sobota, 29 września 2007

Jedno "P"

Dziadek Gaduła zabiera Juniora i psa na spacer, PG postanawia żyć chwilą wolności-wiecie, rozumiecie  oczko taniec brzucha, muzyka nastawiona na "rozbijmy ściany, zwiększmy sobie metraż", zamykają się drzwi, mija 16 i pół sekundy i PG słyszy zapłakany głos Juniora:

-Otwóśśśśśśśśśśśśś!Wali pięścią /rozmiar xxxxxs/ w drzwi syn-muszę psikać!

PG w ciagu czasu mniejszego niż setna sekundy porywa pierworodnego do łazienki, gdzie slyszy protest-nie, nie-szarpie się mały człowiek ze spodniami w okolicach kolan.

-No przeciez chciałeś sikać??????- nie rozumie zdezorientowana PG

-Nie.-stanowczo przeczy syn

-Jak to nie? Przeciez przed chwilą...

-Oj Mamusia,Mamuuuusia-kiwa głową Juniorek jednocześnie podciągając porcięta, maszeruje do półki, skąd sięga po ojcowskiego Fahrenheita, którym zlewa się bardziej niż obficie, podciąga spodnie i wychodzi....

 

No tak..."Psikać"

czwartek, 27 września 2007

Froidzie!Spowiedź dla Ciebie.

W toku dzisiejszej rozmowy wyszło na to,że ktoś -nazwijmy go Pan Froid- zrobił mi rys psychologiczny no i mam się odnieść-blog to dobre ku temu miejsce, a więęęęęęęęęęęęęc:

-Jak najbardziej jestem egoistką, uważam,że należy siebie samą kochać, kochać i lubić. Że to najlepszy szablon milości, ktory można przyłożyć potem do innego czlowieka. Zalezy mi na sobie, ba, jestem z tego dumna,ciesze się z tego,

-Walczę z pazurami i z półobrotu-tez się zgadzam, warto czasem obronić coś i warto mieć rzeczy /sprawy/ które są ważne, dlatego nie zająknę się nawet na moment, kiedy ktoś próbuje przekroczyć jakieś granice mimo stanowczego NIE. I co? Takie to dziwne?

-Szukam sobie w życiu "strzałów aktywności" i ponoć ogłuszam się kolejnymi zadaniami-taaaaa jest Froidzie, zgadzam się i podpisuję wszystkimi kończynami /ostatnio w Sport-Centrum chciałam karnet na wszystko, ale nie było /,

-Mam huśtawki nastrojów-tez nowina-każdy kto mnie zna dlużej niż dwa tygodnie zauważy,

-Bywam cicha lub pyskata....no, jakże się nie zgodzić?

-Nie uzależniam się , tu Froid popelnil foux pas, bo biegunowość PG skłania ją ku traktowaniu wszystkiego od czego mogłaby się uzależnić-gorąco lub lodowato zimno-nie miewam "byłych przyjaciół"-uważam,ze ludzie nie rozstają się z sympatii,

-"Żyję swoja pracą" BŁĄD , KARDYNALNY BŁĄD-lubię swoją pracę, ale praca dzisiaj to rzecz nabyta, raczej żyję ludźmi, może jestem wampirem buahahahah?,

-"Jestem rasowym babiszonem"-przyjmuje jako komplement-rzecz jasna, z wszystkimi małostkowymi konsekwencjami: lubię zakupy, kosmetyczkę, mam czarny pas w marudzeniu,osiągnęłam ostatni stopień wtajemniczenia w dyscyplinie "Robię z igły widły", w torebce mam coś z czego napewno dałoby się stworzyć nową cywilizację,

-Taaaaaaaaaaaaaaaaak.Mam w sobie coś z psychopaty: kocham znajdować zwłoki na dywanie i poszarpane ciała w koszu na śmieci, (nie wyciągam jednak wniosków, gdyż ciała należą do pluszaków a zwłoki robotów to już codzienność), mam też zacięcie anarchistyczne-śpiewam wszak Proletaryat na całe gardło nie bacząc na konwenanse i zdrowie psychiczne sasiadów, ale nade wszystko:kocham mieć dziecko,

-Jestem głodna życia- jestem!!!!!!!!!

 

Więc zamiast walki Froidzie-przyznaję conieco racji.

Można mnie lubić lub nie, ale ja nie: nielubie z byle powodu.Kto chce może podobnej analizy dokonać, Drodzy Państwo.

A ja...

Dodałabym jeszcze coś od siebie, ale wyjde na gadułę hehe 

poniedziałek, 24 września 2007

*****cichutkie dobranoc*****

Juniorek zasypiając szepcze matce rodzicielce do ucha ledwie słyszalnym, sennym głosikiem:

-Jeśtem twoim śłonećkiem...

-Taaak, Kochanie jesteś-szepcze PG  całując w ciepły nosek usypiajacą buźkę

*********************************************

następuje pełna wzruszenia cisza pod gwiazdami za oknem

*********************************************

-Chociaż-zaczyna Juniorek już trzeźwym głosem-czasami mówicie na mnie Misiaćku

-No tak -odpowiada PG głosem nieco zdziwionym

-A ty jeśleteś moim księżycem-uśmiecha się promiennie WCALENIEZASPANY Juniorek

-i chmurką!

-i niebeeeeeeeeeeeeeeeeeeem!

-i pociągiem!

-i podusiećką!

 

pod romantycznym niebem PG została jeszcze kocykiem, lampką,kwiatuszkiem i...wyścigówką.

 

piątek, 21 września 2007

Prawie hiszpański leccion :)

Brat Pit po powrocie z krajów dalekich jest wykorzystywany przez swą siostrrrrrunię ;) do celów edukacyjnych. PG czas jakiś uczyla się językow obcych, a teraz przebywa na językowym odwku. Toteż wobec zmian w swym życiu, ktore szykuja się na maksa i lada chwila postanowiła zorganizować sobie szkółkę języka hiszpańskiego we własnym domu. Szkółkę założyla przy uzyciu :Brata Pita, łącza gg i Shakiry :)

Najpierw pojęczy trochę Bratu, potem wyszukuje piosenkę i trwa kształcenie ustawiczne na odleglość...przy okazji Proszę Państwa cóż za pięęęęęęękny język, jaki romansowy naród..

A więc: Do ławek dzieci!

Temat : Piosenka prawie na czasie (prawie czyni...)

http://czarownica9.wrzuta.pl/audio/cIS2SOgZjM/shakira_-_las_de_la_intuicion

No me preguntes mas por mi                             
Si ya sabes cual es la respuesta
Desde el momento en que te vi

Se a lo que voy
Yo me propongo ser de ti
una victima casi perfecta
Yo me propongo ser de ti
un volcan hoy
el amor tal ves es un mal comun

Y asi como ves estoy viva aun
Sera cuestion de suerte 

 

Nie pytaj mnie więcej o mnie,

jesli znasz odpowiedź

od chwili w której cię zobaczylam

wiem czego chcę

i zamierzam/proponuję ci,że będę twoją

ofiara prawie doskonała

miłość w ten sposob jest złą wspólnotą (niekorzystna czy coś w tym stylu)
i w ten sposob 

jak widzisz jeszcze żyję

to jest kwestią szczęścia

Y creo que empiezo a entender (despacio, despacio, comienzas a ehtender)
Nos deseabamos desde antes de nacer (te siento, te siento, desde antes de nacer)
Tengo el presentimiento de que empieza la accion (adentro,adentro te va quedando)
Y las mujeres somos las de la intuicion
Asi estoy dispuesta a todo amor

 

i myślę że zaczynam rozumiec
powoli powoliżze pragniemy sie od czasu zanim sie narodzilismy,

(czuję cię,czuję cię od czasu zanim sie narodzilismy)

/muszę chyba sobie zrobic jajecznicę-o jajenicznicy to nie Shakira:)/

mam wrazenie,

że wiem od czego zaczyna sie akcja

w środku w środku
ty zaczynasz się zgadzać

kobiety jesteśmy intuicyjne
tak (w ten sposób) jestem gotowa do miłości całkowitej

/dlaczego ty mi to Siostra robisz o tej porze???/

 

Yo te propongo un desliz
Un error convertido en acierto
Yo me propongo ser de ti un volcan hoy

el amor tal vez es un mal comun
Y asi como ves estoy viva aun
Sera cuestion de suerte

proponuje ci falszywy krok,
bład zmieniony w traf (szczesliwy traf)
proponuję ci,że będę dzis twoim wulkanem
teraz miłosc jest złą wspólnotą
i tak jak widzisz jeszcze żyję to kwestia szczęścia

 

BUDZIMY SIĘ KLASA!!!!!!!!!!!!!

Analiza liryczna-klasycznie on i ona, ona się zakochała, on to w sumie nie wiadomo co ma  głowie, ona mu całą siebie, on ma to...w nosie, ona chce go bardziej niż powinna, co pewnie skończy się źle, bo zwykle tak się konczy gdy ktoś kocha, a ktos inny tylko tak mówi, ona chce być jego "wulkanem i ofiarą doskonałą" a pajac pewnie nawet nie zakuma o co chodzi, i na co ta cała intuicja????

 

 *dla dobra uczniów zachowano oryginalne tłumaczenie i analizę

 *jak wspomniano przypisy o jajecznicy i uwagi na temat siostry są autorstwa redakcji-reszta Shakiry

 *zupełnie nie wiem dlaczego piosenka kojarzy mi się z dwoma panami kierowcami tirów, którzy spacerowali brzegiem morza...tacy romantyczni w świetle wrześniowego słońca, oświetlającego im brzuchy...może dlatego

 * a piosenkę dedykuję Ojcu Mojego Dziecka  haha  niech wyciągnie wnioski

 

 

Jutro sprawdzam przygotowanie!Tymczasem kto się pojawi podpisać listę obecności.

 

 

 

 

czwartek, 20 września 2007

Tylko o mnie

Tak jak starożytna wieszczka zakładała stroje w których była kimś innym...ubrałam je...

Poczucie jak nowa osobowość, która wlała się we mnie feerią różnobarwnych cech.

Pierwsze chwile, gdy nie poznałam siebie, przegladałam się w lustrze a tam, pod gładką jak woda powierzchnią był  ktoś inny,

ona

poruszała moimi dłońmi, ale one nie były moje...

Spojrzenie miała inne, inną pewność siebie, przez krótkie kilka dni oswajałam się z tą osobą...

Oswoiłam się tak bardzo,że zaakceptowałam tą część siebie, jak własną od urodzenia, jakbym od zawsze była kimś innym

/On mówił,że to do mnie nie pasuje,że to nie ja, ale nie chciałam słuchać./

Wtedy bawiłam się tym wrażeniem, ale potem...

Nie poczułam nawet, kiedy nowe staje się drapieżne, kiedy sprawia problemy, kiedy przeszkadza.

Drażniło mnie moje "przebranie", wyprowadzało z równowagi spojrzenie na samą siebie, denerwowało poczucie,ze to już nie to, do pasji doprowadzało myślenie o tym.

I w końcu postanowiłam to przerwać, uciąć, zrezygnować z tego,zakończyć raz na zawsze.

Zrobiłam to.

I teraz wiem:

Nigdy już -żadnych tipsów!

środa, 19 września 2007

Mieszko Mieszko nasz koleżko!

Junior ma kolegę w przedszkolu...

niby luz....

kolega ma na imię Mieszko....

Jutro sprawdzę,czy nie nazywa się oby Pierwszy...

poniedziałek, 17 września 2007

Intuicja

CISA CICHHOOOOOOOOOOOOO!!!!!!!!!!!!!-zakrzyknął Juniorek-tak mówi pani psedskolanka, jak dzieci hałasują.

I co? Pomaga?-spytała PG

Nie-posmutniał Juniorek-no...nie-ste-ty nie...

 

 

Jakoś przeczuwałam...

sobota, 15 września 2007

Nadgorliwość jest gorsza od...-czyli co zrobić,żeby koledzy przestali cię lubić?

"Pracuję jako asystent na tutejszym wydziale i na wydziale sąsiednim, zajmuję się określoną dziedziną, a specjalizację mam z dziedziny innej, będę się z Państwem spotykała podczas wykładów i w cyklu ćwiczeń"-zakończyła Pg krótką prezentację przed Całkiem Nowa Grupą Wykładową

"Ma Pan pytania?"-dodała nieco zdziwiona gdy student z ostatniej ławki podniósł rękę

"Tak. Czy ma pani obrączkę?"-odpowiedziało chłopię z usmiechem od ucha do ucha, a ucieszona gawiedź płci męskiej rozbrechtała się wesoło

"Mam."-odpowiedziła Gaduła-"I bardzo mnie cieszy pana dociekliwość i aktywność. Postaram się ją zaspokoić na kolokwium...na niecodziennie wnikliwym kolokwium"

 

Gawiedź zamilkła.

piątek, 14 września 2007

"Sksydeł nasych noc"

   PG postanowiła nadrobić czas, spędzony nad morzem  którego nie spędziła z Juniorem, dlatego po zabraniu syna z placówki oświatowo-wychowawczej wytyczyli plan wycieczki. Spacerowai zatem po ulicach miasta, zatrzymując się na dłużej w parku, gdzie zgłębiali istotę brązowego jestestwa kasztanów, które to jestestwo potem obficie obciążyło ich kieszenie.Podąrzając ulicami  zaliczyli obowiązkowo punkt- "Frytecki", zaczepiali gołębie na rynku, i umykali przed wróżącymi Cygankami.W domu urządzili wyścigi Formuły 1 przy uzyciu zielonej wyścigówki, czołgu i karetki. W roli Kubicy wystąpił Junior, ale PG , mimo,że się ne zna na motoryzacji wydaje się,że nie miała równych szans w starciu czołg-ona i wyścigowy bolid - On. No ale mniejsza...w końcu liczy się udział, a nie wygrana.Na koniec PG właczyła wygrzebaną z zakamarków szuflady płytę i uczyli się z Juniorem  piosenki. Nie tam zadne "Stary niedźwiedź mocno śpi", bo te hiciory Junior przynosi (oprócz kataru) z przedszkola.Nie...

http://www.youtube.com/watch?v=yatkiRbJ2VA

PM zamarł w progu gdy zobaczył Juniora i PG zarzucających głowami z rękami w górze i Potomka śpiewającego "chces tego cy nie, i tak zbawimy cieeeem".

-Czego ty go uczysz?-zapytał rumianą z wrażenia Matkę Polkę

-No śpiewamy...dziś jest pedagogicznie, ani przez chwilę nie było telewizji... 

 

 

A dziś PG podąża na uczelnię, nowe grupy i wielkie entree. Gdyby ktoś miał wątpliwości, czy po drugiej strony katedry też to budzi obawy przytacza się kilka z nich.

           Obawy po drugiej stronie katedry dotyczą następujących pytań:

1.W co się ubrać /z poszanowaniem zasady: jak nie słuchają niech chociaż patrzą/ i nie przesadzić?

2. Gdzie ja mam prezentację multimedialną, żeby nie zedrzeć gardła podczas pierwszych godzin startowych?

3. "Kto mi da skrzydła", skoro ktoś mi dał na dzień dobry 4 godziny wykładów?

4. Czy dam sobie radę z obsługą meganowoczesnej auli, w której jednym pilotem obsluguje sie światło, komputer i rolety (nie nadmieniam,ze już mi się udało zrobić wielką ciemność kiedyś)?

5.Czy częstotliwość mojego mikrofonu będzie prawidłowo ustawiona, wszak już kiedyś złapałam droge krzyżową z pobliskiego kościoła?

6.Czy sala przyjmie mój przepraszajacy usmiech, kiedy na biurku prócz folii, materiałów dydaktycznyh znajdzie się przypadkowo zawieruszona w dokumentach resorówka???? etc

 

No dobrze, pora sprawdzić zawartość torebki, zrobić milion brzuszków (obżarstwo urlopowe jest bezlitosne), wskoczyć pod prysznic, uprasować się, namalować sobie twarz,a potem...

broda pół centymetra do góry (tak kiedys uczyli na jakimś mądrym kursie) i tak oto PG w kostiumie i butach na obcasie, z nienaganna fryzurą i takimż makijazem, z uśmiechem promiennym zawita punktualnie na zajęcia. I kto się domyśli,ze w głowie jej gra:

http://www.youtube.com/watch?v=YyBuqRsMpRs&mode=related&search=

 

 

Proletaryat to jednak byo COŚ. Miłego dnia!

czwartek, 13 września 2007

...pod włos...

A ma piasku zostawione pytania, zawiezione hurtowo, żeby  w morzu utopić, żadne tam "być albo  nie być", ale...-po co robić chwilowe kroki i czy te kroki są do przodu czy do tyłu?,dokąd prowadzi pośpiech?jak rozpoznać, kto kocha, a kto ma pestkę zamiast serca? /niby pełna treści i niby ukryta, ale twarda okrutnie, ale maleńka/,jak znaleźć równowagę miedzy tym, co dobre dla mnie i dla innych?

Jeden spacer,

Jedno molo z wilgotnymi deskami o bladym poranku,

Recept nie ma, ale można wypuścić powietrze.

 A w pociągu powrotnym:dwie staruszki plotkują zawzięcie "A ta Jopek to ma teraz taki zgrabniutki nosek","Ależ zaszalałyśmy Zosiu"...,Dziewczyna z naprzeciwka opycha sie paluszkami /zawsze opychają się te najszczuplejsze/, a za oknem swiat ucieka, świat...pół biedy...

czasu nie mogę przepuścić przez palce.

wtorek, 4 września 2007

Bikini nie biorę.

Zanim ktokolwiek poda personalia PG jako zaginionej do "ktokolwiek widział, ktokolwiek wie" PG usprawiedliwia swą nieobecność /gdyby ktokolwiek pytał/ przez dni kilka niebytnością w świecie wirtulanym i bytnością w realnym hen hen  daleko, nad morzem, i prosi o trzymanie kciuków,żeby jej głowy nie urwało...no...to tyle.  hahaha 

poniedziałek, 3 września 2007

Duma i przedszkolenie

-Dziś Juniorku idziesz do przedszkola-zagadnęłi rozentuzjazmowani rodzice do syna, który właśnie otwierał oczęta swe błekitne.

- I nie bedzie ani mamusiiiiiiiiiiii, ani babciiiiiiiiiiiiiiiiiii -kontynuował Juniorek w szponach psychomanipulacji

-No nie bedzie-przytakiwali niczym aniołek w bożonarodzeniowej szopce rodzice

-Tylko Tatuś!

 

Zapanowała złowroga cisza.

 

-Tatusia, też nie będzie-wyszeptali rodzice...

-Wiem!-wykrzyknął juniorek zadowolony z udanego żartu, pt "ależ z was cykory"-bedą panie przedszkolanki!

Coś jakby pełne ulgi "uffff" przecięło ciszę 

i wtedy Juniorek dokończył:

- będą mnie pilnować...ŻEBYM NIE UCIEKŁ!

 

 

Informuje się,ze Junior nie uciekł, kiedy Matka Rodzicielka stanęła ze łzami w oczach /w stroju ludowym z chlebem i sola i goździkami/ w progu przedszkolnej izby i spytała drżącym glosem :

"Pozegnasz się z mamusią?????"

Odpowiedział:

"No. cześć"

 

 

Tyleśmy go widzieli. Jutro dostanie bilet i niech sam jedzie do placówki, komu by się chciało wstawać o 7 rano, skoro taki samodzielny.

PG duma rozpiera bo z Juniorka to jednak udany egzemplarz :)

 

niedziela, 2 września 2007

Zła Dziewczyna w stabilizatorze.

-Ty ZŁA DZIEWCZYNO!- zagrzmiala pani doktor

PG uśmiechnęla się pod nosem i postanowiła opuścić placówkę...

 

Dzisiaj będzie niepedagogicznie, więc gdyby ktoś się obawiał o swoje wychowanie, prosimy odsunąć się od odbiorników.

10 dni temu

PG trafia do placówki służby zdrowia ze złamaną kończyną, placówka zostaje bezbłędnie i sprawnie odnaleziona, PG trafia przez okienko rejstracji ludzi-hybniętych-na zdrowiu. W kolejce przed nią znajduje się 5 sztuk osób, PG z kończyną zawiniętą ręcznikiem, w którym mieści się lód stoi cierpliwie, w miedzyczasie wysłuchując kacika porad życiowych udzielanych pacjentom i pracującym w okienkach paniom : "dr Xiński ni przyjmuje, paniiiiiiiiiiiii od pół roku już..."-"Jak to, mi się wydaje...a no tak, bo ja przeciez jakoś w lutym byłam","Piękne te włosy Halinka, pięknie ci zrobiła"(to było od pani z okienka do pani z okienka) W  końcu PG udaje się do pokoju 35, gdzie zastaje kolejkę, w ktorej prym wiedzi babcia nazwijmy ja Xenia wojownicza emerytka, Xenia wyjaśnia wzystkim,że ona tu od 6 rano, więc w nosie ma zlamania otwarte. Po 45 minutach /pomimo napisu na drzwiach "Osoby z dzisiejszymi urazami -poza kolejnoscią"/ PG wchodzi do gabinetu , gdzie...otrzymuje skierowanie na prześwietlenie i nakaz zarejstrowania sie w ...znajomym okienku. Kolejna kolejka, garść porad i...

PG trafia do kolejki na RTG, gdzie kilkoma zgrabnymi ujęciami okazuje się,ze ma nieźle fotogeniczny kościec, po wyjściu z pokoju RTG PG ustawia się w kolejce /trzeciej w dniu rzeczonym/ do...pokoju w którym odbiera się opis i zdjecie.

Szczęśliwi czasu nie liczą, PG też, gdy spędza kolejne pół godziny w kolejce, w miedzyczasie wypływa jej z ręcznika resztka wody, ktora kiedyś była lodem.Woda smutno kapie na podłogę, kiedy PG wraca pod pokój 35, Xseni wprawdzie w kolejce już nie ma,ale swoje odczekać trzeba,bo PD gdzieś poszła / sądząc po ilovi casu pędzonego "gdzieś" była to jakaś zaległa wyprawa krzyżowa/ W końcu Pani dr w 35 ogląda przez 2 sekundy zdjęcie gadułowej ręki i podaje upiorna kartkę-skierowanie do "gipsowani". Niczym rącza łania /z przetrąconą racicą/ PG pomyka do okienka po numerek / bez kojarzeń, uprasza się/ i tak, wzbogaciwszy się o kolejne mądrosci życiowe PG dostaje nakaz pojawienia się w ośrodku gipsowania wszelkiego, gdzie zostaje jej zaklejona kończyna. Po tymże procederze /okienko-pokój 35/ PG proponuje się zastrzyk przeciwbólowy /jakby coś bolało, to tez nie wierzy,zeby się skusiła, bo nic tak nie boli jak czekanie w kolejce przez kolejną godziną/ i nakaz pojawienia się po 10 dniach.

 

10 dni później


PG wchodzi do ośrodka, ustawia się w kolejce, pobiera nauki okienne i idzie do pokoju 35, gdzie...jest pierwsza pod drzwiami....Po omdleniu ze zdziwienia i podaniu soli trzeźwiących PG wchodzi do pokoju, ale tu stan wreaca do normy, gdyż "siostra z okienka zapomniała przynieść pani kartę, pani sobie przyniesie..."

Dość poiedzieć,że kiedy PG wraca jest już trzecia, a w międzyczasie przychodzą osoby z "dzisiejszych zdarzeń losowych", kiedy w końcu PG wchodzi do pokoju Pani dr. zdaje fachowe pytanie :"Boli mniej, bardziej, tak samo?". PG z oczyma jak spodki, nie rozumie co ją mialo boleć, ale kapituluje wobec nakazu udania się na RTG. Okienko-zdjęcie-okienko. Po kolejnym /"kolejny" od słowa "kolejka"/ wejściu do pokoju 35 PG rzuca od progu

-PROSZĘ MI TO ZDJĄĆ!

Pani Dr wydaje się wstrząśnięta nie zmieszana-Ani mowy nie ma.

-Ale ja się pani nie pytam, czy mogę.

PD wdaje się  krótki wywód na temat odpowiedzialnoci, złamania, życia, smierci i przemijania.

-WŁOŻĘ W STABILIZATOR I BĘDZIE DOBRZE

-Albo nie bedzie

-MOŻE BYĆ? -pyta PG przechylona nad  biurkiem PD i świecąca jej po oczach lampą do przsłuchań, noszoną tak na wszelki wypadek w torebce

-Może...ale

-NIE MA "ALE"

-TY ZŁA DZIEWCZYNO-zagrzmiała PD-to idź mi stąd i zanieś te zdjęcia do pokoju nr 8

PG dopuściła się  tym miejscu uprowadzenia klisz RTG i zamiast do pokoju 8 udała się do ...domu. Zdrowo by musieli zapłacić,zeby się pchała w następną kolejkę.