Kiedy KoleżAnka, wiecznie będąca na diecie i strzegąca linii niczym Straż Ochrony Pogranicza linii zielonej granicy, albo i bardziej walecznie, zaproponowała dietetyczną kawę zabrzmialo niegroźnie. Po przyjeżdzie na koniec świata-czyt. do gadułowego domku, KA weszła w tradycyjną rolę gościa i po krótkiej krzątaninie po kuchni zrobiła pozbawioną połowy nawet kalorii kawę.
uśmiechnęła się słodko i powiedziała "spróbuj, od tego się błyskawicznie chudnie zwlaszcza w biodrach"
PG wiedziona latami znajomości a nie instynktem samozachowawczym-zaufała KA-pierwszy acz nie ostatni raz tego wieczoru. W końcu każdy ufa starszym (se se), no i te lata znajomości, więc PG nie zaoponowała gdy KA podała jej megadietetyczną kawę, ani wówczas gdy w celach rozwojowych konwersacji podała napój, ktory powinno się lać do kieliszków..w szklankach.
"Widocznie tak trzeba" pomyślała PG-"może to z powodu lata?"
Rozmowa rzeczywiście nabrała rumieńców, PG również, tematy przewijały się wszelakie, podłoga falowala uspokajająco, meble dryfowały w kierunku balkonu, KA i PG niczym na hamaku kołysały się na kanapie.Dom wypełniała cisza, gdyż PM i Junior byli nieobecni. Rozmowy dotyczyły rozwoju gospodarki na świecie, wpływu cech fizycznych na jakość pożycia, kierunków we współczesnej kulturze, rozwoju teatru mongolskiego, związku bezpieczeństwa jazdy z makijażem,oraz szeregu innych spraw natury zbyt delikatnej, aby wspominać o nich na forum publicznym. Dominowała wielowątkowść komunikacji..jak rownież pewna jej niespójność, która rosła proporcjonalnie do wzbierającej fali poruszającej, pokój, dom, ogród za oknem, gminę..
PG słała smsy tu i ówdzie (w tym: do KA), KA ani na moment nie traciła pionu..trzymania szklanki...jednym słowem powrócono do studenckich czasów, a była to podróż w czasie niepodobna do innych.
Gdy nazajutrz PG usłyszała kroki na schodach spodziewała się zobaczyć jedynie widmo swej koleżanki..o takie:
A tymczasem ta z wprawą Ewy Wachowicz i motywem przewodnim z jej programu na ustach postanowiła zaserwować z samego rana o 10.00
OMLECIK
"A więc...bierzemy w rękę jajka"-instruowała do aparatu:
"...i trzepiemy w ich okolicach"
"..w okolicach jajek znaczy się trzepiemy
-z uśmiechem, Drodzy Widzowie,
koniecznie z uśmiechem"
i
tak niby przypadkiem, i zupelnie mimochodem wychodzi nam:
Nooooo..PG kocha takich gości, przyjadą, kawę zrobią, śniadanko wyczarują...
i tęskni się po ich wyjeździe...
i pić się chce...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz