Przemierzająca łagodnie taflę basenowego oceanu PG została brutalnie zepchnięta na ścianę niecki od której spektakularnie się odbiła.
Ach co to ? kto to? czy to morświn? czy to ów dżentelmen bez włosów i karku, który wskoczył do tutejszego akwenu?- zdążyło jej zakołatać zanim poczuła ból w prawym boku. Ale zaprawdę powiada Wam był to jedynie przedsmak tego, co poczuła nazajutrz i co w zmienionej formie trwać ma jeszcze czas jakiś. Kościec ma ponoć nienaruszony acz mięśnie naderwane i serię wewnętrznych obić. Jeśli sądzić po tym, że boli jak oddycha to nie połechtały jej próżności słowa takie jak zagrożenie odmą czy potłuczenie wątroby. Tymczasem spędza dni w domu...jest to jej drugie L4 w życiu, dzieci opuściły ją , gdyż jedno udało się do Wieliczki "posolić frytki ze ściany" a drugie przebywa u babci, gdzie też może być..coś soli...lub pieprzy.
Od Pani Doktor, PG dostała pigułki szczęścia, po których mniej boli i jest tak słodko obojętnie....w związku z zakazem poruszania się, podnoszenia, wysiłku moc obowiązków przejęli inni domownicy, ku wyraźnemu acz fałszywemu zatroskaniu PG.
PG skwapliwie wypełnia zalecenia lekarskie czyszcząc zamrażalkę z lodów śmietankowych i po tabletkach i po lodach..nawet dzieci jej nie straszne!
Sijulejterewrybady