czwartek, 28 września 2006

ząbkowanie po 30=skok intelektualny

Pani Gaduła ząbkuje...nadszedł czas na zęby mądrości, co za tym idzie PG wierzy w gwałtowny skok IQ. Szczęka ją boli, głowa też,a do tego wrobiła się w sześciodniową dietę-"kapuścianą".

W trakcie tego pisania PG zrobiło sie słabo na wspomnienie tejże zupy.

Dzień Pierwszy przebiegł mało problemowo:

ot owoce + zupa, PG kocha owoce i mogłaby je spożywać tonami, więc mało ją obeszła zupa przy dostatku jabłek i gruszek i byłoby nadal tak lekko gdyby nie

Dzień Drugi podstępnie zaskoczył PG zestawem zupa+jarzyny

przed południem ugotowała sobie kalafiora, dotąd wydawało jej się, że lubi jego różyczkowatość, ale teraz już wie, że niesolony kalafior jest gorzej niż okrutnie wstrętny.Siedząc przed miseczką z tym białym czymś myślała, co gorsze: kalfior, czy zupa? Bo zupy PG nie znosi, nienawidzi i nie wie, ile jeszcze potrwa jej wytrwałość dietowa.

Godzina 11.30 PG wypija kawę , raczy się nią, degustuje,sam zapach sprawia jej perwersyjną przyjemność, okraszoną niestety gorzką świadomością, że to pewnie najsmaczniejsza potrawa w tym dniu.

Godzina 13. PG ssie do tego stopnia, że przechodząc przez miasto koncentruje się na zmyśle smaku, wszystko jej pachnie: pączki, zapiekanki, chleb, cukier, mleko, COKOLWIEK

Godzina 13.30. PG wypija wodę mineralną i zachowywuje się przy tym jak przy degustacji 20 letniego szampana, tyle, że to jest megaszybka degustacja, bo PG jest poważnie głodna,

Godzina 14.00 PG wszystko wydaje się tak apetyczne do tego stopnia, że zaczyna się niepokoić, apetyczna wydaje się nawet niesympatyczna pani w sekretariacie,

Godzina 15.30 PG wysyła smsa do Pana Małża następujacej treści "No dobrze, wczoraj jak bylam głodna, to jadłam jabłka, a dziś? co niby mam zjeść?ziemniaka?"

Godzina 15.33 PM odpisuje "A kup sobie kebab"

Godzina 15.34 w glowie PG niczym diabelskie puzzle układa się obraz prawdziwego oblicza PM, ten sms, to wczorajsze jedzenie smażonej kiełbasy, te dzisiejsze zakupy pachnącego pączka dla Juniora-PM chce złamać PG i chce, aby ta porzuciwszy dietę dorównala w wadze PM, ale niedoczekanie!!!!! wrrrrrrrr...Systematyzując i kierunkujac postawę bojową PG postanawia zjeść zupę w domu, dużo zupy...

Godzina 16.00 PG jedzie w autobusie obok straszliwie szczupłej dziewczyny, nie przepada za nią od tej pory,

Godzina 16.30 PG odgrzewa sobie miseczkę zupy otaczajac się aurą pozytywnych myśli o tejże,

Godzina 16.40 sprint do sklepu,

Godzina 17.00 PG pochłonęla słoiczek marynowanych pieczarek,

Teraz mamy po 19, PG dochodzi do wniosku, że jeśli ma jeść zupę to woli nic nie jeść i  chyba własnie odnalazła fenomen diety kapuścianej.

Atak pod automatem

Pani Gaduła wyrwała się na przerwę w pracy, stanęła poslusznie w kolejce do automatu z kawą, stoi grzecznie, nie rozglada się , nie zaczepia, nie dokucza, ot, stoi, w ręce trzyma pieniążek i czeka.

I wtedy To się stało, w zasadzie nadbiegło , nadbiegła...istota, którą po krótce opisać można jako "Różowe Paznokcie". Nadmienić nalezy,że PG jej nie zna, nie znała i do dziś nie wie, kim jest...

Różowe Paznokcie wypłaciła na Dzień dobry PG kuksańca z łokcia i rozpoczęla monolog:

Jeny, qrna, mieliśmy teraz ...logię, no nienormalna ta kobita jest, jeju, no wyobrażasz sobie nie dość ,że się nagadała-a jakie to nudne było, ja to qrna nie notowalam, bo jakby trzeba notować to chyba ...-wdech-nikt by nie zdążył. No nieźle! Jak tak dalej będzie to ja nie wiem, co na tych studiach robię , normalnie pomyłka!Co ja mówię ?! Wielka pomyłka! Jeny co to za przedmiot wogóle!-przewrócenie oczami-A jeszcze zadała tyle, referaty, jakieś kolokwium!Nie no ona naiwna jest chyba, kto to ogarnie, ale tak się wynudziłam,że szok!

W międzyczasie monogu PG kupiła kawę i chciała coś wtrącić, ale wobec prędkości wypowiadanych przez RP słów skapitulowała.

Jeszcze się pyta co wiemy o ...logii-kontynuowała RP- co mamy wiedzieć! Normalnie, przecież na pierwszym roku to nic się nie wie...

I tu chyba zderzyły się dwie przysłowiowe komórki w głowie RP, bo zatrzymała się na moment, obrzuciła PG badawczym spojrzeniem i zapytała: A ty też na pierwszy rok idziesz?

Nie...wyszeptała PG, bo w inwazyjnej komunikacji nastawiła się raczej na odbiór- na piąty.

Cóż było robić, zabrała kawę i poszła...nie skłamała nawet bo szla właśnie na zajęcia z piątym rokiem, bo PG uczy w tej szkole.

poniedziałek, 25 września 2006

Demokracja!Hura!Jura!

To miał być pierwszy demokratyczny i nepodległy wyjazd Państwa Gadulstwa od czasu gdy Junior przyszedł na świat.Tak planowali, tak zdecydowali... Była to decyzja tyleż trudna co przemyślana, motywowana trywialnie, gdyż tylko chęcią wyspania się. Może i po drodze znalazłoby się kilka nowych motywów, typu romantycznego, egoistycznego, emocjonalnego etc. lecz tego rodzaju typologia motywacji wydaje się zbędna dla potrzeb opracowania.W każdym razie Państwo G. po serii czułych pożegnań, łez ocieranych ukradkiem, zapewnień ,że miłość rodzicielska nie ustaje, wskoczyli do pojazdu ,włączyli muzykę na caly regulator i pomknęłi w kierunku zachodzącego słońca , z otwartym szyberdachem i oknami,/ co zwykle jest zabronione, żeby Juniora nie zawialo, a co było w tych warunkach osobliwą manifestacją wolności/. Za cel obrali sobie Jurę Krakowsko-Częstochowską, gdyż ukochali to miejsce i wiąże się z nim cała masa mocno romansowych wspomnień.

Gdy przybyli do hotelu, w którym planowali pierwszą porcję odsypiania jak grom z jasnego nieba spadła na nich wiadomość, o tym, że nie są w nim jedynymi gośćmi. Gości było znacznie, znacznie więcej, gdyż w tym samym hotelu, tej samej nocy odbywały się dwa wesela.Oglądali zatem do późnej nocy telewizję-oglądali, gdyż podkład muzyczny dobiegał z dołu. Dwa wesela, dwie orkiestry, dwa repertuary, ktore około 23 staly się jednym, zlały się w bełkot nieznanego tłumaczenia, i Państwo G. wpadli w ramiona Morfeusza. Popadli w sen głęboki, acz przerywany średnio co 1,5 godziny pieśnią "Hej sokoły" lub okrzykami tłumu, który domagał się pocałunków słowami "Gorzko, gorzko!!!!"Pierwszym razem, będąc przekonanymi, że to do nich Państwo G. obdarzyli się rozespanym pocałunkiem, drugim razem już tylko cmoknęłi się zdawkowo, a kiedy obudzono ich trzecim razem Pan Małż kazał rozentuzjazmowanej gromadzie gości "pocałować się w..."

Obudzili się rano, średnio wyspani acz z nadzieją,że Jura czeka...i Jura nie zawiodła. Była piękna i biało niebiesko zielona, a ziemia pachniała ziołami, a wiatr szumiał a słońce świeciło...aż Pani Gaduła doszła do wniosku,że po raz pierwszy zdjęcia zamieści na blogu :)...jeśli tylko jej sie uda.

Następną noc Państwo G. spędzili w domu, gdzie dojechali późną nocą. Ponieważ postanowili jednak wykorzystać wolną chatę, wykazali się narodową skłonnością ku nopojom wyskokowym i upili się jak dzikie zające. Język stał się nieco bełkotliwy, Pan Małż zadeklarował chęć powrotu do czasów romantycznych, Pani Gaduła zabelkotała coś radośnie, Pan Małż zaproponował podrywanie kobiet na gg (chyba w ramach romantycznych wspomnień), Pani Gaduła znów zabełkotała z entuzjazmem, następnie oboje zauważyli ze zdziwieniam ,że mają problemy z obsługą klawiatury i poszli spać.

Nie wyspali się, nie zdążyli, obudził ich zlośliwie kot tupiący po dywanie.

 

piątek, 22 września 2006

Żebyś nie mówił,że nie mówiłam, czego bym chciała .

"Padnij mi do nóg, połóż glowę na pień, przyjedź z orszakiem sług wtedy ci otworzę sień"

śpiewała kiedyś Martyna Jakubowicz..i bardzo się to Pani Gadule podobało.

Jak w bajce, szarmancko, romansowo...bo i teraz PG chciałaby, żeby PAn Małż był jej rycerzem.

Tak, wie, wie.....WIE,że ta rycerskość to i przytulenie Juniora na dobranoc i naprawienie pojazdu i wyrzucenie śmieci...

Ale czasem PG chciałaby,żeby PM był romansowy tak romansowo,

żeby zapraszał cygańską orkiestrę do dużego pokoju,

i zeby był staw a na nim nenufary pod blokiem,

żeby przyjeżdżał z pracy,( no może nie codziennie, ale czasami), na bialym koniu i w lśniącej zbroi,

żeby zachwycał się, jaka to ona piękna, i że nie ma drugiej takiej, której do twarzy byłoby we flanelowej koszuli,

żeby tak od niechcenia wybudowal dla niej jakiś skromny zameczek na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej,

żeby pisał wiersze, portrety malował, i żeby tak zwyczajnie i tak po prostu kiedy PG wraca z pracy to jej ścieżynkę płatkami róż posypał...

a Pan Małż?

Panu Małżowi tez się rzeczona piosenka podoba. I tyle.

wtorek, 19 września 2006

Na marginesie życia rodzinnego

Z powodu "opa opa" lub mówiąc trywalnie meczu, Pani Gaduła została zepchnięta na margines życia rodzinnego. Po upraniu Juniora panowie poszli do sypialni, gdzie włączyli telewizor, a PG została sama przed komputerem.

Fajnie jest na tym marginesie PG nie narzeka, a to koleżanka zagadnie na gg,a to PG znajdzie lokatora, który zapałał do niej takim pożądaniem, że wpił się  nią całym swym kleszczowym ciałem. Bo dziś PG z Panią Joanną wybrały się na wycieczkę turystyczno-krajoznawczą.

Krótko rysując portret Pani Joanny /czyt. Dżoanny :) /jest to koleżanka mocno sympatyczna PG z pracy, łaczy je, najmocniejszą z możliwych więzi, plan na życie,. Doszły bowiem do wniosku,że kiedy trzeba będzie "rzucić tą robotę w cholerę", albo kiedy ona nas rzuci /wszak obie wersje są prawdopodobne/ przebranżowimy się na chów owiec. Na razie nie mamy podstaw innych niż teoretyczne /PJ zakupiła niegdyś pozycję książkową o tym zajęciu/, ale pełne optymizmu patrzymy w porośniętą runem przyszłość.

Dziś Lady J i PG wybrały się do lasu, w celu przewietrzenia mózgu, po kilkunastu metrach do góry /bo las w okolicy górzysty nieco/ PG z żalem uznała,że brak jej tchu, po kilku następnych,ze zmienia kolor na twarzy, a kiedy już wdrapała się na górę góry był moment satysfakcji i braku tętna. Potem było gadanie, jedzenie jabłek i gadanie, gadanie, gadanie....W toku gadania PJ i PG doszły do wniosku, że:

1.Boże.jakie trudne jest życie.

2.Ale jabłka są niezłe :)

3.Faceci mają z nami przerąbane.

4.My mamy gorzej z facetami.

5.Lakiery firmy X sa fajne.

6.Koleżanka koleżanki to cośtam i to niedobrze.

7.A pamiętasz jak?...

8.hihihih hahaha

I niech ktoś powie,że kobiety gadają o niczym! :) Miłe popołudnie. I powiem jeszcze-są chwile,ze PG dziękuje Niebiosom za ludzi takich jak Pani Joanna.

poniedziałek, 18 września 2006

20.17. Na granicy patologii

Pani Gaduła: Nakarmiłes go?

Pan Małż: Nie

PG: To dlatego tak płacze.

PM: Chyba tak, domaga się tego, co mu się należy.

PG: Jeny to bedzie nasza wina, jak nas znienawidzi, i jak się stoczy i odrzuci nasze normy społeczne i zacznie się uzalezniać i być agresywny i skończy w więzieniu.

PM: Czy ja wiem...(niepewnie)...to w sumie tylko kot...

 

 

 

niedziela, 17 września 2006

Nienawidze Misia Colargola!

To będzie obrazobórcze, to będzie zamach na świętości, wyparcie się korzeni, bluźnierstwo i obraza majestatu, ale

NIENAWIDZĘ MISIA COLARGOLA

Od Kiedy Junior ma płytę pt"Miś Colargol na dzikim zachodzie" jest szczęśliwym dzieckiem, nauczył się na tą intencję obsugiwać dvd, ba! nauczył również babcię. Ogląda sympatyczne przygody sumpatycznego misia (czy wszyscy wyczuli sarkazm?)pięć do pietnastu razy dziennie. Do tego chronologia wypadków jest zaburzona, tj. najpierw Colargol odbija Indiankę (misicę) z rąk bandytów (kojotów), uwalnia durne świstaki-kowbojów,a potem dopiero jedzie na dziki zachód. Powoli PG, i Pan Małż nauczyli się kwestii i zaczęłi się nimi posługiwać w życiu codziennym. Powoli knuja plan zniszczenia rzeczonej płyty. A Junior płonie milością do "bajeci" jak płonął.

Spytacie "gdzie jego rodzice?"

W kuchni, uderzają rytmicznie głową w ścianę, bełkocząc coś niezrozumiale.

piątek, 15 września 2006

Teatralnie

Dziś PG wraz z Juniorem rzucili się w objęcia atmosfery teatru. Do pierwszej wizyty szykowali się oboje: ona psychicznie, on bojowo. I wreszcie otwarły się przed nimi drzwi przybytku kultury a w drzwiach zobaczyli gromadę kilkuletniej sarańczy, do ktorej lada dzień i Junior dołączy-PRZEDSZKOLAKI. Są takie chwile w zyciu rodzicielskim PG i Małża, że doceniają bieżący moment, w którym Mały jest Mały i to była właśnie jedna z takich chwil. Dzieciaki rozpoczęły konsumpcję równo z trzecim dzwonkiem. Potem na scenę wyszła sympatyczna Pani, która powitała dzieci, udzieliła instrukcji słownej co do czasu i miejsca dozwolonych dla konsumpcji a potem powiedziala "Dziś przygotowalismy dla was, kochane, dzie...."i tu Junior dostał przypływu entuzjazmu klakierskiego, począł klaskać, podskakiać i wydawać z siebie radosne okrzyki "Blawo!Blawo!"Pani na scenie lekko zmieszana zakończyła wywód, PG zmieszana nieco bardziej starała się zakończyć wywód Juniora.

I co dalej?

Dalej to już raczej dobrze, może z wyjątkiem chwili gdy w drugim akcie pelną napięcia dramatyczną ciszę Synuś przerwał kolejny raz niczego sobie głośnym "A mozie tak siobie już pójdzieeeeeemy?" No i poszliśmy.

Ale ogolnie PG jest zadowolona z wychowania poprzez kontakt ze sztuką, i jak się okazuje teatr jest również dla dwulatków, a co tam,że tylko 1,5 aktu .

czwartek, 14 września 2006

Panu Małżowi ku przestrodze

Z cyklu poranne rozmowy z Juniorem

Junior: (refleksyjnie)Tatuś pójdzie sobie.

Pani Gaduła:  Jak to? Co Ty mówisz Kochanie?

J: Popatś jaki siamochód! Jaki ladny sreeeeblny.

PG: No..śliczny.

J: A tamten granatowy! Jaki ładny no...popatś popatś..

PG: No widzę , widzę :)

J: Tatuś pójdzie sobie.

PG: ????

J: (po chwili) Pójdzie (uśmiech) wygonimy go!

środa, 13 września 2006

Zakupy poranne

PG: To co kupimy?

Junior: Selek!

PG:Biały czy żółty?

J:Żółty

PG:Taki z dziurami?

J: Z dziulami, z dziulami i z duchem twoim i z dziulami

:)

wtorek, 12 września 2006

2 słowa o męskiej przyjaźni

Pan Małż...

Przymyka oczy i delikatnie głaszcze dłonią "Dobrze Ci tak?"

Leniwie niemalże, powolnym, gładkim ruchem dotyka szyi i głowy "Mmmm jak dobrze...prawda?"

Uśmiecha się i łagodnie przemawia dotykając miejsca za uchem, tam gdzie oboje lubią...

Potem przyczaja się w przedpokoju, żeby "pobawić się w chowanego" wtedy gdy Mały śpi i już noc i wszyscy powinni być cicho.

Przytula, głaszcze, rozpieszcza, pozwala na "za wiele"...sielanka...

tylko że to wszystko dla KOTA!

DLA  KOTA DRODZY PAŃSTWO!

Podczas gdy Małżowina siedzi przy komputerze i wrzuca swoje myśli w wirtualną przestrzeń w domu trwa przyjaźń męsko-męska, która być może niepokoiłaby ją , gdyby...gdyby nie wiedziała o tym,że jutro rano znów się pokłócą gdy większy będzie miał nakarmić mniejszego, a potem mniejszy z radością zdradzi większego z PG, która stanie w progu kuchni z puszką kociego papu.

poniedziałek, 11 września 2006

Pan od Kolana

Pan od Kolana Data założenia: 11 września 2006

Kiedy Pani Gaduła toczyła się w tak zwanym stanie błogosławionym przez świat...prócz wszystkich szczęśiwych, wszystkich wzniosłych i wszystkich uduchowionych myśli nosiła jeszcze jedną "A co będzie jak mi tak zostanie?"

Nie zrozumcie źle, nie myślała,że będzie już do końca życia oczekiwać rozwiazania (choć to zdanie ma wagę mocno metaforyczną), ale przybyło jej na wadze 25 kg w zwiazku z czym obawiała sie poważnie, że stan ten zmieni się niewiele.

Po narodzinach Juniora pierwszym komplementem jaki usłyszała było zdanie wygłoszone z uśmiechem przez Pana Małza "Ale szybko schudłaś, Skarbie."Tak naprawdę PG była okryta kołdrą i leżała wyczerpana nieco (fajne mi nieco) i na wznak i PM nie był w stanie się dopatrzeć, że inkubator brzuchowy nadal jest sporym. Po powrocie do domu i dojściu do siebie PG podjęła kroki ku pozbyciu się tego i owego. Toteż zaprzyjaźniła się z Cindy C., ktora w pocie czoła opracowala program ćwiczeń dla młodych mam. Początkowo pot czoła był widoczny tylko u PG, a Cindy na plaży kiwała się to w jedną to w drugą stronę z efektem widocznym (niestety tylko u Cindy) przez łzy PG. I kiedy już PG była bliska temu,by napisać "telewizja kłamie" lub zamiennie "dvd klamie", cos drgnęło na wadze, drgnęło i polecialo w dół. Leciało pięknie, po kilogramie dziennie, i dziś już nie dowiemy się czy była to zasługa Cindy czy Juniora intensywnie tankującego na stacji "MAMA"

Potem PG znalazał płytę ćwiczeń intensywnych. Ponieważ lekko przestraszyła sie tego ostatniego przymiotnika na pomoc zawołala koleżankę. Po złożeniu uroczystych ślubów dotyczących wytrwania w ćwiczeniach i podpisaniu stosownych cyrografów nastąpilo uroczyste włączenie płyty CD.

Pokój wypełniła mocno latynoska muzyka i radosne "ARRRRRIVA! ARRRRIVA!" Glos sympatycznego Pana zachęcal do wyrzutów i skłonów.

"Bułka z masłem" pomyślały nieszczęsne, które jeszcze wtedy nie wiedziały o swojej nieszczęsności i z entuzjzamem poddaly się muzyce. Po 20 minutach skłony stały się szybsze, przysiady bardziej męczące a głos Pana trącił nutką psychopatii, 10 minut później rys psychopatyczny pogłębił się, a potem głos stał się głosem szaleńca. Nie znosił sprzeciwu "Prawa marsz! Kolano!  Wyżej! nie ociągać się! Lewa marsz! Kolano!"krzyczał, a my niczym owce prowadzone na rzeź wykonywałyśmy polecenia, do czasu kiedy padłyśmy na podłogę. Nie trzeba wspominać że nazajutrz samopoczucie się nie poprawiło i od tego czasu PG nigdy nie spotkała się z Panem od Kolana.

Do niedawna...Kiedy niedawno Junior wziął swą matkę rodzicielkę za rękę z informacją "choć popatś jak włoziłem płytę" i wyciągnął ją z magnetowidu PG nie zmartwiła się widząc poważne obrażenia Pana od Kolana. Ba...na jej twarzy zabłąkał się nawet cień uśmieszku z domieszką satysfakcji "Bolało?Co?" posłała myśl Panu od Kolana-"Doooobrze,że bolało" (czy psychopatia jest zaraźiwa?)

Uprzedzajac myśli i pytania:

Gdyby ktoś chciał się podzielić informacją o tym, że magicznie wrócił do wagi po porodzie i bez ćwiczeń i po prostu- PG informuje,że ona wie, ale PG od takich informacji nie schudnie bynajmniej.

Gdyby ktoś pytał "po co się katować"...PG odpowiada , że lubi takie katowanie w ramach rozsądku,że może się przyjaźnić z Cindy, Tammy, Która Chciała Mieć Taki Brzuch, a nawet z zupełnie realną panią Tre-ner/ser-ką", lubi....ale w ramach zdrowego rozsądku, a rozsądek kończy się wówczas, gdy ciut zaczyna przeszkadzać brak możliwości złapania oddechu.

 

I na koniec PG chciała sie pochwalić nowymi slowami w Słowniku Juniora, od kilu dni powtarza z radoscią "wtórna wiktymizacja" :)

 

 

piątek, 8 września 2006

...Podsumowania wieczorową porą..

Krótko mówiąc, czas podsumowań i wniosków nadszedł.... pourlopowo, sprytnie i podstępnie...

Oto wnioski Pani Gaduły:

1.Nigdy i przenigdy nie jeździć z Panem Małżem samochodem-Pan Małż utrzymuje,że jeździ bezpiecznie, ostrożnie, ale Pani Gaduła ma swoje zdanie w tym temacie: nie lubi i nie polubi prędkości, zakrętów i panów którzy z wysokości tira trąbią tak dla zabawy,(przy pełnym szacunku dla Ich Wysokości).

2.Spanie w motelu nie jest fajne. Po drodze Familia musiala zaliczyć miedzylądowanie w motelu, w którym wynajęła "Apartament z łóżkiem małżeńskim" można tam śmiało nakręcić dreszczowiec, horror albo inne cudo...można też nauczyć się spać z otwartymi oczami, ale z filmem małżeńskim tudzież familijnym niewiele to ma wspólnego.

3.Morze jest fajne, było, jest i będzie :).

4.Nie należy się chwalić,tym że Junior nie używa neologizmów. Używa, używa...chyba, że uznać niektóre słowa jako nowe pozycje w słowniku języka polskiego. TEN KUKURYDZ, FUM (tj. słoń), SIOŚMIESIONY (wolny cytat z Misia Colargola) etc.

5. Nie należy udawać,że rozumie się niektóre słowa Juniora, Junior wie ,że się ich nie rozumie .

6.Junior najchętniej żywiłby się Mambą i lizakami, i tylko na takie żywienie wyraża szanowną zgodę.

7.I Toruń jest piękny....ach jaki piękny jest Toruń.

8.Od kiedy obsesyjne mycie włosów stało się nową pasją PG jej życie stało się ciekawsze a włosy jaśniejsze.

9.PG nie ma silnej woli-nie biegała brzegiem morza, żeby biegać trzeba :

a.mieć morze pod nosem

b.nie najadać się tak jakby się później miało przebiec całą linię brzegową kraju.

10.O 22ej PG opuszcza wena niestety.

 

Kończy wieczorowym akcentem, jutro pierwszy dzień w pracy...ech...

 

sobota, 2 września 2006

...podczytane...

"Nigdy nie przestawaj się uśmiechać, nawet jeśli jesteś smutny,

ponieważ nigdy nie wiesz,

kto może się zakochac w

Twoim uśmiechu"

Gabriel Garcia Marquez

Trzymajcie bo...się uśmiechnę

Pani Gaduła miała własnie spacerować brzegiem morza...powietrze pachniałoby wolnoscią, piasek śpiewał pod stopami, a wiatr igrał z brązowymi (brrrryyy) włosami. I pewnie by tak było gdyby nie pani w informacji.Otóż pani ta obdzwoniona rano z zapytaniem,czy autobus rzeczonej linni jeździ, jeździ na pewno????czy na pewno? " odpowiedziała, że oczywiście, potem ze szczegółami wyłuszczyła poszczególne przystanki i z uśmiechem rozstały się z PG w telefonicznie euforycznym nastroju.

Godzina 0 tj 30 minut przed odjazdem autobusu...PG podbiega raz jeszcze do okienka informacji, tak dla sportu i zapytania z którego portalu teleportuje się autobus w kierunku morza. W okienku siedzi Pani Żaba, która informuje średniouprzejmie, że autobus ten skończył pracę na rok aktualny wczoraj. PG z oczami wielkimi jak spodki informuje PŻ, że prezecież dziś dzwoniła, na co

PŻ "Dzisiaj Pani nie dzwoniła"

PG"Ja wiem, kiedy dzwoniłam"

PŻ"Nie, dziś to  Pani na pewno nie dzwoniła"...

W tym momencie PG zapragnęła być Chuckiem Norrisem, jednym kopniakiem z półobrotu zbić szybę, która stanowiła niejako granicę  terrarium dla Pani Żaby i ignorując grawitację uderzyć....ech ...zbyt dużo przemocy (a blog nie ma czerwonego kółeczka w lewym górnym rogu),ale...usmiechnęła się lekko i powiedziała "Ależ Pani miła i taka kompetentna"

 

To kosztowało PG więcej niż kopniak z wyskokiem, ale brak umiejętności i wrodzona złośliwość pohamowły zapędy. Cóż...Dziś PG podejmie jeszcze jedną próbę wyjazdu, tym razem w małżowskim wehikule, pewnie będzie się bała całą drogę, pewnie Pan Maż będzie zły i pewnie nakłoni go jednak na nocleg gdzieś po drodze ...drżyjcie, może strudzeni wędrowcy zapukają w nocy do Waszych drzwi...(i nie udawać,że nie slyszycie!) :)

piątek, 1 września 2006

Ulotne szczęście worka kartofli

...Pani Gaduła spieszy donieść, że jasny blond kasztanowemu blonowi nie dał rady w związku z czym pozostanie czas jakiś inteligentniejsza niż zwykle...nieco ją ten zastrzyk inteligencji przeraża, ale musi mu stawić czoło!

Dziś PG wybiera się z Juniorem na wakacje...zasłużone, wypracowane i kilkudniowe niestety..nad polskie morze, ktore PG kocha bez wzajemności, bo zwykle, kiedy już je odwiedza to zimno, wieje i nastrój okołobiegunowy...Ale nie należy się zrażać podobno, więc PG postanowiła dać morzu szansę :)

W związku z tym niecodziennym przeżyciem PG postanowiła wczoraj wieczorem zabrać Pana Małża na zakupy. PM zakupów nie znosi, zwłaszcza w sklepach ubraniowo-garderobianych. Nie napiszę tu nic nowego,kiedy wspomnę o wyrazie twarzy PM gdy do takowych wstępujemy. Smutny, grobowy wręcz, znudzony, pt" chcę stąd wyjść, wyjść jak najszybciej". Przemierzając sklepy wymienionego typu zawsze widzi sie ten sam obrazek: kobiety poszukujące czegoś /mniej lub bardziej okreslonego/ i ONI szare cienie między wieszakami, ostentacyjnie przygnębione ciągle z tymi samymi pytaniami na ustach:"ile razy można coś przymierzać?", "nie mówiłem Ci,że bardzo Ci w tym ładnie?" PM ma jeszcze jeden ponury zwyczaj :stoi i patrzy bez słowa komentarza /już się Bestia nauczyła,że każdy komentarz jest zły/ i nigdy, przenigdy nie pozwala wrócić do tego samego sklepu,/ jakby pragnienie odświeżenia sobie widoku tej samej sukienki na PG nie było czymś dla PG koniecznym????/ Po zwiedzeniu galerii /podkreślić należy wybiórczo, żeby materiału tj. Pana Małża nie zmeczyć/ przyszedł czas  na zakupy spożywcze. Ku przerażeniu PG zmieniły się w zakupy motoryzacyjne, gdyż na tym dziale bohaterowie utknęłi. PG ma w głębokiej pogardzie płyny do spryskiwaczy i inne supermegagiga potrzebne rzeczy do samochodu. Ale tym razem spędziła dlugich 10 minut przy zapachach do auta....i tu chciała zadać pytanie do społeczności męskiej ILE MOŻNA WYBIERAĆ TAKI ZAPACH? taki zwykły, najzwyklejszy zapach, który po krótkim okresie duszenia pasażerów przestaje być ważny i nikt o nim nie pamięta...To samo pytanie zadała mężowi..

PG"Misiu, ile można wybierać zapach do samochodu?"

PM....

PG "Nuuuuuuudzi mi się. Przyszlismy tu na kobiece zakupy."

PM "Traktuj to jako wizytę w perfumerii"

Wobec braku współpracy przy kasach PG wymyśliła sprytny plan ewakuacji i ulotniła sie rozpływając w tescowej atmosferze. Mąż odnalazł ją po kilkunastu minutach w Big Starze, gdzie dokonała naprawdę ważnego zakupu niezbędnej, kolejnej bluzy, w której można będzie PG podziwiać nad  Bałtykiem.

"Dlaczego, dlaczego mi to robisz?" było wypisane na Małżowej twarzy "Ty mnie wogóle nie kochasz, nie mówisz mi już tego, a przed ślubem to na rękach nosiłeś.." zagaiła sympatycznie PG :)

Pan małż schwycił Małzowinę swą jedyną i przerzuciwszy przez ramię jak worek kartofli poniósł do samochodu.

Wnioski z tego dwa:

Po pierwsze-teraz na czas jakiś PG musi odwiesić na haczyku argument o noszeniu na rękach,

Po drugie- wczoraj była najbardziej rozkwiczanym ze śmiechu workiem kartofli w całym Tesco, najbardziej szczęsliwym i nieustannie zakochanym :)

 

Bo powiem szczerze, ale to tak między nami, Pan Małż fajny jest :)

Miłości życzę! I uparcie życzyć będę,/ nawet jak artktyczny wiatr urwie mi głowę na plaży./