To miał być pierwszy demokratyczny i nepodległy wyjazd Państwa Gadulstwa od czasu gdy Junior przyszedł na świat.Tak planowali, tak zdecydowali... Była to decyzja tyleż trudna co przemyślana, motywowana trywialnie, gdyż tylko chęcią wyspania się. Może i po drodze znalazłoby się kilka nowych motywów, typu romantycznego, egoistycznego, emocjonalnego etc. lecz tego rodzaju typologia motywacji wydaje się zbędna dla potrzeb opracowania.W każdym razie Państwo G. po serii czułych pożegnań, łez ocieranych ukradkiem, zapewnień ,że miłość rodzicielska nie ustaje, wskoczyli do pojazdu ,włączyli muzykę na caly regulator i pomknęłi w kierunku zachodzącego słońca , z otwartym szyberdachem i oknami,/ co zwykle jest zabronione, żeby Juniora nie zawialo, a co było w tych warunkach osobliwą manifestacją wolności/. Za cel obrali sobie Jurę Krakowsko-Częstochowską, gdyż ukochali to miejsce i wiąże się z nim cała masa mocno romansowych wspomnień.
Gdy przybyli do hotelu, w którym planowali pierwszą porcję odsypiania jak grom z jasnego nieba spadła na nich wiadomość, o tym, że nie są w nim jedynymi gośćmi. Gości było znacznie, znacznie więcej, gdyż w tym samym hotelu, tej samej nocy odbywały się dwa wesela.Oglądali zatem do późnej nocy telewizję-oglądali, gdyż podkład muzyczny dobiegał z dołu. Dwa wesela, dwie orkiestry, dwa repertuary, ktore około 23 staly się jednym, zlały się w bełkot nieznanego tłumaczenia, i Państwo G. wpadli w ramiona Morfeusza. Popadli w sen głęboki, acz przerywany średnio co 1,5 godziny pieśnią "Hej sokoły" lub okrzykami tłumu, który domagał się pocałunków słowami "Gorzko, gorzko!!!!"Pierwszym razem, będąc przekonanymi, że to do nich Państwo G. obdarzyli się rozespanym pocałunkiem, drugim razem już tylko cmoknęłi się zdawkowo, a kiedy obudzono ich trzecim razem Pan Małż kazał rozentuzjazmowanej gromadzie gości "pocałować się w..."
Obudzili się rano, średnio wyspani acz z nadzieją,że Jura czeka...i Jura nie zawiodła. Była piękna i biało niebiesko zielona, a ziemia pachniała ziołami, a wiatr szumiał a słońce świeciło...aż Pani Gaduła doszła do wniosku,że po raz pierwszy zdjęcia zamieści na blogu :)...jeśli tylko jej sie uda.
Następną noc Państwo G. spędzili w domu, gdzie dojechali późną nocą. Ponieważ postanowili jednak wykorzystać wolną chatę, wykazali się narodową skłonnością ku nopojom wyskokowym i upili się jak dzikie zające. Język stał się nieco bełkotliwy, Pan Małż zadeklarował chęć powrotu do czasów romantycznych, Pani Gaduła zabelkotała coś radośnie, Pan Małż zaproponował podrywanie kobiet na gg (chyba w ramach romantycznych wspomnień), Pani Gaduła znów zabełkotała z entuzjazmem, następnie oboje zauważyli ze zdziwieniam ,że mają problemy z obsługą klawiatury i poszli spać.
Nie wyspali się, nie zdążyli, obudził ich zlośliwie kot tupiący po dywanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz