Wiosna przyszła z przytupem, rozwianymi włosami i lekko zadartym nosem, nie słuchając wyrzutów o tym, że długo jej coś nie było, że zeszło jej z drogą i że bratki pomarzły. Wiosna zajrzała w kątki i wygoniła PG z grabkami w dłoni do ogródka, gdzie ta przedzierała się przez chaszcze z ubiegłej jesieni. Czyli prawie jak na blogu...A jeszcze niedawno tej zimy, czy też tej wiosny, bo kalendarz ma się nijak do aury, PG pomykała z rodziną do Gorzowa Wielkopolskiego gubiąc się co rusz na ścieżkach i drożynach Poznania, podziwiając wracające klucze ptaków, z referatem na kolanach, dziećmi za plecami i połową koła naukowego w drugim aucie. Atmosfera była znakomita, z referatem było na tyle dobrze, żeby usłyszeć w najlepszej chyba w życiu recenzji od Prowadzącego :"rozwaliłyście system" i obrosnąć w piórka, i poczuć coś jak cień mgnienia poczucia sensu tego, co się robi.
Na moment.
Potem się wróciło do prozy życia a jak wiadomo "to przyjaźni kat" i ogólnie katuje sobie to i owo.
A dni temu zaledwie kilka PG odbierając EL Nino z przedszkola usłyszała od Pani Przedszkolanki: a kiedy on teraz na konferencję jedzie?
-Jak referat napisze-odrzekła Matka Rodzicielka i porechotały wspólnie z Panią Przedszkolanką gdyż obie wiedzą, ze pismo jakim się El Nino posługuje to doskonały mix pisma klinowego z dowolną interpretacją impresjonizmu kredką świecową.
Tymczasem ćwiczymy co wieczór OI, UA, EO, rozdziawiając usta w przeróżnych minach i próbując zrobić co się da, żeby choć mowa byłą zrozumiała, gdy pismo słabe, tymczasem Junior ćwiczy cierpliwość przy przepisywaniu zeszytu, gdyż jego pismo z kolei przypomina pismo supełkowe i gdyby nie średnia ocen PG byłaby zdolna uwierzyć na podstawie tegoż pisma, ze zostanie Juniorek wybitnym lekarzem.
Zanim jednak nim zostanie wpędzi rodziców do grobu, z miną wiosenną tj. wysoce naburmuszoną (jak ta wiosna) i feerią zmian nastroju, pomrukiwań i dąsów.
Nastoletni czas jest taki uroczy...gdy nas nijak nie dotyczy.
Siju lejter pażałsta