wtorek, 31 października 2006

o królewnach i upiorach na helloween

Uśpić dziecko...nic prostrzego...jako metodę tradycyjną zastosowano bajkę:

"O śpiącej/śniętej królewnie"

PG: (do Juniora w fazie rem wydawaloby się): I cały dwór zasnął...

J:Tak jak na Jetix Play taaaaaaaaaaaa....tam śpi taka literka....smieśnie!

PG: Tak... dwór spał niczym literka na Jetix Play, spali rycerze, król i królowa w swojej królewskiej komnacie, gdzie dotąd dopuszczali się rzeczy, które dopiero po ślubie, królewna, której te rzeczy jeszcze nie w głowie, niania...niania to stara panna była i mamusia w zasadzie nie wie ,dlaczego, ale tak chyba bezpieczniej, bo jak niania jest starą panną to już jej wywietrzały wyżej wymienione...Tak jak śpi mamusi syneczek teraz ( z nadzieją w głosie)...

J:I jak świnki?!Te co tak śmieldziały na wsi?!

 Drodzy Państwo, ponieważ minęło jeszcze kilka ładnych minut zanim zasnęły świnki, zanim zasnął ...powiedzmy ...ich zapach, nim zasnął król z królową, nianie, królewny i inne cuda, i jeszcze kilka zanim zasnął Juniorek, PG jest dziś wykończona zasypianiem.

 

A w związku z Helloween,jakimkolwiek byłoby ono zamachem na wartości narodowe, PG chciała zlożyć najserdeczniejsze życzenia imieninowe swojemu Małżowi, który niegdyś w prehistorycznych czasach nosil taki przydomek (i długie włosy).

Drogi Helloween'ku w ramach prezentu nie bedę wspominać o gusłach, czarownicach  i upiorach...czyli dziś nie mówimy o Twoich byłych :)

Wspanialomyślna jestem, nieprawdaż??????????

poniedziałek, 30 października 2006

Po co się pisze bloga?

Odpowiedź :

Bloga pisze się, żeby uniknąć głupich odpowiedzi na pytanie  :

Co u Ciebie?

Zamiast silić się na trywialne zdania typu "nic nowego", "po staremu", "stara bieda" mówi się:

"a zerknij sobie  http://pani-gadula.blog.onet.pl/" i już.

I brzmi tak z....europejska hehehe

Tylko trzeba pamiętać,żeby nie dawać adresu swojego bloga

rodzinie, bo to tak jakby udostępnić im czytanie pamiętnika ( w tym miejscu pragnę pozdrowić Brata Pita, namiętnego czytelnika i jedynego odbiorcę literatury okresu gadułowego dorastania),

ani bliskim znajomym, bo zdemaskują bez litości,

ani dalszym znajomym, bo tym bardziej zdemaskują,

ani kolegom i koleżankom, bo jak ich tu potem obsmarowywać literacko

ani współpracownikom, bo bedą potem robić odnośniki i szukać podtekstów...

 

ech, chyba "nic nowego" będzie właściwszą odpowiedzią.

sobota, 28 października 2006

Szkoła makijażu...

Rozmowa samochodowa:

PM: Kochanie, co ty robisz w samochodzie?

PG: Nic...zwyczajnie...maluję się.

PM: No weź przestań, a jakbym tak zahamował, to byś mi samochód cały zmalowała...

PG: A co ty myślisz? Ja się sprayem maluję?

...

cisza

...

PM: A wiesz...jakby to był taki zielony, maskujacy kolor...to by mogło fajnie wyglądać...

 

 

A kiedyś mowił, że piękna jest, a kiedyś się oczyma zachwycał, rysami twarzy, kłamał jak najęty...

piątek, 27 października 2006

Wielka Interpretacja

"Witajcie sensowne panienki, prawdziwy król Julian tu stoi!"

 jesli ktokolwiek widział "Madagaskar" to ktokolwiek wie, o czym mowa....

W gadułowym domu zdarzyło się coś, co serio serio wstrząsnęło gadułowym światem do tego stopnia, że Pani Gadule chwilowo mowę odebrało, potem zadzwoniła do Pana Małża z wyrzutami pt."Jak mogłeś go /Juniora/ takich glupot uczyć?!

A gdyby tak walnął sentencję w miejscu publicznym to bym się chyba ze wstydu spaliła! etc." Po drugiej stronie Pan Małż zamilkł i PG musiala poczekać chwil kilka, żeby zdać sobie sprawę, że dostał takiego ataku śmiechu że musial dojść do siebie... po czym wytłumaczył, że niczego takiego Juniorka nie uczył, ale dostrzega w nim znamiona Maczo...

Dlaczego?

 Otóż Juniorek, przy nazwijmy to, toalecie , zapiewał matce-Polce-rodzicielce:

 "Witajcie sensowne panienki, prawdziwy KRÓL SIUSIAK tu stoi."

 

 

 

 

 Jak ja mam to rozumieć?

czwartek, 26 października 2006

I było się spierać?

Rybki pojawiły się w gadulowej rezydencji niedawno, były skutkiem:

a. przedłużających się stanów katatonii Juniora przed każdym napotkanym akwarium,

b. braku konsekwencji wychowawczej i tzw. samowoli pedagogicznej hehehhe rodziców Juniora

Koniec końców Dziadek Gaduła przywiózł akwarium a PG z Juniorem wybierali się do sklepu zoo z oo.

Pan Małż jak zwykle wpadł w nastrój mentorski:

-Kupcie bojowniki!

-Taaaaa...zaśmiała się PG, która nie miała pojęcia co to bojowniki bo w odróżnieniu od swojego ślubnego małża nigdy ryb nie miała, sadząc jednak po zamiłowaniach PM i po nazwie zwierzęcia uznała, że BOJOWNIK to pewnie takie pływające coś podobne do negatywnych bohaterów z Trylogii Tolkiena

-Kupimy piękne welonki-zawtyrokowała

-Taaaaaaa...zarechotał PM-zobaczysz jaką piękną przemianę materii mają piękne welonki.

-Welonki sa ładne takie....rybie- rozmarzyła się PG

-Ale robią kupę jak niedźwiedzie-dokończył wrednie PM

-Tak, zatem kupmy-PG zbliżyła twarz do PM-kupmy piranie,będą się pięknie komponowały w tym słoiku!Albo rekiny!

 

Koniec końców, po spacerze z Młodym, podczas którego PG zakupiła trzodę pt welonka+telskopek (fajna nazwa i fajne oczki), a Junior zawarł intymny związek intelektualny z królikiem ze sklepu zoologicznego "żywego" w domu przybyło. PM jakoś zaakceptował fakt, ze to nie bojowniki, Bura Eminencja też.

 

A dziś po przebudzeniu Juniorek otwarł oczki, popatrzył w akwarium i wyszeptal do swej rodzicielki- Piękne mamy te delfinki w akwarium.

środa, 25 października 2006

W kilku punktach

1.Pan Małż uparcie walczy z bestią, ile by głów nie odciął zawsze coś tam odrasta na ich miejscu-a to kolejna głowa, a to ukryte koszty, a to znowu inne cuda, w każdym razie ile razy coś odcina drżymy o kolejną inkarnację...na marginesie PG drży czy oby nie odrośnie jakaś długonoga blondynka, ale to tak na marginesie marginesu...

2.Junior powiększa listę uzależnień:

od Mamby

od lizaków

od Colargola

od grania w piłkę

od straszenia kota

od rozmów przez pilota.

PG przeczuwa, że nie jest to lista zamknięta, ale profilaktycznie "nie widzi" gdy Młody zaczyna uprawiać psychotechniki manipulacji, zastraszania i pranania mózgu na babci. (A niech jej będzie na zdrowie se se se) Malusie kochane guru :)

3.PG wena nie dopisuje.

4. Bura Eminencja ma się nieźle.

5.Rybkom to...pływa.

6.AAAAAAAAAA....Junior odkrył wielowątkowość jako sposób na komunikację, ostatni tekst?

Proszę bardzo:

"I z duchem twoim dla ciebie dla rodziny"

 

To tyle.

Amen.

 

wtorek, 24 października 2006

Bajka o smokach

PG siedzi w swej wysokiej wieży, wiatr pędzi po pobliskich borach i lasach, przynosząc z jesiennym powiewem złote liście. Nastrój melancholii sprawił, że PG spogląda przez okno na te żółte pola, na te czerwone lasy, wyrzuciła swój nietuzinkowych rozmiarów złoty (heheh taaaa) warkocz przez okno, oparła brodę na smukłych dłoniach zaopatrzonych w pierścienie i inne cuda , poprawiła koronę na glowie, bo się niebezpiecznie przechyliła na brwi i...

patrzy za swoim rycerzem

Bo Pan Małż pogalopował w swej srebrnej zbroi na karym rumaku walczyć z siedmiogłową bestią...

...Do banku pojechał...

...uruchomić kredyt hipoteczny...

...a kto myślał,ze mowa o teściowej?

niedziela, 22 października 2006

Spotkanie z kulturą...ciąg dalszy "Siła spokoju"

Pan Małż postanowił dać wyraz swej ojcowskiej trosce o uwrażliwianie kulturalne syna, więc wraz z Dzaidkiem Gadułą i Juniorem  wybrali się do kina. Na wydanie "Hart" Misia Colargola-podróże po świecie/60 minut. Tuż po wejściu opowiada telefonicznie Pani Gadule:

"No fantastyczne to kino, takie studyjne, dostaliśmy takie zabawne bilety.Dosłownie kilkoro dzieci z rodzicami, Juniorek jest najmłodszy. Bardzo mi się to podoba, bardzo się cieszę."

Wieczorem, po powrocie z pracy (Ktoś musi pracować,żeby do kina mógł iść ktoś :P ) PG pyta zasępionego Małża

 No jak tam było?

PM: AAAA daj spokój...

PG: No powiedz...

PM: Mały się pokłócił.

PG: Jak to pokłócił? Z kim?

PM: Z calym kinem się pokłócił!

PG:???????????????

PM: wymownie milczy.

I milczałby tak dalej, gdyby nie niesłychane taktyki negocjacyjne, i wercenie dziury w brzuchu, ichińskie tortury, i straszenie brakiem przyjemności cielesnej do końca życia i inne skuteczne sposoby UDANEJ KOMUNIKACJI MAŁŻEŃSKIEJ.

Co się okazało?

Podczas podróży po swiecie Miś "C" spotkał niedźwiedzia polarnego.

Junior postanowił podzielić się spostrzeżeniem "Jaka pięęęęękna owiecka" (co ma swoje uzasadnienie logiczne, bo skoro białe, miękkie i kudłate znaczy ,ze owieczka! Zwlaszcza jeśli wcześniej się nie słyszalo o niedźwiedziach.)

Na co dziewczynka z pierwszego rzędu uznała,że

"nie owieczka, miś pollllllaaaaaaaaaarny"

Na co Młody:

"owiecka, owiecka"

Na co dziewczynka, już nieco poirytowana:

"Miś!"

Na co Junior:

"tak, owiecka, mas rację"

Na co dziewczynka+ inne dziecko z rzędu za PM i Juniorem:

"To jest niedźwiedź!NIEDŹWIEDŹ POLARNY!!!!"

Na co Junior ze stoickim spokojem:

"Tak, owiecka, taka piękna biała owiecka"

Na co kolejne głosy z kina:

"Miś! MIŚ!"

Na co Junior, który najwyraźniej chciał udowodnić,ze wygrywają ci, którzy nie okazują emocji:

"owiecka, tak, to jest taka owiecka"

Głosy z kina:

"Tato, powiedz mu!"

etc etc

 

PM wytrzymał, nie uciekł z kina, mimo, że nie otrzymał wsparcia od Dziadka Gaduły, gdyż ten popadł w ramiona Morfeusza zaraz po tym, jak Colargol wyruszył  w wyprawę swojego zycia z Błażoli.(Jakkolwiek pisze się tą nazwę, PG jest dumna z PM)

 

 

 

piątek, 20 października 2006

Altruizm gadułowy

"Anonimowość to najszczerszy wyraz altruizmu"

wyczytała przed chwilą w Wielkim Internecie Pani Gaduła i czuje się altruistką.

Ech....

środa, 18 października 2006

a potem zbuduję Ci dom

Państwo Gadulstwo zajmujac lokal o powierzchni klasycznego m3, dodajmy lokal nie:własny i nie:niepodległy jakis czas temu dojrzeli do decyzji o zaprzyjaźnieniu się z którymś z przyjaznych banków i kupieniu sobie kawałka miejsca na ziemi.

Ponieważ banki sa przyjazne z samej definicji (we wszystkich reklamach wszyscy uśmiechają się do siebie a banki prześcigaja sie  pomysłach co by tu dodać do mieszkania..poduszkę, psa, wóz strażacki z zawartością) Państwo Gadulstwo postanowili rozejrzeć się za swoimi metrami....i tak rozgladali się trzy lata z hakiem, aż w końcu na horyzoncie dojrzeli mały biały domek.

Ha! na horyzoncie, bo kilkanaście km od miasta i tak na powaznie to nie mieszkaja na aż tak płaskim terenie, żeby dojrzeć coś z odległości choćby 5 km

i

Ha! maly biały kosztuje o połowę mniej niż małe mieszkanie na 10 piętrze dużego szarego domku.

Mały biały domek mieści się pod lasem, na wsi i mimo,ze nie jest jeszcze gadułowy to PG zaintrygowała działka po drugiej stronie ulicy (choć może "drogi" byloby odpowiedniejszym pojęciem) . Jest działką pustą, a na jej środku stoi  li tylko transformator wysokiego napiecia.

Sąsiedztwa obawia się w tym godcinnym kraju każdy toteż Państwo Gadulstwo nie odstają od średniej krajowej. Bo co można wybudować na takiej działce?

-Bo co można wybudować na takiej działce?-spytała swojego opiekuńczego Małża Pani Gaduła- no bo dom mieszkalny tam przecież nie stanie?

-Nie, raczej nie-powiedział Pan Małż znad gazety

-No to co?- zasępiła się Małżowina

-...

-No, Małżu, CO TAM MOGĄ WYBUDOWAĆ?-przeszła do pozycji czerwonego negocjatora

PM podniósł łaskawie wzrok i uspokajającem głosem powiedział:

-Nie wiem, kochanie...zastanowił się chwilę-może ubojnię drobiu, albo oczyszczalnię ścieków, albo zakład utylizacji odpadów...

Zawsze umiał mnie uspokoić.

 

Przez resztę dnia przychodziły smsy:

"kostnica?"

"zakład pogrzebowy?"

"świątynia satanistów?"

 

No taaaa... drugą rzeczą po poczuciu bezpieczeństwa jest dobre sąsiedztwo.

poniedziałek, 16 października 2006

Ze łzami w oczach

Pani Gadule kulka stanęła w gardle i oczęta zaszły łzami i pomyślała sobie "czyżby to dziś?"

czy to dziś dotknęła nieba?

czy to dziś zrealizowała się jako kobieta?

czy to dziś ktoś ją przeczytał? (i w tak przeczytanym stanie PG pozostaje)

czy dziś obcowała z czymś co zwać można geniuszem wirtualnym?

To dziś

dziś !

dziś !

dziś i tralalala!

/wątek ludowy-proszę zauważyć/

Wielki Onet dotknął Panią Gadułę palcem onetowej (o)patrzności i polecił ją szanownej uwadze Czytelników i tak się milo PG zrobiło ,ze postanowiła za pomocą światłowodu uściskać Wielki Onet w podzięce :)

niedziela, 15 października 2006

W świecie nowych uzależnień

 

Od niedawna Junior odkrył,że w kościele, oprócz urządzeń nudnych typu: ksiądz, wierni, rodzice, istnieje niesamowicie wciągające urządzenie mianowicie "Automat świeczkowy". Maszyna ta, jakże interesująca-po wrzuceniu monety zapala się świeczka, jest też szalenie prosta w obsłudze-wrzutnik mieści się na wysokości 60cm, co przy wzroście wrzucajacego (około 90 cm) zdaje się mieć istotne znaczenie. Msze odtąd mają inny wymiar, a licza się ilością pozostawionej gotówki.

Miejsce akcji: piękna wielka, superakustyczna katedra

Czas akcji: msza o 15.

Junior: (głośno, zdecydowanie za glośno) Daj mi pieniąśka!

PG: podaje garść przygotowanej gotówki

J:sprint w kierunku świeczkomatu, wrzut bilonu.

J:( w kierunku ojca, który udaje,że nie zna czlowieka) Tatuś, daj pieniąśka!

PM: Podaje dostojnie gotówkę.

J:sprint w kierunku świeczkomatu, wrzut bilonu.

Kilkakrotne zapętlenie akcji.

Godzina 15.03 mamy wynik 5 świeczek w świeczkomacie.

Godzina 15.15 wynik rośnie do 10, nasilają się prośby, bilon kończy się.

J: (przekonujaco) Maś, maaaaaaaaś w kiesionce!

Godzina 15.20 brak gotówki odbija się fatalnie na relacji rodzice-dziecko, i echem po renesansowych sklepieniach.

Godzina 15.35 rodzice przeszukują kieszenie z wyrazem twarzy obrazującym galopujący stres.

Godzina 15.40 wyczekujący wzrok Juniora.

Godzina  15.42

PG do PM :No przecież jak mu dam to na ofiarę to przetrąbi na świeczkach!

Godzina 15.45

J. u PM na rękach: No gdzie ten ksiondź? Bo mu nie dam pieniąśka!

 

Na szczęście "Ksiondź" przyszedł o czasie...ale Państwo Gadulstwo poważnie myślą o odwyku świeczkowym.

 

 

sobota, 14 października 2006

naturalna kobieta-przypadki prawdziwe

Pan Małż, kiedy go spytać, co mu się w PG spodobało (czas przeszły, Proszę Państwa w uzyciu nieprzypadkowy-kokieteryjnie, manipulacyjnie etc.) PM mówi,że naturalność.

PG jest naturalna, myśli o tym każdego dnia.

Tyle.,że naturalność owa wymaga nieco specyficznych starań, dla wykazania tychże wysiłków przytoczy porównanie PM a PG "wieczorna toaleta":

Pan Małż:

wejście, zrzucenie odzienia,

prysznic

szampon

mydło

pasta do zębów

dobranoc

 

Pani Gaduła:

wejście

powrót po coś, czego zapomniała

wejście powtórne

zrzucenie odzienia

demaskowanie czyt. demakijaż

napełnianie wanny wodą

płyn do kąpieli

odmaczanie

czytanie w wannie

szampon

odżywka

osuszanie

(za)balsamowanie

(s)kremowanie

pasta do zębów

balsam do ust

TADAAAAAAAAAM!

i takim oto sposobem "jestem naturalna Kochanie"

piątek, 6 października 2006

dwa zdania

Wolny cytat z Juniora:

"Mamo narysuj mi oglomny citlołen? Nie mogę ucieźknońć tego pisiuka."

Wolne tłumaczenie:

"Mamo, czy mogłabyś dać upust swojej ekspresji twórczej rysujac mi auto /najlepiej w skali 1:1/, którego nie umiesz narysować, i dopóki nie zobaczysz napisu to nawet nie wiesz co to za marka? Chciałbym również nadmienić,że sprzęt piszący mimo,że rozwija moje zdolności manulane jest zbyt ciężki do możliwości mych rąk"

Ha!

Wszyscy patrzą na PG jak na tłumacza niezrozumialego dla reszty populacji ludzkiej języka  juniorowego, to teraz macie!!!!Tłumaczenie jak się patrzy!

środa, 4 października 2006

Szowinistycznie

Najkrótsza na Świecie bajka z happyendem:

Dawno, dawno temu pewien młodzieniec spytał swoją dziewczynę:

 - Wyjdziesz za mnie?

Ona odpowiedziała:  - Nie! 

 I facet żyje długo i szczęśliwie, chodzi na ryby i na polowania, mecze, gra w golfa, pije piwo i robi co chce, kiedy tylko ma na to  ochotę.

 KONIEC :-)

 

Taka bajeczkę sympatyczną przeczytał przed chwilą Pani Gadule Pan Małż....ot.....dostał od kolegi..

No i jak ma być dobrze w tym małżeństwie?

wtorek, 3 października 2006

Rydze Sromotnikowe

Pani Gaduła po wyjściu Pana Małża do pracy i odnalezieniu w zlewie SAMOMYJĄCYCH SIĘ brudnych naczyń i w pralce SAMOPIORACYCH spodni doszła do wniosku,ze prawo w tym kraju jest zbyt surowe dla żon-morderczyń ;). Następnie udała się do sypialni gdzie znalazła stertę SAMOCHOWAJACYCH się w szafkach ubrań PM i w tym nastroju minął jej dzień. Wieczorem zaproponowany przez szefa kuchni tj. PG obiad został obrzucony burzliwym spojrzeniem PM  i komentarzem "wiesz,ze nie lubię ogórkowej", więc PG przygotowała  swojemu panu i władcy jajecznicę na rydzach.

PG: "I jak?"

PM: "Dziwnie smakuja te rydze"

PG: "Bo to są RYDZE SROMOTNIKOWE"

 A potem demoniczny smiech Pani Gaduły niósł się długo po gotyckich sklepieniach M3, gasną światła, muzyka organowa, kurtyna opada.

niedziela, 1 października 2006

zero charakteru, zero silnej woli, nastrój doskonały

Dramatyzm najwyższego lotu- po burzliwym romansie, pełnym zwrotów, miłości, poządania i nienawiści, nieco podszytym nieprzyzwoitością, Pani Gaduła rozstała się z zupą.

I wie, wie dobrze, że to droga do dietowego nikąd, ale wczoraj gdy wyrzucala zupę na śmietnik zapomnienia, wiedziała również,że jest szczęśiwą osobą. I chce już wydrzeć z pamięci wspomnienie o kapuście.

I tu pojawia się Wielki Bart /zwany również Bratem Pitem, który w rzeczywistości niewirtualnej miał zaszczyt /hehehehe/ urodzić się rodzicom PG.

Zakupy z BP;

PG znalazła płytę z ćwiczeniami niejakiej Cindy, a potem w ferworze wedrówek pocentrowych zawędrowali na dział "słodycze"

PG: A może byśmy tak zaszaleli z czymś słodkim?

BP:A moze byśmy tak wrocili po jeszcze jedną płytę?

 

Ale PG wie, że BP kocha ją jak nikt, nawet jeśli dokucza, nawet jeśli sam o tym nie wie..

 

A sprawozdanie strategiczne: 3 dni diety=2 kg...narazie w dół :)