poniedziałek, 31 grudnia 2007

Sylwester

Ślimak miał wypadek-rozbił się na torach od kolejki, lokomotywa po nim przejechała, wezwano straż pożarną, policję i karetkę pogotowia, szybko odtransportowano ofiarę do pobliskiego szpitala /pod niebieskim krzesełkiem/, gdzie podano KLOPLÓWKE

-TYLKO NIE DO ZIŁKI

poprosił Juniorek

podano do czułka

I dziś bardzo mocno i z całego serca PG dziękuje Niebiosom,że nie jesteśmy jak rok temu w szpitalu i ,że to ślimak a nie Juniorek jest hospitalizowany w Sylwestra i proszę aby już takich jak wtedy

Sylwestrów i innych złych dni nie było.

 

Wszystkim Wszystkiego co najlepsze!

 

http://www.wrzuta.pl/audio/1ef8T28ZfG/08-ira_-_pare_chwil-4pl

niedziela, 30 grudnia 2007

i w góóóóóóóóóóórę:)!

Gadułowy rollercoaster własnie jest na górze,i.. tak się w sumie śmieje Gaduła do samej siebie...Bo wczoraj w godzinach późno nocnych usłyszała,że niniejsza strona jest pierwszą otwartą po otwarciu pewnych piwnych oczu :)...no to jest dla postaci blogowej prawie sens istnienia.

I dla wszystkich, którzy pamiętają:

http://pl.youtube.com/watch?v=Q-JmWLLQCJw

"człowiek całe dzieciństwo miał idola w skarpecie"

No notujemy porażkę wychowawczą -nijak nie można Juniora wypędzić z łóżka.

Od kiedy skolonizował je po przybyciu z oddziału położniczego i w żaden sposób się z miejsca snu nie daje wygonić. Miewał wprawdzie krótkie okresy rezydencji w swoim pokoju, ale traktuje go jako pokój dzienny ścieśle...dzienny.Groźba,prośba i podkupywanie nie pomagają a dają zaledwie tyle,że z łóżka wyprowadził się ...PM.

Zrobiło się trochę miejsca...dla Juniora.

Junior daje o sobie znać swoją małą acz inwazyjną obecnością, w nocy zakłada PG ramionka na szyję, chwyta jej twarz w swoje dłonie i przekręca odpowiednio do oczekiwań ze słowami:"Tak mi tu daj buzię",PG jest całowana /zwykle z głośnym mlasnięciem/ po powiekach, czole,policzkach,brodzie, w sumie gdzie popadnie, niejdnokrotnie budzi się ze stopką Juniorka na ramieniu,słyszy jak Junior stawia wymagania typu"teraz tu się połozimy" i zmienia wystrój łóżka, albo budzi się z dzieckiem wyciągniętym w poprzek /dostosowała się i zamiast przenosić Juniora, sama układa się obok niego również po przekątnej/.Ogólnie: nie jest najwygodniej.

I przyszlo rozwiąznanie...

Rano Juniorek obudził się siadajac gwałtownie na łóżku i powiedział niby to w przestrzeń, ale głównie do PG jedynej obecnej w pomieszczeniu:

-MAM POMYŚŁ!Mam taki pomyśł,że będziesz sobie spać w moim pokoiku w łóżeczku, otwozię ci drzwi do pokoju,żebyś się nie bała.

PG rozważy propozycję...już zaczęła się poważnie zastanawiać.

 

A z innej beczki...PG wybiera się na kilka dni w miłym towarzystwie...zabiera ze sobą wiśnie w czekoladzie...i kamerę hehe...bo jej się Oscar zamarzył.

(kategoria:filmy ekstremalne, dramat współczesny, najlepsze aktorstwo, debiut roku...się zobaczy) 

sobota, 29 grudnia 2007

Wszystko,czego potrzebuję...i nic czego bym się bała.

 

  

 

 

http://pl.youtube.com/watch?v=rss3h1LYwZY

Umieram łapiąc oddech.
Och, dlaczego nigdy nie nauczyłam się,
Całkowicie straciłam zaufanie, teraz na pewno spróbuję
Przywrócić to powrotem.

Czy potrafisz ciągle zobaczyć moje serce?
Cały mój ból stopniowo zanika,
Kiedy trzymasz mnie w objęciach.

Nie niszcz mnie,
Wszystko czego potrzebuję:
Uczyń moje serce lepszym miejscem,
daj mi coś, w co mogę uwierzyć
Nie niszcz mnie.
Otworzyłeś mi drzwi,
Nie zamykaj ich.

Znowu
Pragnęłam, żebym mogła to opuścić.
Wiem, że jestem tylko krok od tego,
Od przywrócenia tego stanu.

Czy potrafisz ciągle zobaczyć moje serce?
Cały mój ból stopniowo zanika,
Kiedy trzymasz mnie w objęciach.

Nie niszcz mnie,
Wszystko czego potrzebuję:
Uczyń moje serce lepszym miejscem,
daj mi coś, w co mogę uwierzyć.
Nie niszcz mnie.
Otworzyłeś mi drzwi,
Nie zamykaj ich.

Próbowałam wiele razy, ale nic nie było prawdziwe.
Spraw, by to zanikło.
Nie załamuj mnie.
Chcę uwierzyć, że tak jest naprawdę.
Ocal mnie od mojego strachu.
Nie niszcz mnie.

Nie niszcz mnie,
Wszystko czego potrzebuję:
Uczyń moje serce lepszym miejscem.

Nie niszcz mnie,
Wszystko czego potrzebuję:
Uczyń moje serce lepszym miejscem,
daj mi coś, w co mogę uwierzyć.
Nie niszcz mnie,
tego, co pozostało we mnie.
Uczyń moje serce lepszym miejscem.
Uczyń moje serce lepszym miejscem.

piątek, 28 grudnia 2007

akcent na koniec roku

Ktoś zrobił PG przykrość, cholernie dużą i nie pierwszy raz.Dlatego przez chwilę ścisnęło ją w gardle coś jak ból. Przez chwilę spojrzała na niego jak nie lubi na ludzi patrzeć-z góry, tak jak się patrzy z dystansu lub ... na kogoś małego.Własnie dlatego,że to nie był jego pierwszy raz.Więc to prawda-zabolało, ale PG potrafi sobie radzić...czyżby ktoś zapomniał,że miała dobrą szkołę z "radzenia sobie"?

Nie pierwszy raz ta sama nuta

http://buziaczek0804.wrzuta.pl/audio/5Wqvv9UIsF/feel-_pokaz_na_co_cie_stac

to co boli należy przegryźć, wybiegać i zapomnieć.

czwartek, 27 grudnia 2007

Sarenki

 

Spotkane podczas porannego biegania

   u 

Tylko dla ...?

Oto fragment dialogu odbytego przez dwie kobiety na gg:

 

-przestań, nie wszyscy faceci sa tacy sami

-tak wiem, wiem, ale na wszelki wypadek ubiorę kozaki i kieckę...gdyby byli

-tak i podczas rozmowy nie będzie mógł , biedny patrzeć Ci w oczy, bo mu się wzrok na biuście albo na nodze oprze

-biedny doprawdy, wywołałaś we mnie łzę współczucia i falę empatii...to krótka, czy z głębokim rozcięciem?

-z głębokim!

 

Zawsze mężczyźni pytają, o czym rozmawiają kobiety. No to już wszystko wiadomo.

poniedziałek, 24 grudnia 2007

Muzyka łaczy pokolenia:)

Znalazlam kartkę świąteczną od "babci" Basi, są na niej góry i zasypane Zakopane z roku...1969...jeszcze nie było wtedy PG na świecie i ...ech

Bo góry mają w sobie coś Bożonarodzeniowego.

Nie tak dawno temu PG z PM wybrali się w okolice okołazakopanowe w pierwszy dzień Świąt,towarzyszyły im niezadowolone miny i ogólnie niechęć powodowana decyzją o niewywiązaniu się z obżarstwa. i ucieczce w zimowe klimaty..samochodem marki..włoskiej...dodajmy małym samochodem.Bardzo małym..

Mniejsza o samochód...miało być nastrojowo, w skupieniu, miały być wirujące płatki śniegu,majestatyczne góry, a było..

PG niewiele pamięta...jakąś karczmę zaledwie, śmiech i muzykę góralską, głośną,ludzi przybyłyech zewsząd i to,że PM zasymilował się z ludnością przy pomocy prądu,a PG tanczyła, tańczyła do upadłego,ze zdumieniem odkryła,że choreografia góralska jest jej bliska, nie pamięta w tej chwili z kim, ale pamięta smyczki i to,że z łatwością odrywała się od ziemi i  śmiała radośnie a z nią

tańczył i pewnie cieszył się tą muzyką mały Juniorek kołysany tańcem pod sercem PG.

Wesołych Świąt życzymy.   

niedziela, 23 grudnia 2007

...opowieść przed/wigilina

PG uwijała się w kuchni cały tydzień-między zajęciami a innymi mega-giga ważnymi sprawami do załatwienia,które absolutnieniemogązostaćniezałatwionedowigilii. Upiekła mięsa, upierniczyła się przy robieniu pierników,stała nad bigosem z grzybami, lepiła uszka, zrobiła zakupy prowiantu dla wojsk wszystkich krajów Unii Europejskiej, a następnie poupychała to w szafkach i lodówce, niejednokrotnie przy użyciu kolana. W końcu posprzątała dom, ubrała choinkę i napisała wczorajszą notatkę.A dziś...niedziela...spacer przez piękny las, lampka airkoniaku, książka...po 15 usiadła przed wielkim internetem, zrelaksowana, spokojna,pogodna i włączyła gg. Z drugiego końca kraju padło pytanie w kontekście przedświątecznych przygotowań:

 - A Ty, co działasz?

i w tym momencie uruchomiła się w Gadule spirala przedświątecznej paniki.

Nic.

NIC-brzmiała odpowiedź. PG poczuła,że tak nawet nie wypadaodpowiadać,że jeśli nie musi to powinna coś robić, może chleb piec, gotować, może podłogi wypastuje.Irracjonalny lęk przed bezczynnością spowodowal,ze rozmyśla gorączkowo, co jeszcze może zrobić?: karpia złowić, ubrać wszystkie drzewa iglaste w promieniu kilku kilometrów, może opłatki produkować?Boszszsz w 3/4 opisów znajomych na gg coś o serniku, choince i Świętach a ona NIC nie robi.Nietaktownie, niegrzecznie, nielogicznie, jakby chciała zbojkotować cały Porządek Wszechrzeczy.To może chociaż coś świątecznego na blogu zamieści http://www.wrzuta.pl/audio/8GZDYGYU6l/anna_maria_jopek_-_hej_koleda

zanim drugi raz umyje okna i zmieni firanki /bo od wczoraj mogły się zakurzyć/.

 

W roli ducha Bożego Narodzenia wystąpił Pan Yaro i niech uważa, bo mam zamiar dokonać przedświątecznej psychomanipulacji już niedługo...przed Wielkanocą  luzak 

 

sobota, 22 grudnia 2007

rollercoaster w pierwszej osobie

Z całą pewnością można powiedzieć,że cały świat jeśli nie przyzwyczaił się jeszcze to własnie się przyzwyczaja do zmienności moich nastrojów. Ducha Bożego Narodzenia w opakowaniu z błyszczącego papieru najwyraźniej trafił piorun z jasnego nieba, a jesli jego nie trafił to mnie własnie trafia.Z objęć nieprzyzwoicie dobrego samopoczucia wymknęłam się niepostrzeżenie i spadłam w dół, żeby spotkać się twardo z ziemią.PLASK. I tylko trochę wiem: dlaczego?

Kobieta w Obi, która bardziej mechanicznie niż uczciwie odpowiada "wesołych Świąt" uśmiechnęla się tylko, gdy ode mnie usłyszała"ja pani zyczę,żeby się już zaczęły", stan w domu przed i po sprzątaniu  dowiódł tylko,że jednak egzystują we mnie resztki perfekcjonizmu, a kartki z życzeniami do znajomych w torebce przypomniay tylko,że funkcjonuje też conieco roztrzepania.Trudno -choć nie sądzę,że wogóle- to jednak ze strony moich kartek "Świąt nie będzie" bo pochłonieta interakcją ze ścierą poniechałam wizty w urzędzie pocztowym. Nie wątpię jednak ,ze  Święta mimo wszystko się odbędą-Kevin znów będzie sam w domu, a radio spowoduje,że George Michael będzie uparcie śpiewał o białych Świetach. Pójdziemy z Juniorem na spacer, potarmosimy zwierzęta w szopce-wbrew protestom Zielonych będziemy jedli karpia bez opamiętania.I tyle. Rodzina będzie-Rodzina już jest na posterunku.

O szczęśliwość przyprawia mnie możliwość pogaduch do 2 w nocy z bratem, ale rano padam na twarz.I siły dziś nie mam i myśli zebrać nie umię...

Bo zwyczajnie, i po kobiecemu

tęsknię.

piątek, 21 grudnia 2007

16+VAT / z każdym rokiem vat większy niestety/

O RH+

Płynie dziś we mnie radością

i jak niczego w dniu dzisiejszym życzę sobie radości i szczęśliwego patrzenia przed siebie takiego jak to:

  

i oby przyszly rok nie był gorszy od ubiegłego.

Tego,żeby 17 urodziny też były OK.

P.S.

Dzięki za telefony, sms i op... za to,że nie odbieram telefonu

 oczko 

w mojej torebce naprawdę wiele się dzieje.

środa, 19 grudnia 2007

Szczęśliwie mi!

 

http://buziaczek0804.wrzuta.pl/audio/5Wqvv9UIsF/feel-_pokaz_na_co_cie_stac

Zwyczajnie szczęśliwa się czuję i nie boję się tego spłoszyć

...nie słucham głupich słów...

Szczęśliwa, silna, zmęczona mroźnym powietrzem-fizycznie i nie tylko

..cudownie tak...

Biegnę...przez las...nie wiem dokąd

...zaufać sobie jeszcze raz...

I zapraszam każdego kto chce pobiec choć chwilę ze mną.

...każdą myśl zamienię w pozytywne słowo...

Obiecuję!

wtorek, 18 grudnia 2007

...dokładnie było...

Osoby:Młody Człowiek i Pani z Okienka

 

PzO: Data urodzenia?

MC: 89

PzO: DOKŁADNA data urodzenia?

MC: 1989

 

 hehe 

poniedziałek, 17 grudnia 2007

Najbardziej na świecie kocham, gdy....

Junior śmieje się przez sen-głośno i gardłowo...z pasją.:)

"Gdy chciałem spać to była snem"

No...proszę...zrobiło się ...wspomnieniowo. PG miała kiedyś chłopaka:) wyobraźcie sobie -miała. Przez dlugie lata liceum.Wówczas miło było- tak jak bywa gdy dzieciaki trzymają się za rękę. Trzymał zatem za rękę, opiekował się, odwoził do domu po koncertach, martwił się czy ciepło ubrana, a potem...potem nastąpiły długie lata,w których już się nie widzieli. I choć nie rozstali się w najlepszych nastrojach to potem umieli ze sobą rozmawiać.Ale nie rozmawiali-drogi się rozeszły, ot..ona wyjechała ponad sto kilometrów od domu, on kilkaset. I tyle.

A dziś za pomocą "naszej klasy" PG dostała maila w ktorym była tylko jedna piosenka i krótkie zdanie, którego nie przytoczę :), przez moment króciutki, właśnie przed chwilą PG odrzuciła rude włosy i zielonym spojrzeniem natknęła się na brązowe oczy dlugowłosego chłopaka i...uśmiechnęłi się tylko. Bo czasem miło się uśmiechnąć do wspomnień.Przeciez ona już nie ma rudych wlosow, a on zamiast w ramonce biega do pracy w garniturze i co? Z tego powodu niczyje małżeństwo nie zamierza się rozpaść. 

:)

http://www.wrzuta.pl/audio/ktyW0sgD7Z/maciej_balcar_-_moja_rozmowa

sobota, 15 grudnia 2007

Bitwa o paproć

Przedzierali się powoli wśród zieleni.Doskonale zamaskowana barwami ochronnymi twarz Juniora zdradzała napięcie, jakie zawsze towarzyszy dowódcy oddziału, który znajduje się na terytorium wroga.Zaszeleściły paprocie, w których sie ukryli.

-Może...-zaczęła szeptem PG

-Junior ściągnął brwi i położył palec na usta-ciii....

...Czekali...

Napięcie robiło się nieznośne,a adrenalina powodowała,że słyszeli bicie własnych serc.

Ale..-PG poprawiła opadajacy na oczy hełm

-Cicho-wyszeptał wyraźnie zniecierpliwiony Junior-Jest.

Rzeczywiście po chwili usłyszeli jak na teren od strony zachodniej wchodzi wróg.Przygięłi się jeszcze bardziej do ziemi, a w krzakach było słychac coś, jak przeładowanie broni. To Dowódca przekrecił kluczyk w pojeździe bojowym.

 Pojazd ruszył.

Kroki były coraz bliżej, zdawało się,że tuż tuż, ale czołg był szybszy.

-CZY WYSCIE POWARIOWALI?!

-wykrzyknęła Babcia niemal tracąc równowagę-

DZIECKO!CO TY MASZ NA BUZI?!

Junior sprawnie obwiązywał nogi babci centymetrem i ani mu w glowie było tłumaczenie czym są barwy bojowe zrobione borowiną podprowadzoną z apteczki.

Jego oddział był średnio efektywny, gdy zamiast brać jeńców kwiczał radosnie ze śmiechu.

 Ale akcja skończyła się sukcesem.

I na nic powoływanie się Babci na konwencje międzynarodowe.

Ta wojna rządzi się własnymi prawami!

 

 

środa, 12 grudnia 2007

ot, wspomnienia.

http://bolid1.wrzuta.pl/audio/4l5F0uCjN2/marek_piekarczyk_-_czy_pamietasz

Z nią siadywałyśmy na wiadukcie i rozmawiały o wszystkim, co wtedy było tak preraźliwie dorosłe, ciekawe, intrygujące i co budziło apetyt.Wczoraj powiedziała o tej piosence, że "jedzie dyskoteką" i to nie był komplement.Ale mimo wszystko : za Giewont, za Beskidy zdeptane czarnymi traperkami, za milion koncertów, za wypłakane na Twoim ramieniu łzy, za to, że jest od tylu lat...wiesz jak Cię kocham..

Z nimi spędzaliśmy czas na udawaniu dorosłych, słuchaliśmy muzyki i wtedy wydawali mi się najbliższymi przyjaciółmi na świecie, choć nigdy ich tak nie nazwałam.Dziś nawet nie wiem, gdzie mieszkają, czasem dostanę jakąś wiadmość, czasem pośmiejemy sie jeszcze z nas samych sprzed kilkunastu lat.Zniknęłi z mojego życia, ale pewnie i oni wpłynęłi na to , kim byłam i może jestem.

Z nim spotkałam sie na koncertach, słuchaliśmy takiej samej muzyki. Miał jasne,długie włosy i jasne spojrzenie, ciepły człowiek, optymistyczny facet.

A teraz dowiedziałam się, że nie żyje.

 

Dla J.

Wyraża głośno swoje zdanie, nieraz odpowiada nie pytany, jest samodzielny, nie lubi nadopiekuńczości, sam wybiera to co ceni, lub odrzuca to, czego nie toleruje, czasem zastanawia zamyśleniem, albo gestami dorosłego, słowem "rozumiem", ktorego nadużywa...

Ale kiedy zasypia,kiedy jego maleńkie paluszki szukają mojej szyi,chłonę zapach jego włosków,przygladam się firankom rzęs i myślę:

"Juniorku, jaki Ty jeszcze jesteś maleńki"

wtorek, 11 grudnia 2007

Przed sesją

-Boszszsz jacyż jesteście obciążeni-

wyrzuciła z siebie PG, gdy studenci piątego roku rozpoczęli znaną historię o kolokwium i o tym,że na ostatnim roku powinno być ono zabronione pod groźbą kamienowania

-Wy piszecie dziś pierwsze, ja czwarte.

 

Jedna rzecz warta jest wyjaśnienia, PG kolokwiów nie lubi.Co za przyjemnośc pisać osiem, wersji dla każdej grupy z sygnaturą "oryginał", aby zapobiec samowolnym aktom dywersji?Co za radość w patrzeniu następnie na to, jak studenci studiują fakturę kolan, ćwicza przesuwanie wyczynowe kartki /i tego, co pod kartką/, stosują hiromancję, tj czytanie z dłoni?Gdzież ekscytacja z powodu sprawdzenia 120 kartek / z czego 60 zapisanych staroegipskimi hieroglifami, 45 tak "rozległych merytorycznie", że brakuje tylko napisu "wybierz sobie odpowiedź" na dole kartki, i jakieś 15 milych w czytaniu/?

No PG w każdym razie przyjemności w sprawdzianach nie znajduje.

 

Po przebrnięciu przez procedurę kolokwiów i powrocie do domu, PG oświadczyła PM,że od jutra nie pracuje. Leżąc w fotelu przed telewizorem doszła sobie do wniosku,że będzie się tak lenić do końca zycia, odkurzana co najwyżej przez rozalergizowaną rodzinę.

PM pominął milczeniem..

No dobrze-powiedziała PG-czasem wstanę i się przewietrzę

-Brawa za inwencję-odburknął PM znad książki

-No...i obiad Wam zrobię...może

-Mhm...

-W niedzielę-rozentuzjazmowała się negocjacyjnie PG

-O, świetnie...zachwycił się cynicznie PM

-Nie przesadzaj, bo zdusisz we mnie zapał.

-Wiesz co? Ty sobie leż i nic nie rób, wystarczy jak od czasu do czasu urodzisz dziecko-powiedział PM i zarobił poduszką w miejsce, gdzie normalni ludzie mają serce.

 

Bo on nie ma! Bo do pracy posyła!Ale...jeśli mam zostać kanapowym , przykurzonym monstrum, które od czasu do czasu zabukgocze i wyda na świat potomstwo, to ja proszę Państwa...

 

 

...idę napisać 500 wersji kolkwium.

poniedziałek, 10 grudnia 2007

Co ja poradzę:)

PG nic nie poradzi na to,że piosenka cały dzien za nią chodzi, biega i mknie, nic nie poradzi, na to, że buja jej domem i biodrami  oczko , że dobrze się kojarzy i że PG lubi pozostawać

w takim nastroju

http://mardzemka.wrzuta.pl/audio/emzOM0YyR9/szeryfie_co_tu_sie_dzieje-

czego i Wam życzy.

niedziela, 9 grudnia 2007

Poważnie-miłe to było*

Student Pani Gaduły nagrał płytę-profesjonalną, piękną, blyszczącą...podobno

 /PG jej jeszcze nie widziała/

Student pochwalił się płytą, powiedział,że bardzo udana

cyt "wymiata"

Po czym obiecal PG pamiątkowy egzemplarz, bo

cyt "Pani jest spoko"

PG się wzruszyła, ze jest tak cool pracować na uczelni, że spotyka się tam fajnych ziomów no i ,ze sama jest taka "yoo".

 

*Bez ściemy git zajawka

środa, 5 grudnia 2007

Z dźwiękiem dzwonków...reniferów.

-Nic się przecież  nie stało-zagadał gruby nerwowo chodząc po pokoju.

Siedziała przed kominkiem i wodziła za nim zmrużonymi oczyma

-Przecież Mały się nie zorientował i w sumie nic się nie stało..- gruby silił się na spokój, ale na jego czole perliły się kropelki potu-jakoś się dało...ten tego...odkręcić...

-Spartoliłeś-wycedziła ściągając brwi- spartoliłes i chyba z wprawy wychodzisz.

-Ale sprytnie schowałaś, no i ten tekst do Juniora o obrazku, na opakowaniu, które trzeba wysłać, żebym wiedział, naprawdę sprytnie...-uśmiechnął się głupkowato

-Bez wazeliniarstwa! Spartoliłeś, mogłeś dziecku przykrość zrobić, magię Świąt diabli by wzięli.-wycedziła przez zęby

-Ale ...ale...-Podrapał się po siwej brodzie i otarł pot z czoła chusteczką w renifery.- oglądałaś na pewno taką akcję społeczną ..że nie tylko młodzi i piękni przydają się w pracy...a ja..ja mam swoje lata..

-Ty mi tu nie manipuluj uczuciami, wiesz gdzie mam takie tłumaczenie?! Zostawiłeś opakowanie z prezentu za kominem! Zdajesz sobie sprawę z tego, co na to Junior?

-Ale odkręciłaś...

-Ale co to za fuszerka? Kiedy masz przybywać sankami  i po niebie i przy użyciu reniferów? PIĄTEGO????!!!

-Ale tyle dzieci czeka, a renifery też już stetryczałe...no i pomyślałem sobie...że wcześniej...

-Nie pomyślałeś! Spartoliłeś Stary.

Grubemu niebezpiecznie zadrgała broda.

-I nie próbuj tu buczeć, nic to nie da, takie chwyty działały jakieś 30 lat temu-powiedziała PG- jutro ma być: prezent- SIAMOCHÓD Z OCIAMI I Z BUZIĄ-tak jak było napisane w liście. Ma być pięknie opakowany i w powodzi słodyczy, rozumiemy się?!

-Rozumiemy, wyszeptał spękanymi ustami, a druciane okulary zsunęły mu się na czubek nosa

-No-powiedziała Gaduła wstając z fotela i z trzaskiem odstawiając lampkę airkoniaku na kominek-i żeby mi się nie powtórzyło.Bo następnym razem inaczej będziemy rozmawiać.

Wychodząc trzasnęła drzwiami chatki św Mikołaja, aż  zadrżała świąteczna dekoracja.

 

 

Może i jutro rózgę dostanie...ale porządek musi być

wtorek, 4 grudnia 2007

:) dziękuję

PG dostała rękawiczki-niebieskie, puchate, wzorzyste...

Nie ma lepszego prezentu na zimę, jak coś tak oczywistego i jednocześnie tak

osobistego.

Dziękuję.

 hehe 

 

poniedziałek, 3 grudnia 2007

GG

Brat Pit ma dziś opis gg :"Śpieszmy się kochać kobiety...tak szybko tyją"

...PG zdaje sobie sprawę,że to szowinistyczne i karygodne, ale uśmiała sie do łez...

 

a teraz leci zrobić milion brzuszków

niedziela, 2 grudnia 2007

Wiem gdzie mieszka święty Mikołaj

Kiedy PG była małą dziewczynką /a pterodaktyle śmigały nad miastem/ rodzice PG znali pewnego zakonnika. Z perspektywy lat pięciu to on był dla PG straszliwie stary, wygladał zresztą jak św. Mikołaj., PG pamięta tylko,że grał z jej bratem w statki /co podówczas dla jasnowłosej dziewczynki było tajemniczym grypsem/ i oglądalismy u niego "Pszczółkę Maję " w...uwaga uwaga ...KOLOROWYM ODBIORNIKU TELEWIZYJNYM.Potem rodzice PG wraz z potomstwem przeprowadzali się wielokrotnie i lata płynęly.

 

 

A dziś...

 

PG znalazła znajomego zakonnika w wielkim internecie, odezwała się, dostała odpowiedź i...świat się zmienia, zakonnik ma na imię Kasjan, mieszka na Syberii  ale...

świat się nie zmienia...nadal jest staruszkiem z siwą brodą :)

 

Czuję się, jakbym znalazła świętego Mikołaja.

piątek, 30 listopada 2007

Z Tolkienowskim pozdrowieniem

Spotkały się na chwilę w kawiarni na rogu PG i Świeżo Poślubiona Znajoma. ŚPZ na codzień pracowniczka powaznej firmy, sympatyczna kobieta, z zapędami Tolkienowskimi czuła silną potrzebę pochwalenia się stanem zamężnym.

Rozmowa nad herbatą z konfiturą malinową:

PG: I jak  ci się podoba w małżeństwie?

ŚPZ: Wiesz, dużo się nie zmieniło, mieszkaliśmy razem całe lata, ale...-oczy jej się zwęziły i błysnęło w nich coś Tolkienowskiego-mam TO.

ŚPZ przekręciła zlote cacko na serdecznym palcu prawej ręki.

PG: No...ładna...obrączka...-powiedziala PG nie wiedząc co w zasadzie powinna powiedzieć

ŚPZ: "Obrączka"?!-wydęła usta - to jest ON.

PG:...on to znaczy?- PG zrobiła wielkie oczy

ŚPZ: "Jeden, by wszystkimi rządzić,
Jeden, by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać "

 

 

Nie wiem o co chodzi z tym wiązaniem, ale coś czuję ,że się świeżo poślubionemu mężowi niezły Mordor szykuje.

A ja wiem, że Ty nie lubisz zimy...

*Kto w pracy wie?

-Nikt nie wie.

*Jak to? A BB?

-No też nie.

*To taka tajemnica? (już widzę to kpiarskie spojrzenie)

-Tajne przez poufne

*Tajemnica zawodowa, czy państwowa...służbowa...życiowa

-Nooooo

*O q...a!!!! /słyszę jak zamyka auto/

-Co? Brzydka pogoda?

*No zimno,że jego mać!

-Kochasz ten spadający bielą śnieg, prawda?

*No z...ście, uwielbiam tą j...ną kurzawę, która po...la prosto w oczy, przepraszam, cholera, zapomniałem ,że z kobietą rozmawiam.Q...A!

/cisza/

-Co się stało?

*Wpadlem w w...ną w niebo zaspę, KTÓRA SIĘ ZUPEŁNIE SAMA NIE ODŚNIEZY /ostatnie i kilka następnych zdań wypowiedziane bardziej pod adresem kierownika administracyjnego obiektu niż moim/

-Pada śnieg, puszysty śnieg...pięknie, prawda?

*Nic, tylko spakować sanie i spierrrr...niczyć na Havaje.

-Ja wierzę,że Ty to jednak lubisz.

*Powiem o blogu na radzie wydziału!

-A ja powiem Królowej Śniegu,że jej szukasz.

 

 

Niby beznadziejny dialog...ale, jakoś...jest to jedyny mężczyzna, ktory bawi mnie, gdy przeklina...

środa, 28 listopada 2007

Przyszłościowo

Kim chciałbyś być Juniorku, jak już dorośniesz?

zapytała ni z tego ni z owego PG

-Chciałbym być motocikliśta...od motolów.

 

 

q..cze

Byłby już sobie tradycyjnie strażakiem...

 

wtorek, 27 listopada 2007

Z cyklu: Galerie świata...

Chodź tu sybko!-

powiedział Juniorek ciągnąc PG przez przedszkolne korytarze w stronę gablotki-

sybciutko!

PG stanęła przed czymś, co w dużym przybliżeniu przypominało sklepienie kaplicy sykstyńskiej (tylko było nieco bardziej płaskie) Miliony małych obrazków migotały przed oczami PG feerią  barw, niczym mozaika złozona z miliona identycznych elementów.

Tam!-

pokazał małą lapką gdzieś w przestrzeń Juniorek.

Taaa...k?-usmiechnęła się niepewnie PG...

-No tam, tam-

przytaknął Junior w geście konesera sztuki i kustosza Louvru w jednym.

-Hmmmm-pokiwala głową PG-robiąc minę możliwie madrą a tym samym najbardziej odległą od rzeczywistego stanu rzeczy.

-Mój....-powiedział syn biorąc się pod boczki z wyraźnie zadowoloną buźką, ktorej wyraz odzwierciedlał dobrze wykonaną robotę.

Na obwodach w głowie PG zażarzyło:

-Która?!

popatrzyła znów w moziakę, co spowodowało lekki zawrót głowy

-To ta zielona....sam sobie wybrałem zieloną...sam..-dokończył szeptem.

PG wytężyła wzrok do bólu głowy i wśród miliona wyklejanek znalazła zieloną parasolkę z podpisem "Junior Gaduła".

 

 

Doniosła chwila wzruszenia trwa....

 

poniedziałek, 26 listopada 2007

:) uśmiech spod śniegu

Niebo zachodziło czerwienią-dziwne ,że po tylu latach pamiętam ten jeden zachód słońca-siedziały we dwie na peronie niewielkiej stacyjki i rozmawiały tak, jak tylko nastolatki potrafią rozmawiać o sensie życia.W tym czasie stacyjkę minęło kilka pociągów-jedna z nich miała włosy jasne, oczy zielone i kurtkę z IRON MAIDEN na plecach. Druga też zielonooka włosy farbowała na rudo, chodziła w jasnych dżinsach i czarnej kurtce a na palcach miała masę pierścionków.

Mi i ta druga, która potem stała się PG.

Był listopad i Mi miała urodziny, zastanawiała sie właśnie czy bycie dorosłym jest tak calkiem do niczego?To był dobry czas na te pytania-kończyła właśnie 17 lat.

 

Napisałam dziś życzenia Mi-co roku wysyłamy sobie choćby krótkie "sto lat".

Bo nawet jeśli się rozstajemy powinniśmy pamiętać, o ludziach, którzy są dla nas ważni, nawet z perspektywy, która się zmieni i nawet jeśli są na chwilę.

 

A posta dedykuję Mi i Panu Y.

 


 

 

 

 

kino

KA: Idziemy do kina?Jest nowy film oparty na powieści Kinga!

PG: Nie idę, nie lubię horrorów. Chodźmy na "Ratatuj"!

LA: Ale ja boję się szczurów!

 

 

Specyficzna doprawdy definicja  filmu, ktorego można się bać

niedziela, 25 listopada 2007

Z cyklu:Dobrze, że studenci nie wiedzą...

Rozmowa trzech Te/dokt/orów

 

D1:ja to potrafię robić naleśniki...

D2:nalesniki?Ja poza jajecznicę nie wychodzę

D3:ja umię zrobić jajka sadzone-jejecznicy już nie.

tu wtrąciła się kobieta:

-ale przecież wystarczyłoby, zebyś widelcem pomieszał...

 

D3:może by wystarczyło...ale nie mieszam.

 

Teoria to jedno a praktyka ...to już coś innego.

 

sobota, 24 listopada 2007

Stomatologicznie

 PG i Junior byli na przeglądzie uzębienia-wyszło nieźle-u Juniora w paszczy wszystko OK, PG próchnicy nadal nie posiada...ale były łzy zmęczenia i zniecierpliwienie...po stronie Pani Stomatolog-Junior zamówił wielokrotną jazdę na fotelu-istny roller coaster w blasku lampy- "W gólę! W dół!" pokrzykiwał Junior na PS, która wcześniej zrobiła wykład PG o tym, jak to należy dziecko przekonać do stomatologa...no to przekonała...ciekawe jak przekonać stomatologa do dziecka...no ale tym się bedziemy martwić za pół roku przy okazji następnej kontroli...niech sobie kobieta ochłonie  oczko 

Nie wkładaj rączki do kasownika

-Co by się stało, gdybym tam włozył rączkę?-spytał Juniorek Panią Gadułę, która kasowała bilet

-Odbiłyby Ci się cyferki....MIAŁBYŚ CENĘ!

-Achaaaaaaaaa miałbym cenę...?-zamyślił się Junior

-To ja bym cię kupiła-Zagadnęla Sympatyczna Babcia Współpasażerka-mogę?

-Chybaaaaaa nie....zawachał się Juniorek i spojrzał na matkę-rodzicielkę

-Spytamy mamusi, mogę?-powtórzyla SBW

-Nie chcę pani martwić-odpowiedziała PG oglądając bilet-ale tu strasznie dużo tych cyferek jest...

 

SBW, Juniorek i PG pośmiali się jeszcze chwilę ale uprzedzę ewentualne pytania:

Jasne,że  nie. Nie sprzedałabym.

/a cena z kasownika jest ceną netto zaledwie/

środa, 21 listopada 2007

Z rozlicznych talentów Juniora...

PG zdaje sobie sprawę z tego,że złamie serce i karierę wielu fotoamatorom, fotografom, artystom-fotografikom, fotoreporterom, którzy długie lata czekali, aż uda im się zrobic to jedno zdjęcie, ten najlepszy strzał życia i...nic. Wychodziło jeśli nie dobrze, to małozachwycająco, jeśli nie miernie to poprawnie.

Tymczasem Junior

zrobił zdjęcie Burej Eminencji.

Nie potrzeba było drogiego sprzętu, świty z oświetleniem, szumu i zamieszania, był wyłacznie samorodny talent! 

Zrobił zdjęcie, które w swej prostocie oddaje cały bukiet humorów i okazałą zawartość kociej natury.Słów brakuje, niech dzieło mówi samo za siebie:

  

Voila!

 

Historia pewnego uprowadzenia.

W czterdziestej minucie piątej godziny zajęć, telefon PG ożył.Po drugiej stronie M. wykrzykiwała radośnie:

-Gdzie jesteś?!Pakuj się, jedziemy nad morze!

-Ja na uczelni...-zaczęła nieskładnie PG- nawet szczoteczki do zębów nie mam.

-Jedziesz, jedziesz -zawyrokowala M i..rozłączyła się.

*

-Mam, Mam! CAŁKIEM NOWE! Nawet nieużywane!-wyszczerzyła garnitur zębów koleżAnka stojaca na progu uczelni i dzierżąca w zaciśniętych piąstkach szczoteczkę i pastę do zębów.

*

Na tylnym siedzeniu zielonego pojazdu kwitło drugie życie: PG i KA raczyły się orzeszkami, burnem i domieszkami wszelkimi. Podczas, gdy dwuosobowy sklad rajdowy błądził w śniegu i mgle, wspierając się mapą. PG i KA  życie płynęło wśród porozrzucanych materiałów dydaktycznych i materiałów o niewielkiej wartosci merytorycznej i wątpliwych walorach profilaktycznych.

*

Na pokladzie zapanowala grobowa cisza, kiedy okazało się,że jesteśmy w Łodzi pod Bydgoszczą. Nikt nie wie, jakim sposobem znalazł się tam samochód pełen blondynek: ani nawigator, ani kierowca nie przyznają się do winy, tym bardziej drugi rząd

*

DAJCIE MI KIEROWNICĘ! -zakrzyknęła KoleżAnka, gdy chwilowo zapętliłyśmy się w czasie, a pojazd wielokrotnie trafiał w to samo miejsce pod pewnym miastem wojewodzkim.Dziś już wiadomo,że nastąpilo szkodliwe zagięcie czasoprzestrzeni, ale w środku nawet wiadomość o zagięciu kontinuum nie uspokoiła czterech niewiast w jednym pojeździe.

Stacja BP niczym czerwona oberża / w kolorze zielonym/ straszyła na trasie. W tym strasznym miejscu PG i KA pierwszy raz w życiu usłyszały,że "osobom nietrzeźwym nie sprzedaje się..."

-Taki wstyd, taki wstyd...-jęczała PG chowając się na tylną kanapę

-Siku, siku...-wtórowala jej KA opuszczając po raz milion pierwszy pojazd. Nadmienić należy,że pojazd ów został zidentyfikowany jako "auto-które-sika-na każdej-stacji" /PKP, PKS,benzynowej i dysków-gdyż kafejkę internetowa też zaliczono/

*

-"K...CHM TO MIAS...TO"-wykrzyknęła KA wypadając na bruk.

Mieszkańcy  Gdańska zakrzyknęłi ze szczęścia, gdyż piąta rano jest najodpowiedniejszą godziną na promowanie  Trójmiasta.

-Nooo...-odpowiedziała PG, której wcale nie było zimno w kostiumie i butach na obcasie.

A potem...

*

Potem drastycznie zderzenie pragnień z rzeczywistością KA, która pragnęła od jakichś 300 km Mafioza z podwojna śmietanką, w kawiarni, w której nie było ani pół łyżeczki śmietanki.

Odgłos obcasów po gdańskiej starówce-przeraźliwie zimno.

*

A potem morze....o dziwo nie zamarznięte.PG jest rozczarowana-morze nie zamarzło, a białka w oczach PG i owszem.

A potem spacer po znajomych kątach.

A potem zakupy w sklepach z butami-Tak: budżetówka zarabia zbyt mało by godnie egzystować lub by z godnością zachowywać się w sklepach obuwniczych...

*

A tydzien później PG spakowała rodzinę i przebywali w górach , które zostały zasypane na okoliczność zimy, dla odmiany ubrała się jak człowiek.

*

Tymczasem podziękowania za "prowodylkę" i nakłanianie do zachowań niezgodnych z wiekiem i za kontrolowaną spontaniczność.

 

 

 

czwartek, 15 listopada 2007

W oczekiwaniu na modem-walka z wiatrakami

TP sa w dwa dni uwinęło się z gadułowym telefonem teraz PG ma telefon stacjonarny...ho ho nawet nie na korbkę- ba...bezprzewodowy..tymczasem tylko raz wykąpany przez Juniorka.

TP sa obiecało modem, w tym celu PG wykonała zalecany telefon do obslugi jelenia, gdzie pan niezwykle uprzejmie poinformował ,że modem jest do odebrania w placówce TP sa w ciągu 6 dni roboczych. PG pocwałowała zatem radośnie do placówki , gdzie dowiedziała się,

że :

1. modem mknie ku niej kurierem /niestety pani nie byla zdolna poinformować, czy rzeczony kurier przybędzie na adres zameldowania czy adres, na który ma być zakladany modem, pominęła milczeniem fakt,ze modem miał być odebrany przez PG zgodnie z umową/

2. PG zapytała panią /mała litera zamierzona/ gdzie zostanie dostarczone powyższe cacko?

3. Pani powiedziała PG cyt "nie wiem, ale proszę czekać we wtorek między 17 a 20"

4. PG zapytala "Gdzie ma czekać?!"

5. Paniusia odpowiedziała,że ona nie wie, że "ją system nie dopuszcza"

6. PG świadomie i cynicznie zauwazyła czasownik "dopuszczać" i jego nieodpowiednie zastowanie w kontekście

7.Pańcia powiedziała, że "ona nawet nie wie, gdzie do tej obslugi pani dzwonila, czy do Warszawy czy do Gdańska..."

8. PG przerwała geograficzną orację paniuni i powiedziała,że poczeka, do wtorku..gdzieś poczeka, a jeśli się nie doczeka, to bedzie wiedziała gdzie paniusiowe dobre intencje reklamować.

 

 

I to był chyba zły początek znajomości PG z TPsa

środa, 7 listopada 2007

...i to by było na tyle Mili Państwo...

Juniorek idąc z PG do przedszkola zatrzymał się na chwilę w padającym deszczu.

Stanęłiśmy i Synuś trzymając mnie mocno za rękę  najpoważniejszym z głosów trzylatka, powiedział:

Będzie mi przykro, kiedy nie będzie Cię ze mną w przedszkolu.

Będę tęsknił.

 

Dobrze,że padał deszcz, bo czasem w deszczu można schować mokre policzki,a ja miewam wilgotne oczy.

 

 

Tymczasem rozstaję się z Wami-trochę z powodu przeprowadzki, trochę z innych powodów.Pewnie PG nie umrze tak po prostu. "Tak po prostu" nie jest w stylu PG.

...a w moim...to inna bajka...

...a tak...

http://teledyski.onet.pl/10172,1830351,106473,teledyski.html

 oczko 

4.15

Usłyszałam dziś historię, którą słyszałam daaaawno temu choć wtedy zupełnie inaczej.

4.15 rano to godzina, w której czarownice przesyłają pozdrowienie.

Wszystkim kobietom, które sie martwią.

Coś jak cichy szept "Nie martw się - jestem"

Więc kiedy ktoś obudzi się rano... zupełnie przypadkiem o 4.15. wtedy nie należy się bać, ale pomyśleć o tych, którzy mają mniejsze lub większe problemy.

Chyba nie koniecznie muszą to być kobiety...

Wysłać im pozdrowienie.

A potem należy zasnąć głęboko i spokojnie.

I śpi się wtedy dobrze, uwierzcie.

wtorek, 6 listopada 2007

Typologia na mrozie

Spadł pierwszy śnieg nie wiem:po co? ale wiem :dlaczego?

 Spadł bo PG nie wzięła rękawiczek.

Brnąc zatem wbrew nawałnicy, która szła wprost na nią jak w jakimś horrorze, nastawiając pod zimny wiatr twarz, pokrytą nieodpowiednim zapewne kremem, co uczyni na niej spustoszenia, przed oczami PG stanęłi mężczyźni, którzy zapisali się w jej pamięci dobrze, ale częściej  źle i niechlubnie.I postanowiła podczas tej walki z zuchwałym żywiołem pogrupować ich, aby nadać swemu myśleniu porządek. Opisane typy samca mają charakter spontaniczny, przez co nie należy ich traktowac w sposób naukowy i wykorzystywać do celów dydaktycznych.

1.ECH JAKI JESTEM PIĘKNY

Ten typ samca posiada niesamowitą zdolnośc podnoszenia i budowania swojej oceny na podstawie przypadkowo zasłyszanych opiniii,najczęściej zachwytów babć i cioć wyniesionych z zamierzchłej przeszłości, (lub wyimaginowanych).Zaletą tego typu jest zwykle pozorna pewnośc siebie, pozorna, bo powiedzcie mu,że wcale nie jest taki doskonały...gotów zachować się wtedy niecenzuralnie.

2.CZARUŚ

Czaruś to zamaskowana postać osobowości konwulsyjnej z elementami typu przedstawionego powyżej.Na początku jest fajnie, grzeczny, miły, czarujący- na koniec okazuje się,że to tylko wierzchnie ubranko, a pod spodem...lepiej nie zaglądać. Ważne: Czarusiowi nie daje się drugiej szansy, gdyż cierpi na tym nasz intelekt i samopoczucie.

3.KOLEŚ

Zaprzyjaźnia się z Tobą, możesz  z nim wyjść na zakupy, albo pobiegać, a potem uderza Ci tekstem wprost między oczy, o tym, jakby to fajnie było, gdyby było niefajnie jednak.Jest w stanie wszystko pogrzebać swoja wymyśloną pewnością wzajemności po stronie drugiej./Pozdrawiam ...chociaż nie...nie pozdrawiam//

4.MYŚLICIEL, FILOZOF

Raz w życiu PG wpadła na taką minę-rozerwało ją na strzępy,dotkliwe obrażenia utrzymują się do dziś. Myśliciel ma niby jakąś tam filozofię życiową, przemyślenia,że nie daj Panie Boże, skłonność do narzucania swojego zdania, tragicznie przyjmuje opcje nr 2, 3, czy 4.

Zwykle  źle kończy, jako stary kawaler, lub alkoholik, onanista amator.

5.WIELBICIEL

Typ wielbiciela na początku przyjemnie drażni poczucie kobiecości-uwodzi, komplementuje i robi to w sposób na tyle subtelny,że nie odczuwa sie tego jak w przypadku Czarusia. Lecz...przychodzi taka chwila,ze komplementy staja się niedorzeczne, lub osobie "wielbionej"zaczyna się niezdrowo odbijac cukrem.Ale znam takie kobiety, które trwają w związkach wielbiąco-wielbionych bez czegokolwiek więcej i ponoć im z tym "bossssko".

6.KUMPEL

O to PG lubi. Sa tacy, którzy mówią,że przyjaźń damsko-męska nie istnieje, ale istnieje. W przypadku PG jest to przyjaźń, która nierzadko charakteryzuje się złośliwościa i inwektywami /Pozdrawiam Guru/, ale kiedy cos się dzieje źle, to Kumpel stoi w drzwiach, nawet jesli mieszka blisko 200 km dalej.Ważne: nie nominować na Kumpla młodszego od siebie człowieka, pomijam dlaczego.

7.CICHOCIEMNY

Ooooo z takimi to ostrożnie, nigdy nie wiadomo, co to taki ma na myśli, albo, skąd czerpie inspirację. Cichociemny mieni się różnobarwnymi kolorami  wcześniej przedstawionych typów. Przy diagnozie należy oprzeć się na własnej intuicji ...wyłacznie, nigdy nie brać na 100% serio tego, co mówi.

8.ŻMIJA

Żmija najczęściej udaje kumpla, ale bywa,że równiez predendenta do roli drugiej połowy. Za plecami zainteresowanej syczy i się wije.Zdarza się,że tylko kłamie, zdarza się,że obmawia, donosi etc /Pozdrawiam Bartku/. Żmija zwykle kończy źle-syczenie niesie się za nim echem.

9.KIEROWCA AUTOBUSU

Wredota, bezczelniak i kawał...kawału-przyjechał 5 minut po czasie, a śnieg padał i padał.

poniedziałek, 5 listopada 2007

Bajka z morałem.

Znajomy miał znajomego, który miał mu pomóc znaleźć dróżki ,którymi drepta jego żona.Znajomy zrobił to chętnie, choć ze średnim powodzeniem i jaki morał?

#

Trzeba uważać jeśli ta "żona" ma aktualny numer byłej dziewczyny, a jeszcze bardziej, gdy ta potrafi przejść wydeptanymi przez intruza ścieżkami.

Z pozdrowieniami.

PG

Mourir Damain to znaczy umrzeć jutro.

Oskarżono mnie, postawiono przed sądem, co tam sądem, przed Międzynarodowym Trybunałem i oskarżono o ..melancholię.

Na początku oburzyłam się tylko. Melancholia? Też coś, to tak nie pasuje do PG!Mogę być sobie złą, złośliwą w porywach, mogę być uzależnioną od internetu psychopatką, z przewagą zachowań sulicydalnych co poniedziałek,

ale zeby melancholiczką?..

A potem poprowadzono linię oskarżenia

że pisze też innego bloga,że słucham francuskiej muzyki, że snuję się po parkach jesienią,że wyłączam się nad pastelami,że popadam w zamyślenie i że usmiecham się przez sen...

No tego było mi dosyć!

Pokochałam ten język, drży twardo na opuszkach palców, na brzegu ust, patrzę na wszystko jasnymi oczami-takie dostałam od Losu,nie tęsknię do tego, co jest poza zasięgiem moich oczu-z drugiej strony to ta nieistniejąca tęsknota daje mi energię, naprawdę...

 a że usmiecham, a nie śmieję się w głos,nie oznacza wcale,że jestem mniej szczęśliwa,albo,że mniej to szczere.

 Proszę Wysokiego Sądu

Ja zwyczajnie głodna życia jestem-zawsze byłam. Proszę usilnie,żeby nie obracano tego przeciwko mnie.Co z tego,że skazując swoje mięśnie na wysiłek fizyczny w basenie stać mnie na to,żeby zobaczyć jeszcze srebrną pośwatę na powierzchni wody, przecież to nie jest groźne  i nie grzeszę tym aż tak?

Kto wie, może da się jeszcze coś wyczarować z tego, co powszechnie wiadomo i widac na pierwszy rzut oka. Kto wie..

Kto wie, ile jeszcze na to czasu?

Wszystkim czytajacym i Wysokiemu Sądowi dedykuję 

http://pl.youtube.com/watch?v=fMsP7KcrFL8

z pytaniem:

"A Ty , co byś zrobił, jesli trzeba  by umrzec jutro?"

 

 

niedziela, 4 listopada 2007

Po "Kolacji dla głupca"

Znów przypomniałam sobie, za co lubię teatr: wbrew pozorom nie za to,że siedzenie w trzecim rzędzie nie przyprawia o ból oczu -jak w kinie.

Nie...

 

Lubię za to,że przez kilkadziesiąt minut kilka zaledwie osób wyczarowuje na scenie

coś zupełnie nowego

rzeczywistość, której nie ma.

Ferię kolorów, potok emocji, milion okoliczności.

 

 

To jak internet .

 oczko 

Spektakl polecam-oddychanie powiewem przykurzonej kurtyny rownież.

sobota, 3 listopada 2007

Zamiast tortu ze świeczkami.

 

http://paweuekbb.wrzuta.pl/audio/6nP34zV5a6/dzem_-_do_kolyski

Spokoju, bez znieczulenia, tego, czego najmocniej pragniesz i tego, czego potrzebujesz,

słów, które nie ranią i braku tych, które niczego nie wnoszą.

I chwil o smaku herbaty karmelowej-słodkich i ciepłych jak miłe wspomnienie.

  

Ludzi w życiu nie spotykamy przypadkiem,

do czegoś się w życiu

"przydają."

Pakowanie w rytmie YOOOOOO

W powodzi pudeł z dobytkiem PG dotarła do przystani w postaci sekretarzyka, na którym leży klawiatura i włączyła przysłany link:

http://karol2869.wrzuta.pl/audio/2fdLtodjE5/grupa_operacyjna_-_nie_bedzie_niczego

/no ja wiem,że stare, ale ja też już nie najmłodsza/

i od tej pory-cały dzień tarza się ze śmiechu po pustoszejącym mieszkaniu

"ZRÓBMY TAK-BY NIE BYŁO NICZEGO"

No PG tak trochę robi

 zbiera się do przeprowadzki, a idzie jej to wielce opornie, zwłaszcza,że perspektywa zamieszkania na końcu świata nieco ją przeraża, TP sa. obiecała wprawdzie łącze /po wystąpieniu PG w placówce okraszonym upadkiem na kolana przed panią z obsługi i okrzykiem "Niech mi Pani świata nie zamyka!"/ ale  to Jeden Szef raczy wiedziec kiedy powtórnie PG tu zawita.

Do końca świata zostało zatem dwa, może trzy dni, być może: plus darmowe minuty.

W toku pakowania dobytku PG odkryła,że:

-w jej domu ksiązki chyba się rozmnażają i to w tematyce wszelakiej: tu Kodeks Karny, tam "Biologia przemocy" to znów "Żywoty pań swawolnych" i nagle "Przygody Kubusia Puchatka"

-zabawki Juniora mają własne życie, własny plan zagospodarowania mieszkania,własną cywilizację-są wszędzie,

-dziś PG spała z żołnierzem...z epoki Tadeusza Kościuszki, jeśli dobrze poznaję, wbił jej się boleśnie w nogę,

- i znalazła zdjęcie Juniora... pierwsze...kiedy miał 18 mm , wzruszyła się przy tym.

Taka zatem wzruszona, ukurzona i wkurzona idzie pakować dalej.

 

piątek, 2 listopada 2007

Mój pierwszy karabin...

 Z pierwszymi promieniami słońca, które tego dnia nie myślało wzejść, PG wraz z poślubionym jej małżonkiem /wtedy jeszcze tak myślała/, Panem Prowodylem i gromadą mniej lub bardziej świadomych swego losu osób wylądowała w ściślej nieokreślonym miejscu.Powinna sobie wcześnije strzelić jakiegoś Tigera, setkę lub chociaż kawę,ale wcześniej o tym nie pomyślała,gdyż godzina 8 to dla PG czas "nie na myślenie".Ściśle nieokreślone miejsce kipiało mgłą, rosą i jakimiś bunkrami.Nieświadoma czeredka udała się w kierunku, gdzie przebrala się w kubraczki specjalistycznie specjalistyczne-które że niby to miały chronić...chyba przed zabrudzeniem.

 PG jak wszyscy nałożyła maseczkę, kaganiec, jak zwał tak zwał, w skrócie coś...jak skrzyżowanie maski ściągającej i maski przeciwgazowej, z daszkiem.Efekt ostateczny spowodował rozedrganie w szeregach entyzjastów,z powodu niezwykłego podobieństwa, jakie odkryli w sobie do Lorda Vadera.

Pan, który "że niby się zna" objaśnił to i owo.

Nastąpiła uroczysta chwila wręczenia broni.

No i się zaczęło.

Na poczatek B. postrzeliła się sama...wydaje się to mało możliwe, ale jednak można postrzelić sie kulką do paintballa-biegnący ku niej Jej Mężczyzna dostał kulkę w plecy-do której nikt się potem nie przyznał. PG zważywszy co się dzieje wokół doszła do wniosku,ze najlepiej będzie przeczekać w krzakach.Siedziała tak sobie wśród srebrnej rosy, kiedy usłyszała za sobą oddech Samego Zła, tak jest-był to Prowodyl.

Prowodyla zdradziła powierzchowność Lorda V. /i nie koniecznie mówię tu o przebraniu/ .

Szczęśliwie Prowodyl był w drużynie PG więc przyczaili się w krzakach razem, nie wiedzieć czemu nie podzielał jednak pokojowego nastawienia swojej towarzyszki broni do świata:

"chrrrryyy-hyyyyy-no wychodź, przecież nie będziemy tu siedzieć"

"chryyyy-hyyyy ja bedę"-odcharczała PG

"chryyyyy-hyyyyy przecież mogłem chryyy hyyyy cię postrzelić w tyłek chryyy hyyy to niestrategiczneeee Qr....a!!!!!!!!"-nie dokończył, gdyż dostał w plecy od Panny G, która była tuż za nimi.

"UPIERNICZYŁEŚ MNIE KRWIĄ!"-krzyknęla PG zcierajac z siebie resztki zielonej mazi i profilaktycznie rzucając się przed siebie, gdyby Panna G reagowała szybciej niż zwykle. Okazało se to słusznym posunięciem, gdyż rzeczona Panna G na skutek dużej ilości adrenaliny nagromadzonej we krwi otworzyla zielony ogień w kierunku PG.

" Peace and love" brzmiało w głowie PG, gdy biegla w zadużym kombinezonie po mokrej ściółce-i wtedy przed nią wyrósł Zły M.. któremu chyba nagle przypomniao się,że był kiedyś studentem PG, i że pisał kolokwium.

PG dostala postrzał w ramię, ale bohatersko sięgnęła po broń i zrewanżowała się na sośnie.

W tym czasie K. wymierzyła sprawiedliwość Złemu M strzelajac do niego z przeciwnego kierunku. Strzał był celny i zamierzony, chociaż K byla w drużynie Złego M i nikt doprawdy nie wie dlaczego postanowiła uszczuplić jej szeregi, potem okazało się ,że K też tego nie wie ,tylko "obudzila się w niej chęć mordu, sorry".

PG schowała się sprytnie za kawałkiem betonowej ściany, niestety nie była tam sama- natknęła się tam,bowiem, na własnego męża, któremu w oczach błyszczało coś niedobrego.

"chryyy-hyyyy nie zrobisz tego, bo jestem Twoją żoną"-powiedziała PG

"Chryyy- hyyyyy, przykro mi kochanie, jest wojna" powiedział PM, ale PG już nie było- biegła charcząc i "plujac krwią" między drzewami, w międzyczasie dostała w ...miejsce gdzie plecy tracą swoja szlachetną nazwę,co doskonale przyspieszyło jej kroki. Pomknęła dalej, jeszcze szybciej i zderzyła się z D. ze swojej drużyny. Na marginesie: cholera, niezłą trzeba być sierotą,żeby podeptać własne siły wojskowe. Pozbierali się oboje i... rozbiegli się w dwóch odmiennych kierunkach.

Proszę Państwa w tym momencie opowieść się urywa...kończy mi się monitor-opowieść jest przydługa / możnaby ją drukować w odcinkach lub tomach nawet/ i nieco bolesna-jest historią umierania więzi międzyludzkich, zagłady idei humanizmu i naprawdę nie wiem, KOGO TO INTEGRUJE.

O opisanych wyżej uczestnikach  powiedziec tyle, że "po" planowaliśmy wyjście do "Galeonu"-nie poszliśmy. Nikt nie miał siły,dwóch panów spierało się w drodze powrotnej o zadania strategiczne,jedna dziewczyna zaczęła pić,a jedna para prawie zakończyła znajomość.

 PG leczy rozliczne siniaki na całym ciele.

Ale....spróbowalam, pod koniec nawet poczułam coś jak chęć mordu i... smak tego rodzaju adrenaliny jest mi nawet bliższy niż idee hipisowskie, które wyznawałam duchowo podczas morderczego biegu po mokrym lesie.

czwartek, 1 listopada 2007

Kwestia wyobraźni

http://blondas1988.wrzuta.pl/audio/uplYgt6WuI/sdm_-_18_-_nie_rozdziobia_nas_kruki

Zamigało okienko gg-mam ostatnio alergię, ale to zamigało przyjaźnie.I zaczęło się mało ciekawie, chłodno wręcz mało grzecznie, mocno niepodszyte flirtem, super cyniczne zdania wyrzucane w przestrzeń nagle zmieniły się w garściami sypane uśmiechnięte buźki. Nie zmniejszyłam dystansu ani o krok, a nagle było o sensie życia i o braku fizycznych podstaw w spożyciu do prowadzenia takich rozmów.Rozmówca udawał,że się nie widzieliśmy, albo zakładał znajome maski, a ja odkryłam,ze pisanie idzie mi łatwo prawie tak łatwo jak  kiedyś przychodziło zaufanie. Na koniec zawarliśmy umowę-wartą tyle, ile każdy sobie wyobraża.

Bo gg to kwestia wyobraźni.

 

 

 

P.S.Piosenka dla tych, z którymi już na piwo (i nie tylko) chodziłam, dla tych, z którymi zjadłam beczkę soli i niejedną jeszcze zjem-niedługo, rownież dla nich-prezentacja .

Post dla...

Adresat wie,że dla niego.

 hehe 

środa, 31 października 2007

"I skrzydłem wskazują drogę"

Nigdy nie lubiłam tych uwag, nie znosiłam lęku, który towarzyszył moim niecodziennym wyborom, chociaż teraz wiem,że w tym, na co mi pozwalała było więcej odwagi niż byłam w stanie sobie wyobrazić.Ciężko było pojąć, że można się tak o kogoś martwić i tak troskliwie i natarczywie rozkładać nad kimś skrzydła.I ta wyjątkowa postawa wobec mojego charakteru.Cierpliwość wobec pomyłek.A kiedy dopadł strach wtedy..Jeden telefon i otulala mnie kocem ciepłych słów.Dużo się śmiała, jak moja babcia, która życie miała cięzkie, ale śmiech dźwięczny.Może to zatem geny? Nie byłam do niej nigdy podobna fizycznie, nie mam jej oczu, włosów, uśmiechu, jestem kimś zupełnie innym,

ale pamiętam,że to pod Jej sercem znalazłam swoje pierwsze miejsce na ziemi.

Dlatego tak nie lubię chodzić na Jej grób.

Nieznoszę.Nienawidzę.

Wolę nie pamiętać ,że musiała odejść,nie mysleć, jak trudne to było odchodzenie.

Chcę pamiętać, jak się śmiała.

 

Długo zastanawiałam się nad piosenką na dzisiaj.

Nie będę nigdy taką dobrą mamą, ani pewnie taką kobietą, prędzej "potknę się o własne nogi", ale bedę zabierać Synka w góry, tak jak Ty mnie zabierałaś.

http://www.wrzuta.pl/audio/cmCTn86EMd/bieszczadzkie_anioly

Nie zostawiajcie proszę "świeczek",

jesli zdarza się komuś modlić, to o tyle proszę dla mojej Mamy.

PG

poniedziałek, 29 października 2007

Przegrałam zakład i to dlatego...W innym przypadku tematu, z całą pewnością, by nie było.

Tak jest. Kocham sport

i własnie dlatego kupilam sobie kolejną płytę z ćwiczeniami.

To prawda-lubię fitness

dlatego płyta ma tytuł "Striptease aerobic".

Tak, zgadzam się,

chodziło głównie o walory kondycyjne.

 oczko 

Ale dlaczego płyta rozpoczyna się tekstem w stylu:autorzy nie ponoszą odpowiedzialnosci za kontuzje powstale w skutek używania niniejszego materiału?

 

P.S.Pozdrowienia dla BB.

niedziela, 28 października 2007

Żadne tam przekonania mnie nie uwiodą ;)

 http://www.wrzuta.pl/audio/8swO8TGNJ8/pink_-_i_m_not_dead_2006

Pamiętam jeszcze smak oddechów zimnym powietrzem, pamiętam jak to jest czuć skórą całego ciała skałkę,jak odrzucić włosy mokre od deszczu, jak zmęczyć mięśnie i upajać się tym zmęczeniem i jak cieszyć się z rzeczy zwykłych i niezwyklych.

Pamiętam.

Ale dziękuję, za to,że mi przypomniano.

 

sobota, 27 października 2007

Astrologia po 10 godzinach na uczelni.

Coś tknęło PG, kiedy wsiadała do samochodu, coś tknęło ale nie wystarczyło instynktu samozachowawczego,żeby zadzwonić po inną taksówkę.

"Po panią to bym podjechał pod drzwi sali, w której się pani uczyla"-zaszeleścilo coś , gdy PG rozsiadła się na tylnej kanapie białego mercedesa

"Nie: się, a: innych"-chlapnęla PG i ugryzła się w język

"Oj ...-powiedział kierowca-bedę teraz zawsze się pojawiał,jak na centrali powiedzą,że będzie tu kurs, zawsze panią odwiozę, takich kobiet się nie zapomina"

"Qr.."-powiedziała PG może nie zbyt grzecznie, ale dość skutecznie

Zapanowała cisza, długa i miła...

trwała jakieś 3 minuty

"A spod jakiego jest pani znaku?"-kontynuował-taksówkarz-astrolog-amator, zerkając w lusterko

"A jakie to ma znaczenie?"

"Bo wie Pani, jednak zodiak DEFINIUJE nasze życie, decyduje o cechach, coś znaczy..."-kontynuowal niezrażony-"kazdy znak to jakieś emocje, jakieś zachowania, każdy, ja się na tym znam, dużo czytałem, wierzę w to mocno"

Pojazd szczęśliwie podjechał pod blok PG.

"Ja na przyklad jestem spod znaku wagi, on jest taki niestabilny"-łypnął obleśnym okiem w lusterko-"wagę, proszę pani,można na wiele namówić"

"Niechże się ta jedna waga buja"-odpowiedziala pasażerka o nieustalonym znaku zodiaku, zostawiła należność i wybiegla trzaskając drzwiami.

 

Proszę  nie pisać,że byłam niegrzeczna. Wiem.

 

piątek, 26 października 2007

...początek weekendu wygląda tak...

O 6

zrywamy się z betów, tzn, PG się zrywa, reszta rodziny poległa między poduszkami, kołdrami, kocem i pluszakami "z przeznaczeniem do spania", PG zanim znajdzie rodzinę musi wziąć prysznic i namalować sobie twarz- z trudem znajduje rysy twarzy w stanie amoku pospaniowego, śniadanie, negocjacje z Juniorem odnośnie wyjścia z łózka, nie przynoszą pożądanych efektów przez 20 minut przez co Junior wpada do przedszkola na 43 sekundy przed śniadaniem, a PG do uczelni na 2 minuty przed 8.

2 minuty po 8 PG ma dość

Orka po ugorze, boszszszsz...dramat pedagogiczny, grupie się nie chce, grupa ma JESZCZE JEDNE ZAJĘCIA kto to słyszal,żeby mieć zajęcia na studiach? Ja pytam, kto tak krzywdzi te dzieci?

PG ma jeszcze perspektywę 5 grup przed sobą

O15 PG

Dzwoni do syna, rozmawiają chwilę o tym i owym,spożywa właściwe pożywienie: jabłuszko , kanapkę sobie przyniosła...i sok wieloowocowy..jest taka poukladana i prowadzi zdrowy tryb życia....

O 16.30

Kawy , kawy!!!!!

O 16.50

Druga kawa i nic! Próby podania sobie kofeiny dożylnie na zasadzie podłączenia się do automatu z kawą spełzają na niczym, PG schodzi do baru, gdzie kupuje TIGERA. PG nienawidzi takich landrynkowych dopalaczy, ale...

Od 17

PG unosi sie na skrzydlach wiedzy, weny, mówi szybciej niż zwykle, dostaje wiewiórczego ruchu źrenic, sięga kwiecistością wypowiedzi wyżyn oracji i retoryki, siega, gdzie wzrok nie siega, porywa grupę do pracy, chodzi, gestykuluje i w tym stanie pozostaje do 20, kiedy zamykaja się za nią drzwi uczelni....

A potem

Spotyka Syna, który ma na ramieniu pamiątkę "nie od Pawełka"-piękne ślady po komplecie mleczaków, spotyka PM, który namawia ją na frytki po nocy- i luz, komu zaszkodzą frytki?, spotyka KoleżAnkę na gg i wymianiają serię uwag apropos zakupionego poprzedniego dnia obuwia,i..

spotyka poduszkę, podusię ,poduszeczkę...

 

 

środa, 24 października 2007

Z KoleżAnką na zakupach - dialogi okolicznościowe

Poniższe wypowiedzi pozbawione ciągłości logicznej i autorstwa, wyrwane z kontekstu są niewiarygodnym dowodem na to,że podczas zakupów nigdy nie mówi się o niczym:

-muszę coś kupić

-ale co Ci potrzebne?

 -nic, ale mam depresję

-orzeszki kupiłabym orzeszki

-albo kabanosy

-i bita śmietana mi się z nim kojarzy

-olej, oleju potrzeba, czy ja do końca życia bedę kurą domową?

-a co będziesz robić z takimi kabanosami?

-zejdź mi z oczu mała dziewczynko, bo cię przypadkowo potrącę wózkiem ...

-podążaj w kierunku lodówek! tam, gdzie światło!

-a moze serek zamiast kabanosa????

-ależ ma pani niesamowitą grzywkę, doprawdy, mocno twarzowa-ale do tej twarzy nie pasuje

- może do innej, siedem głów, siedem twarzy..typowy smok

-a gdzie widzialaś te INNE orzeszki?!

/dlaczego koleżAnka zawsze ma obłęd w oczach, gdy mówi o orzeszkach?/

-jajka się zepsuły

-komuś...

-temu sklepu się zepsuły

-zaraz, kiedy tylko wysiądziesz z auta , wyjmuję salami i jem!

-popatrz, popatrz, jelenie bujane!

etc etc

A wszystkiemu temu winna:

  

 

KoeżAnka  

oczko

łobuz, ale ja lubię. 

 

poniedziałek, 22 października 2007

WIELKA WIZUALIZACJA

Dziś wracając z przedszkola PG z Juniorkiem spotkali Czerwonego Kapturka, Czerwony Kapturek miał klopot / cyt. wilka mu zapier../, nie miał sprawunków dla babci / pewnie przejadł /, zamiast koszyczka dzierżył torbę foto i udawał, że pracuje / z naciskiem na : udawał/.

Ale dzięki temu

Dzis niepowtarzalna chwila-oto PG z Juniorem w wersji wizualnej bardziej niż zwykle, wprawdzie Czerwony Kapturek został pouczony, że zostanie pozbawiony życia, ale podobno cyt. "Gaduła nie jest pierwszą w kolejce, co to go chce zabić i to dobrze, bo będziemy mogły /my-kolejkowiczki/ poplotkować stojąc i czekając na swoja chwilę morderczej przyjemności buahahahha".

  

Junior o porządku publicznym /zapis mocno fonetyczny/

Jak ludzie lozzucają te śmiecie, zamiast do kosa wrzucić-

męczy się logopedycznie Junior biadoląc na spacerze nad ludzkim rozpasaniem-

BOZE MÓJ JEDYNY jaki bałagan!!!!

PG idac obok powstrzymuje się od śmiechu i komentarza, a Junior kontynuuje:

jak tak będą lozzucać to dostaną MAMBAD.

 

Tego Gadule było za wiele, ale mambatu za tarzanie się po trawniku ze śmiechu nie dostała.

sobota, 20 października 2007

Plaaawda?

 

Juniorek nie od dziś ma skłonność do niezwykłych zachwytów, od niedawna ma zdolność dodawania po każdym "achu" i "ochu" zdania "kupimy takie, plawda?"

Rodzina nauczyła się nie protestować, rodzina wie,że protest spotyka się z protestem. Dlatego również PG przytakuje. Zachwytow jest masa,zwłaszcza przy oglądaniu bloków reklamowych:

-Jaki piennnnnnnnnkny Spider Man, kupimy Spider Mana, plawda?

-Jasne, Synku,kupimy.

-Jaka piennnnnnnnnkna wyścigowka, kupimy wyścigowkę, plawda?

-Prawda, Kochanie, prawda.

 

Juniorek ogladał Dicsovery z Dziadkiem Gadułą. Trochę to skomplikowało sprawę, bo pieeeeenkne okazały sie wozy bojowe z czasów II wojny światowej i broń masowego rażenia. Ale PG nadal przytakuje.

Bo jaką byłabym matką, gdybym nie kupiła dziecku myśliwca luftwaffe bądż takiego na przykład czołgu Pantera Panzer V?

piątek, 19 października 2007

o 6.45 w domu PG...

-To nie sa wybory prezydenckie -powiedział PM, gdy usłyszał,że PG postanowiła zostać głową państwa

-Nie szkodzi, mam super program wyborczy  izostanę prezydentem-powiedziała PG chwiejąc się rankiem przy lustrze w łazience i próbując namalować sobie twarz, co nieustannie utrudniał stan zaspania.-Jak zostanę prezydentem to NIKT NIE BĘDZIE MUSIAŁ CHODZIĆ DO PRACY...ani wstawać tak rano

-Taaa, a kto bedzie pracował na naród?-zapytał złowieszczo Dziadek Gaduła

-BĘDZIEMY ŚCIĄGAĆ OD TYCH Z IRLANDII

-I tak: nikt sobie nie będzie pracował, tak?-drążył PM-to jak się utrzyma ten kraj?

-Normalnie, skoro mamy tyle długów to jeszcze to troszkę nie zrobi różnicy, zresztą, zastanowiła się Przyszla Pani Prezydent w fioletowym szlafroku-potem wybiorą kogoś kto to wszystko naprawi i bedzie ok.

-No tak, to tylko jedna kadencja?!-kpił dalej DG

-Niop, w sumie może być problem-zastanowiła się PG zastygając ze szczoteczką do zębów w dłoni-naród się do mnie przywiąze, obywatele mogą nie chcieć się ze mną rozstać, nie? ...to sobie wtedy zostanę prezydentem świata...

 

 

-I RAZ DO ROKU, JESIENIĄ, WSZYSCY, CAŁY NARÓD POLSKI WYJEDZIE SOBIE NA TENERYFĘ NA WYPOCZYNEK, NA...TRZY TYGODNIE-kontynuowała PG wieziona pojazdem w mokry, zimny poranek do pracy

-a kto tu bedzie wszystkiego pilnował?-spytal PM (przygotowujący się zapewne do roli szofera pani Prezydent)-Niemcy przyjdą , Ruscy...

-Ci z Anglii bedą pilnować , za karę!

 

 

-Naucz sie drzwi zamykać!-wycedził PM, gdy PG, kolejny raz w sposób niewłaściwy zamykała pojazd

-Nie muszę, bo ja będę miała od tego ludzi!

 

 

No i cóż, Drodzy Państwo? Nie jest to interesujący program wyborczy?

I wiarygodny jak wszystkie pozostałe.

Pozdrawiam Naród!

/również ten za granicą/

 Wasza Ukochana Pani Prezydent  hehehe 

czwartek, 18 października 2007

SMS

sms w telefonie Pani Gaduły:

"Życzę Ci żeby uśmiech już zawsze gościł na Twojej buzi, żebyś zawsze czuła się szczęśliwa, a każdy dzien przynosił radość- tego wszystkiego w Dniu Naszego Święta"

myśli w głowie PG:

"Jakiego święta?""Jakiego naszego?""Czy ja mam jakiegoś zapomnianego kochanka, z którym mam jakieś święto?""Porwano mnie, PM uprał mózg i zapomniałam o Naszym z Zapomnianym Święcie""Dlaczego się dotąd nie ujawnil, a tak o mojej buzi etc????"

sms w telefonie PG:

"To ja, Ola, a święto: Edukacji  Narodowej"

 

Ufffff.... 

wtorek, 16 października 2007

Ktoś powiedział,part 2 ...że jestem złośliwa

No też coś...

Że ja?

Dementuję!Złośliwa bywam.

BYWAM.

A to różnica

Złośliwe zatem było:

A.Oglądanie wyborów miss, jeszcze za czasów studiów z koleżankami, przy książce oczywiście.Choć z drugiej strony, można nazwać to inaczej niż trywialnie "złośliwością" było to zatem :

Wnikliwe komentownie mankamentów urody, które powinny być poddane korekcie przed wystąpieniami publicznymi, lub tych, które niestety korekcie się nie poddadzą,acz można        powiązać je poprzez niespotykane podobieństwo ze światem zwierzęcym .

Wnikliwośc komentarzy /jakże cennych/ i ich wartość rosły z kazdą godziną babskiego wieczoru.W procederze towarzyszyly Gadule KoleżAnka i Wojna.

B.Uwagi na temat nieletniego wieku chłopców o zapędach podrywaczy w wieku niewlasciwym, w których często obserwuje się nawiązania do pedagogiki wczesnoszkolnej, prawa i ewentualnych działań prokuratury rejonowej podjętych w przypadku hipotetycznego odwzajemnienia przez PG zwyczajów godowych  brrrrrryyyy.

C.Odbijanie piłeczki, które jest klasyczną taktyką stosowana przez PG wobec ludzi, którzy uparcie próbuja być złosliwi wobec niej. W literaturze przedmiotu znane są przypadki takich, którzy się obrazili śmiertelnie./zwykle do następnego razu/

 

I to wcale,nie znaczy,że taka jestem świetna /choć jestem  hehe /, ale podobno złośliwość świadczy o inteligencji hahahahhaaha.

A kto bez winy niech rzuci kamień.

Miłego dnia.

niedziela, 14 października 2007

Z cyklu "Ktoś powiedział"-odcinek 1. pt."Prosiak"

PG ma wieeeelką chrypkę.

Ktoś powiedział:

-Masz głos jak...czarownica... /że niby taki bajkowy?/ i po chwili:

-Ten głos bardziej do ciebie pasuje niż ten normalny.

 

 

Że ja niby jak to rozumieć mam?

 Prosiak.

sobota, 13 października 2007

Grypowo

PG weszła do sali wykładowej widząc niemalże podwójną frekwencję, ze łzami w oczach i z małosexowną chrypką.

-Na początku chciałabym Państwa przeprosić za moją dzisiejszą niedyspozycję głosową-zaczęła-spowodowaną po części grypą a po części coldrexem.-uśmiechnęła się przepraszajaco

-Niech się pani nie gniewa, ale nawet jeśli pani była na Filipinach-wybaczymy-odpowiedział starosta grupy.

 

Oświadczam,że na Filipinach nie byłam, i nie mam tego rodzaju problemów.

środa, 10 października 2007

Randki jesienne.

PG na gripexie szła dziś jesienną alejką z Nim za rękę, październikowe słońce rozświetlo jej włosy i grało błękitem w Jego źrenicach. Uśmiechali się do siebie, nie wiedząc dlaczego bawiły ich liście pod nogami. On szeptał coś do niej, ona rozjaśniala się uśmiechem, może ostatnią taką w tym roku pogodą...pogoda serca...pogoda ducha...trzymali się za ręce...

Jesień Moi Państwo...

http://pl.youtube.com/watch?v=gCJ-E07PWuA

I byłby romantyzm i byłoby piękno i byłaby jesienna cisza, gdyby Gaduła nie pociągała nosem, a Juniorem nie szarpały ataki niekontrolowanego kaszlu.

Tak, tak

byłam na randce!

Umówiliśmy się na ciastka w parku

PO PRZEDSZKOLU.

 

 

niedziela, 7 października 2007

Z cyklu:Przysłowia mądrością narodu...

PG właśnie porzuciła okienko GG, w którym napisała "nie chcę jeść, nie będę jadła"i tu nadmienić należy ,że ta spokojna zrównoawazona osoba ma pewien przykry nawyk, który niszczy jej małżeństwo. Nawyk ów to podjadanie mężowskich kanapek.

Toteż PG porzuciła okienko GG i krokiem wesząco-tropiacym udała się do kuchni, gdzie PM przygotował sobie kanapki o porze nieodpowiedniej. W progu owiał ją zapach pomidora i ogórka, który powiewem uniósł jej włosy, spowodował leciutki zawrót głowy i obudził żądzę. Leciutko zadrgały nosdrza i PG już wiedziała czego chce. Kocim ruchem przysiadła się do stołu i poczęła wpatrywać w PM hipnotycznym wzrokiem polującego tygrysa.

-Idź stąd-wyszeptał PM nie podnosząc oczu i prusząc kanapki pieprzem

-Nie bedziesz taki, ja tylko chciałam spróbować....

-Masz tu małą kanapkę, powiedział PM, możesz....nie dokończył, natomiast PG już kończyła

-Dlaczego Ty sobie sama kanapek nie zrobisz?

-Bo późno jest, wiesz,że nie jem o tej porze.

-No widzę właśnie!

-Oj to się nie liczy-uśmiechnęła się PG- gdybyś mnie kochał...

-Pytałem, czy nie zjesz...

-Nie byłeś przekonujący w tym, ŻE NAPRAWDĘ CHCESZ mi zrobić kanapki, daj gryza!

-Nie! Nie jesz o tej porze!

-Ale Kradzione nie tuczy!-broniła się PG niestety już wystawiona do przedpokoju.

 

Dziwne to małżeństwo,dzieli nas 33 cm wzrostu, 60 kg wagi i...pora ostatniego posiłku.

 

Ralacje damsko-męskie

-Daj mi nimdwy-brzmiał komunikat, gdy PG stanęła w progu.

 

Porozumienie damsko-męskie między PG a Juniorkiem polega na tym,że ona wie:

w takich chwilach syn dopomina sie o  cukierki nimm2.

piątek, 5 października 2007

A pojadę Reymontem ....

-Co ty robisz ? -spytał Pan Małż , pakującę torbę wczesnym rankiem PG

-A nic, bieliznę pakuję.

-A, jesli można, po co Ci stringi w pracy????????? 

-A...zapasowe-powiedziała PG, nie przerywając upychania papierów w teczkach.

-ZAPASOWE?-zbaraniał PM

-No z KA po pracy idę na siłownię, to wiesz, wszystko potem przepocone mam, dlatego biorę bieliznę...

-Siłownia, bielizna, nie podoba mi się ten klimat..

-No czerwona jak Jagna,z mokrymi włosami i w cokolwiek nieświeżych ciuchach z największym wysiłkiem nie budzę poządania.

 

 

...no chyba, żeby się jakiś Boryna napatoczył  oczko 

czwartek, 4 października 2007

...takie tam...

PG i Dziadek Gaduła zaśmieają się do łez przy krojeniu cebuli do wieczornej jajecznicy, problem brzmi:SURYKATKI CZY SUROKATKI?

i wtedy w kuchenne rozmowy językowe wkracza Junior:

-SIULOKATKI-literuje wyraźnie rozbawiony niewiedzą rodziny-SIULO-KAT-KI!

 

 

No ale...mogliśmy nie wiedzieć, prawda?

 

...w miejsce brakującego posta....

http://pl.youtube.com/watch?v=9WwY2dQKx-4

Ktoś kiedyś powiedział,że nasze życie może być lotem liścia lub spadaniem kasztana:

Kasztan leci szybko, pośpiesznie, byle jak, żeby na końcu zrobić "pac"

A taki liść...

Taki liść leci powoli

delektuje się lotem

zachwyca kolorami

cieszy jesienią

mysli w locie "ojej,jak dobrze być liściem"

I chociaż ostatecznie spotka się z ziemią jak kasztan,

 to...jakież inne miał życie!

 hihi 

Jak niczego dla siebie, pragnę,żeby moje życie było lotem liścia.

  

 

 

 

 

poniedziałek, 1 października 2007

Dramat w jednym akcie pt"Gadatliwa Gaduła"

 

Miejsce Dramatu:ulica miasta jednego.

Osoby dramatu:Prawie Kolega /którego, nadmienić należy osoby dramatu nie ubóstwiają/ i PG

PK parkuje pół milimetra przed obuwiem PG

 

PK: "Cześć  Gadułko /qrna, jak ja nie znoszę tego zdrobnienia/, co u Ciebie, jakoś tak dawno nie widzieliśmy, unikasz mnie czy coś?na tlenie Cię nie ma.A o bieganiu to juz zapomnieliśmy, a plany byly,że do zimy, a wogóle to u mnie zmiany, praca ,wiesz, jak dawniej, ale dla ciebie to bym czas zawsze znalazł. A PM mówił,że sama wyjechałaś gdzieś,a P mowił,że wogóle chcesz odpocząć, a telefonów moich nie odbierałaś./jakiż trudny ciąg logiczny-co ma na myśli osoba, która nie odbiera telefonów????/ Dlaczego nie odbierałaś?Nic lecę, jakbyś chciała pogadać-zawsze możesz.Pamiętaj. No, muszę jechać, bo w sumie przypadkiem tutaj /taaaaaaaaaaa/a się zagadaliśmy. Mimo wsyzstko miło było Cię spotkać, naprawdę się cieszę. Uważaj na siebie."

 

PG: "no"

sobota, 29 września 2007

Jedno "P"

Dziadek Gaduła zabiera Juniora i psa na spacer, PG postanawia żyć chwilą wolności-wiecie, rozumiecie  oczko taniec brzucha, muzyka nastawiona na "rozbijmy ściany, zwiększmy sobie metraż", zamykają się drzwi, mija 16 i pół sekundy i PG słyszy zapłakany głos Juniora:

-Otwóśśśśśśśśśśśśś!Wali pięścią /rozmiar xxxxxs/ w drzwi syn-muszę psikać!

PG w ciagu czasu mniejszego niż setna sekundy porywa pierworodnego do łazienki, gdzie slyszy protest-nie, nie-szarpie się mały człowiek ze spodniami w okolicach kolan.

-No przeciez chciałeś sikać??????- nie rozumie zdezorientowana PG

-Nie.-stanowczo przeczy syn

-Jak to nie? Przeciez przed chwilą...

-Oj Mamusia,Mamuuuusia-kiwa głową Juniorek jednocześnie podciągając porcięta, maszeruje do półki, skąd sięga po ojcowskiego Fahrenheita, którym zlewa się bardziej niż obficie, podciąga spodnie i wychodzi....

 

No tak..."Psikać"

czwartek, 27 września 2007

Froidzie!Spowiedź dla Ciebie.

W toku dzisiejszej rozmowy wyszło na to,że ktoś -nazwijmy go Pan Froid- zrobił mi rys psychologiczny no i mam się odnieść-blog to dobre ku temu miejsce, a więęęęęęęęęęęęęc:

-Jak najbardziej jestem egoistką, uważam,że należy siebie samą kochać, kochać i lubić. Że to najlepszy szablon milości, ktory można przyłożyć potem do innego czlowieka. Zalezy mi na sobie, ba, jestem z tego dumna,ciesze się z tego,

-Walczę z pazurami i z półobrotu-tez się zgadzam, warto czasem obronić coś i warto mieć rzeczy /sprawy/ które są ważne, dlatego nie zająknę się nawet na moment, kiedy ktoś próbuje przekroczyć jakieś granice mimo stanowczego NIE. I co? Takie to dziwne?

-Szukam sobie w życiu "strzałów aktywności" i ponoć ogłuszam się kolejnymi zadaniami-taaaaa jest Froidzie, zgadzam się i podpisuję wszystkimi kończynami /ostatnio w Sport-Centrum chciałam karnet na wszystko, ale nie było /,

-Mam huśtawki nastrojów-tez nowina-każdy kto mnie zna dlużej niż dwa tygodnie zauważy,

-Bywam cicha lub pyskata....no, jakże się nie zgodzić?

-Nie uzależniam się , tu Froid popelnil foux pas, bo biegunowość PG skłania ją ku traktowaniu wszystkiego od czego mogłaby się uzależnić-gorąco lub lodowato zimno-nie miewam "byłych przyjaciół"-uważam,ze ludzie nie rozstają się z sympatii,

-"Żyję swoja pracą" BŁĄD , KARDYNALNY BŁĄD-lubię swoją pracę, ale praca dzisiaj to rzecz nabyta, raczej żyję ludźmi, może jestem wampirem buahahahah?,

-"Jestem rasowym babiszonem"-przyjmuje jako komplement-rzecz jasna, z wszystkimi małostkowymi konsekwencjami: lubię zakupy, kosmetyczkę, mam czarny pas w marudzeniu,osiągnęłam ostatni stopień wtajemniczenia w dyscyplinie "Robię z igły widły", w torebce mam coś z czego napewno dałoby się stworzyć nową cywilizację,

-Taaaaaaaaaaaaaaaaak.Mam w sobie coś z psychopaty: kocham znajdować zwłoki na dywanie i poszarpane ciała w koszu na śmieci, (nie wyciągam jednak wniosków, gdyż ciała należą do pluszaków a zwłoki robotów to już codzienność), mam też zacięcie anarchistyczne-śpiewam wszak Proletaryat na całe gardło nie bacząc na konwenanse i zdrowie psychiczne sasiadów, ale nade wszystko:kocham mieć dziecko,

-Jestem głodna życia- jestem!!!!!!!!!

 

Więc zamiast walki Froidzie-przyznaję conieco racji.

Można mnie lubić lub nie, ale ja nie: nielubie z byle powodu.Kto chce może podobnej analizy dokonać, Drodzy Państwo.

A ja...

Dodałabym jeszcze coś od siebie, ale wyjde na gadułę hehe 

poniedziałek, 24 września 2007

*****cichutkie dobranoc*****

Juniorek zasypiając szepcze matce rodzicielce do ucha ledwie słyszalnym, sennym głosikiem:

-Jeśtem twoim śłonećkiem...

-Taaak, Kochanie jesteś-szepcze PG  całując w ciepły nosek usypiajacą buźkę

*********************************************

następuje pełna wzruszenia cisza pod gwiazdami za oknem

*********************************************

-Chociaż-zaczyna Juniorek już trzeźwym głosem-czasami mówicie na mnie Misiaćku

-No tak -odpowiada PG głosem nieco zdziwionym

-A ty jeśleteś moim księżycem-uśmiecha się promiennie WCALENIEZASPANY Juniorek

-i chmurką!

-i niebeeeeeeeeeeeeeeeeeeem!

-i pociągiem!

-i podusiećką!

 

pod romantycznym niebem PG została jeszcze kocykiem, lampką,kwiatuszkiem i...wyścigówką.

 

piątek, 21 września 2007

Prawie hiszpański leccion :)

Brat Pit po powrocie z krajów dalekich jest wykorzystywany przez swą siostrrrrrunię ;) do celów edukacyjnych. PG czas jakiś uczyla się językow obcych, a teraz przebywa na językowym odwku. Toteż wobec zmian w swym życiu, ktore szykuja się na maksa i lada chwila postanowiła zorganizować sobie szkółkę języka hiszpańskiego we własnym domu. Szkółkę założyla przy uzyciu :Brata Pita, łącza gg i Shakiry :)

Najpierw pojęczy trochę Bratu, potem wyszukuje piosenkę i trwa kształcenie ustawiczne na odleglość...przy okazji Proszę Państwa cóż za pięęęęęęękny język, jaki romansowy naród..

A więc: Do ławek dzieci!

Temat : Piosenka prawie na czasie (prawie czyni...)

http://czarownica9.wrzuta.pl/audio/cIS2SOgZjM/shakira_-_las_de_la_intuicion

No me preguntes mas por mi                             
Si ya sabes cual es la respuesta
Desde el momento en que te vi

Se a lo que voy
Yo me propongo ser de ti
una victima casi perfecta
Yo me propongo ser de ti
un volcan hoy
el amor tal ves es un mal comun

Y asi como ves estoy viva aun
Sera cuestion de suerte 

 

Nie pytaj mnie więcej o mnie,

jesli znasz odpowiedź

od chwili w której cię zobaczylam

wiem czego chcę

i zamierzam/proponuję ci,że będę twoją

ofiara prawie doskonała

miłość w ten sposob jest złą wspólnotą (niekorzystna czy coś w tym stylu)
i w ten sposob 

jak widzisz jeszcze żyję

to jest kwestią szczęścia

Y creo que empiezo a entender (despacio, despacio, comienzas a ehtender)
Nos deseabamos desde antes de nacer (te siento, te siento, desde antes de nacer)
Tengo el presentimiento de que empieza la accion (adentro,adentro te va quedando)
Y las mujeres somos las de la intuicion
Asi estoy dispuesta a todo amor

 

i myślę że zaczynam rozumiec
powoli powoliżze pragniemy sie od czasu zanim sie narodzilismy,

(czuję cię,czuję cię od czasu zanim sie narodzilismy)

/muszę chyba sobie zrobic jajecznicę-o jajenicznicy to nie Shakira:)/

mam wrazenie,

że wiem od czego zaczyna sie akcja

w środku w środku
ty zaczynasz się zgadzać

kobiety jesteśmy intuicyjne
tak (w ten sposób) jestem gotowa do miłości całkowitej

/dlaczego ty mi to Siostra robisz o tej porze???/

 

Yo te propongo un desliz
Un error convertido en acierto
Yo me propongo ser de ti un volcan hoy

el amor tal vez es un mal comun
Y asi como ves estoy viva aun
Sera cuestion de suerte

proponuje ci falszywy krok,
bład zmieniony w traf (szczesliwy traf)
proponuję ci,że będę dzis twoim wulkanem
teraz miłosc jest złą wspólnotą
i tak jak widzisz jeszcze żyję to kwestia szczęścia

 

BUDZIMY SIĘ KLASA!!!!!!!!!!!!!

Analiza liryczna-klasycznie on i ona, ona się zakochała, on to w sumie nie wiadomo co ma  głowie, ona mu całą siebie, on ma to...w nosie, ona chce go bardziej niż powinna, co pewnie skończy się źle, bo zwykle tak się konczy gdy ktoś kocha, a ktos inny tylko tak mówi, ona chce być jego "wulkanem i ofiarą doskonałą" a pajac pewnie nawet nie zakuma o co chodzi, i na co ta cała intuicja????

 

 *dla dobra uczniów zachowano oryginalne tłumaczenie i analizę

 *jak wspomniano przypisy o jajecznicy i uwagi na temat siostry są autorstwa redakcji-reszta Shakiry

 *zupełnie nie wiem dlaczego piosenka kojarzy mi się z dwoma panami kierowcami tirów, którzy spacerowali brzegiem morza...tacy romantyczni w świetle wrześniowego słońca, oświetlającego im brzuchy...może dlatego

 * a piosenkę dedykuję Ojcu Mojego Dziecka  haha  niech wyciągnie wnioski

 

 

Jutro sprawdzam przygotowanie!Tymczasem kto się pojawi podpisać listę obecności.

 

 

 

 

czwartek, 20 września 2007

Tylko o mnie

Tak jak starożytna wieszczka zakładała stroje w których była kimś innym...ubrałam je...

Poczucie jak nowa osobowość, która wlała się we mnie feerią różnobarwnych cech.

Pierwsze chwile, gdy nie poznałam siebie, przegladałam się w lustrze a tam, pod gładką jak woda powierzchnią był  ktoś inny,

ona

poruszała moimi dłońmi, ale one nie były moje...

Spojrzenie miała inne, inną pewność siebie, przez krótkie kilka dni oswajałam się z tą osobą...

Oswoiłam się tak bardzo,że zaakceptowałam tą część siebie, jak własną od urodzenia, jakbym od zawsze była kimś innym

/On mówił,że to do mnie nie pasuje,że to nie ja, ale nie chciałam słuchać./

Wtedy bawiłam się tym wrażeniem, ale potem...

Nie poczułam nawet, kiedy nowe staje się drapieżne, kiedy sprawia problemy, kiedy przeszkadza.

Drażniło mnie moje "przebranie", wyprowadzało z równowagi spojrzenie na samą siebie, denerwowało poczucie,ze to już nie to, do pasji doprowadzało myślenie o tym.

I w końcu postanowiłam to przerwać, uciąć, zrezygnować z tego,zakończyć raz na zawsze.

Zrobiłam to.

I teraz wiem:

Nigdy już -żadnych tipsów!

środa, 19 września 2007

Mieszko Mieszko nasz koleżko!

Junior ma kolegę w przedszkolu...

niby luz....

kolega ma na imię Mieszko....

Jutro sprawdzę,czy nie nazywa się oby Pierwszy...

poniedziałek, 17 września 2007

Intuicja

CISA CICHHOOOOOOOOOOOOO!!!!!!!!!!!!!-zakrzyknął Juniorek-tak mówi pani psedskolanka, jak dzieci hałasują.

I co? Pomaga?-spytała PG

Nie-posmutniał Juniorek-no...nie-ste-ty nie...

 

 

Jakoś przeczuwałam...

sobota, 15 września 2007

Nadgorliwość jest gorsza od...-czyli co zrobić,żeby koledzy przestali cię lubić?

"Pracuję jako asystent na tutejszym wydziale i na wydziale sąsiednim, zajmuję się określoną dziedziną, a specjalizację mam z dziedziny innej, będę się z Państwem spotykała podczas wykładów i w cyklu ćwiczeń"-zakończyła Pg krótką prezentację przed Całkiem Nowa Grupą Wykładową

"Ma Pan pytania?"-dodała nieco zdziwiona gdy student z ostatniej ławki podniósł rękę

"Tak. Czy ma pani obrączkę?"-odpowiedziało chłopię z usmiechem od ucha do ucha, a ucieszona gawiedź płci męskiej rozbrechtała się wesoło

"Mam."-odpowiedziła Gaduła-"I bardzo mnie cieszy pana dociekliwość i aktywność. Postaram się ją zaspokoić na kolokwium...na niecodziennie wnikliwym kolokwium"

 

Gawiedź zamilkła.

piątek, 14 września 2007

"Sksydeł nasych noc"

   PG postanowiła nadrobić czas, spędzony nad morzem  którego nie spędziła z Juniorem, dlatego po zabraniu syna z placówki oświatowo-wychowawczej wytyczyli plan wycieczki. Spacerowai zatem po ulicach miasta, zatrzymując się na dłużej w parku, gdzie zgłębiali istotę brązowego jestestwa kasztanów, które to jestestwo potem obficie obciążyło ich kieszenie.Podąrzając ulicami  zaliczyli obowiązkowo punkt- "Frytecki", zaczepiali gołębie na rynku, i umykali przed wróżącymi Cygankami.W domu urządzili wyścigi Formuły 1 przy uzyciu zielonej wyścigówki, czołgu i karetki. W roli Kubicy wystąpił Junior, ale PG , mimo,że się ne zna na motoryzacji wydaje się,że nie miała równych szans w starciu czołg-ona i wyścigowy bolid - On. No ale mniejsza...w końcu liczy się udział, a nie wygrana.Na koniec PG właczyła wygrzebaną z zakamarków szuflady płytę i uczyli się z Juniorem  piosenki. Nie tam zadne "Stary niedźwiedź mocno śpi", bo te hiciory Junior przynosi (oprócz kataru) z przedszkola.Nie...

http://www.youtube.com/watch?v=yatkiRbJ2VA

PM zamarł w progu gdy zobaczył Juniora i PG zarzucających głowami z rękami w górze i Potomka śpiewającego "chces tego cy nie, i tak zbawimy cieeeem".

-Czego ty go uczysz?-zapytał rumianą z wrażenia Matkę Polkę

-No śpiewamy...dziś jest pedagogicznie, ani przez chwilę nie było telewizji... 

 

 

A dziś PG podąża na uczelnię, nowe grupy i wielkie entree. Gdyby ktoś miał wątpliwości, czy po drugiej strony katedry też to budzi obawy przytacza się kilka z nich.

           Obawy po drugiej stronie katedry dotyczą następujących pytań:

1.W co się ubrać /z poszanowaniem zasady: jak nie słuchają niech chociaż patrzą/ i nie przesadzić?

2. Gdzie ja mam prezentację multimedialną, żeby nie zedrzeć gardła podczas pierwszych godzin startowych?

3. "Kto mi da skrzydła", skoro ktoś mi dał na dzień dobry 4 godziny wykładów?

4. Czy dam sobie radę z obsługą meganowoczesnej auli, w której jednym pilotem obsluguje sie światło, komputer i rolety (nie nadmieniam,ze już mi się udało zrobić wielką ciemność kiedyś)?

5.Czy częstotliwość mojego mikrofonu będzie prawidłowo ustawiona, wszak już kiedyś złapałam droge krzyżową z pobliskiego kościoła?

6.Czy sala przyjmie mój przepraszajacy usmiech, kiedy na biurku prócz folii, materiałów dydaktycznyh znajdzie się przypadkowo zawieruszona w dokumentach resorówka???? etc

 

No dobrze, pora sprawdzić zawartość torebki, zrobić milion brzuszków (obżarstwo urlopowe jest bezlitosne), wskoczyć pod prysznic, uprasować się, namalować sobie twarz,a potem...

broda pół centymetra do góry (tak kiedys uczyli na jakimś mądrym kursie) i tak oto PG w kostiumie i butach na obcasie, z nienaganna fryzurą i takimż makijazem, z uśmiechem promiennym zawita punktualnie na zajęcia. I kto się domyśli,ze w głowie jej gra:

http://www.youtube.com/watch?v=YyBuqRsMpRs&mode=related&search=

 

 

Proletaryat to jednak byo COŚ. Miłego dnia!

czwartek, 13 września 2007

...pod włos...

A ma piasku zostawione pytania, zawiezione hurtowo, żeby  w morzu utopić, żadne tam "być albo  nie być", ale...-po co robić chwilowe kroki i czy te kroki są do przodu czy do tyłu?,dokąd prowadzi pośpiech?jak rozpoznać, kto kocha, a kto ma pestkę zamiast serca? /niby pełna treści i niby ukryta, ale twarda okrutnie, ale maleńka/,jak znaleźć równowagę miedzy tym, co dobre dla mnie i dla innych?

Jeden spacer,

Jedno molo z wilgotnymi deskami o bladym poranku,

Recept nie ma, ale można wypuścić powietrze.

 A w pociągu powrotnym:dwie staruszki plotkują zawzięcie "A ta Jopek to ma teraz taki zgrabniutki nosek","Ależ zaszalałyśmy Zosiu"...,Dziewczyna z naprzeciwka opycha sie paluszkami /zawsze opychają się te najszczuplejsze/, a za oknem swiat ucieka, świat...pół biedy...

czasu nie mogę przepuścić przez palce.

wtorek, 4 września 2007

Bikini nie biorę.

Zanim ktokolwiek poda personalia PG jako zaginionej do "ktokolwiek widział, ktokolwiek wie" PG usprawiedliwia swą nieobecność /gdyby ktokolwiek pytał/ przez dni kilka niebytnością w świecie wirtulanym i bytnością w realnym hen hen  daleko, nad morzem, i prosi o trzymanie kciuków,żeby jej głowy nie urwało...no...to tyle.  hahaha 

poniedziałek, 3 września 2007

Duma i przedszkolenie

-Dziś Juniorku idziesz do przedszkola-zagadnęłi rozentuzjazmowani rodzice do syna, który właśnie otwierał oczęta swe błekitne.

- I nie bedzie ani mamusiiiiiiiiiiii, ani babciiiiiiiiiiiiiiiiiii -kontynuował Juniorek w szponach psychomanipulacji

-No nie bedzie-przytakiwali niczym aniołek w bożonarodzeniowej szopce rodzice

-Tylko Tatuś!

 

Zapanowała złowroga cisza.

 

-Tatusia, też nie będzie-wyszeptali rodzice...

-Wiem!-wykrzyknął juniorek zadowolony z udanego żartu, pt "ależ z was cykory"-bedą panie przedszkolanki!

Coś jakby pełne ulgi "uffff" przecięło ciszę 

i wtedy Juniorek dokończył:

- będą mnie pilnować...ŻEBYM NIE UCIEKŁ!

 

 

Informuje się,ze Junior nie uciekł, kiedy Matka Rodzicielka stanęła ze łzami w oczach /w stroju ludowym z chlebem i sola i goździkami/ w progu przedszkolnej izby i spytała drżącym glosem :

"Pozegnasz się z mamusią?????"

Odpowiedział:

"No. cześć"

 

 

Tyleśmy go widzieli. Jutro dostanie bilet i niech sam jedzie do placówki, komu by się chciało wstawać o 7 rano, skoro taki samodzielny.

PG duma rozpiera bo z Juniorka to jednak udany egzemplarz :)

 

niedziela, 2 września 2007

Zła Dziewczyna w stabilizatorze.

-Ty ZŁA DZIEWCZYNO!- zagrzmiala pani doktor

PG uśmiechnęla się pod nosem i postanowiła opuścić placówkę...

 

Dzisiaj będzie niepedagogicznie, więc gdyby ktoś się obawiał o swoje wychowanie, prosimy odsunąć się od odbiorników.

10 dni temu

PG trafia do placówki służby zdrowia ze złamaną kończyną, placówka zostaje bezbłędnie i sprawnie odnaleziona, PG trafia przez okienko rejstracji ludzi-hybniętych-na zdrowiu. W kolejce przed nią znajduje się 5 sztuk osób, PG z kończyną zawiniętą ręcznikiem, w którym mieści się lód stoi cierpliwie, w miedzyczasie wysłuchując kacika porad życiowych udzielanych pacjentom i pracującym w okienkach paniom : "dr Xiński ni przyjmuje, paniiiiiiiiiiiii od pół roku już..."-"Jak to, mi się wydaje...a no tak, bo ja przeciez jakoś w lutym byłam","Piękne te włosy Halinka, pięknie ci zrobiła"(to było od pani z okienka do pani z okienka) W  końcu PG udaje się do pokoju 35, gdzie zastaje kolejkę, w ktorej prym wiedzi babcia nazwijmy ja Xenia wojownicza emerytka, Xenia wyjaśnia wzystkim,że ona tu od 6 rano, więc w nosie ma zlamania otwarte. Po 45 minutach /pomimo napisu na drzwiach "Osoby z dzisiejszymi urazami -poza kolejnoscią"/ PG wchodzi do gabinetu , gdzie...otrzymuje skierowanie na prześwietlenie i nakaz zarejstrowania sie w ...znajomym okienku. Kolejna kolejka, garść porad i...

PG trafia do kolejki na RTG, gdzie kilkoma zgrabnymi ujęciami okazuje się,ze ma nieźle fotogeniczny kościec, po wyjściu z pokoju RTG PG ustawia się w kolejce /trzeciej w dniu rzeczonym/ do...pokoju w którym odbiera się opis i zdjecie.

Szczęśliwi czasu nie liczą, PG też, gdy spędza kolejne pół godziny w kolejce, w miedzyczasie wypływa jej z ręcznika resztka wody, ktora kiedyś była lodem.Woda smutno kapie na podłogę, kiedy PG wraca pod pokój 35, Xseni wprawdzie w kolejce już nie ma,ale swoje odczekać trzeba,bo PD gdzieś poszła / sądząc po ilovi casu pędzonego "gdzieś" była to jakaś zaległa wyprawa krzyżowa/ W końcu Pani dr w 35 ogląda przez 2 sekundy zdjęcie gadułowej ręki i podaje upiorna kartkę-skierowanie do "gipsowani". Niczym rącza łania /z przetrąconą racicą/ PG pomyka do okienka po numerek / bez kojarzeń, uprasza się/ i tak, wzbogaciwszy się o kolejne mądrosci życiowe PG dostaje nakaz pojawienia się w ośrodku gipsowania wszelkiego, gdzie zostaje jej zaklejona kończyna. Po tymże procederze /okienko-pokój 35/ PG proponuje się zastrzyk przeciwbólowy /jakby coś bolało, to tez nie wierzy,zeby się skusiła, bo nic tak nie boli jak czekanie w kolejce przez kolejną godziną/ i nakaz pojawienia się po 10 dniach.

 

10 dni później


PG wchodzi do ośrodka, ustawia się w kolejce, pobiera nauki okienne i idzie do pokoju 35, gdzie...jest pierwsza pod drzwiami....Po omdleniu ze zdziwienia i podaniu soli trzeźwiących PG wchodzi do pokoju, ale tu stan wreaca do normy, gdyż "siostra z okienka zapomniała przynieść pani kartę, pani sobie przyniesie..."

Dość poiedzieć,że kiedy PG wraca jest już trzecia, a w międzyczasie przychodzą osoby z "dzisiejszych zdarzeń losowych", kiedy w końcu PG wchodzi do pokoju Pani dr. zdaje fachowe pytanie :"Boli mniej, bardziej, tak samo?". PG z oczyma jak spodki, nie rozumie co ją mialo boleć, ale kapituluje wobec nakazu udania się na RTG. Okienko-zdjęcie-okienko. Po kolejnym /"kolejny" od słowa "kolejka"/ wejściu do pokoju 35 PG rzuca od progu

-PROSZĘ MI TO ZDJĄĆ!

Pani Dr wydaje się wstrząśnięta nie zmieszana-Ani mowy nie ma.

-Ale ja się pani nie pytam, czy mogę.

PD wdaje się  krótki wywód na temat odpowiedzialnoci, złamania, życia, smierci i przemijania.

-WŁOŻĘ W STABILIZATOR I BĘDZIE DOBRZE

-Albo nie bedzie

-MOŻE BYĆ? -pyta PG przechylona nad  biurkiem PD i świecąca jej po oczach lampą do przsłuchań, noszoną tak na wszelki wypadek w torebce

-Może...ale

-NIE MA "ALE"

-TY ZŁA DZIEWCZYNO-zagrzmiała PD-to idź mi stąd i zanieś te zdjęcia do pokoju nr 8

PG dopuściła się  tym miejscu uprowadzenia klisz RTG i zamiast do pokoju 8 udała się do ...domu. Zdrowo by musieli zapłacić,zeby się pchała w następną kolejkę.