Tak jak starożytna wieszczka zakładała stroje w których była kimś innym...ubrałam je...
Poczucie jak nowa osobowość, która wlała się we mnie feerią różnobarwnych cech.
Pierwsze chwile, gdy nie poznałam siebie, przegladałam się w lustrze a tam, pod gładką jak woda powierzchnią był ktoś inny,
ona
poruszała moimi dłońmi, ale one nie były moje...
Spojrzenie miała inne, inną pewność siebie, przez krótkie kilka dni oswajałam się z tą osobą...
Oswoiłam się tak bardzo,że zaakceptowałam tą część siebie, jak własną od urodzenia, jakbym od zawsze była kimś innym
/On mówił,że to do mnie nie pasuje,że to nie ja, ale nie chciałam słuchać./
Wtedy bawiłam się tym wrażeniem, ale potem...
Nie poczułam nawet, kiedy nowe staje się drapieżne, kiedy sprawia problemy, kiedy przeszkadza.
Drażniło mnie moje "przebranie", wyprowadzało z równowagi spojrzenie na samą siebie, denerwowało poczucie,ze to już nie to, do pasji doprowadzało myślenie o tym.
I w końcu postanowiłam to przerwać, uciąć, zrezygnować z tego,zakończyć raz na zawsze.
Zrobiłam to.
I teraz wiem:
Nigdy już -żadnych tipsów!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz