czwartek, 20 września 2007

Tylko o mnie

Tak jak starożytna wieszczka zakładała stroje w których była kimś innym...ubrałam je...

Poczucie jak nowa osobowość, która wlała się we mnie feerią różnobarwnych cech.

Pierwsze chwile, gdy nie poznałam siebie, przegladałam się w lustrze a tam, pod gładką jak woda powierzchnią był  ktoś inny,

ona

poruszała moimi dłońmi, ale one nie były moje...

Spojrzenie miała inne, inną pewność siebie, przez krótkie kilka dni oswajałam się z tą osobą...

Oswoiłam się tak bardzo,że zaakceptowałam tą część siebie, jak własną od urodzenia, jakbym od zawsze była kimś innym

/On mówił,że to do mnie nie pasuje,że to nie ja, ale nie chciałam słuchać./

Wtedy bawiłam się tym wrażeniem, ale potem...

Nie poczułam nawet, kiedy nowe staje się drapieżne, kiedy sprawia problemy, kiedy przeszkadza.

Drażniło mnie moje "przebranie", wyprowadzało z równowagi spojrzenie na samą siebie, denerwowało poczucie,ze to już nie to, do pasji doprowadzało myślenie o tym.

I w końcu postanowiłam to przerwać, uciąć, zrezygnować z tego,zakończyć raz na zawsze.

Zrobiłam to.

I teraz wiem:

Nigdy już -żadnych tipsów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz