czwartek, 17 sierpnia 2017

lingwistyka praktyczna

-Umiesz język litwowy?-zagił El Nino kilka kilometrów po przekroczeniu granicy

-Litewski-poprawiła PG

-To nasz język litewski?-drążył EN

-A jaki wyraz Ci chodzi po głowie?-zapytała dla kontynuacji rozmowy PG

-Na przyyykłaaad znak!

-A to nie znam.

-A inne wyrazy znasz?

-Też nie znam.

Gorący dzień i lekkie rozkojarzenie dają się we znaki..

 

-Dziwny ten ich język - podsumowała PG w drodze powrotnej,  tuż przed granicą podsumowując wszystkie minięte drogowskazy kończace się na -isy i -asy-taki...do niczego nie podobny..

-Fakt-odpowiedział Pan Małż

Minęli granicę i właczyli radio..właśnie trwały wiadomości: lektor z nienaganną dykcją podał:

STRAŻACY OCZYSZCZAJĄ KORYTO BRDY.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Juniorrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrek

Atakuje serią westchnień, własnych (często irracjonalnych ) kontropropozycji, rozmowy przypominają negocjacje z kimś w obcym języku, z kimś, dodajmy, kto ma w nosie logikę komunikacji, a własny interes, niedookreślony i wielokierunkowy przysłania mu świat.

-Czasem mam ochotę nim potrząsnąć-mówi Szymon, który ma syna, w podobnym wieku-wszystko robi z fochem, nic nie przychodzi mu bez problemów. "wyprowadź psa"-"ach ech tyle kłopotów z tym psem", "pomóż siostrze"-"ona jest problematyczna"...

Tymczasem El Nino radzi sobie grajac na uczuciach: "CYLI GLANIE JEST DLA CIEBIE WAŻNIEJSZE OD BLATA?!"

Działa, w ograniczonym zakresie, ale działa.

Bardzo naganne..

PG z synostwem udają się nad zalew rano. Rano to dla innych bywalców około 9...wtedy plaża jest jeszcze niemal pusta i można korzystać z wody bez konieczności przepychania się poprzez tłumy. PG siada na kocyku i zatapia się w książce podczas gdy jej dzieci próbują nie zatopić się w wodzie.

I tak było tym razem. Plażowanie rozpoczęlo się około 9 rano, PG rozłożyła kocyk, książkę, dzieci pobiegły do wody. Po jakimś kwadransie przybyła inna pani z dziećmi..z trójką dzieci i choć to nie całkiem grzecznie i nie zupełnie w zgodzie z konwenansem i ogólnie tragedia, panie... nie dało się nie zauważyć że dzieci owe miały naturę inwazyjną. Chłopiec lat około ElNniniowych uderzał rytmicznie wiaderkiem o drugie wiaderko, dziewczę lat około 10 krzyczało na poprzedniego a dziewczynka około połowy tego upatrzyła sobie na ofiary dzieci PG. Aby przybliżyć postać tej ostatniej dość było powiedzieć: miała wzrost ElNino a wagę dwukrotnie wyższą niż Juniorkowa.

Okropny żart pt "tragedia jest wtedy, gdy zakładasz hula hop i pasuje" spełniła się w postaci tegoż dziewczątka w dmuchanym kółku, które jakoś na siebie wcisnęła. Przy pomocy tejże opony podpływała co czas jakiś do ElNino lub Juniora zagadując i...będąc trwale ignorowaną. /W tym miejscu można nadmienić,że gadułowe dzieci są o tyle społecznie niedostosowane, że gdy ktoś ich denerwuje ostentacyjnie ignorują osobnika-zachowanie oporne bierne ekm../.Dziewczynka Kuleczka nie była z tych, które odpuszczają. Gdy zaczepianie werbalne, tudzież kończynami nie dało rady, co rusz podpływała na swej oponie (swych oponach) i z całej siły rozbryzgiwała fale przed buzią któregoś młodego Gaduły. PG nie interweniowała, zerkając tylko znad ksiażki i złowrogo marszcząc brew.

-Mamo!-rozdarła się dziewczynka-ONE NIE CHCOM SIĘ ZE MNOM BAWIĆ!

"One" rzeczywiście nie chciały, gdyby tylko one mogły uciekłyby do sąsiedniego akwenu,ale ponieważ sąsiedni akwen znajduje się około 20 km dalej-one zostały na miejscu.

-MAMOOO!, ONE NIE CHCOM!

Matka zignorowała dziecko, najwyraźniej przyzwyczajona do dużej tolerancji decybeli kontynuowała rozmowę przez telefon. kolejna fala wywalona ze złością na buzię El Nino spowodowała kolejne odpłynięcie tegoż w kierunku przeciwnym i kolejny pościg dziewczynki-torpedy wodnej. Przy okazji dostało się i Juniorowi, który genetycznie obciążony marszczeniem brwi, od dobrych kilku minut pozostawał w stanie brwi zmarszczonych. Dziewczątko mając do dyspozycji cały akwen i swoje rodzeństwo do mordowania kontynuowało dzieło zniszczenia nerwów Juniora i El Nino. PG przyglądała się rosnącemu ciśnieniu potomstwa, młody obok uderzał wiaderkami, siostra obsypywała go piaskiem, matka gadała przez telefon, mały wieloryb zataczał kolejne koła...drąc co jakiś czas japę.

-MAAAAAAMMMOOOOO!CO MAMY DO JEDZENIA???!!!!!-mama szczebiotała w telefon nie bacząc na nawoływanie-MAMOOOO!!!!!!-ciszę ostatecznie szlak trafił-MAMO CO SOBIE MOGŁABYM ZJEŚĆ??????

-Fitoplankton sobie zjedz!-odrzekł półgłosem Junior

PG zapadła się w okopie książki, nie wiedzac już czy bardziej jest dumna wobec tej postawy Pierworodnego, czy tak jej wstyd wobec tak niepedagogicznej  postawy własnej.