niedziela, 31 sierpnia 2008

Tatrzańskie wspomnienia...

Kiedy Junior,PG i Aspi odwrócili się plecami od kasy przy wejściu do Tatrzańskiego Parku Narodowego, usłyszeli za sobą głos młodego turysty, który prezemawiał do stojącego tam górala odzianego w strój ludowy:

-To jak tam Baco, pogoda będzie?

Góral odpowiedział po chwili:

-A bo jo wim?..w TVN godali,że będzie, ale na Polsacie to tak róźnie mówiom.

 

Rzeczy bywają inne niż się wydają

 hehe 

i to taka refleksja na urodziny bloga była.

środa, 27 sierpnia 2008

Gdy nie ma w domu netu....

Aspi spędziła cały poranek na nerwowym przechodzeniu z kąta w kąt posiadłości, gdyż

Pan Internet (zwany Panem Od Naprawiania Internetu) miał się pojawić o 10

minuty mijały powoli a Aspi odliczała czas

jeszcze 2 godziny, jeszcze godzina, jeszcze kwadrans

około 13 przestała liczyć siedząc w pozycji embrionalnej

Na monitorze pojawiał się komunikat o braku łączności z serwerem, palce nerwowo dotykały klawiatury

nic

Około 15 PI zadzwonił, powiedział,że przyjedzie

W oczach Aspi zabłysły iskierki radości i nadziei

...

zgasły około 17

O 19 już tylko poruszła sie miarowo uderzając czołem o ścianę

i wtedy przyszedł PI

PI pogrzebał w skrzynce, wypowiedział kilka przekleństw magicznych, poszastał kabelkami,

Na koniec powiedział,że "W internecie jest teraz magiczna dziura i sam Merlin nie pomoże jak jest taka dziura"

ale zostawił Aspi symboliczny internet w postaci gg i kilku stron, które otwierały się z ociąganiem.

Niestety

PI wyszedł

a internet wyszedł kilka minut po nim.

Aspi zostala sama

z ciemnością za oknem

z katatonicznym wyrazem twarzy

i z PG w okienku gg

jakby...

zastygłą nieco ...

w czerwonym słoneczku.

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

niedziela, 24 sierpnia 2008

W kwestii prokreacji

"Tam w brzuszku mam dzidziusia"-powiedziała Małgorzata gładząc pieciomiesięczną kuleczkę

"Tam?"-spytał Junior przykładając palec wskazujący do brzucha M.-"Mamo, tam?"

Zapytał jeszcze raz ni to z drwiną ni z niedowierzaniem.

"Tak, ciocia go zjadła"-wypaliła PG

"Takiego wielkiego?"-spytał Junior

Małgorzata popatrzyła z trwogą w oczach.

"No dobszszszsz"-poprawiła PG-"nie zjadła go, od wujka dostała"

"Takim widelcem?"

-spytał Junior podnosząc do góry widelczyk do frytek

"Nie dokładnie takim"-wyjaśniła PG-" ale podobnym"

 

Małgorzata poległa pod stołem zawinięta w ciążowe szarawary.

 

 

czwartek, 21 sierpnia 2008

Easy rider

  

Ja wiem,że teraz pierwszy rząd pań zemdlał, w pełni zrozumiałe sa piski kilku kolejnych kobiet, ale On...

On chyba już tym lekko znudzony jest

http://drut66.wrzuta.pl/audio/uhDr1dbsF5/easy_rider_-_hetman

 

środa, 20 sierpnia 2008

Wróżbom nie wierzymy...wróżbom boimy się wierzyć

Czrnooka Cyganka poruszyła pudełkiem pełnym kolorowych karteczek tuz przed dziobkiem niebieskiej papugi. Ptak przechylił główkę i wyciągnął jedną z nich..specjalnie dla PG.

PG otwarła i przeczytała:

"To, co obok Ciebie trzymaj mocno za rękę, gdy przeznaczenie idzie blisko (...)"

PG rozejrzała się przestraszona.

Obok falował tłum.

  

W Gdańsku trwał Jarmark Dominikański.

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Roku pewnego...

Czarny konik mruknął przeciągle, zawarczał i ryknął, PG nerwowo poprawiła czapeczkę, która nieco osunęła się jej na oczy, Pan Scorpion zerknął w lusterko, a w jego oczach było prócz rozbawienia coś na kształt pogardy jaką obdarza pierwszaka piątoklasista.

Pierwszoklasist(k)a w osobie PG przyczepiła się do PS i profilaktycznie wbiła się w jego brzuch paznokciami-(skoro niniejszy numer tak dobrze wychodzi ptakom trzymającym się na drzewie, dlaczegóż nie miałby okazać się skutecznym i teraz? wszak Matka Natura ponoć wie, co robi) PG wczepiła się zatem poczuła jak pod jej paznokciami pęka kurtka, skóra i tkanki miękkie Pana Scorpiona, zerknęla w lusterko z twarzy PS ustąpił jakby drwiący uśmieszek.

Konik zawarczal i ruszył z kopyta (gumowego nieco), PG zawarczała i szybko ugryzła się w język-postanowiła bowiem wcale i zupełnie się nie bać..czegokolwiek!W każdym razie nikt miał tego nie widzieć. Wszak nie był to pierwszy motocykl, na którym siedziała,aczkolwiek pierwszy o którym mogła potem słuchać na gg.

Świat mknął szybko, na niebie chmury wisiały dostojnie, powietrze pachniało latem.

PS wyczuł chwilę napięcia w organiźmie przyklejonym do niego niczym ciało z innej planety, które przywiera do żywiciela.Uśmieszek wrócił w jego oczy i ponaglił czarnego potwora, który po drodze stracił wiele z uroku miłego kucyka, którego PG poznała przed kilkoma godzinami na parkingu.PG zerknęła na prędkościomierz i cyferki rosnące nań w zastraszającym tempie. Wynik byłby zastraszyl PG jeszcze bardziej, gdyby z pomocą nie przyszedł kask nasuwający się malowniczo na jej nos, świat ograniczył się do mękkiej szarości,a zmieniajacy się krajobraz zastąpiła teraz mięciutka gąbeczka.

PG poczuła pod palcami opór i zdała sobie sprawę,że pewnikiem przebiła się paznokciami do kości PS. PS zwolnił, zatrzymał się, oparł nogi o ziemie,"Pewnie skona teraz z utraty krwi"-zmartwiła się szczerze PG. Pozostała nieco stroskana faktem, że będzie musiała porzucić  zwłoki PS a jeszcze bardziej  tym,że będzie drałować w kosmicznych nakolannikach z obwodnicy gdańskiej, a do domu daleko,że hej! Kiedy rozmyślala nad zlożonością trudnej jakże sytuacji PS odwrócił do PG i powiedział:

"Popraw ten kask, bo wygladasz jak sierota" 

 

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Oliwia LD

Gdy mala głowa po raz kolejny pojawiła się w przebieralni, w której KoleżAnka testowała odporność sprzedawczyni przymierzając kolejny...kolejną bieliznę powiedzmy, gdzieś z głębi sklepu dobiegło niezainteresowane -Oliwia...

OIiwia zignorowała fakt istnienia swojej matki i po raz kolejny zajrzala do KAnkowej samotni, KA po raz kolejny podskoczyła, w panice pozbierała piersi i zasunęła zasłonę tuż przed wścibskim nosem...to nie był ostatni raz.

Spotkali Oliwię po raz kolejny..

Gdy wyraźnie znudzony przebywaniem w sklepie z bielizną Junior stał przed wieszakiem z masą wypukłości Oliwia (vel Little Devil) stanęła tuż obok. Junior uśmiechnął się przyjaźnie (generalnie Junior lubi blondynki i przez pierwsze kilka minut zaczepek jest nawet pacyfistą), ale LD krzyknął

Junior usmiechnął się

LD krzyknął jeszcze raz

Junior uśmiechnął się jeszcze

LD krzyknął i popchnął Juniora

Junior uśmiechnął się i popatrzył na matkę rodzicielkę z wyrazem twarzy "Co ona tutaj teges?"

LD krzyknąl, popchnął jeszcze raz

Matka Oliwii zwanej LD nie zareagowała (może taka tam tradycja w Devilowie, że się matki dziećmi nie zajmują)

LD krzyknął tuż przy twarzy Juniora 

PG rozpoznała specyficzny błysk w oku Juniora

oznaczał on, że cienka czerwona linia została właśnie przekroczona

LD  pchnął jeszcze raz

Junior przestał się uśmiechać

Matka LD nie zareagowała toteż PG pochyliła się lekko

 "zrób tak jeszcze ,a on ci odda"

PG podała pod rozwagę

"wtedy nikt cię nie obroni"

Ostatnie słowa usłyszała, dotąd niedosłysząca matka LD, pojawiła się błyskawicznie odwołując do siebie opierajacą się namowom Oliwię.

Junior popatrzył na PG, na KA i powiedział spokojnym głosem:

 

"Dziewczyny, idziemy"

niedziela, 10 sierpnia 2008

"Czy to uśmiech z mojego lustra?"

Zakochała się PG, zakochała bez pamięci, nic nie poradzi, bezsilna jest wobec tego...

Zakochała się jak zwykle głupio..

nikt nie wie, na ile to miłość odwzajemniona...

Zakochała się z czyjegoś powodu, przez coś, choć niekoniecznie dla czegoś..

Dotychczasowość nabrała kolorów,

PG

poczuła sie znów silna

piękna

pięknie radosna

niezależna

szczęśliwa

nie ma w tym krzty zadufania, nie ma grama złej woli, jest odrobina szaleństwa może.

 

Zakochała się PG w życiu, bo życie wiedziało, co jej dać i dało

cel!

piątek, 8 sierpnia 2008

100 lat Skarbie

"Z okazji urodzin będę grzeczny"

Takie życzenia to PG lubi.

 hehe 

  

Dziś Juniorek kończy 4 latka-to poważny wiek.

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Potyczki językowe

-Ten ludź-zaczął Junior

-Nie mówi się ludź tylko człowiek, ludzie to jest liczba mnoga- wyjaśniła PG -

człowiek nie ludź, a ludzie, gdy...

....

jest wiecej tych człowieków.

sobota, 2 sierpnia 2008

Elektryzująco?Elektrycznie.

-Waiting to od wed?

-spytała niekumata po anglijskij PG PM

Doleciało ją westchnienie..

-Waiting to od wed??????

-Nie, to są dwa różne słowa!

-Jakże to tak?-zmarszczyła brwi PG

-Normalnie : waiting od czekania wed od ślubu!

Seria westchnień.Okraszonych zapewne dużą dozą politowania.

-No to w sumie w niektórych wypadkach niewiele się różnią...

-No w niektórych jak krzesło i krzesło elektryczne.

 

Że niby co...?

Bardzo poważnie, barrrdzo

Trudno Gadułę wyprowadzić z równowagi, bo od czasu poważnych spraw w swoim życiu nie podnosi sobie ciśnienia w krwioobiegu ludźmi i wystąpieniami z kategorii "nieważne",no ale dziś... no dziś to PG poczuła się wywołana do tablicy.

Rzecz będzie bez śmiechu i tam takich, będzie poważnie jak w dziewiątym miesiącu będzie.

Rzecz o matkowaniu - gdyż PG usłyszała wypowiedź matki  zawodowo nieczynnej, żeby nie przekręcić- wypowiedź brzmiała:

"Jestem matką na pełny etat, dzieci mi nikt nie będzie wychowywał, a ja się spełniam w macierzyństwie.To jest kwestia wyboru między pełnym a niepełnym macierzyństwem"

Pierwszą rzeczą po wysluchaniu tejże światłej wypowiedzi było po stronie Gaduły parskniecie i odpowiedź "urzekła mnie Twoja historia"

Poza tym,że postawiono podstawową hipotezę ,że tylko siedząc w domu przy dzieciach jest się w pełni matką (powodzenia) PG jako ta matka kulejaca moralnie i wychowawczo chciałaby nadmienić:

-szczęśliwe dzieci to dzieci szczęśliwych rodziców-

Wierzę ,ze można spełnić się w opiece nad dzieckiem, lecz mimo wszystko chyba trzeba mieć coś "swojego", czym się żyje, co rozwija, co daje energię, gdzieś około drugiego dnia życia Juniora PG odkryła ze zdumieniem,że macierzyństwo to także zmęczenie, od którego nie wolno brać urlopu, ale które wymaga wiele sił i tyleż energii. Poza tym, dzieci kiedyś wyrastają z potrzeby ciąglej opieki, fajnie i wtedy byłoby być kimś i w czymś się znajdować, zamiast rozdzierać szat nad ich niewdzięcznością (zna historia, zna te przypadki, gdy matka wyrzuca trzydziestoletniemu synowi,że nie potrzebuje jej opieki)

-jestem przeciwniczkę macierzyńskiego patosu

zdecydowaną

Poza typu "moje dziecko jest najwspanialsze, a ja jestem bohaterką narodową, gdyż je urodzilam" jest dla mnie śmieszna, przystoi może poczatkującym mamusiom, którym nie opadł jeszcze pooziom hormonów. Macierzyństwo jest decyzją, której konsekwencje, każda z matek ponosi, nikt nie powinien się spodziewać,że poprzez fakt,że urodzi dziecko stadion ludzi będzie stał i wiwatował "brawo, brawo"

-Jeśli chodzi o pracę-bywa tym, czym wspomniano wyżej-motorem, źródłem energii, ale prozaicznie: jest też źródłem utrzymania, więc jeśli ma się bogatego męża i kocha sie być jego utrzymanką-można sobie nie pracować. Ten świadomy jakże wybór ma jedną poważną usterkę: nie zawsze motywacja, którą przedstawiono powyżej (wytłuszczono nawet) jest prawdziwa, jak dla mnie może być też skutkiem czystego lenistwa. Myślę,że niewiele jest matek, ktore uciekają od macierzyństwa w pracę, niewiele kobiet może sobie na to pozwolić zwyczajnie.

Można zatem mieć "zawód matka", można spelniać się nieprzytomnie w takim obrazie samej siebie, można zrobić z siebie matke polkę bohaterkę ,a można zwyczajnie (cyt)

"wogóle ambicji nie mieć".

-Jeśli bycie "matką na pelny etat" jest takim bohaterstwem radziłabym spróbować na dwa.

Też ciekawe przeżycie, a poza wszystkimi wyżej wmienionymi zaletami ma coś ze sportu ekstremalnego.

No i ma jeszcze jeden plus-gdyby jednak panu sposnsorowi tj, mężowi się znudziło to jest się niezależną-a to duży atut-wie, każdy kto niezależność stracił.

-Apropos samodzielnego i bez niczyjego udziału wychowywania dzieci-no cóż nie wierzę bo w tym konkretnym przypadku, dzieci, jak w każdym innym bywają u dziadków,w czym zresztą nic złego nie ma. Aczkolwiek w tym kontekście jedzie to nieco na heroiźmie.

 

Każdy ma prawo do swojego zdania, ale skoro juz je wrażamy:

jesli dla kogoś bycie wyłącznie matką to wszystko co chce robić, jeśli całym jej planem na życie są czynności opiekuńcze i wychowawcze i tym całą siebie wypełnia OK

ale proszę uwierzyć są tacy, którzy chcą więcej

ba

sa nawet tacy, którzy będą potrafili wychować równie dobrze lub lepiej robiąc coś jeszcze.

I nie mówię tu o PG bynajmniej , ale o tych, matkach, które umieją pokazać dziecku,że można się w czymś sprawdzić, poznawać ludzi, dawać coś z siebie i być docenianym, mieć wartość, jako ktoś kto coś robi i przez to jest lepszym kimś.

 

A teraz króciutkie wyjaśnienie:

Dlaczego PG zatrzęsło?

Otóż mama PG również nie pracowała-w życiu PG nie słyszała, że jej mama jest zmęczona, ale  to przecież Mamcia sprzedała tą rewelację:

nie wolno rezygnować z siebie nawet dla tych, których się najbardziej na świecie kocha

nie wolno!

A jak się do tego dorzuci trochę głodu życia i szczyptę radości wychodzi całkiem dobry przepis na macierzyństwo, które będzie przygodą.

 

asta la vista

piątek, 1 sierpnia 2008

Krucjata

Nic nie zapowiadało kłopotów, gdy PG weszła rankiem do pokoju Juniora.W ręku miała pronto, przy boku odkurzacz, w oczach chęć walki i charakterystyczną dla gladiatorów desperację. Postanowiła znaleźć pokój pod bałaganem, nawet gdyby miała to robić do nocy- odkrywszy w sobie pokłady męstwa i odwagi ruszyła na wyprawę pełna wewnętrznej siły.

Pokój wygladał jak Grunwald "zaraz po" gdzieniegdzie spod klocków, pojazdów, układanek i wszelkiego rodzaju rycerstwa prześwitywala wykładzina. Mniejsza,że w 1410 wykładziny nie mieli-było prawie tak samo.Słońce piekło padając przez okna dachowe ,a PG nie byla świadoma,że występuje niestety w roli Krzyżaka zmeczona ciepłem.Postanowiła zatem rozpocząć od pozbierania ubrań wszelakich porozrzucanych to tu to tam :spodenki, bluzeczki,podkoszulki, uszy batmana.

Kiedy wyciągnęła rękę po zawieruszoną pod łóżkiem skarpetkę usłyszała wyraźne "Precz!"

"Precz!" nie znosilo sprzeciwu, ale nie wiadomo było kto je wypowiada, toteż PG schyliła się nieco. Miedzy łóżkiem a koszem na zabawki stała zwarta grupka rycerzy -jeden z nich celował w PG mieczem.

-A poszli stąd!-wycedziła PG i jednym ruchem zebrala średniowieczne towarzystwo do pudełka, jeszcze nie przebrzmialy krzyki zgarnianych brutalnie wojów, gdy PG została przejechana (w zasadzie przejechała się) samochodem terenowym przez pół pokoju.

-Qrkaaaaaaaa! kwiknęła z trudem łapiąc równowagę-pluszowy krecik spojrzał na nią z cynicznym, paskudnym uśmieszkiem.

-Ty do szafki!-rzuciła mu w pluszową twarz PG i gdy już prawie prawie go miała dostała laserem w łydkę.To był klockowy robot. Robot nie spuszczał PG z oczu nawet wtedy gdy mimo zmasowanego ognia brnęła ku niemu z odkurzaczem, na dole niczym złośliwe gnomy w przemarszu przeszkadzały jej drewanine klockowe ludziki. PG poczuła się jak Guliwer,ale nie poddawała się,bo w głowie brzmiało jej jak zew:

Jesteś matką -Twoim powołaniem jest walczyć z bałaganem w dziecięcym pokoju.

PG szła jak dobrze wyszkolony wojownik, mrużąć oczy cięła ścierką gdzie popadło, gdy i tego bylo mało, uruchamiała odkurzacz, bez pardonu wrzucając funkcje "MAX", dookoła slychać było krzyki zdziczałych zabawek, niektóre wiły się w konwulsjach, gdy wrzucala je do pudełka, w oczach innych było zrezygnowanie, gdy odstawiała na półkę, jeszcze inne walczyły do końca, do momentu, gdy opadały z sił i nie dawały już oznak życia...

Jeszcze raz PG dowiodła,że poczucie misji, wytrwałość i duch walki mogą wiele.

 

 

 

 

P.S.Tak jest-jest gorąco,a ja wieczorami czytuję Sapkowskiego.