niedziela, 29 czerwca 2008

Gość w dom...

Kiedy KoleżAnka, wiecznie będąca na diecie i strzegąca linii niczym Straż Ochrony Pogranicza linii zielonej granicy, albo i bardziej walecznie,  zaproponowała dietetyczną kawę zabrzmialo niegroźnie. Po przyjeżdzie na koniec świata-czyt. do gadułowego domku, KA weszła w tradycyjną rolę gościa i po krótkiej krzątaninie po kuchni zrobiła pozbawioną połowy nawet kalorii kawę.

  

uśmiechnęła się słodko i powiedziała "spróbuj, od tego się błyskawicznie chudnie zwlaszcza w biodrach"

  

PG wiedziona latami znajomości a nie instynktem samozachowawczym-zaufała KA-pierwszy acz nie ostatni raz tego wieczoru. W końcu każdy ufa starszym (se se), no i te lata znajomości, więc PG nie zaoponowała gdy KA podała jej megadietetyczną kawę, ani wówczas gdy w celach rozwojowych konwersacji podała napój, ktory powinno się lać do kieliszków..w szklankach.

"Widocznie tak trzeba" pomyślała PG-"może to z powodu lata?"

Rozmowa rzeczywiście nabrała rumieńców, PG również, tematy przewijały się wszelakie, podłoga falowala uspokajająco, meble dryfowały w kierunku balkonu, KA i PG niczym na hamaku kołysały się na kanapie.Dom wypełniała cisza, gdyż PM i Junior byli nieobecni. Rozmowy dotyczyły rozwoju gospodarki na świecie, wpływu cech fizycznych na jakość pożycia, kierunków we współczesnej kulturze, rozwoju teatru mongolskiego, związku bezpieczeństwa jazdy z makijażem,oraz szeregu innych spraw natury zbyt delikatnej, aby wspominać o nich na forum publicznym. Dominowała wielowątkowść komunikacji..jak rownież  pewna jej niespójność, która rosła proporcjonalnie do wzbierającej fali poruszającej, pokój, dom, ogród za oknem, gminę.. 

PG słała smsy tu i ówdzie (w tym: do KA), KA ani na moment nie traciła pionu..trzymania szklanki...jednym słowem powrócono do studenckich czasów, a była to podróż w czasie niepodobna do innych.

Gdy nazajutrz PG usłyszała kroki na schodach spodziewała się zobaczyć jedynie widmo swej koleżanki..o takie:

  

A tymczasem ta z wprawą Ewy Wachowicz i motywem przewodnim z jej programu na ustach postanowiła zaserwować z samego rana o 10.00

 OMLECIK

"A więc...bierzemy w rękę jajka"-instruowała do aparatu:

  

"...i trzepiemy w ich okolicach"

  

"..w okolicach jajek znaczy się trzepiemy

-z uśmiechem, Drodzy Widzowie,

koniecznie z uśmiechem"

  

i

tak niby przypadkiem, i zupelnie mimochodem wychodzi nam:

  

Nooooo..PG kocha takich gości, przyjadą, kawę zrobią, śniadanko wyczarują...

i tęskni się po ich wyjeździe...

i pić się chce...

 hehe 

sobota, 28 czerwca 2008

Specjalnie dla

KoleżAnki

  

choć wiem,że serce jej złamię.

(jedna gwiazdka bo Junior ma na zdjęciu dopiero 2 latka teraz ma cztery...latka)

 hehe 

piątek, 27 czerwca 2008

Psie smutki i ...dobra robota tutejszej mafii:)

Będzie drastycznie.

W świetle poniższego posta wręcz nieodpowiednio, ale są historie, ktorymi trzeba się podzielić.

Pewien Znajomy PG ma psa, pies jest duży i często wybiera się ze Znajomym na działkę, w celu wybrykania się. Jak wiadomo brykanie jest psu do życia niezbędnie potrzebne. Rzeczony pies ma jednak pecha, gdyż nieopodal, na sasiedniej posesji funkcjonuje pies z cyklu "więcej hałasu niż futra"-szczekacz, nigdy nie przywiazywane specyfikum przybywalo nieraz hałasować na działkę znajomego PG, w związku z czym stosunki dobrosąsiedzkie ulegly znacznemu pogorszeniu...Do zera ..ogólnie rzecz biorąc.

To tyle tytułem wstępu.

Rzecz dzieje się pewnego czerwcowego popołudnia, kiedy ZPG przywozi na działkę kilku kolegów w celu spożycia...przystawek do grilla. Zawodowo towarzystwo było zróżnicowane, był i chirurg i mundurowi, łaczył ich cel.(Jak to faceci se se se).Rozmowa toczyła się wartko, gril skwierczał radośnie, wśród poruszanej problematyki damskiego biustu,rozgrywek piłkarskich i kwestii motoryzacyjnych, pojawił się i problem psich wojen.

-Ciągle spieram się z sąsiadem z powodu psa, ale ostatnio coś cicho, może go wywiózł-zagaił ZPG, ale rozmowa miała wartki przebieg, w ktorym nierzadko gubił się ciąg logiczny, toteż porzucono psią tematykę... i oto nagle przed przymglonymi oczyma grillujacych pojawia się pies...pies ZPG

z sąsiedzkim szczekaczem w zębach.

Towarzystwo zamarło, butelki stanęły w pół drogi do ust, pot pojawił się na skroniach ZPG, mięso na grillu zaskwierczało złowróżbnie...koledzy zamarli.

-Co teraz będzie?-wyszeptał ZPG

Męska solidarność jednak wzięła górę, męska solidarność lub promile wymyśliły szatański plan.

-Opanujemy sytuację-powiedział Rafał zwany Półgłowkiem (tzn PG go tak zwie)- dawaj tu tego psa.

Zwłoki zostały odebrane, kolega chirurg zszył je precyzyjnie, reszta znieczulając się alkoholem wymyła i wysuszyła denata.

Po wszystkim postanowiono odpicowanego doga podrzucić do  budy...jak gdyby nigdy nic.

Logika nie była tego dnia najlepszą przyjaciółką grillujących, ale po całej dość zawiłej sytuacji wrócili do dawnego zajęcia i niczym bosowie mafii postanowili okryć tajemnicą milczenia zdarzenie.Wrócili do rozrywek.

Jednak kilka godzin później radosny ferwor przerwał widok bladej twarzy sąsiada, który stanął w progu posesji ZPG

-Dajcie mi się napić-wykrztusił

Towarzystwo poklepało po plecach, podało stosowny poczęstunek

-Nie wiem co się dzieje...

Panowie spojrzeli po sobie, a widzieli już niewiele, ale mimo ciszy, ktora można by ciąć nożem, mimo powietrza, którym można było podnieść ilość promili we krwi nikt nie zdradził czarnych kart historii tego grilla.

Sąsiad po chwili dlugiej doszedł nieco do siebie i dokończył:

-Nie wiem, co się dzieje, Pikuś zdechł przedwczoraj, zakopałem go w ogródku, dzisiaj wracam,a on leży w budzie..martwy.

 

 

 

Sorry, Szymon-musiałam  hehe 

niedziela, 22 czerwca 2008

Odkreślamy

-Boisz się?Przyyyznaj, boisz sie jak cholera-wyszeptał zadowolony z siebie Lord Samo Zło

-Ja bym się bała, bałabym sie bardzo-zakwiczała radośnie nie pytana przez nikogo Glupia Ruda

PG stała na superwysokim czymś i przełknęła ślinę.

Nie boję się-skłamala przekonująco w swoim wystraszonym mniemaniu-nie pierwszy raz mnie do czegoś przypinają.

-Ja bym się bała-powtórzyła GR chyba wiedziona chęcią podniesienia PG na duchu, PG była wystarczająco wysoko jak na swoje przekonanie podniesiona,więc tylko zgromiła GR wzrokiem.O dziwo została zrozumiana, bo GR zatkała usta i wyszeptała -Już nic nie mówię.

Świat leżał u stóp PG ale jak na jej gust był coś mały.

Malutkie ludziki stały i chodziły na dole, szczęśliwie było ich niewiele, bo PG jakoś przeszło przez myśl,że gdyby jednak długość razy ciężar były źle policzone , to jakoś nietwarzowo się będzie roztrzaskać na dole.Popatrzyła na Panów od Liny i przez chwilę chciała zapytać o noty z matematyki i fizyki, ale doszła do wniosku,że jak być grzeczną to do końca.

Do końca...

PG jakoś sucho się zrobiło w ustach i  z nikąd pojawiła się myśl o silnej potrzebie wody i błyszczyka do ust.LSZ popatrzył na PG z najwredniejszym uśmiechem świata.

-To jak?Wymiękamy?

-Wymiękajcie-odparła PG-przełykając ślinę coś za głośno, żeby zachować image twardej kobiety.

-To jak?-spytał PodL

-A jak mnie tam na dole ode...odepniecie?

-Odepniemy, jeszcze nie idziemy do domu, no i są jeszcze chętni, a drugiej liny brak.

-Więc tej nie zerwij -dorzucił drugi PodL i zarechotał wesoło.

PG jeszcze raz popatrzyła w dół, potem w błękit przed siebie

i

CHWYCIŁA TEN BŁĘKIT W RAMIONA

 hehe 

bujanie na końcu było srednio fajne, ale o tym LSZ nie powie, póki się sam nie przekona

CYKOR jeden

 hehe 

 

Na liście niespełnionych marzeń mamy jeszcze do odkreślenia:

lot balonem

Francję

i wiele, wiele innych...

ech

 hehe 

 

 

 

 

 

 

 

Wielce Szanowna Uczelnia

Junior raczej nie bywa w progach Uczelni, czasem jednak bywa i

do Pani Doktor  Nauk Wszelakich mówi, biorąc ją bezpardonowo za rękę:

"Dobra, to teraz już idziemy, bo mi przeszkadza ten hałas"

(w roli hałasu wystąpiła PG)

do Pana Profesora Zwyczajnego Nauk Wszelakich zwraca się:

"Masz jeszcze te ciastka?"

po czym siada na przeciwko niego, chowa się pod biurkiem i prowadzą rozmowę:

J:"Ja sie schowam teraz"

PPZ:"A jak Cię mama nie znajdzie?"

J:"No to przecież właśnie się chowam,żeby nie znalazła"

PPZ:"To Ty się pod biurkiem przed mamą chowasz?"

J:"Powiedz jej,żeby mnie szukała"

PPZ:"Dobrze , powiem"

Głos Spod Biurka:"Dobra, to jesteśmy umówieni!" 

 

Ludzie, dla których nie istnieją tytuły, bariery konwenansów i różnica wieku ponad sześdziesięciu lat to ludzie mądrzy i szczęśliwi.

Miłej niedzieli!

 

 

niedziela, 15 czerwca 2008

Niewątpliwy sukces reprezentacji

Czechy :Turcja

Mecz piłki nożnej, Junior pozostawiony sam w pokoju krzyczy:

Goool!

I jeszcze jeden!

I jeszcze jeden GOL!

 

 

Tak, Proszę Państwa-powtórki były.

sobota, 14 czerwca 2008

Junior kocha myć samochody

Ale gdyby ktoś z Państwa znalazł samochód w fabrycznym kolorze

kurz-metalik

prosimy dać cynk, nasz dotychczasowy pojazd jest notorycznie brudny.

W jednej odsłonie

Namolny kolega w trakcie nudnej rozmowy pomęczył zdrowo PG, na koniec niby mimochodem, niby przypadkiem,acz z szansą na kontynuację pyta:

-Jaki masz telefon?

-Nokię 6151.

 

Odpowiada PG i ewakuuje się w kierunku wyjścia.

 

 

 

czwartek, 12 czerwca 2008

Futbol...że co?

PG wylądowała na marginesie marginesu życia rodzinnego wszystko z powodu gromady facetów ubranych w podkolanka biegających po trawie w tę i bez celu...

Jakoś nie wklei flagi na naszej klasie, nie pomaluje twarzy na biało-czerwono, nawet nie zdemoluje przystanku i nie pobije kibica innej drużyny (najpierw musiałaby wygenerować nazwę klubu, któremu sama kibicuje), ogólnie PG zna piłkę na poziomie zerowym a jednocześnie wysokim na tyle,zeby wiedzieć,że nasi przegrają.

Zawsze przegrywają...

Taka tradycja już chyba 

 bardzo smutny 

Był nawet kiedyś pomysł,żeby zabrać PG na mecz...na stadion prawdziwy, Lady Jo miała taki plan sprytny.Obeznana z życiem stadionowym -mąż LJ regularnie bywa w takich miejscach (niestety nie rzuca koktajlami mołotowa i nie podpala dóbr pUblicznych...popraw się Mirku!)kupiła bilety, zapewniła PG,po stokroć ,że mąż jej był 1000000 (słownie milion) razy i żadnych zadym nie było...Ale Junior się pochorował i w rezultacie LJ poszła sama ..z mężem znaczy się. Podobno niedługo po rozpoczęciu padły pierwsze petardy, a potem już było tylko fajnie i kije były..i policja z psami...

No mniejsza, żeby nie być tak całkiem na bakier z socjalizacją, PG postanowiła zamieścić coś, co sie jej niemożebnie podoba w piłce polskiej ostatnimi laty...

TU

...ale z tymi orłami to przesadził...

 

P O L S K A  B I A Ł O  C Z E R W O N I!!!!!

 

wtorek, 10 czerwca 2008

zielono

Mamy dosyć pracy i spraw pod górke, życzliwości nieżyczliwej, "przyjaznych" ludzi, świat nam się wali kilka razy na dobę., ale ogólnie...

  

Lato...dobrze,że już jest. 

ot...pioseneczka

PG słyszy jak jej jedyne dziecię bawi się w swoim pokoju

śpiewając przy tym radośnie

"My jesteśmy bandytami hop sa sa!hop sa sa!"

 

Luz.

sobota, 7 czerwca 2008

Z cyklu:Bliscy,Krewni i Znajomi...

"Czy mógłbym prosić o przesłanie mi zaległej faktury?"-zamigotało złowieszczo okienko gg, kiedy PG szykowała się własnie do pieczenia schabu.Struchlała bidulka na chwilę przed monitorem, nijak nie mogąc sobie przypomnieć jakąż to fakturę mogła wystawić przed robieniem marynaty do mięsa..

"Bardzo mi przykro, ale to prywanty nr gg  mojego męża" wyszeptała suchymi ustami i wrzuciła pośpiesznie komunikat do okienka.Po drugiej stronie zapanowała cisza...PG czekała na cios.Cios nie nastąpił. Po drugiej stronie, wiekowy, jak wywnioskowała z tonu mężczyzna zainteresował sie dla odmiany...?schabem...Pomna na akcję "Dziecko w sieci" PG poczuła się jak potencjalna ofiara potencjalnego pedofila...

i tak się zaczęło.

Dzis Proszszszsz Państwa czas przedstawić

Pana S.

Pan S. jest Pani Gadule towarzyszem rozmów, doradcą w sprawach wszelakich, oparciem w panice, zaprzeczeniem ,że netowe znajomości są krótkotrwałe i potwierdzeniem, że zagrożenie w sieci istnieje.Długo można o nim opowiadać, ale potem bardzo krzyczy.

Zatem

ta-daaam

  

Prywatnie Pan S rozbija się z blondynami na motocyklu .

 

 

Dziękuje się Tomaszowi za zdjęcie...Tomasz wie,że to grozi uszczerbkiem na zdrowiu...i życiu.

Pozdrawiam

Wasze Dziecko w Sieci 

 

 

 

 

piątek, 6 czerwca 2008

Zachowania suicydalne

J:Mamo, mamo, tu jest taki wielki komar z bardzo chudymi nogami.

PG:To go zabij.

J:Nie mogę..już się sam zabił.

czwartek, 5 czerwca 2008

a...po pracy

Po pracy PG pada na twarz-Junior wita ją w drzwiach domostwa streszczeniem dnia":

"byłemzpieskamiwlesienawyciczcetakimspacerkuwłaściwie,ipiesiektraktakbiegałisłoneczkoisie wiekszypiesekprzeróciłapotemzjadłemobidekcłayzjadłemtylkochciałemgalaretkęalegalaretkatopoobidkubonieolnoasuchować przedjedzonkiemiwogólebyłem grzecznybardzo inierozrabiałembodzisiajsobierysowałem"  etc etc

 

Trudno się czyta? W ten sam sposób się odbiera po kilku godzinach na uczelni tuż przed sesją.

poniedziałek, 2 czerwca 2008

chciałabym pracować w takiej policji

O 6.25. do sypialni wjeżdża wielka plastikowa ciężarówka,prowadzona przez Juniora. Junior od progu rozdziera paszczę z wprawą prawdziwego tirowca:

"Dzien Dobly,piasek przywiozłem"

"Ale tu nie wolno przywozić piasku"-wyszeptała PG jeszcze z poziomu fazy REM

"Dlacego?Przywiozłem, to musi być!"

oddał przekonująco realia praw dzisiejszego rynku budowlanego Junior

"Nie"

"Dlacego?"

"Bo tu jest ulica osiedlowa, tu się tirami nie jeździ"

"Ale ja psyjechałem to się jeździ"

"Tak?To ..poproszę dowód rejestracyjny i prawo jazdy"

"Ale..."

"Dokumenty!"

Junior szuka w szoferce i podaje wyimaginowane dokumenty posłusznie acz z ociąganiem.

"Mandat będzie"

"Mambat?"

w głosie Juniora jest coś co zapowiada drżenie brody

"Tak jest, po ulicach osiedlowych się ciężarówkami nie jeździ,. a poza tym-PG zmarszczyła brew- prawo jazdy wygląda na podrobione, a ten pana tir...jakiś taki plastikowy"

"Ale ..."

"10 punktów"

"Nie!"

"20!"-PG poczuła,że drogówka ją kręci

"Nie mam tyle"

"Taaaaa, a gdzie się zgubiło, pewnie się enduro robiło tirem co?"

"Nie dam , nie mam!" małe pięści zacisnęły się mocno

"Nie dyskutuj, panie kierowco, mandat jest kredytowy, gotówki nie trzeba mieć"

"Nie, ale mam kledyt"

"Każdy ma jakiś kredyt,a my w drogówce też kokosów nie zarabiamy-mandat, dokumenty"-PG oddała co miała wymyślonego oddać-podniosła dwa palce do wyimaginowanej czapki i spytała z troską-"wystarczy panu punktów żeby odjechać?"

"Tak, dowidzenia"-zakończył Junior i oddalił się tirem

PG opadła na poduszki,a gdy Junior stał w progu usłyszała:

"Dziwna jakaś ta policja"

"IIIIII...za obrazę funkcjonariusza ..40 punktów"-odkrzyknęła donośnie, co sprawiło,że na wymyślonym prędkościomierzu tira wzrosła wartość i z trukotem oddaił się do terenu niezabudowanego w sypialni Juniora.

 

Dziwna..też coś..

 

 

 

niedziela, 1 czerwca 2008