piątek, 30 listopada 2007

Z Tolkienowskim pozdrowieniem

Spotkały się na chwilę w kawiarni na rogu PG i Świeżo Poślubiona Znajoma. ŚPZ na codzień pracowniczka powaznej firmy, sympatyczna kobieta, z zapędami Tolkienowskimi czuła silną potrzebę pochwalenia się stanem zamężnym.

Rozmowa nad herbatą z konfiturą malinową:

PG: I jak  ci się podoba w małżeństwie?

ŚPZ: Wiesz, dużo się nie zmieniło, mieszkaliśmy razem całe lata, ale...-oczy jej się zwęziły i błysnęło w nich coś Tolkienowskiego-mam TO.

ŚPZ przekręciła zlote cacko na serdecznym palcu prawej ręki.

PG: No...ładna...obrączka...-powiedziala PG nie wiedząc co w zasadzie powinna powiedzieć

ŚPZ: "Obrączka"?!-wydęła usta - to jest ON.

PG:...on to znaczy?- PG zrobiła wielkie oczy

ŚPZ: "Jeden, by wszystkimi rządzić,
Jeden, by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać "

 

 

Nie wiem o co chodzi z tym wiązaniem, ale coś czuję ,że się świeżo poślubionemu mężowi niezły Mordor szykuje.

A ja wiem, że Ty nie lubisz zimy...

*Kto w pracy wie?

-Nikt nie wie.

*Jak to? A BB?

-No też nie.

*To taka tajemnica? (już widzę to kpiarskie spojrzenie)

-Tajne przez poufne

*Tajemnica zawodowa, czy państwowa...służbowa...życiowa

-Nooooo

*O q...a!!!! /słyszę jak zamyka auto/

-Co? Brzydka pogoda?

*No zimno,że jego mać!

-Kochasz ten spadający bielą śnieg, prawda?

*No z...ście, uwielbiam tą j...ną kurzawę, która po...la prosto w oczy, przepraszam, cholera, zapomniałem ,że z kobietą rozmawiam.Q...A!

/cisza/

-Co się stało?

*Wpadlem w w...ną w niebo zaspę, KTÓRA SIĘ ZUPEŁNIE SAMA NIE ODŚNIEZY /ostatnie i kilka następnych zdań wypowiedziane bardziej pod adresem kierownika administracyjnego obiektu niż moim/

-Pada śnieg, puszysty śnieg...pięknie, prawda?

*Nic, tylko spakować sanie i spierrrr...niczyć na Havaje.

-Ja wierzę,że Ty to jednak lubisz.

*Powiem o blogu na radzie wydziału!

-A ja powiem Królowej Śniegu,że jej szukasz.

 

 

Niby beznadziejny dialog...ale, jakoś...jest to jedyny mężczyzna, ktory bawi mnie, gdy przeklina...

środa, 28 listopada 2007

Przyszłościowo

Kim chciałbyś być Juniorku, jak już dorośniesz?

zapytała ni z tego ni z owego PG

-Chciałbym być motocikliśta...od motolów.

 

 

q..cze

Byłby już sobie tradycyjnie strażakiem...

 

wtorek, 27 listopada 2007

Z cyklu: Galerie świata...

Chodź tu sybko!-

powiedział Juniorek ciągnąc PG przez przedszkolne korytarze w stronę gablotki-

sybciutko!

PG stanęła przed czymś, co w dużym przybliżeniu przypominało sklepienie kaplicy sykstyńskiej (tylko było nieco bardziej płaskie) Miliony małych obrazków migotały przed oczami PG feerią  barw, niczym mozaika złozona z miliona identycznych elementów.

Tam!-

pokazał małą lapką gdzieś w przestrzeń Juniorek.

Taaa...k?-usmiechnęła się niepewnie PG...

-No tam, tam-

przytaknął Junior w geście konesera sztuki i kustosza Louvru w jednym.

-Hmmmm-pokiwala głową PG-robiąc minę możliwie madrą a tym samym najbardziej odległą od rzeczywistego stanu rzeczy.

-Mój....-powiedział syn biorąc się pod boczki z wyraźnie zadowoloną buźką, ktorej wyraz odzwierciedlał dobrze wykonaną robotę.

Na obwodach w głowie PG zażarzyło:

-Która?!

popatrzyła znów w moziakę, co spowodowało lekki zawrót głowy

-To ta zielona....sam sobie wybrałem zieloną...sam..-dokończył szeptem.

PG wytężyła wzrok do bólu głowy i wśród miliona wyklejanek znalazła zieloną parasolkę z podpisem "Junior Gaduła".

 

 

Doniosła chwila wzruszenia trwa....

 

poniedziałek, 26 listopada 2007

:) uśmiech spod śniegu

Niebo zachodziło czerwienią-dziwne ,że po tylu latach pamiętam ten jeden zachód słońca-siedziały we dwie na peronie niewielkiej stacyjki i rozmawiały tak, jak tylko nastolatki potrafią rozmawiać o sensie życia.W tym czasie stacyjkę minęło kilka pociągów-jedna z nich miała włosy jasne, oczy zielone i kurtkę z IRON MAIDEN na plecach. Druga też zielonooka włosy farbowała na rudo, chodziła w jasnych dżinsach i czarnej kurtce a na palcach miała masę pierścionków.

Mi i ta druga, która potem stała się PG.

Był listopad i Mi miała urodziny, zastanawiała sie właśnie czy bycie dorosłym jest tak calkiem do niczego?To był dobry czas na te pytania-kończyła właśnie 17 lat.

 

Napisałam dziś życzenia Mi-co roku wysyłamy sobie choćby krótkie "sto lat".

Bo nawet jeśli się rozstajemy powinniśmy pamiętać, o ludziach, którzy są dla nas ważni, nawet z perspektywy, która się zmieni i nawet jeśli są na chwilę.

 

A posta dedykuję Mi i Panu Y.

 


 

 

 

 

kino

KA: Idziemy do kina?Jest nowy film oparty na powieści Kinga!

PG: Nie idę, nie lubię horrorów. Chodźmy na "Ratatuj"!

LA: Ale ja boję się szczurów!

 

 

Specyficzna doprawdy definicja  filmu, ktorego można się bać

niedziela, 25 listopada 2007

Z cyklu:Dobrze, że studenci nie wiedzą...

Rozmowa trzech Te/dokt/orów

 

D1:ja to potrafię robić naleśniki...

D2:nalesniki?Ja poza jajecznicę nie wychodzę

D3:ja umię zrobić jajka sadzone-jejecznicy już nie.

tu wtrąciła się kobieta:

-ale przecież wystarczyłoby, zebyś widelcem pomieszał...

 

D3:może by wystarczyło...ale nie mieszam.

 

Teoria to jedno a praktyka ...to już coś innego.

 

sobota, 24 listopada 2007

Stomatologicznie

 PG i Junior byli na przeglądzie uzębienia-wyszło nieźle-u Juniora w paszczy wszystko OK, PG próchnicy nadal nie posiada...ale były łzy zmęczenia i zniecierpliwienie...po stronie Pani Stomatolog-Junior zamówił wielokrotną jazdę na fotelu-istny roller coaster w blasku lampy- "W gólę! W dół!" pokrzykiwał Junior na PS, która wcześniej zrobiła wykład PG o tym, jak to należy dziecko przekonać do stomatologa...no to przekonała...ciekawe jak przekonać stomatologa do dziecka...no ale tym się bedziemy martwić za pół roku przy okazji następnej kontroli...niech sobie kobieta ochłonie  oczko 

Nie wkładaj rączki do kasownika

-Co by się stało, gdybym tam włozył rączkę?-spytał Juniorek Panią Gadułę, która kasowała bilet

-Odbiłyby Ci się cyferki....MIAŁBYŚ CENĘ!

-Achaaaaaaaaa miałbym cenę...?-zamyślił się Junior

-To ja bym cię kupiła-Zagadnęla Sympatyczna Babcia Współpasażerka-mogę?

-Chybaaaaaa nie....zawachał się Juniorek i spojrzał na matkę-rodzicielkę

-Spytamy mamusi, mogę?-powtórzyla SBW

-Nie chcę pani martwić-odpowiedziała PG oglądając bilet-ale tu strasznie dużo tych cyferek jest...

 

SBW, Juniorek i PG pośmiali się jeszcze chwilę ale uprzedzę ewentualne pytania:

Jasne,że  nie. Nie sprzedałabym.

/a cena z kasownika jest ceną netto zaledwie/

środa, 21 listopada 2007

Z rozlicznych talentów Juniora...

PG zdaje sobie sprawę z tego,że złamie serce i karierę wielu fotoamatorom, fotografom, artystom-fotografikom, fotoreporterom, którzy długie lata czekali, aż uda im się zrobic to jedno zdjęcie, ten najlepszy strzał życia i...nic. Wychodziło jeśli nie dobrze, to małozachwycająco, jeśli nie miernie to poprawnie.

Tymczasem Junior

zrobił zdjęcie Burej Eminencji.

Nie potrzeba było drogiego sprzętu, świty z oświetleniem, szumu i zamieszania, był wyłacznie samorodny talent! 

Zrobił zdjęcie, które w swej prostocie oddaje cały bukiet humorów i okazałą zawartość kociej natury.Słów brakuje, niech dzieło mówi samo za siebie:

  

Voila!

 

Historia pewnego uprowadzenia.

W czterdziestej minucie piątej godziny zajęć, telefon PG ożył.Po drugiej stronie M. wykrzykiwała radośnie:

-Gdzie jesteś?!Pakuj się, jedziemy nad morze!

-Ja na uczelni...-zaczęła nieskładnie PG- nawet szczoteczki do zębów nie mam.

-Jedziesz, jedziesz -zawyrokowala M i..rozłączyła się.

*

-Mam, Mam! CAŁKIEM NOWE! Nawet nieużywane!-wyszczerzyła garnitur zębów koleżAnka stojaca na progu uczelni i dzierżąca w zaciśniętych piąstkach szczoteczkę i pastę do zębów.

*

Na tylnym siedzeniu zielonego pojazdu kwitło drugie życie: PG i KA raczyły się orzeszkami, burnem i domieszkami wszelkimi. Podczas, gdy dwuosobowy sklad rajdowy błądził w śniegu i mgle, wspierając się mapą. PG i KA  życie płynęło wśród porozrzucanych materiałów dydaktycznych i materiałów o niewielkiej wartosci merytorycznej i wątpliwych walorach profilaktycznych.

*

Na pokladzie zapanowala grobowa cisza, kiedy okazało się,że jesteśmy w Łodzi pod Bydgoszczą. Nikt nie wie, jakim sposobem znalazł się tam samochód pełen blondynek: ani nawigator, ani kierowca nie przyznają się do winy, tym bardziej drugi rząd

*

DAJCIE MI KIEROWNICĘ! -zakrzyknęła KoleżAnka, gdy chwilowo zapętliłyśmy się w czasie, a pojazd wielokrotnie trafiał w to samo miejsce pod pewnym miastem wojewodzkim.Dziś już wiadomo,że nastąpilo szkodliwe zagięcie czasoprzestrzeni, ale w środku nawet wiadomość o zagięciu kontinuum nie uspokoiła czterech niewiast w jednym pojeździe.

Stacja BP niczym czerwona oberża / w kolorze zielonym/ straszyła na trasie. W tym strasznym miejscu PG i KA pierwszy raz w życiu usłyszały,że "osobom nietrzeźwym nie sprzedaje się..."

-Taki wstyd, taki wstyd...-jęczała PG chowając się na tylną kanapę

-Siku, siku...-wtórowala jej KA opuszczając po raz milion pierwszy pojazd. Nadmienić należy,że pojazd ów został zidentyfikowany jako "auto-które-sika-na każdej-stacji" /PKP, PKS,benzynowej i dysków-gdyż kafejkę internetowa też zaliczono/

*

-"K...CHM TO MIAS...TO"-wykrzyknęła KA wypadając na bruk.

Mieszkańcy  Gdańska zakrzyknęłi ze szczęścia, gdyż piąta rano jest najodpowiedniejszą godziną na promowanie  Trójmiasta.

-Nooo...-odpowiedziała PG, której wcale nie było zimno w kostiumie i butach na obcasie.

A potem...

*

Potem drastycznie zderzenie pragnień z rzeczywistością KA, która pragnęła od jakichś 300 km Mafioza z podwojna śmietanką, w kawiarni, w której nie było ani pół łyżeczki śmietanki.

Odgłos obcasów po gdańskiej starówce-przeraźliwie zimno.

*

A potem morze....o dziwo nie zamarznięte.PG jest rozczarowana-morze nie zamarzło, a białka w oczach PG i owszem.

A potem spacer po znajomych kątach.

A potem zakupy w sklepach z butami-Tak: budżetówka zarabia zbyt mało by godnie egzystować lub by z godnością zachowywać się w sklepach obuwniczych...

*

A tydzien później PG spakowała rodzinę i przebywali w górach , które zostały zasypane na okoliczność zimy, dla odmiany ubrała się jak człowiek.

*

Tymczasem podziękowania za "prowodylkę" i nakłanianie do zachowań niezgodnych z wiekiem i za kontrolowaną spontaniczność.

 

 

 

czwartek, 15 listopada 2007

W oczekiwaniu na modem-walka z wiatrakami

TP sa w dwa dni uwinęło się z gadułowym telefonem teraz PG ma telefon stacjonarny...ho ho nawet nie na korbkę- ba...bezprzewodowy..tymczasem tylko raz wykąpany przez Juniorka.

TP sa obiecało modem, w tym celu PG wykonała zalecany telefon do obslugi jelenia, gdzie pan niezwykle uprzejmie poinformował ,że modem jest do odebrania w placówce TP sa w ciągu 6 dni roboczych. PG pocwałowała zatem radośnie do placówki , gdzie dowiedziała się,

że :

1. modem mknie ku niej kurierem /niestety pani nie byla zdolna poinformować, czy rzeczony kurier przybędzie na adres zameldowania czy adres, na który ma być zakladany modem, pominęła milczeniem fakt,ze modem miał być odebrany przez PG zgodnie z umową/

2. PG zapytała panią /mała litera zamierzona/ gdzie zostanie dostarczone powyższe cacko?

3. Pani powiedziała PG cyt "nie wiem, ale proszę czekać we wtorek między 17 a 20"

4. PG zapytala "Gdzie ma czekać?!"

5. Paniusia odpowiedziała,że ona nie wie, że "ją system nie dopuszcza"

6. PG świadomie i cynicznie zauwazyła czasownik "dopuszczać" i jego nieodpowiednie zastowanie w kontekście

7.Pańcia powiedziała, że "ona nawet nie wie, gdzie do tej obslugi pani dzwonila, czy do Warszawy czy do Gdańska..."

8. PG przerwała geograficzną orację paniuni i powiedziała,że poczeka, do wtorku..gdzieś poczeka, a jeśli się nie doczeka, to bedzie wiedziała gdzie paniusiowe dobre intencje reklamować.

 

 

I to był chyba zły początek znajomości PG z TPsa

środa, 7 listopada 2007

...i to by było na tyle Mili Państwo...

Juniorek idąc z PG do przedszkola zatrzymał się na chwilę w padającym deszczu.

Stanęłiśmy i Synuś trzymając mnie mocno za rękę  najpoważniejszym z głosów trzylatka, powiedział:

Będzie mi przykro, kiedy nie będzie Cię ze mną w przedszkolu.

Będę tęsknił.

 

Dobrze,że padał deszcz, bo czasem w deszczu można schować mokre policzki,a ja miewam wilgotne oczy.

 

 

Tymczasem rozstaję się z Wami-trochę z powodu przeprowadzki, trochę z innych powodów.Pewnie PG nie umrze tak po prostu. "Tak po prostu" nie jest w stylu PG.

...a w moim...to inna bajka...

...a tak...

http://teledyski.onet.pl/10172,1830351,106473,teledyski.html

 oczko 

4.15

Usłyszałam dziś historię, którą słyszałam daaaawno temu choć wtedy zupełnie inaczej.

4.15 rano to godzina, w której czarownice przesyłają pozdrowienie.

Wszystkim kobietom, które sie martwią.

Coś jak cichy szept "Nie martw się - jestem"

Więc kiedy ktoś obudzi się rano... zupełnie przypadkiem o 4.15. wtedy nie należy się bać, ale pomyśleć o tych, którzy mają mniejsze lub większe problemy.

Chyba nie koniecznie muszą to być kobiety...

Wysłać im pozdrowienie.

A potem należy zasnąć głęboko i spokojnie.

I śpi się wtedy dobrze, uwierzcie.

wtorek, 6 listopada 2007

Typologia na mrozie

Spadł pierwszy śnieg nie wiem:po co? ale wiem :dlaczego?

 Spadł bo PG nie wzięła rękawiczek.

Brnąc zatem wbrew nawałnicy, która szła wprost na nią jak w jakimś horrorze, nastawiając pod zimny wiatr twarz, pokrytą nieodpowiednim zapewne kremem, co uczyni na niej spustoszenia, przed oczami PG stanęłi mężczyźni, którzy zapisali się w jej pamięci dobrze, ale częściej  źle i niechlubnie.I postanowiła podczas tej walki z zuchwałym żywiołem pogrupować ich, aby nadać swemu myśleniu porządek. Opisane typy samca mają charakter spontaniczny, przez co nie należy ich traktowac w sposób naukowy i wykorzystywać do celów dydaktycznych.

1.ECH JAKI JESTEM PIĘKNY

Ten typ samca posiada niesamowitą zdolnośc podnoszenia i budowania swojej oceny na podstawie przypadkowo zasłyszanych opiniii,najczęściej zachwytów babć i cioć wyniesionych z zamierzchłej przeszłości, (lub wyimaginowanych).Zaletą tego typu jest zwykle pozorna pewnośc siebie, pozorna, bo powiedzcie mu,że wcale nie jest taki doskonały...gotów zachować się wtedy niecenzuralnie.

2.CZARUŚ

Czaruś to zamaskowana postać osobowości konwulsyjnej z elementami typu przedstawionego powyżej.Na początku jest fajnie, grzeczny, miły, czarujący- na koniec okazuje się,że to tylko wierzchnie ubranko, a pod spodem...lepiej nie zaglądać. Ważne: Czarusiowi nie daje się drugiej szansy, gdyż cierpi na tym nasz intelekt i samopoczucie.

3.KOLEŚ

Zaprzyjaźnia się z Tobą, możesz  z nim wyjść na zakupy, albo pobiegać, a potem uderza Ci tekstem wprost między oczy, o tym, jakby to fajnie było, gdyby było niefajnie jednak.Jest w stanie wszystko pogrzebać swoja wymyśloną pewnością wzajemności po stronie drugiej./Pozdrawiam ...chociaż nie...nie pozdrawiam//

4.MYŚLICIEL, FILOZOF

Raz w życiu PG wpadła na taką minę-rozerwało ją na strzępy,dotkliwe obrażenia utrzymują się do dziś. Myśliciel ma niby jakąś tam filozofię życiową, przemyślenia,że nie daj Panie Boże, skłonność do narzucania swojego zdania, tragicznie przyjmuje opcje nr 2, 3, czy 4.

Zwykle  źle kończy, jako stary kawaler, lub alkoholik, onanista amator.

5.WIELBICIEL

Typ wielbiciela na początku przyjemnie drażni poczucie kobiecości-uwodzi, komplementuje i robi to w sposób na tyle subtelny,że nie odczuwa sie tego jak w przypadku Czarusia. Lecz...przychodzi taka chwila,ze komplementy staja się niedorzeczne, lub osobie "wielbionej"zaczyna się niezdrowo odbijac cukrem.Ale znam takie kobiety, które trwają w związkach wielbiąco-wielbionych bez czegokolwiek więcej i ponoć im z tym "bossssko".

6.KUMPEL

O to PG lubi. Sa tacy, którzy mówią,że przyjaźń damsko-męska nie istnieje, ale istnieje. W przypadku PG jest to przyjaźń, która nierzadko charakteryzuje się złośliwościa i inwektywami /Pozdrawiam Guru/, ale kiedy cos się dzieje źle, to Kumpel stoi w drzwiach, nawet jesli mieszka blisko 200 km dalej.Ważne: nie nominować na Kumpla młodszego od siebie człowieka, pomijam dlaczego.

7.CICHOCIEMNY

Ooooo z takimi to ostrożnie, nigdy nie wiadomo, co to taki ma na myśli, albo, skąd czerpie inspirację. Cichociemny mieni się różnobarwnymi kolorami  wcześniej przedstawionych typów. Przy diagnozie należy oprzeć się na własnej intuicji ...wyłacznie, nigdy nie brać na 100% serio tego, co mówi.

8.ŻMIJA

Żmija najczęściej udaje kumpla, ale bywa,że równiez predendenta do roli drugiej połowy. Za plecami zainteresowanej syczy i się wije.Zdarza się,że tylko kłamie, zdarza się,że obmawia, donosi etc /Pozdrawiam Bartku/. Żmija zwykle kończy źle-syczenie niesie się za nim echem.

9.KIEROWCA AUTOBUSU

Wredota, bezczelniak i kawał...kawału-przyjechał 5 minut po czasie, a śnieg padał i padał.

poniedziałek, 5 listopada 2007

Bajka z morałem.

Znajomy miał znajomego, który miał mu pomóc znaleźć dróżki ,którymi drepta jego żona.Znajomy zrobił to chętnie, choć ze średnim powodzeniem i jaki morał?

#

Trzeba uważać jeśli ta "żona" ma aktualny numer byłej dziewczyny, a jeszcze bardziej, gdy ta potrafi przejść wydeptanymi przez intruza ścieżkami.

Z pozdrowieniami.

PG

Mourir Damain to znaczy umrzeć jutro.

Oskarżono mnie, postawiono przed sądem, co tam sądem, przed Międzynarodowym Trybunałem i oskarżono o ..melancholię.

Na początku oburzyłam się tylko. Melancholia? Też coś, to tak nie pasuje do PG!Mogę być sobie złą, złośliwą w porywach, mogę być uzależnioną od internetu psychopatką, z przewagą zachowań sulicydalnych co poniedziałek,

ale zeby melancholiczką?..

A potem poprowadzono linię oskarżenia

że pisze też innego bloga,że słucham francuskiej muzyki, że snuję się po parkach jesienią,że wyłączam się nad pastelami,że popadam w zamyślenie i że usmiecham się przez sen...

No tego było mi dosyć!

Pokochałam ten język, drży twardo na opuszkach palców, na brzegu ust, patrzę na wszystko jasnymi oczami-takie dostałam od Losu,nie tęsknię do tego, co jest poza zasięgiem moich oczu-z drugiej strony to ta nieistniejąca tęsknota daje mi energię, naprawdę...

 a że usmiecham, a nie śmieję się w głos,nie oznacza wcale,że jestem mniej szczęśliwa,albo,że mniej to szczere.

 Proszę Wysokiego Sądu

Ja zwyczajnie głodna życia jestem-zawsze byłam. Proszę usilnie,żeby nie obracano tego przeciwko mnie.Co z tego,że skazując swoje mięśnie na wysiłek fizyczny w basenie stać mnie na to,żeby zobaczyć jeszcze srebrną pośwatę na powierzchni wody, przecież to nie jest groźne  i nie grzeszę tym aż tak?

Kto wie, może da się jeszcze coś wyczarować z tego, co powszechnie wiadomo i widac na pierwszy rzut oka. Kto wie..

Kto wie, ile jeszcze na to czasu?

Wszystkim czytajacym i Wysokiemu Sądowi dedykuję 

http://pl.youtube.com/watch?v=fMsP7KcrFL8

z pytaniem:

"A Ty , co byś zrobił, jesli trzeba  by umrzec jutro?"

 

 

niedziela, 4 listopada 2007

Po "Kolacji dla głupca"

Znów przypomniałam sobie, za co lubię teatr: wbrew pozorom nie za to,że siedzenie w trzecim rzędzie nie przyprawia o ból oczu -jak w kinie.

Nie...

 

Lubię za to,że przez kilkadziesiąt minut kilka zaledwie osób wyczarowuje na scenie

coś zupełnie nowego

rzeczywistość, której nie ma.

Ferię kolorów, potok emocji, milion okoliczności.

 

 

To jak internet .

 oczko 

Spektakl polecam-oddychanie powiewem przykurzonej kurtyny rownież.

sobota, 3 listopada 2007

Zamiast tortu ze świeczkami.

 

http://paweuekbb.wrzuta.pl/audio/6nP34zV5a6/dzem_-_do_kolyski

Spokoju, bez znieczulenia, tego, czego najmocniej pragniesz i tego, czego potrzebujesz,

słów, które nie ranią i braku tych, które niczego nie wnoszą.

I chwil o smaku herbaty karmelowej-słodkich i ciepłych jak miłe wspomnienie.

  

Ludzi w życiu nie spotykamy przypadkiem,

do czegoś się w życiu

"przydają."

Pakowanie w rytmie YOOOOOO

W powodzi pudeł z dobytkiem PG dotarła do przystani w postaci sekretarzyka, na którym leży klawiatura i włączyła przysłany link:

http://karol2869.wrzuta.pl/audio/2fdLtodjE5/grupa_operacyjna_-_nie_bedzie_niczego

/no ja wiem,że stare, ale ja też już nie najmłodsza/

i od tej pory-cały dzień tarza się ze śmiechu po pustoszejącym mieszkaniu

"ZRÓBMY TAK-BY NIE BYŁO NICZEGO"

No PG tak trochę robi

 zbiera się do przeprowadzki, a idzie jej to wielce opornie, zwłaszcza,że perspektywa zamieszkania na końcu świata nieco ją przeraża, TP sa. obiecała wprawdzie łącze /po wystąpieniu PG w placówce okraszonym upadkiem na kolana przed panią z obsługi i okrzykiem "Niech mi Pani świata nie zamyka!"/ ale  to Jeden Szef raczy wiedziec kiedy powtórnie PG tu zawita.

Do końca świata zostało zatem dwa, może trzy dni, być może: plus darmowe minuty.

W toku pakowania dobytku PG odkryła,że:

-w jej domu ksiązki chyba się rozmnażają i to w tematyce wszelakiej: tu Kodeks Karny, tam "Biologia przemocy" to znów "Żywoty pań swawolnych" i nagle "Przygody Kubusia Puchatka"

-zabawki Juniora mają własne życie, własny plan zagospodarowania mieszkania,własną cywilizację-są wszędzie,

-dziś PG spała z żołnierzem...z epoki Tadeusza Kościuszki, jeśli dobrze poznaję, wbił jej się boleśnie w nogę,

- i znalazła zdjęcie Juniora... pierwsze...kiedy miał 18 mm , wzruszyła się przy tym.

Taka zatem wzruszona, ukurzona i wkurzona idzie pakować dalej.

 

piątek, 2 listopada 2007

Mój pierwszy karabin...

 Z pierwszymi promieniami słońca, które tego dnia nie myślało wzejść, PG wraz z poślubionym jej małżonkiem /wtedy jeszcze tak myślała/, Panem Prowodylem i gromadą mniej lub bardziej świadomych swego losu osób wylądowała w ściślej nieokreślonym miejscu.Powinna sobie wcześnije strzelić jakiegoś Tigera, setkę lub chociaż kawę,ale wcześniej o tym nie pomyślała,gdyż godzina 8 to dla PG czas "nie na myślenie".Ściśle nieokreślone miejsce kipiało mgłą, rosą i jakimiś bunkrami.Nieświadoma czeredka udała się w kierunku, gdzie przebrala się w kubraczki specjalistycznie specjalistyczne-które że niby to miały chronić...chyba przed zabrudzeniem.

 PG jak wszyscy nałożyła maseczkę, kaganiec, jak zwał tak zwał, w skrócie coś...jak skrzyżowanie maski ściągającej i maski przeciwgazowej, z daszkiem.Efekt ostateczny spowodował rozedrganie w szeregach entyzjastów,z powodu niezwykłego podobieństwa, jakie odkryli w sobie do Lorda Vadera.

Pan, który "że niby się zna" objaśnił to i owo.

Nastąpiła uroczysta chwila wręczenia broni.

No i się zaczęło.

Na poczatek B. postrzeliła się sama...wydaje się to mało możliwe, ale jednak można postrzelić sie kulką do paintballa-biegnący ku niej Jej Mężczyzna dostał kulkę w plecy-do której nikt się potem nie przyznał. PG zważywszy co się dzieje wokół doszła do wniosku,ze najlepiej będzie przeczekać w krzakach.Siedziała tak sobie wśród srebrnej rosy, kiedy usłyszała za sobą oddech Samego Zła, tak jest-był to Prowodyl.

Prowodyla zdradziła powierzchowność Lorda V. /i nie koniecznie mówię tu o przebraniu/ .

Szczęśliwie Prowodyl był w drużynie PG więc przyczaili się w krzakach razem, nie wiedzieć czemu nie podzielał jednak pokojowego nastawienia swojej towarzyszki broni do świata:

"chrrrryyy-hyyyyy-no wychodź, przecież nie będziemy tu siedzieć"

"chryyyy-hyyyy ja bedę"-odcharczała PG

"chryyyyy-hyyyyy przecież mogłem chryyy hyyyy cię postrzelić w tyłek chryyy hyyy to niestrategiczneeee Qr....a!!!!!!!!"-nie dokończył, gdyż dostał w plecy od Panny G, która była tuż za nimi.

"UPIERNICZYŁEŚ MNIE KRWIĄ!"-krzyknęla PG zcierajac z siebie resztki zielonej mazi i profilaktycznie rzucając się przed siebie, gdyby Panna G reagowała szybciej niż zwykle. Okazało se to słusznym posunięciem, gdyż rzeczona Panna G na skutek dużej ilości adrenaliny nagromadzonej we krwi otworzyla zielony ogień w kierunku PG.

" Peace and love" brzmiało w głowie PG, gdy biegla w zadużym kombinezonie po mokrej ściółce-i wtedy przed nią wyrósł Zły M.. któremu chyba nagle przypomniao się,że był kiedyś studentem PG, i że pisał kolokwium.

PG dostala postrzał w ramię, ale bohatersko sięgnęła po broń i zrewanżowała się na sośnie.

W tym czasie K. wymierzyła sprawiedliwość Złemu M strzelajac do niego z przeciwnego kierunku. Strzał był celny i zamierzony, chociaż K byla w drużynie Złego M i nikt doprawdy nie wie dlaczego postanowiła uszczuplić jej szeregi, potem okazało się ,że K też tego nie wie ,tylko "obudzila się w niej chęć mordu, sorry".

PG schowała się sprytnie za kawałkiem betonowej ściany, niestety nie była tam sama- natknęła się tam,bowiem, na własnego męża, któremu w oczach błyszczało coś niedobrego.

"chryyy-hyyyy nie zrobisz tego, bo jestem Twoją żoną"-powiedziała PG

"Chryyy- hyyyyy, przykro mi kochanie, jest wojna" powiedział PM, ale PG już nie było- biegła charcząc i "plujac krwią" między drzewami, w międzyczasie dostała w ...miejsce gdzie plecy tracą swoja szlachetną nazwę,co doskonale przyspieszyło jej kroki. Pomknęła dalej, jeszcze szybciej i zderzyła się z D. ze swojej drużyny. Na marginesie: cholera, niezłą trzeba być sierotą,żeby podeptać własne siły wojskowe. Pozbierali się oboje i... rozbiegli się w dwóch odmiennych kierunkach.

Proszę Państwa w tym momencie opowieść się urywa...kończy mi się monitor-opowieść jest przydługa / możnaby ją drukować w odcinkach lub tomach nawet/ i nieco bolesna-jest historią umierania więzi międzyludzkich, zagłady idei humanizmu i naprawdę nie wiem, KOGO TO INTEGRUJE.

O opisanych wyżej uczestnikach  powiedziec tyle, że "po" planowaliśmy wyjście do "Galeonu"-nie poszliśmy. Nikt nie miał siły,dwóch panów spierało się w drodze powrotnej o zadania strategiczne,jedna dziewczyna zaczęła pić,a jedna para prawie zakończyła znajomość.

 PG leczy rozliczne siniaki na całym ciele.

Ale....spróbowalam, pod koniec nawet poczułam coś jak chęć mordu i... smak tego rodzaju adrenaliny jest mi nawet bliższy niż idee hipisowskie, które wyznawałam duchowo podczas morderczego biegu po mokrym lesie.

czwartek, 1 listopada 2007

Kwestia wyobraźni

http://blondas1988.wrzuta.pl/audio/uplYgt6WuI/sdm_-_18_-_nie_rozdziobia_nas_kruki

Zamigało okienko gg-mam ostatnio alergię, ale to zamigało przyjaźnie.I zaczęło się mało ciekawie, chłodno wręcz mało grzecznie, mocno niepodszyte flirtem, super cyniczne zdania wyrzucane w przestrzeń nagle zmieniły się w garściami sypane uśmiechnięte buźki. Nie zmniejszyłam dystansu ani o krok, a nagle było o sensie życia i o braku fizycznych podstaw w spożyciu do prowadzenia takich rozmów.Rozmówca udawał,że się nie widzieliśmy, albo zakładał znajome maski, a ja odkryłam,ze pisanie idzie mi łatwo prawie tak łatwo jak  kiedyś przychodziło zaufanie. Na koniec zawarliśmy umowę-wartą tyle, ile każdy sobie wyobraża.

Bo gg to kwestia wyobraźni.

 

 

 

P.S.Piosenka dla tych, z którymi już na piwo (i nie tylko) chodziłam, dla tych, z którymi zjadłam beczkę soli i niejedną jeszcze zjem-niedługo, rownież dla nich-prezentacja .

Post dla...

Adresat wie,że dla niego.

 hehe