piątek, 30 grudnia 2011

Żeby nie było,że PG nie posiada hobby...

Rozmowy z Olgą wprawiają PG w zakłopotanie.
-Jak to nie masz hobby?-zapytała O.-ty MASZ hobby!
PG poczuła się w obowiązku mieć hobby.
Przeszukała zatem zakamarki pamięci w poszukiwaniu czegoś, co by się nadawało na hobby.
Ostatnio najczęściej pierze, ale to jej nijak nie pasuje do Pi-a-Ru, równie często chodzi do pracy-ale nie chciałaby tu tworzyć fałszywego wrażenia,że robi karierę czy coś, osobliwym zamiłowaniem mogłoby być jedzenie, ale to zostawmy fachowcom w dalekiej hAmeryce..
Padło na góry. Jednakowoż PG nie wie, co przytoczyć w tym miejscu.
Na wszelki wypadek uprasza się czytających o zażycie środków uspokajających a kobiety w ciąży i ludzi słabych nerwów o wyłączenie komputerów i poczekanie w ciemnym kątku aż się strona zdezaktualizuje.(Można się gibać w te i z powrotem).
Zatem nie potrafi PG powiedzieć dlaczego te góry. Chyba dlatego, że jest to miejsce, w którym czuje się jak w domu. Nie szuka adrenaliny, czuje się tam jak u siebie ot wszystko. Ma dla gór szacunek ale też sympatię. I ot właśnie zobaczmy oczami wyobraźni PG którą w górach wysokich coś tknęło, aby udać się na krótką (bo pierwszą w życiu ferratę). W tym miejscu dobra rada dla Szanownych-krótka nie znaczy łatwa, bo może być np krótka w pionie.
Mamy sierpień, bieżącego roku, samo południe. Wjeżdżamy kolejką wiodącą nad malowniczym piargiem, na malowniczą górę, w dole widzimy malownicze chmury i malownicze ściany po bokach i ..śnieg widzimy. A że widzimy go w sierpniu jesteśmy nieco zdziwieni ze śniegiem tym niespodziewanym spotkaniem.
Ferrata Marino Bianchi. PG pnie się po ścianie, och jak uroczo. Słońce świeci zachęcająco do porzucenia myśli o ucieczce. Buty jakże specjalistyczne, firmowe i wysokogórskie nadają się do postawienia w przedpokoju na postumencie z napisem "się nie nadają".
-Nie dam rady-przemawia zdrowy rozsadek ustami PG.
-Dasz-odpowiada MistrzAlpinistykiTeoretycznej, który jeszcze pół godziny temu nie wiedział jak się uprząż zakłada. Pnie się zatem PG po ścianie uroczo obsypanej białym puchem w ten sierpniowy dzień i używa słów ogólnie uznanych za obelżywe, z częstym wskazaniem na panią co to na nazwisko ma "Nędza". I gdzieś w połowie drogi doznaje iluminacji o tym, że cholerny śnieg nie stopnieje wraz z coraz mocniej świecącym słońcem, bo słońce przebywa aktualnie po niewłaściwej stronie ściany. Nic nie jest w górach tak pociągające jak przepaście, nes pas?
Porzuca PG myśl o tym, jak uroczo byłoby lecieć w którąś. Buty ślizgają się, ślizga się PG, palce wbijają się to w skałę to zaczepiają się o linę. Przy którymś tam zjeździe zastanawia się PG czy już zdarła skórę z nóg czy to tylko wrażenie (potem okaże się, że owszem, nie wrażenie), mija PG innych chętnych na śnieg w sierpniu, jedni idą z uśmiechem inni płaczą i ni chcą iść. Szczęśliwie PG nie zna ich języka, choć czasem wydaje się jej, że uniwersalny język ciała mówi "wszyscy zginiemy". I nagle PG przypomina sobie małych ludzi, których zostawiła w domu i postanawia do nich wrócić. Jakiś tam śnieg jej nie podskoczy.
 haha 
 



wtorek, 27 grudnia 2011

"Makutra będzie nam do jutra tarła mak"

Państwo G z dzieciarnią spędzili Święta niczym trzej (czterej) królowie, z tym, że stajenka była to tu to tam. Zwiedzili rodzinne strony PG, spędzili wigilię u Dziadka Gaduły, Junior wybierał się z dziadkiem na pasterkę, ale budzony o 23 poinformował warknięciem, że na żadną "pasterę " nie pójdzie. Potem państwo G. zwiedzili największą w kraju ruchomą szopkę, tu cytat z Juniora "Mamo, dlaczego, to się nie rusza?". Rzeczywiście szopka była mało ruchawa. Może to skutek śląskiego jedzenia, może ogólnej aurą wywołanej senności. Potem zwiedzili Jastrzębie prawiezdrojowe, gdzie dom wypełniony był śmiechem dorosłych i rozrabianiem dzieci. W tym miejscu PG uznała, że za posiadanie w jednym lokalu sześciorga dzieci państwo powinno płacić szkodliwe. Przekrój wiekowy obejmował od siedmiu miesięcy do dziewięciu lat, natężenie dźwięku przekraczało dopuszczalne normy o połowę..przynajmniej o połowę. EL Nino wrąbał sernik, informacja o czym pewnie spowodowałaby nagły zgon każdego szanującego się pediatry. Następnym punktem na mapie kolędowania było odwiedzenie Aspi, "na kawę". Jednakowoż Aspi się przyczaiła i zaatakowała z ukrycia jak kobra śląskim obiadem (pieczone kaczusie i schab palce lizać i do tego kapusta-marzenie).
Wracali drzemiąc, rozgrzani blaskiem świec i pysznym jedzeniem. Kołysali się leciuchno, a ich systemy trawienne leniwie odpoczywły się w rytmie toczących się po mokrym asfalcie kół.
Teraz Państwo G. trawią.

sobota, 17 grudnia 2011

Hał...arju

Z najlepszych komplementów ostatniego roku.PrzyjaciElka:
-Jestem z Ciebie dumna z powodu doktoratu. Dlatego,że magistrów to jak psów, a doktorów...
-Też jak psów-dokończyła PG
PE:
-No nie... no może jak psów dingo.

piątek, 16 grudnia 2011

Zagadkowo

-Mamo-Juniorek podniósł na PG oczy wielkie jak spodki-CO TO JEST?!
-To jest dyskietka-odpowiedziała-nie martw się, ja w Twoim wieku też nie wiedziałam co to jest.

czwartek, 15 grudnia 2011

Finansowo

Niektóre pieniądze które trafiają w ręce Juniora spadają do zielonej świnki, inne do portfelika w czaszki. To, które gdzie kończą jest raczej kwestią przypadku, niż zaplanowanego działania, choć Junior zamierza być bogaty, jak niedawno zeznał.
Tymczasem w sklepie spożywczym Junior zdecydował się dokonać samodzielnego zakupu w celu popieszczenia kubków smakowych. W tym celu gdzieś zaginął..
PG rozejrzała się w prawo i w lewo. Juniora nigdzie nie było.
Zajrzała za pierwszy regał...nic.
Za drugim dostrzegła sylwetkę swego dziecka, które wpatrywało się w otwartą dłoń.
-Junior!
Cisza
-Junnnnior!
Ani drgnął.
PG podeszła bliżej. Junior pochylał się nad monetami leżącymi na jego dłoni jak Rada Polityki Pieniężnej nad budżetem na przyszły rok.
Zauważył wreszcie matkę rodzicielkę.
-10 złotych-powiedział poważnie-dużo czipsów wyjdzie...Fajnie-uśmiechnął się z satysfakcją, podążył w kierunku półki z czipsami i zgarnął paczkę.
I dobrze, że jedną.

Bo istnieje delikatna różnica między 10 złotymi a złotówką.


środa, 14 grudnia 2011

Bo natura pustki nie znosi.

I kiedy Junior wrócił ze szpitala El Niño złapał zapalenie oskrzeli.

Tak....żeby się nie nudziło.

wtorek, 13 grudnia 2011

Zamiast pomników

W 30 rocznicę wszędzie pełno refleksji, wywiadów i dokumentów.
Myjąc zęby PG słyszy wywiady w telewizji : Czy o taką Polskę walczyliście?-pyta pan pana niegdyś internowanego. -Eeeee- odpowiada ów.
Jasne walczyli o to, żeby im zakłady rozwiązali i żeby w kraju był wysoki poziom bezrobocia...
 Ale to jeszcze nic...Oto słyszy PG jak jeden pan redaktor pyta drugiego pana redaktora jak on pamięta stan wojenny. Sęk w tym, że obaj panowie są w wieku co najwyżej PG, zatem PG wie, co mogą owi panowie pamiętać. Nic to pan rozmówca ku zdziwieniu PG odpowiada -OCZYWIŚCIE, ten nastrój, ten klimat, to ogólne poczucie zagrożenia...
Jasne..pomnik Małego Powstańca.
30 lat temu PG miała sześć lat.
Ze stanu wojennego pamięta głównie , że mamcia mówiła, żeby nikomu nie mówić co leży w szafce, oraz czołgi, które jechały na hutę Katowice.
Z perspektywy sześciolatki czołgi były ciekawe oraz fajne, bo kto wie, może w środku siedzi Szarik...
lub kos...Janek Kos.
No i pamięta PG kilka wierszyków, bo do wierszyków pamięć ma zadziwiająco dobrą, zatem, skoro już stawiamy pomniki, proszszsz Szanownego Państwa wierszyk, który PG pamięta z zasobów przytaszczonych przez gadułowego tatkę.
ekhm ekhm

"Dobry Jezu, a nasz Panie,
wziąłeś Gierka, wziąłeś Kanię,
wielka byłaby uciecha..
gdybyś zabrał i Wojciecha."

W tym miejscu PG pragnie nadmienić, że nie do końca było jej bliskie znaczenie, natomiast fajnie się rymowało i tyle pamięta ze stanu wojennego.

Choć....jeśli dobrze pogrzebać w zakamarkach pamięci..to by się jeszcze coś znalazło ;)

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Susłowo

Łóżko PG ma silniejsze pole grawitacyjne niż reszta powierzchni życiowej.
-Chciałabym być susłem- zwierzyła się PM z powracającego każdej zimy marzenia-poszłabym spać jesienią, zerwała się na wiosnę i to jeszcze szczuplejsza sporo po zimie...
-Z pracy by cię zwolnini- próbował dorzucić dziegciu do beczki miodu PM
-Jak to?Nieprawda-dodała ziewając PG- a gdzie Komitet Walki o Prawa Susłów, ustawa jakaś, gdzie susłowe feministki....kto w ogóle wymyślił taki ułomny Kodeks Pracy...ech...

sobota, 10 grudnia 2011

od razu tam tytuł

Junior przebywając w szpitalu spotkał panie z fundacji, która organizuje czas dzieciom hospitalizowanym..
-co robiliście?
-a ...takie różne.
-no ale co? rysowaliście, kleili...?
-różne.
-a fajne te panie?
-mhm...można się zakochać.
Oko Juniora błysnęło niecodziennym blaskiem.



sza po ba
Tam drobiazg, że panie są starsze od Juniora jakieś 15 lat minimum.

środa, 7 grudnia 2011

Pierwszy

Pierwszy śnieg spadł wielkimi puchatymi płatkami, które wirowały, ganiały się, tańczyły.
PG stała w oknie trzymając na rękach zachwyconego EN.
Niebieskie ślepka rozglądały się wokół a z uchylonych ust wyrywało się co rusz pełne podziwu westchnienie.
***
Rankiem dzieci ściągają do łóżka, przychodzi też kota.
PG przynosi maleńkie kanapki i coś do picia i dzień zaczyna się w piżamach i wśród wszechobecnego gadania.
Zaczyna się dobrze, nawet jeśli zaraz potem okazuje się, że Junior jest cały usiany kropkami, o których my wiemy, że to wybroczyny i że wróżą niskie płytki krwi.
Nawet jeśli ten sam dzień kończy się nocą w szpitalu i niepokojem, który PG towarzyszy w związku z tym, że Junior miast odłożyć wyłączył telefon.
***
Za nic nie zamieniłabym uczucia, gdy całuję policzki dzieci, gdy śpią.
Ciepłe, wygrzane snem poliki.
I nie potrafię opowiedzieć jak pięknie wtedy pachną.

czwartek, 1 grudnia 2011

Czerwony dywan

Junior przyniósł rolę w Jasełkach. Zażądał wykonania odpowiedniego stroju. PG spodziewała się któregoś z trzech króli, Józefa bądź pastuszka. Tymczasem na kartce z tekstem pani wypisała zgrabnym pismem:
"Junior Gaduła-koń".

Hmmm


W tym miejscu pozdrawia się Doktora Jot, który, jak dziś zeznał był bardzo dumnym i zadowolonym ze swojego debiutu aktorskiego w roli...jagody.
Jak widać i z jagody ludzie wyrośli!

poniedziałek, 28 listopada 2011

Sny ponowoczesne

Miasto w Zagłębiu ŚD, które było domem PG.
Sieć szyn tramwajowych tnących jak krwiobieg organizm, kilka miast, dla kogoś z zewnątrz nie widać nawet kiedy zaczyna się jedno a kończy drugie.
Koloryt..szarości, tony betonu i megatony klimatu, który tam panował. Pierwsze wagary, pomnik, który zmienił się w manifest Jimiego Ha., trawniki zielone i tory, tory prowadzące wszędzie.
Wróciła PG dzisiejszej nocy do tych miejsc.
Nie zamawiała powrotu, wróciła po prostu.
Jak niegdyś, z PE przy boku przemierzała Zagłębie w poszukiwaniu czegoś..nie wiedzieć już czego, bo i tak za moment miał nastąpić armagedon, bo przewidziano huragan i w ślad za nim koniec świata.
Jechały tramwajem, za oknami były tylko bloki i trawniki, noc była ciemna, soczysta.
Wysiadły na złym przystanku i trafiły do piekła.
Nie wiedzieć czemu piekło mieściło się w klasztorze, acz kiedy zorientowały się gdzie są postanowiły przybytek ów opuścić.
Siostra przy furcie wprawdzie otworzyć nie chciała, ale PE zaklęła szpetnie i znów były na przystanku.
Na kilka minut przed tramwajem, na kilka godzin przed huraganem.

Niejednokrotnie sny PG są niezrozumiałe dla niej samej.
Jak sztuka.
Np ta, którą ostatnio posprzątała Pani Sprzątaczka w niemieckim muzeum.


Wam też czasem śnią się miejsca, które znacie tylko ze snu?
Ale wracacie tam tak często, że  znacie ich topografię?
Nie, nie o piekle mówię. :)

czwartek, 24 listopada 2011

Poszpitalnie

Dom z powrotem Juniora napełnił się gadaniem, radosnym piszczeniem EN, zapachem pieczonych babeczek i echem pytań o wszystko. (Dziadku, co to jest strajk?).
PG pozostaje dumną z Juniora.

Dziwna atmosfera sali wybudzeń, wielkie pomieszczenie oświetlone dyskretną poświatą (tu nawet słońce nie jest nachalne) i dźwięk monitorów serc. Serca Juniorka. Jedynego na sali. I najważniejszego w tej chwili dla PG.
Zabrałam stamtąd paragon, na którym wyszczególnię kilka wrażeń.
Wcześniej:

Na oddział przyjechaliśmy rano, Junior już po dormicum opowiadał od rzeczy. Historie o tym, kto spaceruje po suficie.Przerwa nagle.
-Mamo, boję się.
PG pochyliła się nad jasną główką.
-Czego synku?
-Że spadną z tego sufitu!-prychnął Junior
Nie można się było nie śmiać ni z niego ni do niego.
Przestałam się bać nagle, w pewnym momencie nagle przestałam.
I wtedy go zabrali, patrzyłam jak siostry w niebieskich kitlach oddalają się z Juniorkiem na łóżku.

Wiem, co czuje suka, której zabierają szczenięta.
Brzmi dziwnie, prawda?
Ale to chyba to.

Bałam się, jakiego go zastanę na sali wybudzeń.
Bałam się sinych kółek pod oczami, czy sama nie wiem już czego.
Spał spokojnie, z maską na buzi.
Spokojniutki, wyciszony, otulony kocami pod samą szyję.
Nie kroiło mi się serce, cieszyłam się, że to już "po".

Potem wwieźli dziewczynę, którą wcześniej poznaliśmy na oddziale.
Mama spała z nią ostatniej nocy, a ona sama potwornie jęczała, choć zabieg, któremu ją poddawali nie był zbyt inwazyjny.
Miała 22 lata.

Junior obudził się po ponad godzinie.
-Trochę boli mnie gardło-skwitował.

Jestem z Ciebie dumna, Synku. I nawet jak będziesz płakał i miał słabszy dzień.
Zawsze będę.
Jesteś KIMŚ, wcale nie małym.


Całuję nosek, bródkę, policzki. :)

środa, 23 listopada 2011

Dzielność i jej brak.

Juniorek pojechał do szpitala, gdzie lekarze chcą poprawić to i owo.
Został na noc sam, bo jest dzielny, odważny i samodzielny.

PG zasnęła wieczorem owinięta w kocyk spidermana.

środa, 16 listopada 2011

Dieta środziemnomorska

"Czy zatem-zastanowiła się pani w radio-dieta śródziemnomorska nie zapewniłaby nam lepszego przetrwania zimy?"
Samochód gruchnął śmiechem.
-Jassssne!-odpowiedział PM
-Niby na ośmiornicy zimę przedyndać?-prychnęła O.
-My z dziada pradziada do kapuchy z mięchem przyzwyczajeni!-odezwał się duch piastowskich przodków.
-Przodkowie nasi nie po to tłuszcz z dupska niedźwiedzia jedli, żebyśmy teraz zapychali jakąś..pfffff krewetką!


Pani z radia zamilkła zakłopotana.

wtorek, 15 listopada 2011

o żonie EN

Bo właściwie...Co jest złego w aranżowanych małżeństwach?
Oszczędza się czas, zaloty, flirty, wątpliwości, no słowem odpada masa problemów.
Dlatego, gdy urodził się EN  a zaraz potem urodziła się Księżniczka Doktora Jot, rada starszych doszła do wniosku, że ta zbieżność dat nie może być przypadkową i że zaoszczędzimy dzieciom wyżej wspomnianych kłopotów.
Po pół roku PG spotyka Dr Jot na megaintrygującej konferencji.
-Jak tam synowa?
-pyta z zainteresowaniem.
Dr Jot pojaśniał:
-Piękna jest, od góry wygląda jak poseł Kalisz, a bardziej ku dołowi jak...ludzik Michelin.

Mrrrrrrrrr...ogień nie kobieta!


Bo ludzie dobierają się  na zasadzie podobieństw.

niedziela, 13 listopada 2011

Czytenictwo polityczne

Juniorowi od zawsze towarzyszyła konieczność wypowiedzi
ciągłej.
Od jakiegoś roku, może dwóch towarzyszy mu również poczucie konieczności czytania.
Ciągłego.
Jadąc samochodem słyszą państwo G komentarze typu "objazd do ulicy krakowskiej","firma dostawcza zaprasza","Przedsiębiorstwo handlu" etc etc.
Junior nie czyta z konkretnego miejsca, Junior czyta zewsząd. Z reklam, mijanych samochodów, napisów na ścianach. Zewsząd.
Rodzice wykształcili już mechanizm obronny przed czytaniem Juniora-zwyczajnie nie przywiązują uwagi do narastającej potrzeby czytania świata.
Gdy, wtem, nagle...ach!
Jadąc z rodzicami przez miasto Junior spytał ni z gruchy ni z pietruchy:
-Ruch?!Znowu Ruch Palikota?!
PG i PM spojrzeli po sobie.
Pan Małż szybciej się otrząsnął i rozejrzał wokół.
-Nieeeeee,  synku-sprostował-ruch..po prostu kiosk ruchu.


Kurtyna opadła.

piątek, 11 listopada 2011

"mama..biedny"

Zamiast latać samolotem EN wolał zostać domatorem, dostał zapalenia krtani i zostali z PG w gdziebądźtochatynce.
EN rzecz jasna umila matce rodzicielce pobyt mówiąc jak zwykle dużo, choć tym razem ciepłym barytonem.
PG opowiada mu to i owo, o tym jak przed rokiem byli prawie na Szpiglasie, jak chciał uciec etc...
Patrzy dziecko niebieskimi oczyskami i uprawia aktywne słuchanie.
Dziś kończy dokładnie pół roku, zatem jego wypowiedzi są na ogół w obcym języku, choć..choć...
Rozkleiło się dziecko ciemną nocą, rozmarudziło, rozmemłało.
PG podniosła się na łokciu i popatrzyła na buzię, która skrzywiona w grymasie skojarzyła jej się całkiem niepoważnie z suszoną śliwką.
EN zamilkł i trzymał kontakt wzrokowy.
-No-skwitowała PG i opadła na poduszkę.
W pokoju zaległa cisza, jakby ktoś posiał narkotyku.
Leżeli obok w zupełnej ciszy.
-Mama...-przerwał ją EN.
PG uśmiechnęła się tylko i na powrót podniosła na łokciu.
-...Biedny-dokończył syn.
I z jednej strony porechotała PG, bo gruchanie pół rocznego malucha nagle zatętniło sensem, z drugiej...wzruszyła się nieco



..bo tak się pożaliło Maleństwo. haha 

środa, 9 listopada 2011

Miedzy 4 a 5 rano.

Pewnej nocy dziecko się popsuło i zbojkotowało spanie, uznając, że jest ono passe i niepotrzebne.
Nie bacząc na zmianę czasu oraz fakt, że skończył się PG słodki okres urlopu macierzyńskiego
El Niño budzi się o 4 rano.
Potem uruchamia się genetyka i El Niño zaczyna monolog.
Póki co trudno określić jaka jest tematyka wywodów jednak sądząc z natężenia emocji muszą być to tematy istotne dla świata i ludzkości.
Po upływie pełnych sześćdziesięciu minut El Niño odwraca się na bok, chwyta PG za koszulkę/włosy/skórę na dekolcie, wtula maleńką twarz w matkę i westchnąwszy głęboko natychmiast zasypia.
I jest w tym westchnieniu zmęczony i zdegustowany brakiem zrozumienia.


I robi tak codziennie.

sobota, 5 listopada 2011

Przy muzyce o życiu

PG mimochodem między podgrzewaniem zupki a nasypywaniem płatków do Juniorkowej miseczki, także pakowaniem pralki (w co zaangażowana była czwarta i piąta ręka matki Polki oraz 7% jej uwagi)jak również przeglądając torbę do pracy, otóż PG...usłyszała część wywiadu o wywiadzie, w którym pewna pani powiedziała do pewnego pana:
"Krzysztof Penderecki jest bardzo zajętą osobą".




No.
 PG też.



sobota, 29 października 2011

Czy śpiewasz swojemu dziecku?

Na zadane w tytule pytanie PG odpowiada "owszem".
Repertuar jest zróżnicowany a implikuje go czas przeznaczony na nocne usypianie.
Zaczynamy zatem od kołysanek prywatnych i klasyczny.
Repertuar klasyczny to:
"Kotki dwa"
"Poszła żabcia po wodę"
Następna pozycja na liście przebojów to piosenki przywiezione z kolonii i tu o dziwo PG zapamiętała piosenkę z kolonii polsko-czechosłowackich (tak jest, było takie państwo).
Jak się tego pisze nie wie nikt, fonetycznie piosenka zaczyna się od słów
"Sonce zachoru".
Potem przechodzimy do kolęd.
Prym wiedzie:
"Lulajże Jezuniu"
"Gdy śliczna Panna"
Gdy kolędy zawiodą wchodzimy w trend patriotyczny:
"O mój rozmarynie"
"My, Pierwsza Brygada"

A potem jest poczucie pustki, przygniatającej pustki w głowie, która zmęczona wygrzebuje z zakamarków pamięci przedziwne indywidua. PM nieco zdziwiony pyta: Co Ty mu śpiewasz???
gdy PG pochylona nad główką (nie)śpiącego niemowlęcia nuci:
-Wyklęty powstań ludu ziemi...


piątek, 28 października 2011

czwartek, 27 października 2011

Szkolne przypadki Juniora

Junior podekscytowany wycieczką do fabryki bombek choinkowych szykuje się, a buzia mu się przy tym nie zamyka.
-Zobaczymy bombki, prawdziwe, najprawdziwsze, wiesz takie CHOINKOWE.
I pojedziemy autokarem WYCIECZKOWYM.
I trzeba wziąć ciasteczka i picie!
PG, żeby nie przerywać porywającego monologu przytakuje tylko: mhm, uhu, mhm..
-A jak będzie czas to sobie tam z Kubą w piłkę zagramy.

Mhm.
Spektakularnie będzie, meczyk w fabryce bombek...
Mhmmmm.

*

PG pozdrawia specjalistów od zdrowego żywienia, którzy w Juniorkowej szkole zapewniają dostawy marchewki w plasterkach pakowanej próżniowo.

Gdyby oni jeszcze wiedzieli, ile taka marchewka umie żyć w plecaku...


dni, tygodni...


środa, 26 października 2011

Jesień

Stoi PG na przystanku, a obok stoi para: dwoje staruszków, maleńka pani w płaszczyku i starszy pan w kapeluszu. Złota jesień , jesień życia.
Tak pięknie do siebie pasują-myśli PG.
Starszy pan poprawia płaszcz i zapina się chroniąc przed październikowym chłodem.
I wtedy starsza pani patrzy na niego z troską.
Uśmiecha się PG, tyle w tym ciepła.
W tym momencie starsza pani zaczyna tyradę:
-No jak się zapinasz?
-Patrzysz w ogóle jak się zapinasz?
-Krzywo się zapinasz!
-Patrz na te guziki?
-Co robisz z tym zapinaniem?
-Zapiąć się nie umiesz?!

Kurtyna opada ze zgrają jesiennych liści.
PG już wie, jaką będzie babcią!

niedziela, 23 października 2011

Westernowo

-Kotek, a kolejka?-PG stojąc przy blacie kawiarni w drugiej uczelni usłyszała za sobą głos, któremu nie mogła uwierzyć-hmmm...Kotek?
Odwróciła się powoli, zieleń oka przeciął błysk pioruna.
-Kotek???
W tle zamajaczył motyw z westernu, sala zamilkła, PG ozłocił blask zachodzącego słońca, palce nerwowo zagrały przy rewolwerach u pasa, a co wprawniejsi obserwatorzy dostrzegli krzaki przebiegające w tego rodzaju scenach przez pustynię.
Kotek....
Jej wzrok spotkał bezczelny wzrok człowieka wyższego od niej o głowę, gdyby miała w zębach wykałaczkę właśnie przesunęłaby ja z jednego kącika ust do drugiego.
-Nooo- uśmiechnął się zawadiacko ów - w kolejce się stoi jak się chce coś kupić...
PG patrzyła w oczy niczym wprawny rewolwerowiec, w tle słychać było grzechotniki (lub kolegów owego).
-Chyba, że się tu pracuje- wycedziła w końcu PG.


Czerwona Twarz odwrócił wzrok.

środa, 19 października 2011

"W lesie szerokim..."

Junior czyta płynnie (i głośno), potrafi w ciągu weekendu przeczytać 60 stron i bawi się przy tym dobrze.
Z pisaniem to już trochę inaczej.

Ile błędów można popełnić w słowie"las"?



Odpowiedź:
2
"L"i "S" w drugą stronę.
  oczko 

wtorek, 18 października 2011

Plum plum

Gdy Junior stawia pierwsze kroki, ku temu, by podnieść z kolan polska piłkę nożną, PG z EN uczą się pływać na basenie. Idzie różnie, po entuzjastycznym początku, EN wydawał się skupić na dolewaniu do basenu (ślinimy się niemożebnie) i reagowaniu darciem paszczy na wszelkie próby podejmowane przez Pana od Trenowania Małych Ludzi.
Aż nadszedł ten wiekopomny wtorek, gdy to PG była bliska darciu paszczy, bowiem PoTML zażyczył sobie, żeby "położyć dziecko na wodzie i podtrzymać mu jedynie brodę DWOMA PALCAMI"
NA LITOŚĆ BOSKĄ-DWOMA PALCAMI?!
Całe dziecko?!!!
Tym bardziej PG była zdziwiona, gdy zobaczyła jak jej maleństwo leży na pleckach zadowolone, twarz mu się rozjaśnia w szerokim uśmiechu, a włoski wokół tworzą aureolkę na wodzie.
A potem było już tylko lepiej.

Łącznie z pierwszym w życiu nurkowaniem.
Po wynurzeniu PG miała wielkie oczy, a EN
wiele radości.

Bosko!

poniedziałek, 17 października 2011

Stomatologia w warunkach domowych

Juniorowi wypadły dwie jedynki, dokładnie w tym miejscu, w którym jedynki wyrosły El Niño.


Wygląda więc na to,że obieg zębów w Gadułowym domu jest zamknięty.

sobota, 15 października 2011

Samo...

El Nińo mruczał rozanielony, gdy Dziadek drapał go po pleckach.
Junior czytał "Koszmarnego Karolka" na głos, a PM zajął się prywatnym hobby w kuchni.
PG przypomniało się lato sprzed kilkunastu lat.

***
Sierpniowe słońce grzało niemiłosiernie.
-A skąd niby mam wiedzieć jaka to będzie piosenka?-spytała PG pochylając się nad ogromną miednicą z czerwonymi porzeczkami.
Babcia uśmiechnęła się tylko.
-Babciu ja nawet śpiewać nie umiem.
-Samo przyjdzie-odpowiedziała Babcia-przyjdzie dziecko, przyjdzie kołysanka, na wszystko przyjdzie czas.
Sam.

***
Bo w gadułowej rodzinie mamy mają swoje kołysanki dla swoich dzieci.
Takie, których nie zna nikt inny.
Takie, które przychodzą same.
Jak czas.
  haha 

niedziela, 9 października 2011

El Niño vel....

El Niño ma zwyczaj mówienia grubym głosem, nad ranem, zanim dostanie swoje mleko.
Złości się na całego, bez pardonu drze japkę i marszczy przy tym czoło jak zły staruszek.
Ale bywa też, że narzeka cichutko, wtulony nosem w zagięcie ręki PG.
-Czemu on tak miauczy? -zapytał Junior
-Narzeka sobie.
-Na co?
PG uśmiechnęła się:
-Nie wiem.
-Miauczy, miamczy, miamci- zaczął bawić się słowami Juniorek.
I tak powstała nowa ksywka dla El Niño.


Mniamcidełko.
 haha 

sobota, 8 października 2011

Sms : PG i KA

PG:
Śniło mi się, że moja teściowa wysadziła mieszkanie w zamachu. I turban miała niebieski...taki jak lubi.

KA:
Ja też mam koszmary.

PG:
Czy ja napisałam, że to koszmar?
To był zamach samobójczy!

piątek, 7 października 2011

Migawki

Ponieważ książka była trudna i...nudna, PG przykleiła nos do szyby i zamyśliła się smutno.
-Co się stało?-zapytał Anioł Stróż zatroskany.
-Nic-odpowiedziała jak zwykle.
PKS minął Poronin.
*
Jesienią Tatry są miodowe.
Ale bywa, że niebo ma odcień najczystszego błękitu.
Magistrala i masyw Gerlacha.
-Dobra, gdzie do cholery są góry?-spytała PG, Aspi.
-Nie wiem, poszukuję aktualnie toalety na terenie parku narodowego-odpowiedziała Owa pochylając się nad mapą-najlepiej takiej z umywalką, lustrem i łagodną muzyką w tle-inaczej zaraz będziesz świadkiem, jak wyjdzie misio i powie "nasikała mi pani do domku!"
-Znakomicie-przyklasnęła PG-w jednej wypowiedzi kultura osobista i eskalacja emocji!
*
Pod Czerwonymi Wierchami Aspi i PG wyłożyły się na trawie, lekceważąc mijających je turystów. Aspi wyjęła zapasy słodyczy (nieprzebrane zapasy). Słońce grzało niemiłosiernie, ani grama wiatru. PG, Aspi i Giewont leżeli z przymkniętymi powiekami.
-Idziemy na Kasprowy?-spytała Aspi
-Leż-odpowiedziała PG-jeszcze trochę po Tatrach "pochodzisz".
*
Słowacka wystawa samochodów zabytkowych zastała nas przebiegle...trzy razy, w tym samym miejscu. Pensjonat, w którym spałyśmy by zewsząd widoczny, dojazd do niego polegał na okrążaniu go wielokrotnie.
Czarny pojazd krąży zatem jak polujący drapieżnik, zataczając coraz to mniejsze koła wokół.
W międzyczasie przyglądały nam się błyszczącymi reflektorami zabytkowe jaguary i mercedesy.
Rozjechały się zawiedzione, gdy wreszcie namierzyłyśmy właściwy zjazd, ukryty zresztą za parawanem ze znaków "zakazu wjazdu".
*
Schroniskowe noce, schroniskowy standard..choć nazwa już "hotel".
Co robisz?-spytała Aspi
-Drzwi otwieram jak zęby myję, zwyczajnie nie ma opcji stanąć przy umywalce bez otwierania drzwi.
Po 9 godzinach chodzenia po górach łatwiej otworzyć drzwi do toalety niż przystosować się ciałem do kształtu przewidzianego przez szalonego architekta.
I pozostawić otwartym pytanie:
czy architekt był trzeźwy?
*
-Ile idziemy?
-8, może 9 km dotąd...
-Po co?
-Żeby coś zobaczyć?
-Co?
-Nie wiem, góry jakieś?
-Ile ta magistrala ma?
-Nie wiem, coś koło 70 km.
-Dobra, wracamy.
*
Tatry to "cedzak" coś co pozwala oddzielić siebie od tego, kim się bywa.
Własne emocje, myśli, uczucia zobaczyć z bliska i nie roztrząsać, tylko być.
Dziś PG upiekła piernik, który pachnie w całym domu, spakowała Juniora do szkoły, uśpiła El Nino, uprasowała, posprzątała, ugotowała, potem pójdzie do pracy.
"Prócz domu z którego wyszłam i domu, który stworzyłam mam jeszcze jeden dom.
Tatry.
Dobry, bezpieczny, miejsce, gdzie Ktoś mnie kocha."











piątek, 30 września 2011

razy trzy

Ma niebieskie oczy, choć brzegi tęczówek zaczynają robić się zielone.
Kiedy się śmieje kąciki oczu unoszą się ku górze, a rząd mleczaków z odstępami na kilka milimetrów ozdabia niemal kompletny uśmiech.
Niemal...bo brakuje lewej dolnej jedynki.
Najbardziej lubię, gdy mnie zaskakuje, sprytem, przebiegłością, ripostą za dorosłą jak na siedmiolatka. Bywa, że wieczorem czytam mu bajki, słucha, dopytuje, ani w głowie mu spanie.
Lubi płatki z mlekiem i piłkę nożną, kiedy się złości poznaję w nim samą siebie.
*
Oczy ma granatowe, a główkę pokrytą mięciutkimi włoskami, w kolorze, który"chyba będzie ciemny". Koi mnie jego zapach i czuję się z nim związana jeszcze bardzo pierwotnie.
Jest odważny. Choć dziwnie to brzmi, gdy mówi się o kimś w jego wieku.
Z radością patrzyłam jak podtrzymywany pod brzuszkiem ciął basen z godną podziwu płynnością poruszając "puchatymi" nóżkami. Ach, jaka bylam z Ciebie dumna, Synku! :)
Zasypia wtulony w mój dekolt lub ramię i ma niezwykłą mimikę twarzy.
Dorosły jak na czteromiesięcznego mężczyznę.
*
Mieszanina zieleni z brązem, spokojna od zawsze.Oczy koloru khaki.
Kocha ich obu.
Czasem, gdy Junior gra z nim w piłkę, lub razem budują karmnik dla ptaków lubię słuchać ich rozmów. Poważnych i ważnych...i myślę, że nie potrafiłabym utrzymać powagi w niektórych sytuacjach.
Innym razem, gdy wraca z pracy, otwieram drzwi z El Niño na rękach, nachyla się i mówi "dzień dobry, Synku" a Zawartość moich ramion uśmiecha się promiennie nie wypuszczając rączki z buzi i podskakuje wśród pisków.
Kiedy całuje mnie w czoło, wiem, to, o czym nie musiałby mówić.
Ale mówi.


"Moi chłopcy"...czy nie brzmi pięknie?
Moi a ja ich.

Najlepszego!

wtorek, 27 września 2011

Domowo

Przez pierwsze siedem dni w szkole Junior nie miał nic zadane.
Kolejnego przyszedł z kajdanami na rękach (czytaj niteczce w stylu tej od kabały) i oświadczył, że to na okoliczność zadanej pracy domowej.
PG z niedowierzaniem odkryła, że jego ćwiczeniówka pełna jest znaków zapytania i powtarzającej się frazy "brak pracy domowej".
To tyle w sprawie legendarnej dojrzałości Juniora i odpowiedzialności wychowawczej państwa G. Dość rzec, że odrabiania było na pół wieczoru.
*
El Niño z kolei podczas robienia czegoś, co umownie państwo G. nazywają "samolocikiem" (PM unosi wysoko, dziecię rechocze głośno) zaczęło ulewać się paliwo.
Ślinił się niemożliwie i PG bliska była podejrzeniu wścieklizny.
Tymczasem (borem lasem) dziecko się uzębiło i El Niño stał się dumnym posiadaczem prawej dolnej jedynki.
Teraz będziemy się gryźć.
Trochę PG będzie brakowało widoku jeziorka mleka w paszczy, z którego to akwenu dumnie wystają rafy koralowe różowych dziąsełek, kiedy El Niño radośnie zaśmiewa się w głos.
*
A'propos u rzeczonego pojawiają się pierwsze oznaki dominacji gadułowych genów.
Tymczasem kłócimy się głównie z firanką , jej (tyle samo wartą) koleżaneczką narzutą, oraz przemawiamy długo i cierpliwie do własnych bucików.

środa, 21 września 2011

wtorek, 20 września 2011

Ślubująco

Rozpoczęło się uroczystym wprowadzeniem sztandaru i grona pedagogicznego.
Jedna z pań wyglądała jak guwernantka Marii Skłodowskiej Curie, druga jak sama Maria, zaś ksiądz-katecheta w jednym zawsze kojarzył się PG z oficerem SS.
PM pomknął w grono ślubujących , PG przysiadła na wyznaczonym miejscu, El Nino przeszedł natychmiast w tryb stand by.
Po odśpiewaniu hymnu szkoły nastąpiło przegrupowanie w szeregach matek.
Wyłoniła się grupa ledwie wzruszonych, płaczących i plotkujących.
PG jak zwykle aspołeczna i szczęśliwie niezrzeszona nie bez satysfakcji zauważyła, że w ostatniej, plotkująco-obmawiającej grupie jedna z pań płynnym ruchem dłoni, poprzez fałdy eleganckiej sukienki poprawia majtasy, które zaszły tego dnia dalej niż na ślubowanie.
Potem nastąpiło uroczyste potrącenie wielkim ołówkiem przez panią kurator oświaty, która raczyła wspomnieć, że witamy wprawdzie w radosnych progach szkoły, ale teraz to już macie przerąbane, bo przed wami kilkanaście lat tyrki.
Na koniec pan z komendy miejskiej wręczył na pamiątkę wszystkim ślubującym odblaskowe kółeczka.
-To taki bezpieczny prezent na początek szkoły-zakrzyknął sympatycznie.
-Na początek gimnazjum dostaną po prezerwatywie-odchrząknął ktoś za plecami PG.
Po zakończeniu uroczystości państwo G udali się na mniej pamiątkowe ciacho, choć niektórym z oczywistych względów dostał się tylko sok jabłkowy.
Nie wątpimy jednak, że smakował jak najlepszy szampan.

Gdy wieczorem PG przyszła poprawić kołdrę Juniorkowi, tuż przy jego głowie znalazła bezpieczny prezent.
Dobrze...
Wiadomo to, co by było gdyby spać bez odblasku?

niedziela, 18 września 2011

....kilka godzin później.

Państwo G krążyli po lesie długie minuty szukając jaskini, która się po partyzancku ukryła w kniei.
GPS skapitulował, PM ciśnienie leciutko skoczyło, PG popijała ciepłą pepsi z puszki.
-A cy w tym lesie są żubry?
-zapytał Junior.
-Lepiej żeby nie-odrzekła stroskana matka na wszelki wypadek zerkając przez okno-bo w sierpniu i wrześniu byki bywają agresywne.
-A mamy wrzesieńńńńńń-dodał PM.

Sztuka odnajdywania kontekstów

PG stała pochylona nad blatem kuchennym, przygotowując poranny soczek. gdy wyrósł przed nią Junior:
-Mamo, w sierpniu i wrześniu byki potrafią być agresywne.
Stwierdził poważnie.
PG została z odkręconą butelką w dłoni.




-Oglądał program o żubrach-wyjaśnił PM.

sobota, 17 września 2011

Wspomnieniowo

Padał deszcz, a krople potwornie głośno tłukły o ścianę namiotu.
PG leżała 1500 km od domu zawinięta w śpiwór w terenie mocnogórzystym.
W namiocie była sama.
Temperatura powietrza sięgała dwudziestukilku, a PG zdrowo ponad 38.
Na polu namiotowym, gdzie roiło się od głosów prezentowanych przez wszelkie narodowości co czas jakiś głuchym drżeniem rozchodziło się echo piorunów. PG zamykała oczy, ale sen nie przychodził, podobnie jak trzeźwość umysłu. Deszcz odbijał się falą o dolomitową skałę, i gubił się w rzece poniżej.
To wszystko PG słyszała jak przez mgłę jak z pół snu.
Zlepek myśli, pajęczyna odczuć, a wśród nich uporczywa myśl o piosence sprzed kilku lat.

Jedziemy samochodem, maleńki jeszcze Junior gaworzy w foteliku z tyłu.
Z odtwarzacza leci Stare Dobre Małżeństwo.
-Fajny tekst- rzucam zamyślona
-Taki o nas-uśmiecha się PM i na chwilę odrywa rękę od drążka skrzyni biegów,żeby schować moją dłoń w swojej-ja jestem dla Ciebie piorunochronem.

Odpowiadam uśmiechem.



A jestem dla ciebie piorunochronem
i gradobicie tego świata zbieram

chcę chronić nas jak tylko umiem

gdy na zakręcie nasza Ziemia

Dobrze że jest kąt na tej Ziemi
- kąt jak twe ramiona - rozwarty -

bo razem raźniej nam rozegrać

tak dziwnie rozdane karty

I lampą ci jestem która oświetla
gościniec mroczny i wciąż wyboisty

bo trzeba krok za krokiem iść

by być dla siebie jeszcze bliższym

wtorek, 13 września 2011

Podobno rekord Polski wynosi ponad 15 promili.


Doktora Jot PG spotkała na korytarzu Drugiej Uczelni. Miły ten początek roku odebrała jak pierwszą jaskółkę która wiosny nie czyni, ale banana wywołuje. Niestety z wiosennego nastroju wyrwał ją brutalnie system wewnąrzplotkowy, którego została mimowolnym świadkiem.
I od którego rzeczona uciekła.
Doktor Jot powiedział, że się Gaduła na blogu refleksyjna zrobiła.
To prawda.
Ogarnia ja niesłabnąca refleksja.
Nad obciętymi w przypływie weny twórczej przez Juniora włosami, które uczyniły z niego kogoś o krzywej głowie.
Nad wąsami kota, które skróciły się asymetrycznie przy pomocy tych samych nożyczek.
Nad rozmową z PE, która zaowocowała tyle poważnymi przemyśleniami co niepoważnym rechotem.
Nad tym, że coraz częściej El Niño mimo młodego wieku, prócz wołania "muma"(tak, to chyba ja) powtarza coś jak swoje imię (a łatwe to ne jest bo dalismy mu na imię Mścisław-żartuję).
Nad motylami w ogrodzie i ciepłą kawą na tarasie.
I nad tymi co z nami tylko na chwilę.

Tak, blog mi się zrobił refleksyjny.


Sam.

środa, 7 września 2011

Wielki Manitou

-A-A-A-A-AAA-powtarzała PG tuląc niespokojnego El Niño o 2 w nocy
-A-A-A-A-AAA-powtarzała o 2.30
-A-A-A-A-AAA -o 3
i
-A-A-A-A-AAA przed 4
-A-A-A-A-AAA
-A-A-A-A-AAA
-A-A-A-A-AAA
-A-A-A-A-AAA
-A-A-A-A-AAA
-A-A-A-A-AAA

-Co jest?-zapytał zaspany PM
-A-A-A-A-AAA
-A-A-A-A-AAA
-A-A-A-A-AAA
-A-A-A-A-AAA

-Nie wiem, albo go uśpię, albo deszcz przywołam.


Bo zaiste brzmiało to z indiańska.
Wielki Manitou skapitulował przed piątą.
A...
dwanaście godzin później spadł deszcz.

poniedziałek, 5 września 2011

Gorączka

Jest siła w punkcie, w którym brzeg ust mamy styka się ze zmarszczonymi w płaczu brwiami niemowlęcia. Jest ogrom w chwilach ciszy między jego łkaniem a moja mruczanką.
Jest moc w chłodzie moich dłoni przykładanych do jego rozgorączkowanego czoła.
Jest potęga w tym, jak mocno trzyma się maleńkimi dłońmi moich ramion.
Jest prawda w rzeczach zwykłych, dla których nie trzeba niezwykłych słów.





piątek, 2 września 2011

Człowiek z biurkiem

Powaga sytuacji związanej z rozpoczęciem edukacji implikowała konsekwencje w postaci zanabycia drogą kupna biurka da Juniora. Zjawisku temu towarzyszyła ekscytacja na poziomie zbliżonym (choć nie równie wysokim) jak wówczas, gdy Junior zakłada nowe buty/spodnie/bluzę po to by następnie wrócić z placu zabaw w stanie wskazującym na ich krańcowe zużycie.
Zakupiono zatem biurko sosnowe, z litego drewna z trzema szufladami, sztuk jedna.
Junior dokonał odbioru w towarzystwie PM z placówki handlowej.
Następnie mebel przewieziono do gdziebądźtochatynki.
A potem panowie zamknęli drzwi, zza których dobiegały odgłosy pukania i tłumionych przez
PM przekleństw pomysłowo zmienianych w ostatniej chwili na słowotwory przeróżne.
Junior służył pomocą teoretyczną oraz niezbędnymi w jego uznaniu wskazówkami.
Junior dobrze radził.
Junior pomagał.
Junior pomysłowo znajdował nowatorskie sposoby złożenia mebla.

PG z młodszym dziecięciem na rekach wycofała się w najdalszy kąt drugiego pokoju.

Biurko zostało złożone.
PM odetchnął i otarł ręce wyciągnięte do kolan.
El Niño podziwiał zafascynowany...zapachem.


I wtedy Junior zadał kluczowe pytanie:
-A jak teraz to biurko do szkoły zawieziemy?



czwartek, 1 września 2011

Pierwszy dzień w szkole

Biała koszula, świeża fryzura, lekka trema.
Takiego Juniora Drodzy Państwo nie znają.


Moje Maleństwo!

środa, 17 sierpnia 2011

O wyjazdach i powrotach.

Według teściowej PG wzięła udział w konkursie na najgorszą matkę województwa.
Według PG nie miałoby to sensu, bo pierwsze miejsce już dawno obstawione ;) .
I wyjechała PG w góry dalekie na motocyklu szybkim.
("Pomyśl, dwoje dzieci, DWOJE"...no jakby jedno to się można rozbić śmiało.)
Porzuciwszy zatem rodzinne sioło śmignęła Gaduła w kraje dalekie, w których było górzyście, stromo i cudownie. Przypinała się PG do górek i maszerowała wysoko, rękami dotykając nieba, śmiała się perliście, mówiła do nich "góry, góreczki, górunie..czekałyście na ciocię? tęskniły?"
A góry uśmiechały się perfidnie i oblodziły ferraty swoje, żeby PG i adrenaliną się sztachnęła.
Cudnie było, cudnie wracać do ciepłych łapek i mlecznych oddechów.

czwartek, 28 lipca 2011

Nie ma komu...

Junior zabrał PM w Bieszczady, gdzie rezydują od kilku dni.
Jakoś smutno....


nie ma komu zalać łazienki,
ubrudzić świeży obrus,
wywalić zabawki na środek pokoju i nie posprzątać, bo "wszystkie będą zaraz potrzebne",
nie ma komu odbić łapek na oknie tarasowym
i domagać się płatków z mlekiem nie ma komu

jakoś smutno...

środa, 20 lipca 2011

Pomoc

Pomoc Juniora w zakresie zagadywania braciszka jest nieprzeceniona.
Gdy ów siedzi w foteliku, PG kroi warzywa na obiad, Junior zagaduje do El Nino:
-Teraz jesteś dzidziusiem, potem sobie będziesz dzieckiem małym, potem do przedszkola pójdziesz, starszakiem będziesz sobie, a potem, jak już będziesz miał siedem lat to nawet do szkoły pójdziesz, wieeeeesz?
-Nnnno.
-Nie mówi się no, mówi się: "tak", albo "wiem".



Zdaje mi się, że Junior nieco przecenia możliwości werbalne brata.
Ciut, ciut.

wtorek, 19 lipca 2011

Owocowa galaretka

Owocowa galaretka ma orzeźwiający smak i radośnie drży, gdy paznokciem strzelić w pucharek. Ma tą zaletę, że można do niej wrzucić niemal wszystkie owoce lata, i na wierzch położyć chmurkę bitej śmietany. Upaćkać się przy jedzeniu i nie mieć wyrzutów sumienia.
Owocowa galaretka pachnie latem.
Gdybym do swojego pucharka wrzuciła wszystkie lata życia byłoby w nim wiele słonecznych promieni, pachnące ciepłem kopki siana z dzieciństwa i snopki, które zwożone z pola pachniały kurzem i słońcem. Byłby zapach końskiej sierści i ramiona zmęczone pływaniem w rzece-to byłaby pierwsza warstwa-wakacje na wsi, smak dzieciństwa.
Byłyby i maliny, które rosły na Jurze, zrywane każdego lata, kolor mleczy, jakie rosły na trawniku przed liceum, smak wagarów spędzanych w nieco industrialnych warunkach Zagłębia, a potem mlecze przed uczelnią, o których KA mówiła "jestem taka nieprzygotowana, zielona jak ta trawa i też z takimi mleczami". W owocową galaretkę wrzuciłabym śmiech PE i rozmowy pod namiotem na pierwszych samodzielnych wyjazdach, nastrój schroniska w Beskidach, zapach mglistego poranka pod Zakopanem i chłód wieczoru na plaży w Brzeźnie. Byłby w niej też głos PM i nocne rozbijanie się między skałami pewnego sierpnia.
Potem byłaby warstwa dorosła, ciepła, pachnąca morzem i ...Tatrami po słowackiej stronie, upiorny nastrój leśniczówki gdzieś na pojezierzu i smak poziomek, które zbieraliśmy z Juniorem przed rokiem. Byłyby w niej i góry znacznie dalej i znacznie wyżej i zachwyt, który ogarnął na ich widok i pierwsze "ach", które się tam wyrwało.
A na samej górze, jak wisienka byłby uśmiech pełnymi dziąsłami.

I co z tego, że dziś poważniej? Każdemu wolno przygotować własną owocową galaretkę na lato!

niedziela, 10 lipca 2011

Zazdrośnie

Na Krupówkach znaleziono dziś o trzeciej nad ranem trzylatka.
Mamie się zapomniało, bo impreza była.
Są chwile,gdy i PG szlag trafia z bezsilnej nerwowości na temat.

Tymczasem Junior zupełnie nie jest zazdrosny.
Nic a nic.
Chodzi tylko za rodzicami krok w krok i przed wejściem do łazienki trzeba sprawdzić, czy oby Juniora już tam nie ma, bo istnieje takie zagrożenie.
Do tego rodziciele zasypywani są pytaniami, co tu dużo mówić niezbyt naznaczonymi inteligencją, ale w ilościach tak hurtowych, że nie zostawiają złudzeń co do dręczącej Juniora konieczności ich zadania. Wszystkie one dotyczą Malucha:
-Mamo, on mnie trzyma za palec, dlaczego on mnie tak trzyma?
-Mamo, on wie,że jestem jego bratem?
-Mamo skoro on wie,ze jestem jego bratem to dlaczego mnie trzyma?
-Mamo, skąd on wie, że jestem jego bratem?
-Mamo on się tak pięęęęęęęknie patrzy, dlaczego on się tak patrzy?
-Mamo on puścił piękna banieczkę , jak on to robi, że tak puszcza?
itd itp

Wzięcie Malucha na ręce powoduje, że Junior materializuje się na stopach lub tuż za piętami i posiada wzmożona chęć całowania dzidziusia w główkę, kąpiele kończą się gruchaniem....juniora nad wanienką, wieczorem przychodzi dzidziusiowi poczytać. I nie szkodzi, i pieknie, bo Junior z czytaniem radzi sobie znakomicie, tylko...


dlaczego chce czytać "Angorę"?

piątek, 8 lipca 2011

Gdy nie ma w domu...

Drzwi zatrzasnęły się za PM i Juniorem.
PG spojrzała porozumiewawczo na El Niño.
-Poszli, coo?-zapytała kontrolnie.
El Niño spojrzał to na drzwi to na PG i porozumiewawczo zrobił wielkie oczy.
-Poszli, poszli-potwierdziła PG-i zostawili nam....wolną chatę!
Odpowiedziało energiczne kopanie nóżek.
-Imprrrrrrrrrrrezę zrobimy!
Na drżące "er" El Niño zareagował jak zawsze entuzjazmem a w oczkach zapaliły się ogniki.
-Paliwo mamy!-PG potrząsnęła butelką z mlekiem-a jak trzeba to i przepitkę..rrrrrrumiankową!
Bezzębne dziąsła ukoronowały rogala, który wykwitł na twarzy Malucha.
-Niemowlaki zaprrrrrrosimy!
-No! Ooooooakrzyknął El Niño i dorzucił do tego energiczne machanie nóżkami i rączkami jednocześnie-ooooooo!
-Ale tu nie mieszkają żadne niemowlaki...-zreflektowała PG-niestety.
-Bu-posmutniał.

czwartek, 7 lipca 2011

Takie o zainteresowaniach

Każdego wieczora Junior przy kąpieli przypomina tragedię powodzian zalewając łazienkę z precyzją godną zegarmistrza-wszędzie. I tego wieczoru nim udał się dokonać rytuału został ostrzeżony o konsekwencjach cywilnoprawnych wynikających z ewentualnego zalania łazienki.
Niewiele to jednak zmieniło, co okazało się, gdy PM pojawił się dokonać inspekcji odnośnie opisanej problematyki, zwrócił się zatem do Juniora w te słowa:
-Masz tu ściereczkę, ma być posprzątane.
-Ale...-wszedł na barykady obrony Junior.
-Nie interesuje mnie Twoje "ale"masz posprzątać!
-Al...
-Nie interesuje mnie-powtórzył PM.
-Mnie nie interesuje-począł kontrę Junior.
-Mnie nie interesuje, że Ciebie nie interesuje-odbił piłeczkę PM
-A mnie nie interesuje, że Ciebie nie interesuje-hardo rzucił syn.
-Junior-powiedział twardo PM -ma być posprzątane.
I opuścił łazienkę, gdyż w oczach mu łzy stanęły nie to z powodu płaczącej ze śmiechu małżonki ni z powodu syna, którego nieposłuszeństwo konkurowało z gadatliwością.

Porechotali z PG w dużym pokoju, gdy wnet dobiegł ich sceniczny szept, który miał źródło w łazience.

-Mnie zawsze o jedno bardziej nie interesuje!

wtorek, 5 lipca 2011

"za wszystko inne..."

Bezcenne sytuacje z życia PG

1.
Usłyszeć jak niemal siedmioletni syn zwraca się do niej:
Nie martw się mi też spodnie z dupska lecą.

2.
Podczas kąpieli zobaczyć otwierające się drzwi łazienki a w nich twarz
siedmiotygodniowego syna, która następnie uśmiecha się bezzębnym uśmiechem.

3.
Podsumować całość słowami do PM:
Czego Ty ich uczysz?!


i umyć rączunie z katastrofalnych skutków tegoż wychowania.

piątek, 1 lipca 2011

:)

Było niezwykle uroczyście. Wzniosłe Gaude Mater, panie w kostiumach i panowie w garniturach, Władze uczelni, sztandar i ogromna aula. Było szybsze bicie serca przez moment i myślenie"ach nareszcie", było przyrzeczenie, pasowanie, togi i birety...
-Dobrze mam pudełko?-spytała sąsiadka PG poprawiając biret
Mhm-przytaknęła tamta
-Co masz pod spodem?-PG uniosła brew-nic...(sąsiad po prawej zaczął się śmiać)..znaczy mam top i spodnie od garnituru-zreflektowała PG
-Nie spinaj się tak- trzepnęła profilaktycznie z łokcia sąsiada
-Gorąco mi ... pod spodem-odpowiedział ów.

Było znakomicie.

Junior bawił się fantastycznie bardziej zainteresowany fakturą parapetu niż przemówieniem prezydenta, wojewody i rektora...razem wziętych.

wtorek, 28 czerwca 2011

Homologacyjnie

PG krzątała się w kuchni, El Niño z PM rozmawiali w dużym pokoju, a Junior odkrył podówczas wiszący na lodówce notatnik NIEZAMALOWANY, co postanowił natychmiast zmienić. Usiadłszy zatem przy stole napisał na pierwszej karteczce
"100 zł"
i pobiegł do pokoju.
Dzień dobry-rozpoczął tonem bardzo poważnym-policja drogowa.
Ma pan mandat sto złotych za prędkość!
Nie przyjmuję-odrzekł hardo PM
STO ZŁOTYCH-powtórzył Junior z naciskiem
Nie przyjmuję-usłyszał od ojca, który zdaje się zaczął stosować strategię zdartej płyty
No jak to?-zmiękł nieco Junior
Ma pan homologację na ten swój radar?-zapytał podły pirat drogowy
Junior przydreptał błyskawicznie do kuchni, gdzie wychylił się zza blatu i wyszeptał scenicznym szeptem-Mamo homologacja...
PG oderwana od zmywania naczyń pobladła przez moment, ale aby nie zburzyć domowego miru i poczucia bezpieczeństwa dziecięcia zażegnała błyskawicznie chwilowy kryzys:
Dawaj kartkę-rzuciła w stronę Juniora i nie bacząc ani na to, że za Chiny Ludowe nie wie, jak wygląda świadectwo homologacji ani czym w zasadzie jest napisała na karteczce:
"Homologacja!Najlepsza z najlepszych!"
Teraz Ci nie podskoczy!-rzekła w stronę funkcjonariusza

Junior radośnie pokłusował w stronę dużego pokoju.


P.S.Dla PG pozostaje tajemnicą równą kręgom w zbożu skąd Junior zna tekst
"dzień dobry, policja drogowa", PM powstrzymał się od komentarza.


czwartek, 23 czerwca 2011

Tata

Dziadek Gaduła pojawia się co czas jakiś na niniejszych łamach.
I gdyby ktoś miał wątpliwości chodzi o PG tatę.
Tata nie czyta niniejszego bloga, nie ma tutejszego adresu, ale się PG na refleksje zebrało.
Tata
to zawsze brzmiało trochę bardziej wymagająco niż mama, choć ponoć było to pierwsze słowo, które wyartykułowała PG (zaraz potem potok słów wypełnił jej życie).
Tata to przede wszystkim ktoś, do kogo PG była podobna,
wyglądem, uporem, czasem wytrwałością.
To silne ramiona i noszenie"na barana"latem po łąkach, to opowiadanie małej dziewczynce w klapkach i słomkowym kapeluszu, skąd się bierze burza i w jaki sposób liczy się wiek drzewa.
To Beskidy wszerz i wzdłuż, gdy całą rodziną odpoczywaliśmy przy konserwie turystycznej :).
To nauka pływania w rzece latem i jazdy na motocyklu (co się Tacie nie udało).
Tata to też słowa "nie mogło być pięć?", gdy przyniosło się cztery i budzenie zaciekawienia nad otaczającym światem.
Tata to też twardy pan w korytarzu oddziału onkologicznego, gdy razem usłyszeliśmy diagnozę o mamie i gdy PG opadła na krzesełko, powiedział "Dobra, trzeba iść do mamy."
Tata to ktoś kto po sześćdziesiątce pojechał w podróż na drugi koniec świata i przysłał zdjęcie z koalą, kto nauczył Juniora jeździć na rowerze i zagadał El Niño gdy ten głosował z całej siły swoich dwutygodniowych płuc.
To wszystko Tata...tak trochę ja.

czwartek, 16 czerwca 2011

Kroczek w przód.

Zgodnie z uchwałą i w zgodzie ze zgodą zgodną z literą prawa, bla bla bla...
nastego czerwca bieżącego roku PG udała się na zabieg usuwania jednej litery ze skrótu przed nazwiskiem.
Obaj Synowie tuż przed pomogli jej w tym wydatnie-jeden wyrażał swoje uzasadnione obawy przed komarami do 23 w nocy, drugi postanowił obudzić wszystkich przed 3 rano.
Pozostałe 4 godziny PG wykorzystała na intensywny sen i regenerację garstki szarych komórek, której jej nie zeżarł stres.
Zabieg odbył się w znieczuleniu, którym była powracająca myśl, czy oby balkon PG nie przecieka.
Co do wyglądu PG opinie są podzielone: jedni uważają, że była opanowana (akurat! czy nikt na sali nie dostrzegł drgającej powieki?!) inni, że twarz miała jasną i ... nie skalaną śladem intelektu (co nie jest niemożliwe, gdyż mechanizmy obronne zadziałały doskonale-najpierw organizm odciął intelekt, potem nerw trzymający powiekę, a na końcu zbierał się za oddychanie, ale nie zdążył).
PG zachowa wiele wspomnień z opisywanej chwili, wśród nich również to o podkręceniu (niechcący rzecz jasna) długopisu pani z sekretariatu (widocznie człowiek w stresie kradnie skutecznie i niepostrzeżenie) i widok Recenzentów, który stawał się łagodniejszym z każdą minutą.
W tym miejscu chce PG podziękować za ciepłe smsy i podtrzymywanie na duszy, którą bidula trzymała na ramieniu Rodzinie, Bliskim, Znajomym
i
Jedynemu Panu Bogu na niebie,

że to już za nią.

czwartek, 9 czerwca 2011

Jak na Zawiszy

Przy wielu swych zaletach Junior grzeszy roztargnieniem. Prosząc Juniora na parterze o zrobienie czegoś  na piętrze
można polegać na  Juniorze jak na Zawiszy
że...
jak nie zapomni to zgubi.

sobota, 28 maja 2011

Odkrycia małe i duże.

-Mamo!-Mammmmmmo!-Junior przybiegł z drugiego pokoju, w którym kontemplował urodę El Niño-Mammmmmo!
Oczy Juniora zrobiły się wielkie jak błękitne spodki.
-Co się dzieje?-zadrżała PG.
-Mamo! On nie ma zębów!!!!

piątek, 27 maja 2011

Bo przyszła położna...

Bycie w ciąży jest stanem dość przyjemnym.
Jedyną nieprzyjemną w nim sprawą jest DobreRadzenie.
Do DobregoRadzenia powołani czują się niemal wszyscy, i kobiety i mężczyźni i ci, którzy dzieci mają i ci, którzy nigdy nie mieli..nie szkodzi. Ogromna większość chce wtedy dotykać Cie po brzuchu i przede wszystkim mówić co należy, lub czego nie należy robić. (Tu: tytułem przypomnienia: nie nosić łańcuszków, nie zakładać nogi na nogę i uwaga: nie patrzeć w ogień (a wydawałoby się, że czasy, gdy wkładano dziecko do pieca na kilka zdrowasiek minęły bezpowrotnie) to byście się zdziwili... ). Z dotykaniem brzucha PG radziła sobie nieźle, owszem byli WYBRANI :) , co do których nie protestowała (w myśl zasady, że dobrych ludzi trzeba poznawać jak najwcześniej w życiu), ale bywało, że odpowiadała "a ja Ciebie po brzuchu głaszczę?" bezceremonialnie, bo kobiecie w ciąży wolno , bo jak nie "to Cię myszy zjedzą".
Świat DobregoRadzenia rozciąga się jednakowoż poza okres stanu błogosławionego i osobista refleksja PG na ten temat zamyka się w tych słowach "drugie dziecko świetnie działa na asertywność", w sali poporodowej PG poznała Justynkę. Justynka piastowała swe pierwsze i znajdowała się pod ogromnym wpływem DobrzeRadzących mamy i teściowej, przez co pełna rozterek (i mleka) miotała się nieboga pochlipując w poduszkę, a to, że pokarmu ma za mało a to, że nie ma wogóle, a to, że czas arkę budować bo ma go za dużo. Mama i teściowa Justynki były bowiem w radzeniu niekompatybilne i każda zgłaszała własne koncepcje, które czarownie nakładały się na ogólny stan pobudzenia i przygnębienia tejże.
Dnia trzeciego PG, której przyszło słuchać chlipania w poduszkę wzięła sprawy w swoje ręce i stała się DobrzeRadzącą. Na początku Justynka przyjmowała z niedowierzaniem, na koniec jednakowoż przekonała się do Gadułowych metod perswazji.
-Ona płacze...-zatroskała się Justynka-dlaczego ona płacze?ja chciałam do toalety...a ona płacze...
-Idź, dzieci płaczą i bez sensu, ja popilnuję. Idź.
-Ona nie potrafi ssać, popatrz, nie potrafi chwycić piersi, mama mówiła, żeby jej dawać do skutku..
-Cyc w paszczę-zarządziła PG i po chwili słychać było radosne mlaskanie.
Dnia czwartego Justynka z PG porozumiewały się doskonale, zaś dzieci płakały naprzemiennie...
I ..jedna refleksja podsumowująca... może pierwsze dziecko to głębsze przeżycie mistyczne, ale drugie zdecydowanie łatwiej się karmi/usypia/przewija.

Przy ósmym musi być to już kwestia odruchu.

A wszystko dlatego, że dziś PG odebrała telefon od położnej, która przybyła do miejsca zameldowania (oddalonego o 16 km od miejsca zamieszkania). Pani Położna zaoferowała swoją pomoc i dobrą radę, nikt nie wie, gdzie była gdy PG biegała na paluszkach przy Juniorze.
Ale tym razem podziękowała tylko serdecznie i rozstały się..zdaje się obie w dobrych humorach.
Pani Położna nie musi dobrze radzić, a PG tego słuchać.

piątek, 20 maja 2011

Reklamacji nie przyjmuje się!

-Widziałem dzidziusia w telefonie!-wykrzyknął Junior w rozmowie telefonicznej z hospitalizowaną PG.
-No i?-spytała ona-podoba Ci się, może być?
-Może-odpowiedział Junior-ale...-zastanowił się chwilę-jakby był jakiś większy to możesz wymienić.

środa, 18 maja 2011

Progesteron

Poród przebiegał bez zakłóceń, wprawdzie doktor G. wytknął PG, że chodziła w czwartym miesiącu po górach, oraz pouczył ją o różnicach w długości drogi hamowania samochodu i motocykla ale sala operacyjna co czas jakiś wybuchała radosnym rechotem, wszyscy byli w niezłym nastroju, nawet rzeczona operowana, której ktoś ujął nieco z Życia Wewnętrznego.

Pierwszym skojarzeniem PG była myśl o tym, że dzieciątko przed chwilą z niej wyjęte ma ciemne włoski.
Następnie Pan G zwrócił się do zwiniętej w kłębek istotki podniesionej wysoko ponad stół operacyjny:
-No, facet jesteś, odezwij się!
Czemu odpowiedziała przeciągłe "Łaaaaaaaaaaaaaaaaa!"
A potem porwano Człowieczka do sali obok, by za chwilę wrócił zwinięty w szczelny kokonik, podano do pocałowania..pierwsza myśl..ciepłe czólko, ciepły policzek..zimny nos
całkiem jak PG.

I pierwsze spojrzenie, to całkiem wyjątkowe, i pierwsza pewność:
imię, które przyniósł i które z nim zostanie tak jak w PG zostanie wspomnienie pierwszej tamtej chwili spotkania.

Niech zatem narodzi się i na blogu i tu dostanie swoje imię,
od dziś z nami, Drodzy Państwo...

El Niño


wtorek, 10 maja 2011

Tuż, już...

Bliskich poznaje się po...bliskości.
Nawet mimo kilometrów.
Dziękuję PE.



A teraz pójdę sobie urodzić..bo już pora.

niedziela, 8 maja 2011

Czerwony negocjator

-Słucham?
-Bo ja mam cztery i pół.
-Pięknie. I?
-I jest mi przykro, bo uważam,że zasługuję na więcej.
-Z poczuciem przykrości należy walczyć.Chce pani odpowiadać?
-Nie, ale koleżanka ma podobne oceny i ma pięć, a ja mam podobne i mam cztery i pół.
-A pani aktywność?
-Ja jestem nieśmiała.
-To nie są studia dla nieśmiałych,zawsze mówię bibliotekarstwo też ciekawy kierunek.
-Ale jest mi przykro.
-Mnie również, chce pani odpowiadać?
-No nie.Ale jest mi przykro.
-Mhm, bezwzględnie musi pani uporządkować swoją uczuciowość, bo to uczucie przykrość pani wyraźnie przeszkadza.


Bo i PG czasem nerwy puszczą.

sobota, 7 maja 2011

"The Final Countdown"

Ostatnie dni.
Pobudki nad ranem, gdy najpierw powoli przeciąga się Maleństwo, a zaraz potem PG.
Dni senne, łagodne, lekko uśmiechnięte, choć i drażliwe.
PM, który chodzi na palcach, Junior, który jest grzeczny jak nigdy dotąd.
Tekst, który pisze się sam, znajomi, którzy uśmiechają się częściej niż zawsze.
Najlepsze życzenia "szczęśliwego porodu" (dobrze, że nie przygodowego, spektakularnego etc.), malowanie, przemeblowywanie, sprzątanie, prasowanie maleńkich ubranek.
Chłodny maj za oknem, układanie wszechobecne i wszystkiego, co tylko jest PG w stanie.
I sen, głęboki i spokojny.
I czasem łezka.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Bajka

Wieczorową porą PG z książką i dziećmi (jedno poza, drugie wewnątrz) czyta bajki.
Skończyły się nam klasyki literatury, w związku z czym przeszliśmy do baśni polskich.
Rzecz traktuje o królowej Juracie, która w skrócie rzecz ujmując źle lokuje uczucia, na co jej rodzony ojciec stosuje karę cielesną w formie ostatecznej, nie dość tego dopuszcza się profanacji zwłok na wzór tych, których w związku z problemami wątrobowymi Prometeusza doświadczał był ów.

W końcu Junior zasypia, a PG wytaczając się z jego pokoju podsumowuje w kierunku PM:
-co za okrucieństwo!

-Jakaś podejrzana ta bajka-dodaje całkiem głośno rzekomo śpiący Junior.

piątek, 22 kwietnia 2011

środa, 20 kwietnia 2011

Szeptem

To jest coś co dzieje się między nami.
Między najbliższymi i bardzo intymnie.
Ogarnia mnie senność ale zanim przymknę oczy przykładam dłoń do ciepłego brzucha i czuję tuż pod skórą delikatny ruch.

Wiem, że jest Ci dobrze.

Na kanapie, z książką czytaną gdzieś pomiędzy jednym a drugim "powinnam" znajduje mnie Juniorek. Podbiega, i tuż nad brzuchem pyta po raz setny w tym dniu:
-A obudził się już dzidziuś?!
Budzi się natychmiast, serią energicznych kopniaczków obwieszcza, że owszem, nie śpi i może się pobawić. Bawią się z Juniorem w "śpisz?-nie śpię!"Junior obwieszcza pytanie okrzykiem, Maleństwo odpowiedź ruchem.Trwa to kilka, kilkadziesiąt minut. Śmiejemy się razem.

Wiem, że czujesz się częścią Czegoś.

Nieraz nierówna walka ze snem kończy się moją porażką. W środku dnia, kiedy kładę się "tylko na chwilę" a budzę najszybciej po godzinie. Przez sen słyszę jak PM wchodzi na chwilę do pokoju i czuję, że okrywa mnie kocem. Przez sen mruczę "dziękuję", a Maleństwo pod moim sercem przeciąga się z subtelnością skrzydeł motyla.

Wiem, że czujesz się bezpiecznie.

Rodzice planują wszystko, co najlepsze nawet dla swoich nienarodzonych dzieci, myślą o tym co im dadzą, martwią się, co przyniesie jakaś nieokreślona przyszłość. Ja boję się planów, bo wiem, że one lubią motać się, krzyżować, mieszać. Ale jestem niezwykle zwykła, Kochanie, zanim przyjdziesz i potem już zawsze.

Będziesz częścią  mnie i Tego, co kochałam i Tych, którzy kochają Cię już teraz.



...w prostych gestach, w ciepłych słowach.
Do zobaczenia,
Kruszyno.



wtorek, 19 kwietnia 2011

:)

Rozłożyło PG na łopatki to i się podzieli:



Siedzi facet na ławce, obok dosiada się mała dziewczynka z pluszowym misiem. I zaczyna tego misia metodycznie rozrywać na drobne kawałki. Facet nie wytrzymuje i pyta:
- Dziecko, ty zupełnie nie lubisz zwierząt?
Ona patrzy na niego spode łba i odpowiada:
- Ja i za ludźmi nie przepadam...

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Ćwir, ćwir.

-Gniazdujesz-rzucił z uśmiechem PM zaglądając do kuchni.
-E tam -odpowiedziała PG.
-Noooo lodówka się rozmraża, piekarnik myje, drugie pranie suszy...
-Taki zbieg okoliczności, kafelki też się same nie umyją!-odpowiedziała PG tocząc się w kierunku wyżej wymienionych.

wtorek, 12 kwietnia 2011

A wiesz, że...?

-A wiesz, że Gagarin miał tyko 157 cm wzrostu?
zagaił PM zaraz po śniadaniu
-No, a co w tym dziwnego?-spytała PG-musiał się zmieścić w kombinezon po Łajce.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Bo....

Junior spędził tydzień u Dziadka Gaduły.
(w tym momencie część sali wzdycha "bieeeedne dziecko" a druga część "bieeeedny dziadek")
Z siedziby Dziadka dzwoni do PG:
"Mamo, mogę sobie zagrać na komputerze?"
"A zjadłeś cały obiadek?"
"Zjadłem! To ile mogę 54, 45 minut?"
"45 dobrze?"
"Dobrze!Tęsknie, to papa"-wyrzucił z prędkością karabinu maszynowego i się rozłączył.


-Mogem!-zakrzyknął Juniorek tuż do ucha pochylonego nad krzyżówką Dziadka Gaduły.
-Ja nie wiem-zamyślił się ów.
-Mama pozwoliła, mogem!
-A ja nie wiem, czy pozwoliła-najpierw chyba powinieneś spytać mnie, prawda? Nie słyszałem, żeby mama pozwoliła, a jeśli mnie okłamujesz?

-Nie okłamuję-zaprzeczył energicznie Junior.
-A skąd mam wiedzieć?
-BO RODZINIE TRZEBA UFAĆ
-uciął dalsze sugestie Junior.

sobota, 9 kwietnia 2011

Kolokwialnie

Pierwszy rok.
Cztery.
CZTERY, nie jedna czy dwie...
Cztery osoby na pytanie o Amnesty International odpowiada płynnie, że
"jest to organizacja pomagająca przestępcom, za co dostała Nagrodę Nobla".

Ja rozumiem strategiczne rozmieszczenie w przestrzeni podczas kolokwium.
Ale iloczynu zamiast ilorazu inteligencji nie rozumiem.


A może...może jest coś o czym nie wiem, może AI zajmuje się organizacją ucieczek, zabezpieczenia terenu przed policją, albo usunięcia ewentualnych świadków...CZTERY. To nie brzmi dumnie.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Na granicy asertywności.

-Przysługuje pani 20 tygodni urlopu-uśmiechnął się Pan z Kadr do PG-oczywiście może sobie pani wziąć dwa tygodnie z tego urlopu przed rozwiązaniem-zachęcił...
-Oczywiście-rozpromieniła się PG-mogę też wziąć pełnopłatne L4 i tym sposobem nie tracić ni dnia z tego urlopu.
Pan z Kadr nieco przygasł jak wieczorne słoneczko.

Bo asertywność wygląda przeróżnie.

-Nie mogę zgodzić się z moim przedmówcą, gdyż perspektywa taka pozbawiałaby tej nauki właściwego jej rysu, co przecież jest oczywistą stratą-kontynuował ktoś mądry na sali.
Popatrz-Katarzyna przechyliła się nad stołem konferencyjnym-jak ładnie prelegenci potrafią sobie powiedzieć "a się znasz!"

-To jest gUpie!
-mawia Junior, gdy mu się coś nie podoba.
Nie zawsze potrafi uzasadnić, acz nigdy nie bawi się w konwenanse.
Sprawy stawia jasno.


I tak wolę.

sobota, 19 marca 2011

Zdolności pedagogiczne na minusie.

-Dlaczego to zrobiłeś?-spytała PG Juniora, który wrócił z przedszkola po incydencie z przyduszeniem kolegi.
-Bo Konrad powiedział, żeby zrobić?
-Konrad Ci kazał, Ty zrobiłeś, a potem Ty miałeś karę. To co za kolega z Konrada?
-To nie jest mój kolega..już.
-Jakoś nie wierzę, zawsze razem broicie.
-...
-A jakby Ci Konrad kazał w ogień wskoczyć to byś wskoczył?-spytała PG wytaczając niczym kolubrynę na flanki odwieczny argument rodziców.
-No BEZ PSESADY
-skwitował Junior i wrócił do zabawy.

środa, 16 marca 2011

Cierpliwością!

Jeśli można czymś pokonać dopominanie się Juniora to wyłacznie cierpliwością.
A PG jest w tym niekwestionowaną mistrzynią świata.
-Poczytas mi "Dzieje Polski"*?-spytał Junior czekając na dawkę wieczornego czytania-ale to o cołgu!
-Czołgu-poprawiła mechanicznie PG-ale po kolei ok?
-No dooobrze-zgodził się Junior z ociąganiem-ale dojdziemy do cołgu?
-Oczywiście-potwierdziła skrupulatnie pani matka.


PM poległ przy komputerze, gdy usłyszał jak z Juniorkowej sypialni rozbrzmiewa tekst czytany do poduszki.
-Już w r. 1177 zamach stanu Kazimierza Sprawiedliwego narusza zasadę senioratu. Pod koniec I ćwierci XIII w. politykę zjednoczeniową realizuje z powodzeniem starszy syn Kazimierza książę krakowski Leszek Biały. Ginie jednak zamordowany skrytobójczo na zjeździe książąt wielkopolski w Gąsawie (1227)**




*"Panorama dziejów Polski" z jakichś powodów wydaje się Juniorowi wdzięczniejszą literaturą niż Baśnie Braci Grimm, być może powodem tego jest brak we wspomnianych baśniach czołgów.
**Tego wieczora nie dotarliśmy do czołgu. Junior zasnął gdzieś w okresie pomiędzy sukcesami w polityce gospodarczej Henryka  Brodatego (1201-1238) a  pierwszym najazdem tatarskim.

niedziela, 27 lutego 2011

wtorek, 22 lutego 2011

Krótki dialog o grzeczności

-Chciałbym zagrać na komputerze-powiedział Junior patrząc niebieskością swych oczu wprost w zieloność oczu PG.
-A ja bym chciała mieć grzeczne dziecko-odpowiedziała PG.
-Ale Ty MASZ grzeczne dziecko!-odpowiedział Junior z naciskiem.
-Taaaa?
-No-uśmiechnął  się przebiegle-w brzuchu!

czwartek, 17 lutego 2011

Doktor Jot

-Jest coś na blogu nowego?Sprawdzę- rzucił Doktor Jot opuszczając placówkę do PG.
Zaraz po wyjściu PG rzuciła się do komputera.
Bo blog jej pajęczynami zarósł, trzeba poodkurzać, kwiaty podlać, firanki zmienić.

Bo Doktora Jot PG ceni i lubi jak mało kogo, a Juniorek w "Wujku" jest zakochany...na co niemały wpływ ma "policjowy" charakter owej fascynacji.

:)

niedziela, 6 lutego 2011

Krótki poradnik"jak udoskonalić własny avatar?"

-Z kim gadasz?-spytała PG, PM zerkając mu przez ramię na monitor
-Z Anią-odpowiedział ten.
-Ale postaraj się. Pisz o sobie jakoś..ciekawie.
-Dobra, dobra-uśmiechnął się pod nosem PM-mam stworzyć avatar?
-Noooo-potwierdziła PG- i musi być megaatrakcyjny, to trochę ubarw.
-Znaczy?-znów uśmiechnął się PM-jak, o mistrzyni?
-No na ten przykład, nie pisz "mam dwa psy i poszedłem z nimi na spacer"...
W odpowiedzi PM podniósł brew.
-Napisz, że to nie są zwykłe mamuty to są DZIKIE PSY PÓŁNOCY i nie szliście do lasu tylko na skraj pradawnej puszczy z aspiracjami na tajgę. No i nie na spacer, na WYPRAWĘ, wiesz, Ty, psy, śnieg po pachy, tajga szumi, to już 50 km. Albo, nie, wiesz, nie, gubicie się...ale tylko dlatego,że tej nocy nie widać gwiazdy północnej, bo chmury i...zorze zasłaniają. No i w czwartym dniu od znalezienia tego....trupa skoczka spadochronowego z czasów drugiej wojny dostrzegasz tą oto gwiazdę. Ale, piętrzą się trudności, bo psy się zrobiły głodne..Ty to tam nic, umiesz 28 dni o samym śniegu, ale psy głodne...i bierzesz kość udową tego skoczka i żeby psy nakarmić  tłuczesz tą kością prosto w głowę...malusią foczkę z takimi dużymi oczami.
PM ze łzami w oczach pyta:
-Foczkę?
-Mhm-potwierdziła PG-i wtedy przybiega Dżoana Krupa ale Cię rozumie, bo przeciez psy głodne były, a Ty z miłości i z tego naturalnego przywiazania, jako człowiek lasu, traper...


itd
itp

środa, 26 stycznia 2011

Życie wewnętrzne

-Co czujesz, gdy patrzysz?-spytała PG PM, gdy po raz setny zmusiła rodzinę do ogądania filmu o jej życiu wewnętrznym, na którym Główny Aktor pokazywał kolejno buzię, stópki i resztę roli.
-No-uśmiechnął się PM-że to kruche takie stworzonko.
PG uśmiechnęła się tylko.
Malutki nosek wychylił się na chwilę z ciemności, żeby sprawdzić czy wszyscy patrzą, a potem  pochwalić się kształtem brwi i policzków.
-A dla mnie to trochę inaczej.

Świat dzielę na dwie części: tą tu i tą tam.
Tam, to Miejsce, gdzie idziemy i skąd przychodzimy.
Jakoś...czyste, niepojęte, nieodgadnione i nieskończenie dobre.
Pierwsze spotkanie z Juniorem to przede wszystkim odbicie tej Mądrości i Dobra w jego oczach.
Dlatego wierzę, że one, tam może i nie mają pojęcia o tym, co je czeka tutaj (może i wtedy wcale nie chciałyby przyjść) ale obcują z Czymś doskonalszym, piękniejszym i całe są z Tego zbudowane.
Dlatego prócz miłości, tęsknoty, opieki, Dzieciątku, które przychodzi należy się..
szacunek. Bo małe byłoby traktowanie go, jako kogoś mniej wartościowego,
czy uboższego. Bo w ten sposób zubożylibyśmy siebie, nie doceniając możliwości dotknięcia obecności Tego Nienazwanego.

I wybaczcie, że poważnie, że osobiście..zwyczajnie jestem pod wrażeniem
Nadzwyczajności w maleńkiej istocie pod moim sercem.


poniedziałek, 24 stycznia 2011

Sytuacja trudna strategicznie.

Babcia odebrała Juniora, czemu towarzyszyło szarpanie się tegoż z kolegą.
Niby nic...bójka ..ot co, ale babcia postanowiła podnieść larum na całe województwo informując telefonicznie w dramatycznej relacji o przebiegu zdarzenia. Opowieść doczekała się kontynuacji w okienku gg.
"-Teraz babcia zrobi z tego tragedię.
-Mhm...policję wezwie.
-AT.
-Ani się obejrzymy a tu helikopter, oblężenie.
-Junior stawia warunki: nutella, płatki, czekolada...
-Relacja w tvn24, babcia przed kamerą relacjonuje zdruzgotana...
-I jednocześnie debata na żywo.
-Z udziałem premiera.
-I Kaczyński: to bez wątpienia jest agent wschodniego wywiadu!
-Pospieszalski "Porozmawiajmy o tym, czy to musiało się zdarzyć? czy na prawdę musiało?"
-Tomasz Lis "Co z tym przedszkolem?""


Czasem wystarczy dać nam pożywkę...




czwartek, 13 stycznia 2011

Czego to się student nie chwyci, żeby odwrócić nieodwracalną uwagę prowadzącego?

-Dokąd są te drzwi?-spytała studentka podczas pisania kolokwium wskazując  na niewielkie drzwi w ścianie za plecami PG.
-Do Narnii-
odpowiedziała PG omiatając salę wzrokiem sokoła.

sobota, 8 stycznia 2011

Nie/trzeźwo

-Boszszsz-westchnęła PG, gdy bolid mijał niemożebnie upojonego kierowcę jednośladu.
-Ale popatrz-powiedział PM-zwalniając do 10/h-strach jechać obok bo jak go zarzuci to pod koła wpadnie.
-No ale on chyba ogólnie nie kontaktuje-skwitowała PG przyglądając się rowerzyście, który jechał po oblodzonej jezdni z pólprzymkniętymi oczami.
-Rower go prowadzi-dodał PM.


-A moze on się dopiero ucy jeździć-dodał ze zrozumieniem Junior siedzący na tylnym siedzeniu.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

W Nowy Rok z wielkim bum!

-Poczekaj-powiedział PM, zatrzymując PG w pół drogi między pokojem Juniorka a schodami-coś Ci puszczę do posłuchania.
Fala uderzeniowa basów poszła po ścianach i uderzyła z całą mocą w PG.
Maleństwo poruszyło się zaniepokojone.
PM i PG zatkali uszy, a szyby w oknach dopiero po chwili przestały drgać.

-Pseprassssaaaaam-zakrzyknął ze swojego pokoju Juniorek-troszkę kręciłeeeeem pokrętełkiem!