polacy jadą do Rosji, może też pojadę? Kto mnie tam wie..
Tymczasem zrobię sobie herbatę i wezmę czekoladę, w czekoladzie mieszka radość, czekolada to dobro...
Dobranoc
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz