niedziela, 31 grudnia 2006

Do zobaczenia w przyszłym roku!

Pani Gaduła korzystajac z faktu,ze ma godzinę dla siebie, urządza imprezę sylwestrową...w łazience.

Do wanny już leje sie woda i płyn o zapachu bzu.

I
PG nie zaprosi nikogo, tylko Natashę ST Pier ( w wersji muzycznej, bez podtekstów proszę :) ) i za radą sympatycznej GGAnki zapali sobie świeczkę i pomyśli o tych, co na morzu...i o tych, których spotkała w mniej lub bardziej wirtualnym świecie, pomyśli o bliskich i dalekich, bez roztrząsania spraw nieważnych i tych ważnych, a przedtem

Pożyczy Wam tego, czego sami sobie życzycie :)

 

piątek, 29 grudnia 2006

Poranna rozmowa przy pobieraniu krwi

Osoby: Juniorek i Pani Która Żyje Z Wysysania Krwi (tj. sympatyczna Pani pielęgniarka,pobierająca krew w szpitalu, w którym kuruje się Juniorek.

Miejsce akcji: Pokój zabiegowy.

Pora: Zbyt wczesna.

Okolicznści : Juniorek siedząc na kolanach u PG bawi się zatyczką od igły.

 

PKŻZWK:  A co ty robisz?

J: A....żyję sobie.

 

:)i wszystko:)

 

czwartek, 28 grudnia 2006

Horror-krew na ścianach-trzęsienie ziemi tj rodzić po ludzku hehehehehe

Kiedy PG czyta lub słyszy opisy radosnych/przerażających/mrożących krew w żyłach/wstrząsających przyjść na świat różnego rodzaju potomstwa przypomina sobie swój debiut w roli Matki-Rodzicielki... Gotowi?

Popcorn w łapy i oczyma wyobraźni widzimy

PG- 8my miesiąc ciąży, waga niebagatelna, toczy się do pracy. Podczas któregoś tam ze spotkań pracowo-towarzyskich słyszy: "TO TY ZAKŁADASZ NOGE NA NOGĘ?""A.... WIESZ, ŻE TO NIEZDROWO JEST?!""ŁAŃCUSZEK NOSISZ? ŁAŃCUSZEK???!!!!!" Do tego załącza się krwawe w opisach i równie barwne w emocjonalnym wymiarze relacje porodów, porównywalne jedynie z rzezią, gdzie występujące rodzące dostają tradycyjnie rolę główną, również święte oburzenie na temat porodów rodzinnych, bo MĄŻ TO POWINIEN ŻONĘ PIĘKNĄ WIDZIEĆ...(nawiasem mówiąc ona udaje, że podczas porodu nie starła sobie tuszu do rzęs a on udaję, że ją kocha taka jaką jest heheheheh) ,etc etc

PG -9mc Nigdy nie myślała, że waga ma aż taką skalę...do pracy już nie chodzi, bo szczęśliwie lipiec, czeka... czeka... czeka... i czeka na rozwiązanie.. w międzyczasie stara się wywołać poród metodami wszelkimi, okna myje setny raz, a PM spać nie daje, gdyż metody ludowe ponoć miały być skuteczne, PG poznaje definicję słowa "ponoć" w całej rozciągłości i czeka dalej...

PG 10 mc Tak, tak, Drodzy Państwo, ta ciąża trwała 10 mcy prawie, w końcu Pan "G" dochodzi do wniosku, że skoro dziecię nie pcha się na świat to on je podstępem zaprosi, umawiają się że PG przyjedzie do placówki służby zdrowia i Państwo G meldują się na miejscu z samego rana.

Pierwsze wrażenie:

PG siedzi sobie w sali, zlokalizowanej tuż przy porodówce i słyszy zza drzwi CO MI PANI ROBI?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!q...m... CO MI PANI ROBI?!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Błyskawicznie rodzi się PG w głowie myśl o ucieczce, a co tam, już się przyzwyczaiła, pochodzi jeszcze w ciąży, w sumie jest nieźle, tylko kurcze jak uciekać w szlafroku. Po odprawieniu rytuału przy PG następuje druga faza

Drugie wrażenie:

 Qrcze coś zaczyna się dziać... Obok na łóżku porodowym leży pani z podobnie zasiedziałym w brzuchu maluszkiem i efekt jest podobny jak u PG niby cos się dzieje, ale nie tyle, żeby powiedzieć "Ho ho jaki poród się zaczyna", Tamta pani chodzi, a ponieważ jej mąż pracuje w tejże placówce, dochodzą do wniosku że wyjdą na spacerek przed blok....jak się okaże potem zbiegli z tego spaceru do domu :)

Wrażenie trzecie

 to ogólne zamieszanie, Juniorek się przydusił i wobec tak zastosowanego przez Malucha szantażu komando lekarsko-położnicze decyduje o wyciągnięciu Juniora na świat poczyniwszy w brzuchu PG kieszonkę.

Wrażenie czwarte

Po strzale w kręgosłup PG pada na stół operacyjny, gada nawet wówczas, gdy komando wyciąga z niej różowawą Zawartość, PG gada minn o tym, ze Pan Anestezjolog coś podobny do jej szefa, że szkoda, że nie może zobaczyć swojego wnętrza, bo ciekawa tego życia wewnętrznego ...

 

Wrażenie piąte

 Juniorek wychodzi na świat, bez krzyku, dostojnie, z godnością.... Zostaje przyniesiony po chwili, i...

Patrzą na siebie...pierwszy raz w życiu...oboje...Synuś i PG i jest w tym TYYYYYYYYYLE MIŁOŚCI.

 Może pośmiejecie się drodzy Państwo ale PG nigdy nie widziała takich mądrych oczu, a w oczach jest i

"ja cię znam...." i

"jestem...i co teraz" i

zaufanie takie bezgraniczne i...

 

A kiedy Pan Małż przyszedł do PG....i kiedy przyniesiono Juniorka na spotkanie z Mości Ojcem... od "wtedy" PG wie, za co kocha Pana Małża...

 ...za tamtego całusa we włoski maleńkie,

...za tamto spojrzenie,

...a to był dopiero początek :)

poniedziałek, 25 grudnia 2006

Pociąg do Świąt

  

Brak tytułu

Choinka anarchistycznie NIE PACHNIE gdyż jest plastikowa (ale łatwopalna, więc jakby nie patrzeć tradycja zostala zachowana), pod choinką PM z Juniorkiem bawią się kolejką (PG nie podpowie, kto bawi się z większym zaangażowaniem i jest zazdrosny o każdy kawałek toru jak dziecko), Dziadek Gaduła rozparty w fotelu ogląda na Discovery program "małoświąteczny", Bura Eminencja próbuje wcielić się w rolę ministra do spraw transportu i wnikliwie pierniczy (to też akcent świąteczny ) co się da w Juniorkowej kolejce, Brat Pit asystuje, ale ledwo co, gdyż wnikliwie kontynuuje tradycję narodową i rodzinną tj. Wielkie Jedzenie :), w malym pokoju rybki oddychaja z ulgą i zdaje się,że wśród kolęd (bo gdzieś ktoś spiewa kolędy) słychać rybi szept "Qrcze w tym roku się udało, acz karp tyle szczęścia nie miał..."Z odbiornika płynie mocno nie bożonarodzeniowy komentarz

...znaleziono dwie czaszki i kawałek ceramiki...

sielanka...

PG nie będzie pisać o tym,  jak to tradycyjnie w domu było, jak ciepło i jakie to serdeczne, z anielim pieniem 

 i o świeczkach nie napisze

pożyczy tylko Wielkiemu Internetowi...

NIECH DOBRZE BĘDZIE.

wtorek, 19 grudnia 2006

Proszę Wycieczki....

Ponieważ PG ma nastrój mocno niepiśmienny, a bardziej wspomnieniowo - obrazkowy, postanawia zaprosić Drogich Państwa w zakamarki rodzinnego albumu...Proszę Wycieczki, zapraszam Drogich Zwiedzających najpierw w podróż w czasie  w maj roku 2005, a potem skok w czasoprzestrzeni w tegoroczne nadmorze ... Kapcie muzealne na odnórza założone? no to siup...w albumy zapraszam :)

niedziela, 17 grudnia 2006

Idzie nasza karawana...

"To Ty robisz Panu Instruktorowi takie wycieczki krajoznawcze"-zagaił Pan Małż z fotela kierowcy

"Od razu wycieczki...-PG zrobiła teatralne "ACH"-z bezpieczną prędkością jadę"

Z siedzenia obok kierowcy zabrechtał radośnie Dziadek Gaduła.

"I Ty Brutusie?" spytała w nastawioną do niej negatywnie przestrzeń społeczną PG

"No , wiesz -zaczął filozoficznie DzG- w zasadzie 35/h to jak wycieczka karawaną"

Tym razem PM zabraechtał ucieszony z docipu rodzinnego

"No czasem jadę 40/h..." podjęła skazaną na porażkę próbę ratowania godności PG

"Heheheheh -zarechotał ZŁY Pan Małż- to taka wycieczka dla Pana Instruktora i całego sznurka samochodów za Tobą...."

"Mniej lub bardziej dobrowolna"-dodał zlośliwie DzG, który powołał do życia PG chyba tylko po to, żeby się potem mieć z kogo nabijać.

 

A niech się śmieją - niczego to nie zmieni, PG rozróżnia dwie prędkośi 35, 40/h i powyżej 100/h (ale ostatnio rzadko, gdyż Pan Instruktor nauczył się nie zabierać jej na trasy poza miastem).

PG przyzwyczaila się do męskiej solidarności i ze spokojem przyjmuje komentrarza PI

"wiesz co? Ty nie zwalniaj przed zakrętem, nie traćmy nic z tej jakże cennej prędkości"

czwartek, 14 grudnia 2006

A między bajkami...

Pan Małż robi czasami PG prezenty nieziemskie.

I dziś wieczorem, gdy siedziała  przy lampie naftowej (lub jak kto woli monitorze LCD), pochylona z gęsim piórem (ewentualnie klawiaturą...jak zwał tak zwał ) przyniósł jej książkę....

ale Proszę Państwa, książkę nie byle jaką...Z ANTYKWARIATU KSIĄŻKĘ!

"Bajki Jachowicza"

PG oderwala się z radością od komputera, żeby odlecieć w świat dzieciństwa swojej prababci Waleriany, o której jeszcze nie było, ale pewnie będzie...

Oderwała się i poszybowała, wzruszona nawet "all rights reserved" z roku 1876, które tam brzmią tak:

Wolno drukować pod warunkiem złożenia w Komitecie Cenzury, po wydrukowaniu, prawem przepisanej liczby egzemplarzy          Petersburg, 5 Lutego 1860r.

 

Ponieważ PG zdaje sobie sprawę, że absolutnie nie jest w stanie oddać uroku niniejszej pozycji, postanowiła pozostawić do przeczytania jeden wierszyk...tak, na dobranoc...

/niestety nie wie, czy w Komitecie Cenzuty mają maila, więc robi to niejako bezprawnie, za co Wysoki Komitet przeprasza ze skruchą, mając nadzieję, że jej w nocy nie postraszy/

 

"Ogródek"

ACH! Jakżem ja szczęśliwa, mówiła Celinka

Rzuciłam ziarnko w ziemię, już z niego roślinka

Takie listeczki!....tam dalej...kwiatki,

Tu groch cukrowy, tu trochę sałatki;

To wszystko moje, wszystkom ja sadziła:

O. mieć ogródek, to bardzo rzecz miła! -

A na to mama odpowie Celince:

Myślisz, ze szczęście w ogródku? w roślince?

To szczęście w Tobie, masz go wszędzie z sobą,

Bo cnota, czucie i rozwaga z tobą.

 

 

No i co więcej powiedzieć?

PG powie:

 :)

 

 

wtorek, 12 grudnia 2006

ciiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii......

Kiedy Pani Gaduła przykrywa Juniorka kołderką i całuje w zaspane włoski...wtedy bardzo się cieszy, że mimo pracownika, koleżanki, autorki, gospodyni domowej, nauczyciela akademickiego ...jest MAMĄ :)

 

 

 

P.S.Dzięki , Maleńki . 

niedziela, 10 grudnia 2006

Mój boszszszszszszsz...

Dziś będzie o kimś innym. Panią "Mój Boszszszsz" PG poznała przez swojego męża który znał jej męża. Jakoś ta pani nie przypadła PG do gustu, gdyż:

-chuda jest potwornie, nie to że szczupła, ale PG takiej chudości zwykła się bać,

-od jakiegoś czasu mówi "u nas w Warszawie" (i nie chodzi o to, że PG ma coś przeciw stolicy (pozdrawiam Zająca :) ) ale PG wie, że PMB pochodzi z miasta dużo mniejszego a "u nas" tylko studiuje i jest to proces mocno przejściowy, niniejszego zwrotu używa zaś po to, aby podkreślić swą wielkomiejskość i bywanie w świecie większym niż własne miejsce zamieszkania, choć nie większym niż własne ego,

-praca wykonywana przez PMB jest najtrudnijesza, najbardziej wymagająca, i tylko dla orłów,

-przy tym PMB MA RODZINĘ i ten fenomen jest godzien podziwu, budowania pomników, składania hołdów, etc.,

-PMB zrobiła pranie mózgu swojemu mężowi, z którego był kiedyś fajny człowiek i chociaż Państwo G. wiedzą, że to na jego życzeniem to bardzo im żal,

-Próby psychodestrukcji rozciągają się dalej....

 

Dziś PG zasiadłwszy przed Wielkim Internetem zauważyła, że miga do niej przyjaźnie okienko GG...ooo! mąż PMB!

Po zwyczajowym "Cześć" i "Co slychać?" PG przeczytała

"JESZCZE SIĘ NIE PRZEPROWADZILIŚCIE?"

PG:no nie, tam jeszcze jest wiele do zrobienia, trzeba domek ocieplić, kotłownię zbudować....

"Tam pracy, tak patrząc ze zdjęć to jest na góra 2 miesiące"

 

Nawiasem mówiąc, Drodzy Państwo , może ktoś zechciałby w dwa miesiące dokończyć domek? Bo my tacy prości ludzie som,że sobie nie dajem rady w życiu"

 

"No moja żonka to taka zmęczona, bo dziecko...no ale mały właśnie wychodzi z Anią do kina"

A kto to Ania-spytała naiwnie PG

"Dziewczyna, ktora mieszka z nami, opiekuje się małym i domem"

 

Tu PG przeszła do ataku:

A Wy tak sami to w domu nic nie robicie?

"Robimy, oczywiście, że robimy, mamy grafik, kiedy kto gotuje, sprząta etc."

(Tu należy nadmienić, żę PMB pracuje kilka godzin dziennie...małe kilka.

 

I teraz PG siedzi tu sobie i pisze i refleksyjnie zadaje pytania. Prosi Szanownych Czytających o odpowiedź:

1.Czy PG to tylko zazdrości komuś opiekunki do dziecka i ...domu?

2.Czy może zastosować grafik wobec jakiejkolwiek niesubordynacji Pana Małża?

Bo dotąd to dom nam się  nie rozsypał, a nawet nieźle działał bez grafiku, ot na zasadzie umowy słownej...lub jak kto woli zrozumienia.

3.Czy poprawianie literówek rozmówcy podczas rozmowy na gg jest grzeczne? Bo po drugim razoie PG zadała pytanie "Czy treść nie została zrozumiana, a jeśi rozumiesz po co pytasz?"

4.Znacie takich ludzi typu "Mój boszszszsz jaka jestem zmęczona"? Czy tylko PG tak los doświadczył....

 

 

 

Podsumowując:

Mój Boszszszszszsz jakże się zmęczyła PG przy tym komputerze, teraz tylko weekend spa może ją przywrócić do dawnego, doskonałego stanu......doskonałego,że Mój Boszszszszszsz!

 

środa, 6 grudnia 2006

Porankowo-Mikołajkowo

Poranki jakie lubi Pani Gaduła polegają na tym, że:

1.Mamy weekend-tj wtorek , środa-takie to PG ma weekendy :)

2.Gotujemy z Juniorem-Pg kocha gotowanie z Juniorem, kleją rogale, albo solą makaron (co oczywiście nie oznacza, że w rezydencji państwa G. jada się wyłącznie rogale z makaronem), śmieją się przy tym, opowiadają głupoty, i gdziebądźtochatynka PO jest, jeśli nie do remontu ,to do porządnego sprzątania, ale wszyscy szczęśliwi dziko,

3.Kot po zastosowaniu mechanizmu psychomanipulacji, prośby, wreszcie przemocy fizycznej dostaje...jeść lub po ogonie... i daje nam spokój,

4. Mimo zbliżania się magicznej daty (corocznej cyklicznej próby samobójczej) PG bawi reklama w teleodbiorniku o tym, że wcieranie ślimaków zapewni jej wygląd sprzed okresu kiedy chadzała z dinozaurami do szkoły,

5.No i Mikołaj przyszedł!

PG dostała grajka,

PM naturalną naturę, no i PG jakiś czas temu, zle cieszyć powinnien się do dziś /Pozdrawiam Kochanie-wiem,że przeczytasz/

Junior dostał: slodycze, wiertarkę i miecz /wersja Herkules-Terminator na cukrze/

 

A kot dostał w dupsko mieczem bo się zabierał do rybek!

 

 

Miłych Mikołajków!

sobota, 2 grudnia 2006

Lara Croft a brzuch Pani Gaduły

Pani Gaduła siedzi sobie przed komputerem a Pan Małż poleguje przed telewizorem...i ogląda pełen dramatyzmu i zaskakujących zwrotów akcji,  poetyki i metaforyzmu stosowanego, niesamowitej refleksji i głębi psychologicznej film "Lara Croft i tzw dupamarynia"

PG: Czemu to ogladasz?

PM: A ...tak oglądam.

PG:"Tak"...to byś oglądał prognozę pogody, przyznaj się, że Ci się Lara podoba...

PM: No głupia jest, ale niebrzydka.

PG: No ja wierzę,że chciałbyś z nią konwersować o literaturze i sztuce.

A Lara fikołki robi, podskoki i figle migle...ech ...

 

Tak dla porównania:

 

Stoi PG przed lustrem i mówi do PM ogladając własny brzuch...

A może byśmy tak nie robili poddasza, tylko żonie plastykę brzucha, bo mi sie tak jakoś wydaje, że się rozciągnął po Juniorku

PM: Jak Ci się wydaje to zrobimy po trzecim dziecku.

PG: Jak Ci się wydaje, że będzie trójka to poświęćmy te pieniądze na inne leczenie....(pod nosem) ..terapię...pomoc...psychiatrę...

 

Wniosek

 

Jedne kobiety są do brykania inne do rodzenia dzieci.

 

środa, 29 listopada 2006

Brak tytułu

Tego posta pisze Pan Małż.

Pani Gaduła siedzi w kącie i pali się ze wstydu.

.... W salonie - pełna kultura... z głośników - ORATORIUM TU ES PETRUS... Junior dyryguje...

rozmarzenie rodziców przerywa natarczywy dzwonek domofonu...

PG i Ja - PM patrzymy na siebie...

 - Moze to Cycjeden - kolega mój z pracy powiedziała PG - EEEEEE o tej porze raczej nie... Prędzej Fotojarmarek kolega z hobby i fachu mój czyli PM...

DZWONEEEEEEK...

PG podchodzi do domofonu:

(grzecznie) - Proszę....

 - gulgul bnulbul pchlum - odpowiedział domofon

PG(nadal grzecznie) - Kto tam!! - bluglum plum chlum - radośnie zakomunikował domofon

PG( mało grzecznie ) No kto tam....

Na to ja - Pewnie pomyłka albo śmieci na wycieraczke DZWOOOOOOOONEEEEEEEEEEEEKKKKKK!!!!!!!

( PG niezbyt grzecznie ) No kto tam!!!

 - blurbumglup - grzecznie odpowiada domofon aaaaaaaa

( wyraźnie zirytowana PG) jak nie słyszy jak się człowiek pyta to niech nie oczekuje że wpuszcze

- Ja na to ale kto to może być? Spadku żadnego nie oczekujemy więc raczej rachunki - ale jak nie chce wejść nikt -

(PG zdenerwowana) Ale mógłby chociaż odpowiedzieć grzecznie jak grzecznie pytają DZWOOOOOONEEEEEEEEEEKKKKKKKKK!!!!!

 Ja - Wpuszczam - zobaczymy kto to... Skrzyp drzwi na dole... Wchodzi młody człowiek z identyfikatorem - widze przez judasza... -Reklama albo ankieta mówię wyraźnie ucieszony Otwieram....

 W drzwiach z naręczem ulotek,prosząc o wsparcie

stanął...

GŁUCHONIEMY.....

wtorek, 28 listopada 2006

Sport a gospodarka paliwowa kraju

Pan Małż / po meczu siatkówki/ radośnie :Wygraliśmy z Rosją!

Pani Gaduła: Ty się tak nie ciesz, bo to się może zmienić w konflikt militarny.

PM /po chwili społeczno-polityczno-filozoficznej refleksji/:

...No...Putin przyśle telegram "Gratuluję wygranej STOP gaz STOP ropa STOP".

niedziela, 26 listopada 2006

czwartek, 23 listopada 2006

Wulgarnie

Nowy Pan Instruktor zdobył u PG sympatię i poważanie, zrobił to jednym mądrym tekstem, osoby wrażliwe "wulgarystycznie" proszę o zasłonięcie oczu i dalsze czytanie w takiej oto pozycji.

PI: Ja bym miał taka prośbę...Poza samochodem moge pani mówić, "Jej królewska Mość" albo "Wasza Wysokość", ale w samochodzie to mówmy sobie po imieniu, dobrze?...Bo to wiele rzeczy ulatwia ...bo tak i op......ić łatwiej.

wtorek, 21 listopada 2006

Prawo jazdy-reaktywacja

Nowy Pan Instruktor i Pani Gaduła rozmowa pierwsza:

NPI: (z uśmiechem)O, skórzane rękawiczki, szybko będziemy jeździć?

PG: Mmmm.

 

I pomknęli,

z piskiem opon...

wiatr rozwiewał jej włosy,

cięli powietrze jak brzytwą,

Pomknęli...

z prędkością 30km na godzinę.

 

 

 

P.S.Z dniem 21 listopada wchodzi w życie nowy Kodeks Ruchu Drogowego, na mocy którego pierwszeństwo ZAWSZE I WSZĘDZIE ma granatowy opel corsa z literą "L" na dachu.

niedziela, 12 listopada 2006

Ku pokrzepieniu serc jesienią

PG: Ja to jednak jestem zdolna...napisałam 10 stron tekstu, od lat robię prawo jazdy, zawiesiłam, ale nie odwiesilam nauki języka, rysuję z Juniorem, rozmawiam z kotem, jestem w stanie posprzątać dom w 10 minut, jednocześnie prowadząc dyskusję telfoniczną,dobra żona, upiorę, ugotuję, skromna jestem i "wielofunkcyjna"...

Brat Pit: No...człowiek renesansu można by rzec.

wtorek, 7 listopada 2006

CRIME STORY

Dziś w godzinach porannych w domu Państwa G. miało miejsce tragiczne zdarzenie

  

Przybyła na miejsce zbrodni policja natychmiast podjęła działania operacyjne (mimo zdezelowanego sprzętu)

  

Przybyli na miejsce gapie nabrali wody w usta

  

  

"My nic nie widzieli...to byla taka zwykła, normalna Kaczka"

Rzecznik Prasowy Policji wydał oswiadczenie:

  

Po nakreśleniu portretu psychologicznego sprawcy oraz przewertowaniu kartotek policyjnych wysłano list gończy:

  

Poszukiwany:

38 cm wzrostu

4,5 kg wagi

osobowość psychopatyczna

  

Prawdopodobnie ukrywa się pod łóżkiem  małym pokoju, Policja nie udziela jednak informacji ze wzgledu na dobro sledztwa.

 

Sprawa jest w toku.

 

Test ciążowy

Rozmowa pewnej pary, ktora robi sobie test ciążowy:

On: I co, zrobiłaś?

Ona: No, prawie, czekam na wynik.

On: To dlaczego skoro czekasz w pokoju zostawiłaś światło włączone w łazience?

Ona: Żeby dziecku nie było ciemno.

niedziela, 5 listopada 2006

Bilans

Bilans:

1. Junior umie się fantastycznie bawić z Córkiem.

2. Rozpoczął z pominięciem fazy zalotów, od gry wstępnej chwytajac Córka za miejsce które oględnie mówiąc można nazwać "Miejscem na pierś". Nieeeeeeeee no wcale nie padło pytanie pt "Ciekawe, gdzie to zobaczył?" (w telewizji rzecz jasna). Trudno też powiedzieć, że Córek nie była zadowolona.

3.Po upływie niespełna godziny znaleziono Juniora z Córkiem za fotelem, w sytuacji dwuznacznej, gdy Junior leżał pod Córkiem. Dodam: Junior krzyczał, ale bynajmniej nie były to krzyki rozkoszy,ot Córek go przygniotła a on uderzył głową o panele...

4.Dywan się prawie nie gniewa, ze wylano na niego ciut soku porzeczkowego. Pani Gaduła ma taki nastrój dobry, ze się dla odmiany wcale nie gniewa.

5.Imprezy integracyjne dla dwulatków maja swoje drugie dno, jakim jest integracja rodziców.

6.Fajnie było :)

 

sobota, 4 listopada 2006

Życie towarzyskie

Gadułowie zaprosili znajomych z latoroślą / pci babeczkowej/ w wieku juniorkowym na jutrzejsze popołudnie.

Krótka wymiana smsów:

PG:"Zapraszamy na jutro"

P.Zaproszeni:"Napewno? Nasz "Córek" demoluje, niszczy i kopie!"

PG: "Spoko, Junior tylko gwałci"

 

 

Pytania:

1.Jaki bedzie bilans spotkania?

2.Czy już wystarczajaco wieje patologią na tym blogu?

 

Na te i inne ptania PG odpowie przy kolejnej okazji...o ile przeżyje :)

 

czwartek, 2 listopada 2006

Profilaktyka w szczególnym wydaniu!

Profilaktyka "Badań kobiecych" mówiąc między nami i serio serio to bardzo ważna  sprawa, Pani Gaduła nauczona doświadczeniem wie, że nie należy jej ignorować.

Dlatego, mimo, ze sprawa wręcz intymna, pragnie przedstawić Pana "G" czyli trywialnie mówiąc lekarza ginekologa, którego ceni, któremu ufa,  który jest dla niej źrodłem nieustającej inspiracji, któremu jest wdzięczna, że wyleczył ją wmówionej bezpłodności, który przeprowadził ją przez ciążę, połóg,i inne "wyprawy w nieznane" i którego zwyczajnie i po ludzku lubi.

Ot kilka dialogów:

 

Pan "G": Proszę na samolot (wskazując palcem na fotel ginekologiczny)mam nadzieję,że pani pamięta jak się pilotuje!

 

PG/gdy oto dowiedziala się że pierwszy raz w swym życiu zostanie matką/:To czego mam teraz nie jeść? Albo na co uważać?

PAn "G" znad papierów: Nie jeść trucizny, uważać na przejściach dla pieszych.

 

Po narodzinach Juniorka PG leży na sali poporodowej, Juniorek przy niej. Wchodzi Pan "G" i stroskanym głosem pyta:

I jak się ma?

P.G.:Chyba dobrze, właśnie zasnął.

Pan "G": Ja się pytam jak się PANI ma,na nim /wskazując na Małego/ na nim się nie znam.

 

Pan "G": Z czym Pani przychodzi?

P.G.:Przyszłam po pozwolenie na zajście w ciążę.

Pan "G": Oooooooooooo tak prosto to się nie da! Trzeba ze dwa podania złożyć!Popieczentować, przetrzymać, a potem...się zobaczy...

 

Pan "G":Dzisiaj można próbować!

P.G.:/lekko przerażona/ DZISIAJ?!

Pan "G":No dzisiaj, dzisiaj...albo...nie dzisiaj ..jutro!

P.G.:A dlaczego jutro?

Pan "G":Dzisiaj mecz w telewizji, po co mężowi głowę zawracać!

 

Poza wszystkim Pan "G" poważnie traktuje swoją pracę i jest fantastycznym lekarzem!

wtorek, 31 października 2006

o królewnach i upiorach na helloween

Uśpić dziecko...nic prostrzego...jako metodę tradycyjną zastosowano bajkę:

"O śpiącej/śniętej królewnie"

PG: (do Juniora w fazie rem wydawaloby się): I cały dwór zasnął...

J:Tak jak na Jetix Play taaaaaaaaaaaa....tam śpi taka literka....smieśnie!

PG: Tak... dwór spał niczym literka na Jetix Play, spali rycerze, król i królowa w swojej królewskiej komnacie, gdzie dotąd dopuszczali się rzeczy, które dopiero po ślubie, królewna, której te rzeczy jeszcze nie w głowie, niania...niania to stara panna była i mamusia w zasadzie nie wie ,dlaczego, ale tak chyba bezpieczniej, bo jak niania jest starą panną to już jej wywietrzały wyżej wymienione...Tak jak śpi mamusi syneczek teraz ( z nadzieją w głosie)...

J:I jak świnki?!Te co tak śmieldziały na wsi?!

 Drodzy Państwo, ponieważ minęło jeszcze kilka ładnych minut zanim zasnęły świnki, zanim zasnął ...powiedzmy ...ich zapach, nim zasnął król z królową, nianie, królewny i inne cuda, i jeszcze kilka zanim zasnął Juniorek, PG jest dziś wykończona zasypianiem.

 

A w związku z Helloween,jakimkolwiek byłoby ono zamachem na wartości narodowe, PG chciała zlożyć najserdeczniejsze życzenia imieninowe swojemu Małżowi, który niegdyś w prehistorycznych czasach nosil taki przydomek (i długie włosy).

Drogi Helloween'ku w ramach prezentu nie bedę wspominać o gusłach, czarownicach  i upiorach...czyli dziś nie mówimy o Twoich byłych :)

Wspanialomyślna jestem, nieprawdaż??????????

poniedziałek, 30 października 2006

Po co się pisze bloga?

Odpowiedź :

Bloga pisze się, żeby uniknąć głupich odpowiedzi na pytanie  :

Co u Ciebie?

Zamiast silić się na trywialne zdania typu "nic nowego", "po staremu", "stara bieda" mówi się:

"a zerknij sobie  http://pani-gadula.blog.onet.pl/" i już.

I brzmi tak z....europejska hehehe

Tylko trzeba pamiętać,żeby nie dawać adresu swojego bloga

rodzinie, bo to tak jakby udostępnić im czytanie pamiętnika ( w tym miejscu pragnę pozdrowić Brata Pita, namiętnego czytelnika i jedynego odbiorcę literatury okresu gadułowego dorastania),

ani bliskim znajomym, bo zdemaskują bez litości,

ani dalszym znajomym, bo tym bardziej zdemaskują,

ani kolegom i koleżankom, bo jak ich tu potem obsmarowywać literacko

ani współpracownikom, bo bedą potem robić odnośniki i szukać podtekstów...

 

ech, chyba "nic nowego" będzie właściwszą odpowiedzią.

sobota, 28 października 2006

Szkoła makijażu...

Rozmowa samochodowa:

PM: Kochanie, co ty robisz w samochodzie?

PG: Nic...zwyczajnie...maluję się.

PM: No weź przestań, a jakbym tak zahamował, to byś mi samochód cały zmalowała...

PG: A co ty myślisz? Ja się sprayem maluję?

...

cisza

...

PM: A wiesz...jakby to był taki zielony, maskujacy kolor...to by mogło fajnie wyglądać...

 

 

A kiedyś mowił, że piękna jest, a kiedyś się oczyma zachwycał, rysami twarzy, kłamał jak najęty...

piątek, 27 października 2006

Wielka Interpretacja

"Witajcie sensowne panienki, prawdziwy król Julian tu stoi!"

 jesli ktokolwiek widział "Madagaskar" to ktokolwiek wie, o czym mowa....

W gadułowym domu zdarzyło się coś, co serio serio wstrząsnęło gadułowym światem do tego stopnia, że Pani Gadule chwilowo mowę odebrało, potem zadzwoniła do Pana Małża z wyrzutami pt."Jak mogłeś go /Juniora/ takich glupot uczyć?!

A gdyby tak walnął sentencję w miejscu publicznym to bym się chyba ze wstydu spaliła! etc." Po drugiej stronie Pan Małż zamilkł i PG musiala poczekać chwil kilka, żeby zdać sobie sprawę, że dostał takiego ataku śmiechu że musial dojść do siebie... po czym wytłumaczył, że niczego takiego Juniorka nie uczył, ale dostrzega w nim znamiona Maczo...

Dlaczego?

 Otóż Juniorek, przy nazwijmy to, toalecie , zapiewał matce-Polce-rodzicielce:

 "Witajcie sensowne panienki, prawdziwy KRÓL SIUSIAK tu stoi."

 

 

 

 

 Jak ja mam to rozumieć?

czwartek, 26 października 2006

I było się spierać?

Rybki pojawiły się w gadulowej rezydencji niedawno, były skutkiem:

a. przedłużających się stanów katatonii Juniora przed każdym napotkanym akwarium,

b. braku konsekwencji wychowawczej i tzw. samowoli pedagogicznej hehehhe rodziców Juniora

Koniec końców Dziadek Gaduła przywiózł akwarium a PG z Juniorem wybierali się do sklepu zoo z oo.

Pan Małż jak zwykle wpadł w nastrój mentorski:

-Kupcie bojowniki!

-Taaaaa...zaśmiała się PG, która nie miała pojęcia co to bojowniki bo w odróżnieniu od swojego ślubnego małża nigdy ryb nie miała, sadząc jednak po zamiłowaniach PM i po nazwie zwierzęcia uznała, że BOJOWNIK to pewnie takie pływające coś podobne do negatywnych bohaterów z Trylogii Tolkiena

-Kupimy piękne welonki-zawtyrokowała

-Taaaaaaa...zarechotał PM-zobaczysz jaką piękną przemianę materii mają piękne welonki.

-Welonki sa ładne takie....rybie- rozmarzyła się PG

-Ale robią kupę jak niedźwiedzie-dokończył wrednie PM

-Tak, zatem kupmy-PG zbliżyła twarz do PM-kupmy piranie,będą się pięknie komponowały w tym słoiku!Albo rekiny!

 

Koniec końców, po spacerze z Młodym, podczas którego PG zakupiła trzodę pt welonka+telskopek (fajna nazwa i fajne oczki), a Junior zawarł intymny związek intelektualny z królikiem ze sklepu zoologicznego "żywego" w domu przybyło. PM jakoś zaakceptował fakt, ze to nie bojowniki, Bura Eminencja też.

 

A dziś po przebudzeniu Juniorek otwarł oczki, popatrzył w akwarium i wyszeptal do swej rodzicielki- Piękne mamy te delfinki w akwarium.

środa, 25 października 2006

W kilku punktach

1.Pan Małż uparcie walczy z bestią, ile by głów nie odciął zawsze coś tam odrasta na ich miejscu-a to kolejna głowa, a to ukryte koszty, a to znowu inne cuda, w każdym razie ile razy coś odcina drżymy o kolejną inkarnację...na marginesie PG drży czy oby nie odrośnie jakaś długonoga blondynka, ale to tak na marginesie marginesu...

2.Junior powiększa listę uzależnień:

od Mamby

od lizaków

od Colargola

od grania w piłkę

od straszenia kota

od rozmów przez pilota.

PG przeczuwa, że nie jest to lista zamknięta, ale profilaktycznie "nie widzi" gdy Młody zaczyna uprawiać psychotechniki manipulacji, zastraszania i pranania mózgu na babci. (A niech jej będzie na zdrowie se se se) Malusie kochane guru :)

3.PG wena nie dopisuje.

4. Bura Eminencja ma się nieźle.

5.Rybkom to...pływa.

6.AAAAAAAAAA....Junior odkrył wielowątkowość jako sposób na komunikację, ostatni tekst?

Proszę bardzo:

"I z duchem twoim dla ciebie dla rodziny"

 

To tyle.

Amen.

 

wtorek, 24 października 2006

Bajka o smokach

PG siedzi w swej wysokiej wieży, wiatr pędzi po pobliskich borach i lasach, przynosząc z jesiennym powiewem złote liście. Nastrój melancholii sprawił, że PG spogląda przez okno na te żółte pola, na te czerwone lasy, wyrzuciła swój nietuzinkowych rozmiarów złoty (heheh taaaa) warkocz przez okno, oparła brodę na smukłych dłoniach zaopatrzonych w pierścienie i inne cuda , poprawiła koronę na glowie, bo się niebezpiecznie przechyliła na brwi i...

patrzy za swoim rycerzem

Bo Pan Małż pogalopował w swej srebrnej zbroi na karym rumaku walczyć z siedmiogłową bestią...

...Do banku pojechał...

...uruchomić kredyt hipoteczny...

...a kto myślał,ze mowa o teściowej?

niedziela, 22 października 2006

Spotkanie z kulturą...ciąg dalszy "Siła spokoju"

Pan Małż postanowił dać wyraz swej ojcowskiej trosce o uwrażliwianie kulturalne syna, więc wraz z Dzaidkiem Gadułą i Juniorem  wybrali się do kina. Na wydanie "Hart" Misia Colargola-podróże po świecie/60 minut. Tuż po wejściu opowiada telefonicznie Pani Gadule:

"No fantastyczne to kino, takie studyjne, dostaliśmy takie zabawne bilety.Dosłownie kilkoro dzieci z rodzicami, Juniorek jest najmłodszy. Bardzo mi się to podoba, bardzo się cieszę."

Wieczorem, po powrocie z pracy (Ktoś musi pracować,żeby do kina mógł iść ktoś :P ) PG pyta zasępionego Małża

 No jak tam było?

PM: AAAA daj spokój...

PG: No powiedz...

PM: Mały się pokłócił.

PG: Jak to pokłócił? Z kim?

PM: Z calym kinem się pokłócił!

PG:???????????????

PM: wymownie milczy.

I milczałby tak dalej, gdyby nie niesłychane taktyki negocjacyjne, i wercenie dziury w brzuchu, ichińskie tortury, i straszenie brakiem przyjemności cielesnej do końca życia i inne skuteczne sposoby UDANEJ KOMUNIKACJI MAŁŻEŃSKIEJ.

Co się okazało?

Podczas podróży po swiecie Miś "C" spotkał niedźwiedzia polarnego.

Junior postanowił podzielić się spostrzeżeniem "Jaka pięęęęękna owiecka" (co ma swoje uzasadnienie logiczne, bo skoro białe, miękkie i kudłate znaczy ,ze owieczka! Zwlaszcza jeśli wcześniej się nie słyszalo o niedźwiedziach.)

Na co dziewczynka z pierwszego rzędu uznała,że

"nie owieczka, miś pollllllaaaaaaaaaarny"

Na co Młody:

"owiecka, owiecka"

Na co dziewczynka, już nieco poirytowana:

"Miś!"

Na co Junior:

"tak, owiecka, mas rację"

Na co dziewczynka+ inne dziecko z rzędu za PM i Juniorem:

"To jest niedźwiedź!NIEDŹWIEDŹ POLARNY!!!!"

Na co Junior ze stoickim spokojem:

"Tak, owiecka, taka piękna biała owiecka"

Na co kolejne głosy z kina:

"Miś! MIŚ!"

Na co Junior, który najwyraźniej chciał udowodnić,ze wygrywają ci, którzy nie okazują emocji:

"owiecka, tak, to jest taka owiecka"

Głosy z kina:

"Tato, powiedz mu!"

etc etc

 

PM wytrzymał, nie uciekł z kina, mimo, że nie otrzymał wsparcia od Dziadka Gaduły, gdyż ten popadł w ramiona Morfeusza zaraz po tym, jak Colargol wyruszył  w wyprawę swojego zycia z Błażoli.(Jakkolwiek pisze się tą nazwę, PG jest dumna z PM)

 

 

 

piątek, 20 października 2006

Altruizm gadułowy

"Anonimowość to najszczerszy wyraz altruizmu"

wyczytała przed chwilą w Wielkim Internecie Pani Gaduła i czuje się altruistką.

Ech....

środa, 18 października 2006

a potem zbuduję Ci dom

Państwo Gadulstwo zajmujac lokal o powierzchni klasycznego m3, dodajmy lokal nie:własny i nie:niepodległy jakis czas temu dojrzeli do decyzji o zaprzyjaźnieniu się z którymś z przyjaznych banków i kupieniu sobie kawałka miejsca na ziemi.

Ponieważ banki sa przyjazne z samej definicji (we wszystkich reklamach wszyscy uśmiechają się do siebie a banki prześcigaja sie  pomysłach co by tu dodać do mieszkania..poduszkę, psa, wóz strażacki z zawartością) Państwo Gadulstwo postanowili rozejrzeć się za swoimi metrami....i tak rozgladali się trzy lata z hakiem, aż w końcu na horyzoncie dojrzeli mały biały domek.

Ha! na horyzoncie, bo kilkanaście km od miasta i tak na powaznie to nie mieszkaja na aż tak płaskim terenie, żeby dojrzeć coś z odległości choćby 5 km

i

Ha! maly biały kosztuje o połowę mniej niż małe mieszkanie na 10 piętrze dużego szarego domku.

Mały biały domek mieści się pod lasem, na wsi i mimo,ze nie jest jeszcze gadułowy to PG zaintrygowała działka po drugiej stronie ulicy (choć może "drogi" byloby odpowiedniejszym pojęciem) . Jest działką pustą, a na jej środku stoi  li tylko transformator wysokiego napiecia.

Sąsiedztwa obawia się w tym godcinnym kraju każdy toteż Państwo Gadulstwo nie odstają od średniej krajowej. Bo co można wybudować na takiej działce?

-Bo co można wybudować na takiej działce?-spytała swojego opiekuńczego Małża Pani Gaduła- no bo dom mieszkalny tam przecież nie stanie?

-Nie, raczej nie-powiedział Pan Małż znad gazety

-No to co?- zasępiła się Małżowina

-...

-No, Małżu, CO TAM MOGĄ WYBUDOWAĆ?-przeszła do pozycji czerwonego negocjatora

PM podniósł łaskawie wzrok i uspokajającem głosem powiedział:

-Nie wiem, kochanie...zastanowił się chwilę-może ubojnię drobiu, albo oczyszczalnię ścieków, albo zakład utylizacji odpadów...

Zawsze umiał mnie uspokoić.

 

Przez resztę dnia przychodziły smsy:

"kostnica?"

"zakład pogrzebowy?"

"świątynia satanistów?"

 

No taaaa... drugą rzeczą po poczuciu bezpieczeństwa jest dobre sąsiedztwo.

poniedziałek, 16 października 2006

Ze łzami w oczach

Pani Gadule kulka stanęła w gardle i oczęta zaszły łzami i pomyślała sobie "czyżby to dziś?"

czy to dziś dotknęła nieba?

czy to dziś zrealizowała się jako kobieta?

czy to dziś ktoś ją przeczytał? (i w tak przeczytanym stanie PG pozostaje)

czy dziś obcowała z czymś co zwać można geniuszem wirtualnym?

To dziś

dziś !

dziś !

dziś i tralalala!

/wątek ludowy-proszę zauważyć/

Wielki Onet dotknął Panią Gadułę palcem onetowej (o)patrzności i polecił ją szanownej uwadze Czytelników i tak się milo PG zrobiło ,ze postanowiła za pomocą światłowodu uściskać Wielki Onet w podzięce :)

niedziela, 15 października 2006

W świecie nowych uzależnień

 

Od niedawna Junior odkrył,że w kościele, oprócz urządzeń nudnych typu: ksiądz, wierni, rodzice, istnieje niesamowicie wciągające urządzenie mianowicie "Automat świeczkowy". Maszyna ta, jakże interesująca-po wrzuceniu monety zapala się świeczka, jest też szalenie prosta w obsłudze-wrzutnik mieści się na wysokości 60cm, co przy wzroście wrzucajacego (około 90 cm) zdaje się mieć istotne znaczenie. Msze odtąd mają inny wymiar, a licza się ilością pozostawionej gotówki.

Miejsce akcji: piękna wielka, superakustyczna katedra

Czas akcji: msza o 15.

Junior: (głośno, zdecydowanie za glośno) Daj mi pieniąśka!

PG: podaje garść przygotowanej gotówki

J:sprint w kierunku świeczkomatu, wrzut bilonu.

J:( w kierunku ojca, który udaje,że nie zna czlowieka) Tatuś, daj pieniąśka!

PM: Podaje dostojnie gotówkę.

J:sprint w kierunku świeczkomatu, wrzut bilonu.

Kilkakrotne zapętlenie akcji.

Godzina 15.03 mamy wynik 5 świeczek w świeczkomacie.

Godzina 15.15 wynik rośnie do 10, nasilają się prośby, bilon kończy się.

J: (przekonujaco) Maś, maaaaaaaaś w kiesionce!

Godzina 15.20 brak gotówki odbija się fatalnie na relacji rodzice-dziecko, i echem po renesansowych sklepieniach.

Godzina 15.35 rodzice przeszukują kieszenie z wyrazem twarzy obrazującym galopujący stres.

Godzina 15.40 wyczekujący wzrok Juniora.

Godzina  15.42

PG do PM :No przecież jak mu dam to na ofiarę to przetrąbi na świeczkach!

Godzina 15.45

J. u PM na rękach: No gdzie ten ksiondź? Bo mu nie dam pieniąśka!

 

Na szczęście "Ksiondź" przyszedł o czasie...ale Państwo Gadulstwo poważnie myślą o odwyku świeczkowym.

 

 

sobota, 14 października 2006

naturalna kobieta-przypadki prawdziwe

Pan Małż, kiedy go spytać, co mu się w PG spodobało (czas przeszły, Proszę Państwa w uzyciu nieprzypadkowy-kokieteryjnie, manipulacyjnie etc.) PM mówi,że naturalność.

PG jest naturalna, myśli o tym każdego dnia.

Tyle.,że naturalność owa wymaga nieco specyficznych starań, dla wykazania tychże wysiłków przytoczy porównanie PM a PG "wieczorna toaleta":

Pan Małż:

wejście, zrzucenie odzienia,

prysznic

szampon

mydło

pasta do zębów

dobranoc

 

Pani Gaduła:

wejście

powrót po coś, czego zapomniała

wejście powtórne

zrzucenie odzienia

demaskowanie czyt. demakijaż

napełnianie wanny wodą

płyn do kąpieli

odmaczanie

czytanie w wannie

szampon

odżywka

osuszanie

(za)balsamowanie

(s)kremowanie

pasta do zębów

balsam do ust

TADAAAAAAAAAM!

i takim oto sposobem "jestem naturalna Kochanie"

piątek, 6 października 2006

dwa zdania

Wolny cytat z Juniora:

"Mamo narysuj mi oglomny citlołen? Nie mogę ucieźknońć tego pisiuka."

Wolne tłumaczenie:

"Mamo, czy mogłabyś dać upust swojej ekspresji twórczej rysujac mi auto /najlepiej w skali 1:1/, którego nie umiesz narysować, i dopóki nie zobaczysz napisu to nawet nie wiesz co to za marka? Chciałbym również nadmienić,że sprzęt piszący mimo,że rozwija moje zdolności manulane jest zbyt ciężki do możliwości mych rąk"

Ha!

Wszyscy patrzą na PG jak na tłumacza niezrozumialego dla reszty populacji ludzkiej języka  juniorowego, to teraz macie!!!!Tłumaczenie jak się patrzy!

środa, 4 października 2006

Szowinistycznie

Najkrótsza na Świecie bajka z happyendem:

Dawno, dawno temu pewien młodzieniec spytał swoją dziewczynę:

 - Wyjdziesz za mnie?

Ona odpowiedziała:  - Nie! 

 I facet żyje długo i szczęśliwie, chodzi na ryby i na polowania, mecze, gra w golfa, pije piwo i robi co chce, kiedy tylko ma na to  ochotę.

 KONIEC :-)

 

Taka bajeczkę sympatyczną przeczytał przed chwilą Pani Gadule Pan Małż....ot.....dostał od kolegi..

No i jak ma być dobrze w tym małżeństwie?

wtorek, 3 października 2006

Rydze Sromotnikowe

Pani Gaduła po wyjściu Pana Małża do pracy i odnalezieniu w zlewie SAMOMYJĄCYCH SIĘ brudnych naczyń i w pralce SAMOPIORACYCH spodni doszła do wniosku,ze prawo w tym kraju jest zbyt surowe dla żon-morderczyń ;). Następnie udała się do sypialni gdzie znalazła stertę SAMOCHOWAJACYCH się w szafkach ubrań PM i w tym nastroju minął jej dzień. Wieczorem zaproponowany przez szefa kuchni tj. PG obiad został obrzucony burzliwym spojrzeniem PM  i komentarzem "wiesz,ze nie lubię ogórkowej", więc PG przygotowała  swojemu panu i władcy jajecznicę na rydzach.

PG: "I jak?"

PM: "Dziwnie smakuja te rydze"

PG: "Bo to są RYDZE SROMOTNIKOWE"

 A potem demoniczny smiech Pani Gaduły niósł się długo po gotyckich sklepieniach M3, gasną światła, muzyka organowa, kurtyna opada.

niedziela, 1 października 2006

zero charakteru, zero silnej woli, nastrój doskonały

Dramatyzm najwyższego lotu- po burzliwym romansie, pełnym zwrotów, miłości, poządania i nienawiści, nieco podszytym nieprzyzwoitością, Pani Gaduła rozstała się z zupą.

I wie, wie dobrze, że to droga do dietowego nikąd, ale wczoraj gdy wyrzucala zupę na śmietnik zapomnienia, wiedziała również,że jest szczęśiwą osobą. I chce już wydrzeć z pamięci wspomnienie o kapuście.

I tu pojawia się Wielki Bart /zwany również Bratem Pitem, który w rzeczywistości niewirtualnej miał zaszczyt /hehehehe/ urodzić się rodzicom PG.

Zakupy z BP;

PG znalazła płytę z ćwiczeniami niejakiej Cindy, a potem w ferworze wedrówek pocentrowych zawędrowali na dział "słodycze"

PG: A może byśmy tak zaszaleli z czymś słodkim?

BP:A moze byśmy tak wrocili po jeszcze jedną płytę?

 

Ale PG wie, że BP kocha ją jak nikt, nawet jeśli dokucza, nawet jeśli sam o tym nie wie..

 

A sprawozdanie strategiczne: 3 dni diety=2 kg...narazie w dół :)

 

czwartek, 28 września 2006

ząbkowanie po 30=skok intelektualny

Pani Gaduła ząbkuje...nadszedł czas na zęby mądrości, co za tym idzie PG wierzy w gwałtowny skok IQ. Szczęka ją boli, głowa też,a do tego wrobiła się w sześciodniową dietę-"kapuścianą".

W trakcie tego pisania PG zrobiło sie słabo na wspomnienie tejże zupy.

Dzień Pierwszy przebiegł mało problemowo:

ot owoce + zupa, PG kocha owoce i mogłaby je spożywać tonami, więc mało ją obeszła zupa przy dostatku jabłek i gruszek i byłoby nadal tak lekko gdyby nie

Dzień Drugi podstępnie zaskoczył PG zestawem zupa+jarzyny

przed południem ugotowała sobie kalafiora, dotąd wydawało jej się, że lubi jego różyczkowatość, ale teraz już wie, że niesolony kalafior jest gorzej niż okrutnie wstrętny.Siedząc przed miseczką z tym białym czymś myślała, co gorsze: kalfior, czy zupa? Bo zupy PG nie znosi, nienawidzi i nie wie, ile jeszcze potrwa jej wytrwałość dietowa.

Godzina 11.30 PG wypija kawę , raczy się nią, degustuje,sam zapach sprawia jej perwersyjną przyjemność, okraszoną niestety gorzką świadomością, że to pewnie najsmaczniejsza potrawa w tym dniu.

Godzina 13. PG ssie do tego stopnia, że przechodząc przez miasto koncentruje się na zmyśle smaku, wszystko jej pachnie: pączki, zapiekanki, chleb, cukier, mleko, COKOLWIEK

Godzina 13.30. PG wypija wodę mineralną i zachowywuje się przy tym jak przy degustacji 20 letniego szampana, tyle, że to jest megaszybka degustacja, bo PG jest poważnie głodna,

Godzina 14.00 PG wszystko wydaje się tak apetyczne do tego stopnia, że zaczyna się niepokoić, apetyczna wydaje się nawet niesympatyczna pani w sekretariacie,

Godzina 15.30 PG wysyła smsa do Pana Małża następujacej treści "No dobrze, wczoraj jak bylam głodna, to jadłam jabłka, a dziś? co niby mam zjeść?ziemniaka?"

Godzina 15.33 PM odpisuje "A kup sobie kebab"

Godzina 15.34 w glowie PG niczym diabelskie puzzle układa się obraz prawdziwego oblicza PM, ten sms, to wczorajsze jedzenie smażonej kiełbasy, te dzisiejsze zakupy pachnącego pączka dla Juniora-PM chce złamać PG i chce, aby ta porzuciwszy dietę dorównala w wadze PM, ale niedoczekanie!!!!! wrrrrrrrr...Systematyzując i kierunkujac postawę bojową PG postanawia zjeść zupę w domu, dużo zupy...

Godzina 16.00 PG jedzie w autobusie obok straszliwie szczupłej dziewczyny, nie przepada za nią od tej pory,

Godzina 16.30 PG odgrzewa sobie miseczkę zupy otaczajac się aurą pozytywnych myśli o tejże,

Godzina 16.40 sprint do sklepu,

Godzina 17.00 PG pochłonęla słoiczek marynowanych pieczarek,

Teraz mamy po 19, PG dochodzi do wniosku, że jeśli ma jeść zupę to woli nic nie jeść i  chyba własnie odnalazła fenomen diety kapuścianej.

Atak pod automatem

Pani Gaduła wyrwała się na przerwę w pracy, stanęła poslusznie w kolejce do automatu z kawą, stoi grzecznie, nie rozglada się , nie zaczepia, nie dokucza, ot, stoi, w ręce trzyma pieniążek i czeka.

I wtedy To się stało, w zasadzie nadbiegło , nadbiegła...istota, którą po krótce opisać można jako "Różowe Paznokcie". Nadmienić nalezy,że PG jej nie zna, nie znała i do dziś nie wie, kim jest...

Różowe Paznokcie wypłaciła na Dzień dobry PG kuksańca z łokcia i rozpoczęla monolog:

Jeny, qrna, mieliśmy teraz ...logię, no nienormalna ta kobita jest, jeju, no wyobrażasz sobie nie dość ,że się nagadała-a jakie to nudne było, ja to qrna nie notowalam, bo jakby trzeba notować to chyba ...-wdech-nikt by nie zdążył. No nieźle! Jak tak dalej będzie to ja nie wiem, co na tych studiach robię , normalnie pomyłka!Co ja mówię ?! Wielka pomyłka! Jeny co to za przedmiot wogóle!-przewrócenie oczami-A jeszcze zadała tyle, referaty, jakieś kolokwium!Nie no ona naiwna jest chyba, kto to ogarnie, ale tak się wynudziłam,że szok!

W międzyczasie monogu PG kupiła kawę i chciała coś wtrącić, ale wobec prędkości wypowiadanych przez RP słów skapitulowała.

Jeszcze się pyta co wiemy o ...logii-kontynuowała RP- co mamy wiedzieć! Normalnie, przecież na pierwszym roku to nic się nie wie...

I tu chyba zderzyły się dwie przysłowiowe komórki w głowie RP, bo zatrzymała się na moment, obrzuciła PG badawczym spojrzeniem i zapytała: A ty też na pierwszy rok idziesz?

Nie...wyszeptała PG, bo w inwazyjnej komunikacji nastawiła się raczej na odbiór- na piąty.

Cóż było robić, zabrała kawę i poszła...nie skłamała nawet bo szla właśnie na zajęcia z piątym rokiem, bo PG uczy w tej szkole.

poniedziałek, 25 września 2006

Demokracja!Hura!Jura!

To miał być pierwszy demokratyczny i nepodległy wyjazd Państwa Gadulstwa od czasu gdy Junior przyszedł na świat.Tak planowali, tak zdecydowali... Była to decyzja tyleż trudna co przemyślana, motywowana trywialnie, gdyż tylko chęcią wyspania się. Może i po drodze znalazłoby się kilka nowych motywów, typu romantycznego, egoistycznego, emocjonalnego etc. lecz tego rodzaju typologia motywacji wydaje się zbędna dla potrzeb opracowania.W każdym razie Państwo G. po serii czułych pożegnań, łez ocieranych ukradkiem, zapewnień ,że miłość rodzicielska nie ustaje, wskoczyli do pojazdu ,włączyli muzykę na caly regulator i pomknęłi w kierunku zachodzącego słońca , z otwartym szyberdachem i oknami,/ co zwykle jest zabronione, żeby Juniora nie zawialo, a co było w tych warunkach osobliwą manifestacją wolności/. Za cel obrali sobie Jurę Krakowsko-Częstochowską, gdyż ukochali to miejsce i wiąże się z nim cała masa mocno romansowych wspomnień.

Gdy przybyli do hotelu, w którym planowali pierwszą porcję odsypiania jak grom z jasnego nieba spadła na nich wiadomość, o tym, że nie są w nim jedynymi gośćmi. Gości było znacznie, znacznie więcej, gdyż w tym samym hotelu, tej samej nocy odbywały się dwa wesela.Oglądali zatem do późnej nocy telewizję-oglądali, gdyż podkład muzyczny dobiegał z dołu. Dwa wesela, dwie orkiestry, dwa repertuary, ktore około 23 staly się jednym, zlały się w bełkot nieznanego tłumaczenia, i Państwo G. wpadli w ramiona Morfeusza. Popadli w sen głęboki, acz przerywany średnio co 1,5 godziny pieśnią "Hej sokoły" lub okrzykami tłumu, który domagał się pocałunków słowami "Gorzko, gorzko!!!!"Pierwszym razem, będąc przekonanymi, że to do nich Państwo G. obdarzyli się rozespanym pocałunkiem, drugim razem już tylko cmoknęłi się zdawkowo, a kiedy obudzono ich trzecim razem Pan Małż kazał rozentuzjazmowanej gromadzie gości "pocałować się w..."

Obudzili się rano, średnio wyspani acz z nadzieją,że Jura czeka...i Jura nie zawiodła. Była piękna i biało niebiesko zielona, a ziemia pachniała ziołami, a wiatr szumiał a słońce świeciło...aż Pani Gaduła doszła do wniosku,że po raz pierwszy zdjęcia zamieści na blogu :)...jeśli tylko jej sie uda.

Następną noc Państwo G. spędzili w domu, gdzie dojechali późną nocą. Ponieważ postanowili jednak wykorzystać wolną chatę, wykazali się narodową skłonnością ku nopojom wyskokowym i upili się jak dzikie zające. Język stał się nieco bełkotliwy, Pan Małż zadeklarował chęć powrotu do czasów romantycznych, Pani Gaduła zabelkotała coś radośnie, Pan Małż zaproponował podrywanie kobiet na gg (chyba w ramach romantycznych wspomnień), Pani Gaduła znów zabełkotała z entuzjazmem, następnie oboje zauważyli ze zdziwieniam ,że mają problemy z obsługą klawiatury i poszli spać.

Nie wyspali się, nie zdążyli, obudził ich zlośliwie kot tupiący po dywanie.

 

piątek, 22 września 2006

Żebyś nie mówił,że nie mówiłam, czego bym chciała .

"Padnij mi do nóg, połóż glowę na pień, przyjedź z orszakiem sług wtedy ci otworzę sień"

śpiewała kiedyś Martyna Jakubowicz..i bardzo się to Pani Gadule podobało.

Jak w bajce, szarmancko, romansowo...bo i teraz PG chciałaby, żeby PAn Małż był jej rycerzem.

Tak, wie, wie.....WIE,że ta rycerskość to i przytulenie Juniora na dobranoc i naprawienie pojazdu i wyrzucenie śmieci...

Ale czasem PG chciałaby,żeby PM był romansowy tak romansowo,

żeby zapraszał cygańską orkiestrę do dużego pokoju,

i zeby był staw a na nim nenufary pod blokiem,

żeby przyjeżdżał z pracy,( no może nie codziennie, ale czasami), na bialym koniu i w lśniącej zbroi,

żeby zachwycał się, jaka to ona piękna, i że nie ma drugiej takiej, której do twarzy byłoby we flanelowej koszuli,

żeby tak od niechcenia wybudowal dla niej jakiś skromny zameczek na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej,

żeby pisał wiersze, portrety malował, i żeby tak zwyczajnie i tak po prostu kiedy PG wraca z pracy to jej ścieżynkę płatkami róż posypał...

a Pan Małż?

Panu Małżowi tez się rzeczona piosenka podoba. I tyle.

wtorek, 19 września 2006

Na marginesie życia rodzinnego

Z powodu "opa opa" lub mówiąc trywalnie meczu, Pani Gaduła została zepchnięta na margines życia rodzinnego. Po upraniu Juniora panowie poszli do sypialni, gdzie włączyli telewizor, a PG została sama przed komputerem.

Fajnie jest na tym marginesie PG nie narzeka, a to koleżanka zagadnie na gg,a to PG znajdzie lokatora, który zapałał do niej takim pożądaniem, że wpił się  nią całym swym kleszczowym ciałem. Bo dziś PG z Panią Joanną wybrały się na wycieczkę turystyczno-krajoznawczą.

Krótko rysując portret Pani Joanny /czyt. Dżoanny :) /jest to koleżanka mocno sympatyczna PG z pracy, łaczy je, najmocniejszą z możliwych więzi, plan na życie,. Doszły bowiem do wniosku,że kiedy trzeba będzie "rzucić tą robotę w cholerę", albo kiedy ona nas rzuci /wszak obie wersje są prawdopodobne/ przebranżowimy się na chów owiec. Na razie nie mamy podstaw innych niż teoretyczne /PJ zakupiła niegdyś pozycję książkową o tym zajęciu/, ale pełne optymizmu patrzymy w porośniętą runem przyszłość.

Dziś Lady J i PG wybrały się do lasu, w celu przewietrzenia mózgu, po kilkunastu metrach do góry /bo las w okolicy górzysty nieco/ PG z żalem uznała,że brak jej tchu, po kilku następnych,ze zmienia kolor na twarzy, a kiedy już wdrapała się na górę góry był moment satysfakcji i braku tętna. Potem było gadanie, jedzenie jabłek i gadanie, gadanie, gadanie....W toku gadania PJ i PG doszły do wniosku, że:

1.Boże.jakie trudne jest życie.

2.Ale jabłka są niezłe :)

3.Faceci mają z nami przerąbane.

4.My mamy gorzej z facetami.

5.Lakiery firmy X sa fajne.

6.Koleżanka koleżanki to cośtam i to niedobrze.

7.A pamiętasz jak?...

8.hihihih hahaha

I niech ktoś powie,że kobiety gadają o niczym! :) Miłe popołudnie. I powiem jeszcze-są chwile,ze PG dziękuje Niebiosom za ludzi takich jak Pani Joanna.

poniedziałek, 18 września 2006

20.17. Na granicy patologii

Pani Gaduła: Nakarmiłes go?

Pan Małż: Nie

PG: To dlatego tak płacze.

PM: Chyba tak, domaga się tego, co mu się należy.

PG: Jeny to bedzie nasza wina, jak nas znienawidzi, i jak się stoczy i odrzuci nasze normy społeczne i zacznie się uzalezniać i być agresywny i skończy w więzieniu.

PM: Czy ja wiem...(niepewnie)...to w sumie tylko kot...

 

 

 

niedziela, 17 września 2006

Nienawidze Misia Colargola!

To będzie obrazobórcze, to będzie zamach na świętości, wyparcie się korzeni, bluźnierstwo i obraza majestatu, ale

NIENAWIDZĘ MISIA COLARGOLA

Od Kiedy Junior ma płytę pt"Miś Colargol na dzikim zachodzie" jest szczęśliwym dzieckiem, nauczył się na tą intencję obsugiwać dvd, ba! nauczył również babcię. Ogląda sympatyczne przygody sumpatycznego misia (czy wszyscy wyczuli sarkazm?)pięć do pietnastu razy dziennie. Do tego chronologia wypadków jest zaburzona, tj. najpierw Colargol odbija Indiankę (misicę) z rąk bandytów (kojotów), uwalnia durne świstaki-kowbojów,a potem dopiero jedzie na dziki zachód. Powoli PG, i Pan Małż nauczyli się kwestii i zaczęłi się nimi posługiwać w życiu codziennym. Powoli knuja plan zniszczenia rzeczonej płyty. A Junior płonie milością do "bajeci" jak płonął.

Spytacie "gdzie jego rodzice?"

W kuchni, uderzają rytmicznie głową w ścianę, bełkocząc coś niezrozumiale.

piątek, 15 września 2006

Teatralnie

Dziś PG wraz z Juniorem rzucili się w objęcia atmosfery teatru. Do pierwszej wizyty szykowali się oboje: ona psychicznie, on bojowo. I wreszcie otwarły się przed nimi drzwi przybytku kultury a w drzwiach zobaczyli gromadę kilkuletniej sarańczy, do ktorej lada dzień i Junior dołączy-PRZEDSZKOLAKI. Są takie chwile w zyciu rodzicielskim PG i Małża, że doceniają bieżący moment, w którym Mały jest Mały i to była właśnie jedna z takich chwil. Dzieciaki rozpoczęły konsumpcję równo z trzecim dzwonkiem. Potem na scenę wyszła sympatyczna Pani, która powitała dzieci, udzieliła instrukcji słownej co do czasu i miejsca dozwolonych dla konsumpcji a potem powiedziala "Dziś przygotowalismy dla was, kochane, dzie...."i tu Junior dostał przypływu entuzjazmu klakierskiego, począł klaskać, podskakiać i wydawać z siebie radosne okrzyki "Blawo!Blawo!"Pani na scenie lekko zmieszana zakończyła wywód, PG zmieszana nieco bardziej starała się zakończyć wywód Juniora.

I co dalej?

Dalej to już raczej dobrze, może z wyjątkiem chwili gdy w drugim akcie pelną napięcia dramatyczną ciszę Synuś przerwał kolejny raz niczego sobie głośnym "A mozie tak siobie już pójdzieeeeeemy?" No i poszliśmy.

Ale ogolnie PG jest zadowolona z wychowania poprzez kontakt ze sztuką, i jak się okazuje teatr jest również dla dwulatków, a co tam,że tylko 1,5 aktu .

czwartek, 14 września 2006

Panu Małżowi ku przestrodze

Z cyklu poranne rozmowy z Juniorem

Junior: (refleksyjnie)Tatuś pójdzie sobie.

Pani Gaduła:  Jak to? Co Ty mówisz Kochanie?

J: Popatś jaki siamochód! Jaki ladny sreeeeblny.

PG: No..śliczny.

J: A tamten granatowy! Jaki ładny no...popatś popatś..

PG: No widzę , widzę :)

J: Tatuś pójdzie sobie.

PG: ????

J: (po chwili) Pójdzie (uśmiech) wygonimy go!

środa, 13 września 2006

Zakupy poranne

PG: To co kupimy?

Junior: Selek!

PG:Biały czy żółty?

J:Żółty

PG:Taki z dziurami?

J: Z dziulami, z dziulami i z duchem twoim i z dziulami

:)

wtorek, 12 września 2006

2 słowa o męskiej przyjaźni

Pan Małż...

Przymyka oczy i delikatnie głaszcze dłonią "Dobrze Ci tak?"

Leniwie niemalże, powolnym, gładkim ruchem dotyka szyi i głowy "Mmmm jak dobrze...prawda?"

Uśmiecha się i łagodnie przemawia dotykając miejsca za uchem, tam gdzie oboje lubią...

Potem przyczaja się w przedpokoju, żeby "pobawić się w chowanego" wtedy gdy Mały śpi i już noc i wszyscy powinni być cicho.

Przytula, głaszcze, rozpieszcza, pozwala na "za wiele"...sielanka...

tylko że to wszystko dla KOTA!

DLA  KOTA DRODZY PAŃSTWO!

Podczas gdy Małżowina siedzi przy komputerze i wrzuca swoje myśli w wirtualną przestrzeń w domu trwa przyjaźń męsko-męska, która być może niepokoiłaby ją , gdyby...gdyby nie wiedziała o tym,że jutro rano znów się pokłócą gdy większy będzie miał nakarmić mniejszego, a potem mniejszy z radością zdradzi większego z PG, która stanie w progu kuchni z puszką kociego papu.

poniedziałek, 11 września 2006

Pan od Kolana

Pan od Kolana Data założenia: 11 września 2006

Kiedy Pani Gaduła toczyła się w tak zwanym stanie błogosławionym przez świat...prócz wszystkich szczęśiwych, wszystkich wzniosłych i wszystkich uduchowionych myśli nosiła jeszcze jedną "A co będzie jak mi tak zostanie?"

Nie zrozumcie źle, nie myślała,że będzie już do końca życia oczekiwać rozwiazania (choć to zdanie ma wagę mocno metaforyczną), ale przybyło jej na wadze 25 kg w zwiazku z czym obawiała sie poważnie, że stan ten zmieni się niewiele.

Po narodzinach Juniora pierwszym komplementem jaki usłyszała było zdanie wygłoszone z uśmiechem przez Pana Małza "Ale szybko schudłaś, Skarbie."Tak naprawdę PG była okryta kołdrą i leżała wyczerpana nieco (fajne mi nieco) i na wznak i PM nie był w stanie się dopatrzeć, że inkubator brzuchowy nadal jest sporym. Po powrocie do domu i dojściu do siebie PG podjęła kroki ku pozbyciu się tego i owego. Toteż zaprzyjaźniła się z Cindy C., ktora w pocie czoła opracowala program ćwiczeń dla młodych mam. Początkowo pot czoła był widoczny tylko u PG, a Cindy na plaży kiwała się to w jedną to w drugą stronę z efektem widocznym (niestety tylko u Cindy) przez łzy PG. I kiedy już PG była bliska temu,by napisać "telewizja kłamie" lub zamiennie "dvd klamie", cos drgnęło na wadze, drgnęło i polecialo w dół. Leciało pięknie, po kilogramie dziennie, i dziś już nie dowiemy się czy była to zasługa Cindy czy Juniora intensywnie tankującego na stacji "MAMA"

Potem PG znalazał płytę ćwiczeń intensywnych. Ponieważ lekko przestraszyła sie tego ostatniego przymiotnika na pomoc zawołala koleżankę. Po złożeniu uroczystych ślubów dotyczących wytrwania w ćwiczeniach i podpisaniu stosownych cyrografów nastąpilo uroczyste włączenie płyty CD.

Pokój wypełniła mocno latynoska muzyka i radosne "ARRRRRIVA! ARRRRIVA!" Glos sympatycznego Pana zachęcal do wyrzutów i skłonów.

"Bułka z masłem" pomyślały nieszczęsne, które jeszcze wtedy nie wiedziały o swojej nieszczęsności i z entuzjzamem poddaly się muzyce. Po 20 minutach skłony stały się szybsze, przysiady bardziej męczące a głos Pana trącił nutką psychopatii, 10 minut później rys psychopatyczny pogłębił się, a potem głos stał się głosem szaleńca. Nie znosił sprzeciwu "Prawa marsz! Kolano!  Wyżej! nie ociągać się! Lewa marsz! Kolano!"krzyczał, a my niczym owce prowadzone na rzeź wykonywałyśmy polecenia, do czasu kiedy padłyśmy na podłogę. Nie trzeba wspominać że nazajutrz samopoczucie się nie poprawiło i od tego czasu PG nigdy nie spotkała się z Panem od Kolana.

Do niedawna...Kiedy niedawno Junior wziął swą matkę rodzicielkę za rękę z informacją "choć popatś jak włoziłem płytę" i wyciągnął ją z magnetowidu PG nie zmartwiła się widząc poważne obrażenia Pana od Kolana. Ba...na jej twarzy zabłąkał się nawet cień uśmieszku z domieszką satysfakcji "Bolało?Co?" posłała myśl Panu od Kolana-"Doooobrze,że bolało" (czy psychopatia jest zaraźiwa?)

Uprzedzajac myśli i pytania:

Gdyby ktoś chciał się podzielić informacją o tym, że magicznie wrócił do wagi po porodzie i bez ćwiczeń i po prostu- PG informuje,że ona wie, ale PG od takich informacji nie schudnie bynajmniej.

Gdyby ktoś pytał "po co się katować"...PG odpowiada , że lubi takie katowanie w ramach rozsądku,że może się przyjaźnić z Cindy, Tammy, Która Chciała Mieć Taki Brzuch, a nawet z zupełnie realną panią Tre-ner/ser-ką", lubi....ale w ramach zdrowego rozsądku, a rozsądek kończy się wówczas, gdy ciut zaczyna przeszkadzać brak możliwości złapania oddechu.

 

I na koniec PG chciała sie pochwalić nowymi slowami w Słowniku Juniora, od kilu dni powtarza z radoscią "wtórna wiktymizacja" :)

 

 

piątek, 8 września 2006

...Podsumowania wieczorową porą..

Krótko mówiąc, czas podsumowań i wniosków nadszedł.... pourlopowo, sprytnie i podstępnie...

Oto wnioski Pani Gaduły:

1.Nigdy i przenigdy nie jeździć z Panem Małżem samochodem-Pan Małż utrzymuje,że jeździ bezpiecznie, ostrożnie, ale Pani Gaduła ma swoje zdanie w tym temacie: nie lubi i nie polubi prędkości, zakrętów i panów którzy z wysokości tira trąbią tak dla zabawy,(przy pełnym szacunku dla Ich Wysokości).

2.Spanie w motelu nie jest fajne. Po drodze Familia musiala zaliczyć miedzylądowanie w motelu, w którym wynajęła "Apartament z łóżkiem małżeńskim" można tam śmiało nakręcić dreszczowiec, horror albo inne cudo...można też nauczyć się spać z otwartymi oczami, ale z filmem małżeńskim tudzież familijnym niewiele to ma wspólnego.

3.Morze jest fajne, było, jest i będzie :).

4.Nie należy się chwalić,tym że Junior nie używa neologizmów. Używa, używa...chyba, że uznać niektóre słowa jako nowe pozycje w słowniku języka polskiego. TEN KUKURYDZ, FUM (tj. słoń), SIOŚMIESIONY (wolny cytat z Misia Colargola) etc.

5. Nie należy udawać,że rozumie się niektóre słowa Juniora, Junior wie ,że się ich nie rozumie .

6.Junior najchętniej żywiłby się Mambą i lizakami, i tylko na takie żywienie wyraża szanowną zgodę.

7.I Toruń jest piękny....ach jaki piękny jest Toruń.

8.Od kiedy obsesyjne mycie włosów stało się nową pasją PG jej życie stało się ciekawsze a włosy jaśniejsze.

9.PG nie ma silnej woli-nie biegała brzegiem morza, żeby biegać trzeba :

a.mieć morze pod nosem

b.nie najadać się tak jakby się później miało przebiec całą linię brzegową kraju.

10.O 22ej PG opuszcza wena niestety.

 

Kończy wieczorowym akcentem, jutro pierwszy dzień w pracy...ech...

 

sobota, 2 września 2006

...podczytane...

"Nigdy nie przestawaj się uśmiechać, nawet jeśli jesteś smutny,

ponieważ nigdy nie wiesz,

kto może się zakochac w

Twoim uśmiechu"

Gabriel Garcia Marquez

Trzymajcie bo...się uśmiechnę

Pani Gaduła miała własnie spacerować brzegiem morza...powietrze pachniałoby wolnoscią, piasek śpiewał pod stopami, a wiatr igrał z brązowymi (brrrryyy) włosami. I pewnie by tak było gdyby nie pani w informacji.Otóż pani ta obdzwoniona rano z zapytaniem,czy autobus rzeczonej linni jeździ, jeździ na pewno????czy na pewno? " odpowiedziała, że oczywiście, potem ze szczegółami wyłuszczyła poszczególne przystanki i z uśmiechem rozstały się z PG w telefonicznie euforycznym nastroju.

Godzina 0 tj 30 minut przed odjazdem autobusu...PG podbiega raz jeszcze do okienka informacji, tak dla sportu i zapytania z którego portalu teleportuje się autobus w kierunku morza. W okienku siedzi Pani Żaba, która informuje średniouprzejmie, że autobus ten skończył pracę na rok aktualny wczoraj. PG z oczami wielkimi jak spodki informuje PŻ, że prezecież dziś dzwoniła, na co

PŻ "Dzisiaj Pani nie dzwoniła"

PG"Ja wiem, kiedy dzwoniłam"

PŻ"Nie, dziś to  Pani na pewno nie dzwoniła"...

W tym momencie PG zapragnęła być Chuckiem Norrisem, jednym kopniakiem z półobrotu zbić szybę, która stanowiła niejako granicę  terrarium dla Pani Żaby i ignorując grawitację uderzyć....ech ...zbyt dużo przemocy (a blog nie ma czerwonego kółeczka w lewym górnym rogu),ale...usmiechnęła się lekko i powiedziała "Ależ Pani miła i taka kompetentna"

 

To kosztowało PG więcej niż kopniak z wyskokiem, ale brak umiejętności i wrodzona złośliwość pohamowły zapędy. Cóż...Dziś PG podejmie jeszcze jedną próbę wyjazdu, tym razem w małżowskim wehikule, pewnie będzie się bała całą drogę, pewnie Pan Maż będzie zły i pewnie nakłoni go jednak na nocleg gdzieś po drodze ...drżyjcie, może strudzeni wędrowcy zapukają w nocy do Waszych drzwi...(i nie udawać,że nie slyszycie!) :)

piątek, 1 września 2006

Ulotne szczęście worka kartofli

...Pani Gaduła spieszy donieść, że jasny blond kasztanowemu blonowi nie dał rady w związku z czym pozostanie czas jakiś inteligentniejsza niż zwykle...nieco ją ten zastrzyk inteligencji przeraża, ale musi mu stawić czoło!

Dziś PG wybiera się z Juniorem na wakacje...zasłużone, wypracowane i kilkudniowe niestety..nad polskie morze, ktore PG kocha bez wzajemności, bo zwykle, kiedy już je odwiedza to zimno, wieje i nastrój okołobiegunowy...Ale nie należy się zrażać podobno, więc PG postanowiła dać morzu szansę :)

W związku z tym niecodziennym przeżyciem PG postanowiła wczoraj wieczorem zabrać Pana Małża na zakupy. PM zakupów nie znosi, zwłaszcza w sklepach ubraniowo-garderobianych. Nie napiszę tu nic nowego,kiedy wspomnę o wyrazie twarzy PM gdy do takowych wstępujemy. Smutny, grobowy wręcz, znudzony, pt" chcę stąd wyjść, wyjść jak najszybciej". Przemierzając sklepy wymienionego typu zawsze widzi sie ten sam obrazek: kobiety poszukujące czegoś /mniej lub bardziej okreslonego/ i ONI szare cienie między wieszakami, ostentacyjnie przygnębione ciągle z tymi samymi pytaniami na ustach:"ile razy można coś przymierzać?", "nie mówiłem Ci,że bardzo Ci w tym ładnie?" PM ma jeszcze jeden ponury zwyczaj :stoi i patrzy bez słowa komentarza /już się Bestia nauczyła,że każdy komentarz jest zły/ i nigdy, przenigdy nie pozwala wrócić do tego samego sklepu,/ jakby pragnienie odświeżenia sobie widoku tej samej sukienki na PG nie było czymś dla PG koniecznym????/ Po zwiedzeniu galerii /podkreślić należy wybiórczo, żeby materiału tj. Pana Małża nie zmeczyć/ przyszedł czas  na zakupy spożywcze. Ku przerażeniu PG zmieniły się w zakupy motoryzacyjne, gdyż na tym dziale bohaterowie utknęłi. PG ma w głębokiej pogardzie płyny do spryskiwaczy i inne supermegagiga potrzebne rzeczy do samochodu. Ale tym razem spędziła dlugich 10 minut przy zapachach do auta....i tu chciała zadać pytanie do społeczności męskiej ILE MOŻNA WYBIERAĆ TAKI ZAPACH? taki zwykły, najzwyklejszy zapach, który po krótkim okresie duszenia pasażerów przestaje być ważny i nikt o nim nie pamięta...To samo pytanie zadała mężowi..

PG"Misiu, ile można wybierać zapach do samochodu?"

PM....

PG "Nuuuuuuudzi mi się. Przyszlismy tu na kobiece zakupy."

PM "Traktuj to jako wizytę w perfumerii"

Wobec braku współpracy przy kasach PG wymyśliła sprytny plan ewakuacji i ulotniła sie rozpływając w tescowej atmosferze. Mąż odnalazł ją po kilkunastu minutach w Big Starze, gdzie dokonała naprawdę ważnego zakupu niezbędnej, kolejnej bluzy, w której można będzie PG podziwiać nad  Bałtykiem.

"Dlaczego, dlaczego mi to robisz?" było wypisane na Małżowej twarzy "Ty mnie wogóle nie kochasz, nie mówisz mi już tego, a przed ślubem to na rękach nosiłeś.." zagaiła sympatycznie PG :)

Pan małż schwycił Małzowinę swą jedyną i przerzuciwszy przez ramię jak worek kartofli poniósł do samochodu.

Wnioski z tego dwa:

Po pierwsze-teraz na czas jakiś PG musi odwiesić na haczyku argument o noszeniu na rękach,

Po drugie- wczoraj była najbardziej rozkwiczanym ze śmiechu workiem kartofli w całym Tesco, najbardziej szczęsliwym i nieustannie zakochanym :)

 

Bo powiem szczerze, ale to tak między nami, Pan Małż fajny jest :)

Miłości życzę! I uparcie życzyć będę,/ nawet jak artktyczny wiatr urwie mi głowę na plaży./

 

 

czwartek, 31 sierpnia 2006

kasztanowy blond

Pani  Gaduła wiele tłumaczy sobie naturalnym kolorem włosów, kiedy czegoś nie wie  zwykła mówić "a co tam? jestem blondynką", ale jest blondynką pogodzoną...z kolorem włosów, poziomem intelektu i innymi cechami osobowości...od wczoraj nie może pogodzic się z tym,że prócz gadania słucha koleżanek. Gdy w dusznej, pachnącej dekadencją atmosferze gadu gadu rozmawiała z koleżanką na temat zmian w życiu kobiety, zmian, którymi KOBIETA ZMIENNĄ JEST winna wrecz się charakteryzować narodziła się w jej głowie myśl. Dnia następnego PG odbyła krótką rozmowe z Panią Fryzjerką i podjęła karkołomną próbę wdrożenia przysłów w mądrość narodu. Po wyborze koloru-melanż  pt "orzech laskowy" i "zloty blond" i nałożeniu mazidla nadeszły długie minuty oczekiwania w napięciu na efekt...2 minuty, 4 minuty, /jakaś gazeta z krzykliwym tytułem o rzekomych operacjach plastycznych i ich wpływie na jakość życia/...9 minut, 15 minut etc..dość powiedzieć ,że po spłukaniu mazidła i wysuszeniu włosów...Pani Gadule podniósł się iloraz inteligencji...i adreanliny w żyłach...bo kolor na włosach był zbliżony do kasztanowego.

Dziś pisze Pani Gaduła odmieniona , zmienna /jaką jest kobieta a PG już nie chce być/i z filuternie opadającą na oko brązową grzywką wrrrrrrrrr...siedzi przed monitorem doświadczając zmienności w całej rozciągłości. Nadmienić należy, że PG nic przeciw kolorowi takowemu nie ma ,/tak jak nie ma nic przeciwko lesbijkom, byleby któras nie chciała PG za żonę/ ale kiedy spędza się całe życie w kolorze blond, to nieoczekiwana zmiana ...ech

Zmiana wstrzasnęła podwalinami gadułowego jestestwa.

Pan Małż skomentował "bardzo ładnie ci w tych włosach, one są jasne... jak na brązowe to są jasne" i jakoś nie pocieszył

A PG podstępnie i mimo przypuszczalnie zdecydowanego oporu Pani Fryzjerki, konspiracyjnie i zdradziecko, potajemnie, partyzancko i z pełną świadomością sabotażu....kupiła dziś farbę "jasny blond" i nikt, absolutnie nikt o tym nie wie!

Ani Pani Fryzjerka, ani Pan Małż, ani rodzina, koleżanki, i znajomi, nikt....tylko cały internet

ciiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii................

 

środa, 30 sierpnia 2006

Duży zielony samochód.

Pani Gaduła miała niegdyś spotkanie z prawem jazdy, było jednostronnie zaangażowane-P.G.pragnęła prawa jazdy, ono nie pragnęło jej.Po burzliwym choć krótkim związku, nazywanym powszechnie kursem, zrezygnowali oboje. Kurs byl zjawiskiem malowniczym, dziś myślę że również dla kilku panów instruktorów, (chyba nie co dzień trafia się na ucznia, który nie wie, ile jest pedałów w samochodzie?)...ech znów gadulstwo...romans z prawem jazdy został zakończony zanim się dobrze zaczął, dość powiedzieć,że był bezowocny...PG zmuszona jest więc korzystać ze środkow komunikacji miejskiej...Ci , którzy widzą szklankę do połowy pełną dostrzegliby pewnie fakt, że poruszając się autobusem jest się pasażerem jednego z większych pojazdów na drodze, PG tez zwykła mowić pieszczotliwie "mój duży zielony samochód".

Samochód ten jest jednak nie tylko pojazdem, jest to miejsce, w którym pasażerowie w prezentowanych postawach igrają z osiagnięciami ewolucji, nisza ekologiczna, teren obserwacji przeróżnych zachowań, i prezentacji różnych osobowości...w mieście, w którym przyszło żyć PG (jak pewnie w kazdym innym) obserwacja ta jest jednym z milszych elementów podróży. Jednak tu dopiero,( a jest to jej trzecie miejsce zamieszkania ), PG spotakała się z fenomenem niepatrzącego kierowcy. Autobusem lini X jeździ PAN OD JAMNICZKA. Osobowość o tyle interesująca,ze podnosi adrenalinę i czyni z autobusu miejskiego kolejkę górską. Mniej więcej w połowie trasy do autobusu linii X dosiada się "pani znajoma" z jamniczkiem, absorbujace stworzenie pochłania uwagę kierowcy. Pochłania absolutnie!  PAN OD JAMNICZKA pieści pieska, przemawia do niego czule, głaszcze po głowie...o zgrozo dwiema rękami, zdarza się,że znika pod poziomem deski rozdzielczej i są to chwile niezapomniane. Jedno jest pewne-Pasażerowie w pierwszych rzędach nie zapominają. Jeśli raz tam usiądziesz -nie zapomnisz! Znam i takich, którzy nie wsiadają do rzeczonej lini, gdy nie muszą...swoją drogą fenomen- jeden jamnik dezorganizuje życie jakiejś tam mikropopulacji ludzi.Cóż winny pies? Cóż winny PAN OD JAMNICZKA skoro tak kocha zwierzęta?(Cóż winni pasażerowie, jeśli nie chcą zginać?)

Nie można tylko krytykować czas również złożyć samokrytykę. PG nie jest najlepszym pasażerem, Pan Małż już się nie buntuje, znalazał własne sposoby na marudzącą żonę

PM. "Kochanie, pięknie dziś wyglądasz"

PG.:)

PM."No bardzo Ci ładnie w tym kolorze"

PG.??????

PM."Serio"

PG.???Co się dzieje????

PM."Nic...zapięłaś pasy?"

a potem włącza muzykę i wyłącza tryb "mąż słuchający"

...a zglośników Okręt mój płynie dalej...

wtorek, 29 sierpnia 2006

Słówko o nadopiekuńczości mężczyzn...

 ...o czym mogłaby najwięcej mówić kobieta, jesli nie o mężczyznach?...moi są wyjątkowo opiekuńczy.

Mały przeżywa okres fascynacji muzyką, nie wiedziec dlaczego upodobał sobie oratorium "Tu es Petrus"  muzyka cokolwiek poważna i cokolwiek ma się średnio do innych upodobań typu miś Colargol i plastikowa kopara...godzinami wyśpiewuje znajome teksty..."nie cudzołóż z inną kobietą..." etc..a Pani Gaduła jak wyrodna matka, zamiast zachwytów,  przeżywa lęk żeby nie zapaść na chorobę psychiczną...

Kiepski poniedziałek, potwornie boli glowa,chyba zaczyna się grypa, do tego, jak zwykle w takich chwilach wszystko leci z rąk, jakiś niepotrzebny problem, jakieś sianokosy na osiedlu...Dzwoni do Małża szukając pomocy i ucieczki od rzeczywistości w słuchawce telefonu, ale nie znajduje, gdyż ten miał czelność się rozładować/aparat nie Małż:) /..w końcu PG dochodzi do wniosku ,ze najlepszą pomoca będzie kawa, zamaszystym krokiem podąża zatem w kierunku kuchni, za nią bezszelestnie podąża Mały Człowieczek, z okrzykiem na ustach "ukrzyżuj!ukrzyżuj!ukrzy krzy  krzy krzy krzyżuj!"

 

Tyle syn..a Pan Małż...?ten, który obiecywał miłość, chciał opiekować się całe życie i pałał uczuciem wielkim...

Rozmowa wieczorowa:

Pani Gaduła: a gdybym tak zrobiła coś...wrrrr...perwersyjnego?

Pan Małż (zbliżając twarz tak blisko, aby czuła jego oddech na policzku) przyniesiesz mi piwo?

P.G:no nie, ja mówiłam o czymś NAPRAWDĘ perwersyjnym...

P.M.:o naprawdę zimnym piwie?

W tym miejscu należy nadmienić że Pan Małż nie jest nałogowym, uzależnionym od czegokolwiek... żeby rozwiać wątpliwości...człowiekiem

 

Tylko kot nie zawodzi...zawsze się przytuli gdy zaczyna się grypa..

Brak tytułu

Ufff.../"nie zaczyna się od uff" powiedziałaby prababcia/ więc zaczniemy od początku. Na początku było gadulstwo, gadulstwo po trosze zawodowe, ale głównie z pasji, gadulstwo do bliskich, /którzy się uodpornili nieco/, do mniej bliskich, /którzy pozostają w osłupieniu/ i do dalekich, którzy albo staną się bliskim albo ratuja się ucieczką...Ponieważ gadulstwo ma formę inwazyjną nieco znalazało sobie nową drogę w życiu Pani Gaduły, drogę elektroniczną , szybką i ogólnoświatową, choć przecież świat może skończyć się na jednym monitorze... Świat Pani Gaduły jest niewielki, zdominowany nieco przez mężczyzn, trzy i pół osobowy. W skład świata wchodzi Pan Małż, który w przeciwieństwie do swojej Małżowiny gadułą nie jest, opanował natomiast kilka arcy-przebiegłych sposobów radzenia sobie z słuchaniem i niesłuchaniem / o sposobach przy innej sposobności / , ponadto , ba...ponad wszystko ..w skład świata wchodzi Junior , nazywany Młodym, Synusiem, lub dla urozmaicenia imiennie. Po matce swojej rodzicielce odziedziczył jedynie sklonności do werbalizacji poglądów w hurtowych ilościach i rodzina zgodnie dochodzi do wniosku, że w wieku lat dwóch syn powiedział tyle ile jego ojciec do lat dwudziestu /kiedy to szczęśliwie poznał Pania Gadułę:) i ...zamilkł był jeszcze bardziej :)/. Doskonałym uzupełnieniem opisywanego świata jest Bura Eminencja, która dla odmiany odzywa się, kiedy głodna...Ponadto Pani Gaduła ma tzw. świat zawodowy, o którym jednak nie wypada pisać w sierpniowe przedpołudnie przy paczce m&m' sów.. Kiedy dziś Onet otwarł dla Pani Gaduły swoje czeluści i napisał do niej , /jest przekonana,ze tylko do niej osobiście/ "Witamy w gronie Blogerów" ,Pani Gaduła zawstydziła się lekko..ale teraz... Ufff... ma za sobą ten pierwszy raz...z zapachem porannej kawy, smakiem orzeszków w czekoladzie i rumieńcami na policzkach opuszcza skromnie oczęta...ależ ekscytujace przeżycie..

...napisała Pani Gaduła w niedzielę,niestety we wtorek nie umiała już nic dopisać :)..

założyła "zeszyt" drugi raz..może tym razem pójdzie lepiej