wtorek, 27 września 2011

Domowo

Przez pierwsze siedem dni w szkole Junior nie miał nic zadane.
Kolejnego przyszedł z kajdanami na rękach (czytaj niteczce w stylu tej od kabały) i oświadczył, że to na okoliczność zadanej pracy domowej.
PG z niedowierzaniem odkryła, że jego ćwiczeniówka pełna jest znaków zapytania i powtarzającej się frazy "brak pracy domowej".
To tyle w sprawie legendarnej dojrzałości Juniora i odpowiedzialności wychowawczej państwa G. Dość rzec, że odrabiania było na pół wieczoru.
*
El Niño z kolei podczas robienia czegoś, co umownie państwo G. nazywają "samolocikiem" (PM unosi wysoko, dziecię rechocze głośno) zaczęło ulewać się paliwo.
Ślinił się niemożliwie i PG bliska była podejrzeniu wścieklizny.
Tymczasem (borem lasem) dziecko się uzębiło i El Niño stał się dumnym posiadaczem prawej dolnej jedynki.
Teraz będziemy się gryźć.
Trochę PG będzie brakowało widoku jeziorka mleka w paszczy, z którego to akwenu dumnie wystają rafy koralowe różowych dziąsełek, kiedy El Niño radośnie zaśmiewa się w głos.
*
A'propos u rzeczonego pojawiają się pierwsze oznaki dominacji gadułowych genów.
Tymczasem kłócimy się głównie z firanką , jej (tyle samo wartą) koleżaneczką narzutą, oraz przemawiamy długo i cierpliwie do własnych bucików.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz