-Chciałbym lybki na urodziny-rozmarzył się El Nino
-Zapomnij-skwitowała (zła ale jednak matka) PG.
-Dlaaczego?-zaoponował EN i trzeba było robić kolejny wykład o dostępności zwierzat domowych oraz o istotnej przewadze statystycznej zwierząt nad ludźmi, która panuje w gadułowym domu.
-Ty chcesz rybkę a ja słonia..i oboje będziemy mieli tyle samo.
Minął jakiś czas, opadły liście, wiał wiatr, deszcze nawiedzały okolice i wydało się że sprawa rybek, akwarium i innych cudów odeszła w zapomnienie. Aż pewnego dnia, między jedną a drugą łyżką makaronu w promieniach jesiennego słońca niedbale przebijających się przez okno, El Nino rzucił refleksyjnie:
-Trzeba Ci będzie tego słonia kupić na ulodziny.
PG zastygła nad garami ale nie odwróciła się, aby dziecię nie zobaczyło, ze brwi przesunęły jej się przed linię startowa grzywki, której nie posiada.
-A gdzie on będzie mieszkał, to jednak duże zwierzątko?-rzuciła w geście samoobrony.
-Trzeba będzie-EN pociągnął kolejną łychę i zmierzył powierzchnię za oknem okiem inżyniera budowlańca-wybudować SŁONIARIUM. Na podwórku powinno się zmieścić.
Takoż, Moi Mili, zamiast zamieść pod dywan sprawę rybek i akwarium..mam na głowie znalezienie ekipy budowalanej która wybuduje obszerne słoniarium...na podwórku..przed zimą...dla mojego nowego słonia.
niedziela, 19 listopada 2017
sobota, 11 listopada 2017
Dzień Niepodległości nie zaskoczył nas niczym. Nie lądowały zielone ludziki, nie spadł śnieg (a podobno tu i ówdzie spadł), nawet nie było grochówki na paradzie wojskowej. Było zimno i wietrznie ot co. Wieczorem gdy PG siedziała nad książką przyszedł El Nino. Nie było pytań o paradę, konie i pojazdy bojowe, padło tylko jedno:
-Masz może mikLoskop pod Lęką?
Kurtyna
-Masz może mikLoskop pod Lęką?
Kurtyna
piątek, 10 listopada 2017
O tym, że można mieć wywalone :)
PG miała ostatnio okazję obserwować zjawisko, które co czas jakiś ją nawiedza wraz z jedną z otaczających ją osób. Kontakt mamy nieduży, rzekłabym sporadyczny, od czasu, gdy zaczął się wyścig. Na początku delikatnie od koncentracji na metkach i podglądania sposobów na życie, zrazu stało się to nieco namolne poprzez próby niemal kontroli co i jak robię (gdzie jedziesz? w góry, a DOKŁADNIE w które miejsce?), na końcu doszło do jakiejś chorej próby manipulacji, która miała sprowokować do rywalizacji.
Nie wyszło, znów nie wyszło...zwyczajnie PG nie ma tego genu, zwyczajnie rywalizacja jej w życiu niepotrzebna, zwyczajnie nie traci i nie będzie tracić czasu na współzawodnictwo, które z pozoru odbywa się na jednym poziomie, a tak na prawdę zupełnie innych poziomów dotyczy. Nie potrzebuję, nie kręci mnie to, nie na tym polega bycie z kimś znajomym, przyjacielem, kimś bliskim. Serio tak się da-być szczęśliwym poza tym.
Zatem sytuacja się powtórzyła, znów próba i..kulą w płot. Bo cały wysiłek związany z próbą manipulacji można zniweczyć prostym sposobem: nie przystąpić ostatecznie do rywalizacji i..mieć to w nosie.
-Ty nie masz fejsika, szukałam. Może masz swoje tajemnice?-zabrzmiało w powietrzu
-Może nie mam czasu na reżyserowanie swojego życia pod publikę, -odpowiedziała PG -a może...mam, tylko Ty nie masz o tym pojęcia?
Poza rzeczywistością tu istnieje masa różnych rzeczywistości. Świat toczy się dla nas równocześnie na kilku płaszczyznach, obok tak samo toczy się dla innych. Dziś siedząc nad klawiaturą nie mam pojęcia co kto robi, jak ciężki to może być dla niego wieczór albo jak dużą radość przeżywa. Nie zawsze też istnieje pilna potrzeba, żeby tym się dzielić-każde słowo stać się może niewypowiedzianym symulakrem, który udaje dla każdego coś innego. Najokrutniejszą w tym rzeczą jest uczenie się że nie zawsze okazane zrozumienie jest najlepszym wyjściem..
Ale bywa i inaczej.
Czasem ciepło ma charakter smsa, który mimo ograniczonej ilości znaków ma nieograniczoną moc działania, a czasem ciepło ma smak..czekoladki, wyłuskanej ze sreberka z małego pokoju na końcu korytarza :)
Nie wyszło, znów nie wyszło...zwyczajnie PG nie ma tego genu, zwyczajnie rywalizacja jej w życiu niepotrzebna, zwyczajnie nie traci i nie będzie tracić czasu na współzawodnictwo, które z pozoru odbywa się na jednym poziomie, a tak na prawdę zupełnie innych poziomów dotyczy. Nie potrzebuję, nie kręci mnie to, nie na tym polega bycie z kimś znajomym, przyjacielem, kimś bliskim. Serio tak się da-być szczęśliwym poza tym.
Zatem sytuacja się powtórzyła, znów próba i..kulą w płot. Bo cały wysiłek związany z próbą manipulacji można zniweczyć prostym sposobem: nie przystąpić ostatecznie do rywalizacji i..mieć to w nosie.
-Ty nie masz fejsika, szukałam. Może masz swoje tajemnice?-zabrzmiało w powietrzu
-Może nie mam czasu na reżyserowanie swojego życia pod publikę, -odpowiedziała PG -a może...mam, tylko Ty nie masz o tym pojęcia?
Poza rzeczywistością tu istnieje masa różnych rzeczywistości. Świat toczy się dla nas równocześnie na kilku płaszczyznach, obok tak samo toczy się dla innych. Dziś siedząc nad klawiaturą nie mam pojęcia co kto robi, jak ciężki to może być dla niego wieczór albo jak dużą radość przeżywa. Nie zawsze też istnieje pilna potrzeba, żeby tym się dzielić-każde słowo stać się może niewypowiedzianym symulakrem, który udaje dla każdego coś innego. Najokrutniejszą w tym rzeczą jest uczenie się że nie zawsze okazane zrozumienie jest najlepszym wyjściem..
Ale bywa i inaczej.
Czasem ciepło ma charakter smsa, który mimo ograniczonej ilości znaków ma nieograniczoną moc działania, a czasem ciepło ma smak..czekoladki, wyłuskanej ze sreberka z małego pokoju na końcu korytarza :)
sobota, 4 listopada 2017
o mumii i innych półmartwych
Tomasz Kruz biegał po ekranie pośród stada zombie, co rusz miotając się w desperackiej melancholii rozerwany niemal fizycznie między światem martwych i żywych. Wokół kłębiło się od żywych trupów, płytkich wątków i filmowych trików polegających na tym, że coś właśnie przebiega za plecami głównego bohatera i ten , nieznaczny (ale znaczący) ruch, ma wywoływać dreszcz na plecach widzów. Niestety nic nie wywołał, po czwartym żywym trupie było już nudno...PG pociągnęła z kubka herbaty i wróciła do konwersacji o niczym na telefonie. I choć o niczym..było to znacznie ciekawsze.
"Aby być sobą, trzeba się trochę odwrócić od świata, mieć własną wewnętrzną przestrzeń, w której możemy próbować poznać także siebie a nie tylko świat" /M.Kamiński/
-To trochę straszne-zagadnęła PG do PM, jadąc na cmentarz przed pierwszym listopada- jak przewidywalna wydaje Ci się przyszłość gdy masz 12 lat i jak Cię potem robi w balona.
Fakt, patrząc na Juniora przypominam sobie własne "pewnostki", które miały być na całe życie. Byłam przecież pewna, jak będzie wyglądała moja rodzina (z taką samą dużą ilością babć i prababć), byłam pewna, że przyjaciele z wtedy będą przyjaciółmi na całe życie i byłam pewna poczucia bezpieczeństwa, które przecież zależeć miało zupełnie od czegoś innego. Tymczasem życie nadmuchało balon czasem i zrobiło mi BUM przed nosem. Sprawa nie podlega dalszej dyskusji, stawia przed faktem dokonanym, a z takimi się nie dyskutuje. Pozostał jednak margines (niedostosowania społecznego) polegającego na wiecznie zawodzonej naiwności, której tak nienawidzę jak się z nią identyfikuję. Nawiasem mówiąc-nienawidzę listopada.
Zabraliśmy się z ElNino do teatru. Sprawa, co tu dużo mówić, zaczęła się wielkim fochem, gdy dowiedział się, że Junior w jego wieku już sam na sam z matką rodzicielką był w teatrze, a El Nino doświadczył niesprawiedliwości dziejowej. Zawsze uważałam,że dziecko daje wachlarz doświadczeń niedostępnych dla ludzi bezdzietnych i tak było i tym razem. Po scenie biegała między innymi kobieta w wieku PG przebrana za gruszkę, z dorodnym żółtym kuprem i zalotnie trzepotała rzęsami do faceta przebranego za psa ale i tak było doskonale. Po wszystkim poszliśmy na naleśniki do baru mlecznego i nikomu brak gwiazdozbioru michelin nie przeszkadzał.El Nino był nieco zasmarkany wygłosił orację na miarę krytyka teatralnego i skonkludował, że z przedszkolem to nie to samo.
No ba!
Tymczasem Junior przeżywa swoje hormonalne tornada z przytupem zaś jego rodzice z rosnącą częstotliwością słyszą że świat jest niesprawiedliwy, nałożone sankcje nieuzasadnione, oraz co powinni...Dość powiedzieć, że jakoś nie biorą sobie tych cennych wskazówek do serca.
Wewnętrzna przestrzeń z powyższego cytatu staje się zaludniona niespersonalizowanymi niepewnościami i tym, co rzeczywiście ma imię. Poczucie bezpieczeństwa,kluczowe z punktu widzenia większości teorii jest miarą opanowania niepokojów i racjonalizacji rzeczy brzydkich. Gdzieś w tym wszystkim jest zapach cynamonu i poziomek-jeden kojarzy mi się z domem i starym kredensem w kuchni babci, drugie z beztroską wiosenną radością, smakującą tym, co jeszcze nieodkryte. A całość wiąże jakąś niezrozumiałą nitką poczucie unikania pychy,którą wyraża się w przewidywaniu i planowaniu.
"Aby być sobą, trzeba się trochę odwrócić od świata, mieć własną wewnętrzną przestrzeń, w której możemy próbować poznać także siebie a nie tylko świat" /M.Kamiński/
-To trochę straszne-zagadnęła PG do PM, jadąc na cmentarz przed pierwszym listopada- jak przewidywalna wydaje Ci się przyszłość gdy masz 12 lat i jak Cię potem robi w balona.
Fakt, patrząc na Juniora przypominam sobie własne "pewnostki", które miały być na całe życie. Byłam przecież pewna, jak będzie wyglądała moja rodzina (z taką samą dużą ilością babć i prababć), byłam pewna, że przyjaciele z wtedy będą przyjaciółmi na całe życie i byłam pewna poczucia bezpieczeństwa, które przecież zależeć miało zupełnie od czegoś innego. Tymczasem życie nadmuchało balon czasem i zrobiło mi BUM przed nosem. Sprawa nie podlega dalszej dyskusji, stawia przed faktem dokonanym, a z takimi się nie dyskutuje. Pozostał jednak margines (niedostosowania społecznego) polegającego na wiecznie zawodzonej naiwności, której tak nienawidzę jak się z nią identyfikuję. Nawiasem mówiąc-nienawidzę listopada.
Zabraliśmy się z ElNino do teatru. Sprawa, co tu dużo mówić, zaczęła się wielkim fochem, gdy dowiedział się, że Junior w jego wieku już sam na sam z matką rodzicielką był w teatrze, a El Nino doświadczył niesprawiedliwości dziejowej. Zawsze uważałam,że dziecko daje wachlarz doświadczeń niedostępnych dla ludzi bezdzietnych i tak było i tym razem. Po scenie biegała między innymi kobieta w wieku PG przebrana za gruszkę, z dorodnym żółtym kuprem i zalotnie trzepotała rzęsami do faceta przebranego za psa ale i tak było doskonale. Po wszystkim poszliśmy na naleśniki do baru mlecznego i nikomu brak gwiazdozbioru michelin nie przeszkadzał.El Nino był nieco zasmarkany wygłosił orację na miarę krytyka teatralnego i skonkludował, że z przedszkolem to nie to samo.
No ba!
Tymczasem Junior przeżywa swoje hormonalne tornada z przytupem zaś jego rodzice z rosnącą częstotliwością słyszą że świat jest niesprawiedliwy, nałożone sankcje nieuzasadnione, oraz co powinni...Dość powiedzieć, że jakoś nie biorą sobie tych cennych wskazówek do serca.
Wewnętrzna przestrzeń z powyższego cytatu staje się zaludniona niespersonalizowanymi niepewnościami i tym, co rzeczywiście ma imię. Poczucie bezpieczeństwa,kluczowe z punktu widzenia większości teorii jest miarą opanowania niepokojów i racjonalizacji rzeczy brzydkich. Gdzieś w tym wszystkim jest zapach cynamonu i poziomek-jeden kojarzy mi się z domem i starym kredensem w kuchni babci, drugie z beztroską wiosenną radością, smakującą tym, co jeszcze nieodkryte. A całość wiąże jakąś niezrozumiałą nitką poczucie unikania pychy,którą wyraża się w przewidywaniu i planowaniu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)