poniedziałek, 30 lipca 2007

...będę robić nic...

Rankiem wczesnym czytelnia powitała PG zatrzaśniętymi drzwiami i kartką ,że do 15 sierpnia to zamknięte, że dopiero potem i to w wybrane dni i ogólnie że, "won", więc PG poszła zakupić najbardziej malinową sukienkę w mieście...Humor jej się poprawił, spędziła z Juniorkiem urocze przed i po południe budując magistralę kolejową, o jakiej się nie śniło najbardziej lotnym umysłom technicznym...ale niestety Junior potraktował PG jak czytelnia i poszedł spać...w telewizji Krystyna Janda dramatyzuje w dziwnym stroju i takiejż fryzurze, na gg milczenie gęste jak smoła, książka się skończyła...ale PG nie narzeka, bo PG wie, że jutro czeka na nią praca i wizyta z Juniorkiem w szpitalu,że za rogiem egzamin, że właśnie przyszedl pocztą harmonogram pracy na Uczelni numero 2, że lada chwila wejdą do kalendarza obowiązki....

więc PG stara się głośno nie mówić,ha boi się nawet głośno myśleć o tym, jak tęskni do miejsc, w których jej dawno nie było i do tego na przykład,żeby z słuchawkami na uszach biec aż do momentu, kiedy boli zbyt głęboki wdech....ech.

  

piątek, 27 lipca 2007

widziałam orła cień

Juniorek idzie na spacer, obok PG z psem (nikt nie wie, kto kogo ciągnie, czy pies PG czy PG psa)

J:Popatś jak latam...

PG:Oj pięknie, a jakim jesteś ptakiem?

J:Oziełem, pięęęęęknie latam...

PG:A jakiego koloru jesteś orłem?

J:Beziowego!

PG:Beżowego...Ach tak....

 

 

W godzinach wieczornych nad pewnym osiedlem w mieście znanym i nieznanym widziano szybującego orła...

 

ORŁA BEŻYKA

PG w wannie...słyszy takie Polaków rozmowy:

-O popatś popatś...jakie malutkie frytećki na tym ciAście...

-a nie, Juniorku, to jest kruszonka.

środa, 25 lipca 2007

piąte drzwi po lewej stronie na trzecim piętrze

PG przyszła do pracy przed czasem. Przeglądała papiery,potem zrobiła sobie kawę , posłodziła milionem kostek cukru i zakopała się na powrót między podaniami o przyjęcie na czcigodny kierunek zacnej uczelni.

Ktos zapukał, wszedł i rozpoczął rozpytanie, na które PG odpowiadała płynnie, pewnie i z entuzjazmem. Jednocześnie odbierala telefon z niewiadomokąd z gorącymi pytaniami. PG zaspokajała ciekawość rekrutacyjną słuchawki telefonicznej, drugą ręką podpisując potwierdzenie  przyjęcia dokumentów.

Wiatr rozwiał jej włosy, gdy na krześle obrotowym z prędkością światła przemierzała szerokość pokoju w kierunku komputera, którego mysz nie działała NIGDY,a MEN nie wydało jeszcze odpowiedniej decyzji i wciąż się zastanawia nad zakupem nowego gryzonia ..

W komputerze PG nie znalazła tożsamości sluchawki telefonicznej, która nie była pewna na jaki kierunek startuje, ale chyba nie była rónież pewna czy w tej czy innej placowce edukacyjnej.

W tzw międzyczasie tabun kandydatów nawiedził pokój domagając sie wiedzy niezbednej dla życia kazdej jednostki ludzkiej w rzeczonym mieście, województwie, kraju...Co tam,że nieniejsze informacje stoją wielkimi literami na stronie internetowej od tygodni.Ktoś miał zdjęcie nieodpowiedniego formatu, ktoś zdjęcie z wakacji, ktoś  nie pamiętał numeru konta, ktoś własnej tozsamości ("bo wie  pani, za mąż ostatnio wyszłam i nie wiem, którym nazwiskiem"), inny zapomniał świadectwa dojrzałości, a ktoś inny zostawił dowód osobisty...

PG uśmiechała się, wspinała się na szczyty gadułowej miłości bliźniego:"oczywiście może pani napisać odwołanie..., dyżury instytutowej komisji rekrutacyjnej...,listy rankingowe są dostępne na stronie..., ależ to nie jest kłopot..."

Pisała, segregowała, czytała setny raz listy alfabetyczne, rankingowe, uzupełniała to i owo, uśmiechała się, zapraszała, poprawiała, pomagała, jeździła na krześle, milion razy walczyła z komputerem...do późnych godzin wieczornych

"Latem to się na uczelni nic nie robi"

piątek, 20 lipca 2007

Ceremonii pogrzebowej nie będzie

Rybka zeszła była i co? i luz...Junior nie chciał odprawiać ceremonii pożegnalnej,nikt go nie namawiał, spuściliśmy rybkę w toalecie.

 PG zdaje się, że Syn jej pierwowrodny doskonale zrozumiał mechanizm zmieniających się pokoleń, przemijania w przyrodzie, filozofii życia, co zawarł w stwierdzeniu "Trzeba spuścić wodę"

i spuściliśmy...

PG słucha muzyki

http://dusiu91.wrzuta.pl/audio/fNIf5GrjiO/michael_buble_-_everything

bardzo miłe, letnie, słoneczne śpiewanie, a kazdemu kto jej zarzuca niepoważne podejście do życia nie ma zamiaru robić wykładu pt"co o mnie wiesz? itd, itp" poleca, aby najpierw odszukał takiego specjalnego miejsca na swoim ciele, a potem je pocałował...

Bo PG czuje,że ma lepsze zajęcie niż wykłady...PG chodzi tanecznym krokiem po domu i nuci sobie:

You're a falling star, You're the get away car.
You're the line in the sand when I go too far.

You're the swimming pool, on an August day.
And You're the perfect thing to see.

 

i każdy może myśleć,że to do niego...

czwartek, 19 lipca 2007

Patologia

Jak już wspominano  hahaha Juniorek z powodu małopłytkowości siniaczy się przeokropnie...Fioletowe plamy na nogach, a ostatnio śliwki pod każdym okiem po jednej...nie pozostawiają złudzenia,że to nie może być tylko wynik niezwykłej aktywności, która na marginesie wspominając tak zupełnie zwykła nie jest...

Toteż PG odzwyczaiła się już tlumaczyć przypadkowo spotkanym ludziom,że trombocytopenia chronica, że taka choroba,ze od byle czego dostaje wyboczyn etc etc...niechże sobie na zdrowie wzdychają, jak rodzice nie dopilnowali, jak ogromnie zaniedbane dziecko, bidulek itd

Ale....

W pobliskim sklepie pracuje Pani Troskliwa, nie ma wad, poza tym,ze nieraz sprzedaje zielony żółty ser i lubi "wnikać" i ostatnio, gdy rodzina G. robila zakupy, miedzy innymi kupujac napój chłodzący na bazie chmielu .....

PT pyta: A co ci się,  B I E D A C Z K U stało?

PG odpowiada (zamiast zdziwonego Juniora): nic mu się nie stało,PM go czasem uderzy, bo wie pani,(PG przechyliła się przez ladę w konspiracyjnym szepcie),pani wie, mąż czasem jak go poniesie to kablem uderzy, bo wie pani, mąż ma problem z alkoho...

Niestety PG nie dokończyła, gdyż zostala wyprowadzona ze sklepu prtzez PM (ogólnie mówiąc alkoholika i tyrana)

 

 

Kilka dni później PM zostal zapytany przez PT

PT:A gdzie żona, bo dawno nie widziałam?

PM: A poszla...jak zmądrzeje to wróci...

PT:...No różne koleje w małżeństwie, każdy związek przechodzi kryzysy....

 

 

No...to jak zmądrzeję to wrócę...

Znaczy się :napiszę...

 

wtorek, 17 lipca 2007

poniedziałek, 16 lipca 2007

Higieniczny tryb życia

Po kulturze fizycznej pozostały niekulturalne stwierdzenia wywołane "p e w n y m i"trudnościami z powodu zakwasów we wszystkich chyba mięśniach gadułowego ciała.

/Zapamiętać:nigdy nie wydawać opinii na temat zniewieściałości męskiej przy zniewieściałych panach "Gimnatycznych"/

Kwoli higieny psychicznej PG wybrała się na zakupy...Centra Leczenia Depresji- tj. sklepy z bielizną, Wyższe Szkoły Umiejętności Społecznych-czyt. Reporter, Reserved etc... etc...

PG przyznaje "MAM NA IMIĘ GADUŁA I JESTEM KOBIETĄ Z WSZYSTKIMI TEGO KONSEKWENCJAMI FINANSOWYMI" ale qrczeeeeeeeeee jakie to przyjemne.....

Stosując mechanizm psychicznej obrony, wypiera zatem ze swej świadomości fakt uzależnienia od zakupów...fryzjera i kosmetyczkę też lubi, więc zakupy to tak przy okazji...

 

Dzisiejsza depresja u PG wywołana jest uczestnictwem w procesie rekrutacji nowego narybku studentów. PG sama nie wie, ile dziś odebrala telefonów zaczynajacych się od słów "Ja wiem,że się źle dodzwoniłam...", nie jest w stanie podać liczby przypadków klinicznych ludzi,ktorzy po egzaminie dojrzałości przychodzą na rekrutację z rodzicami, nie powie także jak bardzo kocha pracę z komputerem, ktory wiesza się na długie minuty...

 

Zapyta zatem:

CZY NOWE BOJÓWKI TO NAPRAWDĘ TAK WIELE WOBEC GALOPUJĄCEJ FALI UPAŁÓW?????

niedziela, 15 lipca 2007

a o niczym właściwie

PG wybrala się  na rower sobotnim popołudniem...ponad 20 km, łąki, pola, doliny...

I TO NIE BYŁ DOBRY POMYSŁ, bo dziś czuje gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę...

PG z Małgosią wybrały się do Centrum Tortur Wszelakich (czyt.Centrum Sportu ) niedzielnym porankiem, gdzie PG nie mogła nie wygłosić kwestii o niemęskim zawodzie jakim jest trener fitness, tuż po tym, jak takiż okaz się pojawił za jej plecami i tuż przed tym, jak z niepokojem oczekiwała pierwszych obajawów udaru na skutek podwyższenia ciśnienia do wyniku czterocyfrowego, potem  biegały jeszcze godzinkę

I TO TEŻ NIE BYŁO NAJLEPSZE POSUNIĘCIE, gdyż PG poznała skutki uboczne w postaci zgonu na kanapie, gdzie poległa na cztery godziny ku zdziwieniu rodziny

PG pozostała sama z Juniorem wieczorową porą i poczytała literaturę Juniorowi, wymoczyla się  w wannie, wygadała 2 godziny przez telefon, ułatwiła kotu ucieczkę w celu miłości platonicznej otwierajac szeroko balkonowe drzwi, włączyła muzykę i pomyślała "Niechże świat się pocałuje..."

I TO BYŁO FANTASTYCZNE POSUNIĘCIE

 

P.S. I teraz wlaśnie, gdy PG pisze tego posta, podjada absolutnie zakazane i nieprzyzwoicie kaloryczne orzechy i zdaje się jej, że słyszy za oknem "CMOOOOOOOOOOOOOOOOK"

Bużka :)

 

piątek, 13 lipca 2007

Dom, który rozmawia.

PG:Kochanie, nie można przerywać jak ktoś rozmawia...

J: Jak tatuś z mamusią lozmawia?

PG:Tak, nie wolno wtedy przerywać.

J: Jak babcia z tatusiem lozmawiaaaa?

PG:Wtedy też nie wolno prze...

J: A jak mamusia z pieskiem lozmwaiaaaaaaaa?

PG:Wtedy też nie.

J: A jak piesek z kotkiem lozmawiaaaaaaaaaa?

PG:Też nie.

J: A jak kotek z lybkamiiiiiiiiiiii lozmawiaaaaaaaaaaa?

PG:Też.

J: A jak lybki z ksiązeczką lozmawiająąąąąąąą?????????

PG: (cisza, rytmiczne uderzenia glową w ścianę)

J: A jak dywanik z piłeczką lozmawiaaaaaaaaaa?

J: A jak filanka z dywanikiem lozmwiaaaaaaaaa?

J: A jak zabawki z gwiazdką lozmawiająąąąąąąąą?

J: A jak kubeczek z szafką lozmawiaaaaaaaaa?

 

 

 

Zdaje się , ze wchodzimy w trudny okres pytań.

 

czwartek, 12 lipca 2007

Retrospekcje

PG:Mogę nie iść?

PM:Nie!

PG:Moooogę???????

PM:Nie!Wysiadać mi tu z pojazdu!

PG:Ale wykłady sa nieobowiązkowe....

PM:Pod warunkiem,że się ich nie prowadzi.

 

 

Mógłby czasami nie mieć racji...z grzeczności...

środa, 11 lipca 2007

telegraficznie

Juniorek przebywa w szpitalu

STOP

Należy przewidywać,że w skutek tego

STOP

służba zdowia zaostrzy strajk

STOP

czwartek, 5 lipca 2007

Politycznie

Czytając fora , blogi, doniesienia...PG dochodzi do smutnego wniosku,że chyba pozostała ostatnią osobą w tym kraju, która przyznaje się do tego,że się nie zna na polityce.

Wszyscy  się znają. Każdy wie, jak byłoby lepiej...

 

 

i jest jak jest :)

wtorek, 3 lipca 2007

w nocnej ciszy

Było spokojnie..."kochaj mnie..."płynęło sennie z głośników, Juniorek spał w łóżeczku, a PG skończyła własnie bardzo miłą rozmowę, gdy:

MAMUSIAAAAAAAAAAAAAA! rozcięło brutalnie nocna ciszę

PG rzuciła się w kierunku pokoju, gdzie

Kot prężył grzbiet w malowniczy pałąk, Junior, wrzeszczał w niebogłosy wybudzony zapewne z bardzo przyjemnej fazy REM, pies stał na łóżku Juniorka i właśnie skończył chłeptać wodę z akwarium. /Narracja pominie milczeniem że kilka rybek tez już wychłeptał/, na głośnie zawołanie swojego imienia pies zareagował, rzutem z pościeli, zachowaniem pt "jestem małym pieskiem, kocham cię"i przewróceniem PG na stojące nieopodal meble. PG jęknęła tylko, gdy helikopter Juniora wbił jej się w pachwinę, myślala że się rozpłacze z bólu, co tez niniejszym uczyniła.

Dobry...kochany piesek.

 

Tylko mamusia mu się źle prowadziła...stąd to określenie, ktorym od dziś PG go będzie nazywać.

niedziela, 1 lipca 2007