niedziela, 19 listopada 2017

W sieci prezentów

-Chciałbym lybki na urodziny-rozmarzył się El Nino

-Zapomnij-skwitowała (zła ale jednak matka) PG.

-Dlaaczego?-zaoponował EN i trzeba było robić kolejny wykład o dostępności zwierzat domowych oraz o istotnej przewadze statystycznej zwierząt nad ludźmi,  która panuje w gadułowym domu.

-Ty chcesz rybkę a ja słonia..i oboje będziemy mieli tyle samo.

 

Minął jakiś czas, opadły liście, wiał wiatr, deszcze nawiedzały okolice i wydało się że sprawa rybek, akwarium i innych cudów odeszła w zapomnienie. Aż pewnego dnia, między jedną a drugą łyżką makaronu w promieniach jesiennego słońca niedbale przebijających się przez okno, El Nino rzucił refleksyjnie:

-Trzeba Ci będzie tego słonia kupić na ulodziny.

PG zastygła nad garami ale nie odwróciła się, aby dziecię nie zobaczyło, ze brwi przesunęły jej się przed linię startowa grzywki, której nie posiada.

-A gdzie on będzie mieszkał, to jednak duże zwierzątko?-rzuciła w geście samoobrony.

-Trzeba będzie-EN pociągnął kolejną łychę i zmierzył powierzchnię za oknem okiem inżyniera budowlańca-wybudować SŁONIARIUM. Na podwórku powinno się zmieścić.

 

Takoż, Moi Mili, zamiast zamieść pod dywan sprawę rybek i akwarium..mam na głowie znalezienie ekipy budowalanej która wybuduje obszerne słoniarium...na podwórku..przed zimą...dla mojego nowego słonia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz