niedziela, 27 maja 2012

Kolokwialnie

Podaj przykład strategii takiej a takiej-brzmiało polecenie.
PG bierze w ręce kolokwium napisane przez mężczyznę, gdzie przykład strategii rozpoczyna się od słów:
"Np chcę zakupić sukienkę"-niedowierza i czyta jeszcze raz...
Ponieważ chce być osobą tolerancyjną (lub przynajmniej nie nietolerancyjną ;) ) nie komentuje, ale sięga po kolejne kolokwium (również męskiego autorstwa) i czyta "Przykładem takiej strategii może być sytuacja, gdy chcę zakupić sukienkę"
-Proszę panów-zwraca się do autorów-ja nie wnikam w panów gusty ale Wy tak razem po te sukienki chodzicie?
Sala rechocze cichutko, panowie nie podtrzymują kontaktu wzrokowego, acz lekko trzęsą im się ramiona.
Na trzecim egzemplarzu kolejny pan kupuje sukienkę. PG ręce opadają.
-Panowie...
-Znów sukienka?-pyta student w drugiej ławce, PG kiwa głową, a sala rechocze na dobre.
-Już nie skomentuję waszych zamiłowań, ale jak piszecie od koleżanki to chociaż minimum inwencji własnej..
-Lepiej wyjść na geja niż nie zaliczyć!
Dorzuca student z drugiej ławki.

Kurtyna opada.

poniedziałek, 21 maja 2012

Puci puci

Ponieważ Junior zdradza oznaki zazdrości PG stara mu się posiadanie brata wynagrodzić.
-Puci puci- tarmosi za policzki, moje moje moje, maleństwo!
Junior na początku zadowolony coraz ostrożniej mija matkę, która nie traci żadnej okazji do wycałowania, wytarmoszenia  i wyszczypania po policzkach.
-Moje malleeeeeństwo-przyłapała go przy kuchni-moje moje synunie malusie, Ty zawsze będziesz mamusi kruszyną, zawsze , zawsze i jak przyjdzie kiedyś dziewczyna do Ciebie to mamusia przytuli i będzie tarmosić i nie będzie przytulania z dziewczyną i  żadnego seksu nie będzie tylko mamuni synuś będzie zawsze zawsze! Mallllllllllllllllusi

-O seksu to może nie mów-dodaje po chwili Junior


-Ha, chciałbyś!-odpowiada PG i ginie w odmętach zupy jarzynowej

piątek, 18 maja 2012

"Jestes poza trasą...nowa będzie lepsza"

Na majówkę zabłądziliśmy na Mazury. PG nigdy nie lubiła komarów, jezior oraz bujania łódką.
Wybrała się zatem z rAnną w drogę samochodem maleńkim, acz pakownym, upakowanym do granic możliwości, na tylnym siedzeniu Ola i EN prowadzili dyskusję cichszą i głośniejszą na tematy współczesnych zagrożeń społecznych oraz stanie dróg na Euro. Krzysztof H, co czas jakiś powtarzał, że są poza trasą (wszyscy, nie tylko dzieci) i że nowa będzie lepsza. Nie wiadomo, czy chodziło o drogi lepsze na Euro, czy ogólnie jakąś drogę życiową. Najbardziej drażliwym jest zawsze przejazd przez Warszawę..taaa. Nie dla rAnny, można powiedzieć, że jak weszła w próg przed Warszawą to po 20 minutach była w Jabłonnej.
Po  (nomen omen) drodze, El Nino chcąc sprawdzić gatunek kawy parzonej na stacjach benzynowych wylał zawartość na matkę, jednocześnie kontrolując jak szybko jest ona w stanie przebrać się w toalecie, w której lepiej niczego nie dotykać.
I w końcu był las, zielony, zieleńszy, jeszcze zieleńszy i była leśniczówka w tym lesie.
I byli Państwo Szczególni bo ze stolycy.
I była kwatera Hitlera w Wilczym Szańcu i bujanie delikatne na łódeczce i był wypoczynek, gdy rAnna zaproponowała PG, że weźmie jej syna na spacer do wioseczki.
Minęła godzina.
-Gdzie jesteś? -spytała PG do telefonu, który dopiero co znalazl zasięg a nie było to wiele trudniejsze niż szukanie Bursztynowej Komnaty.
Po drugiej stronie słychać było coś jak sapanie.
-Ania, co jest?
(i tu nastąpi zamiana słów na cenzuralne)
-Wybrałam się na j.....jakiś tam spacerek do po...jedyńczej wioseczki po za...suchym piaseczku, a ta wioseczka jest 3 km od chałupy! Zaj...uroczy spacerek sobie zafundowałam, ciągnę wóz jakiejś Saharze żyły m już na rekach wyszły, powieka drga...

Pewnego zaś poranka obudził PG krzyk..niezidentyfikowany, rozrywający krzyk ..żurawi. Podeszła do okna, mieszczącego się w dachu. Przez okno ukazał się widok czarowny: znad łąki podnosiła się błękitna mgła, w trawie , we mgle stały dwa żurawie..krzycząc.
I oto piękno poranka burzy nieco sylwetka gospodarza domu, który podbiega do płotu na skraju łąki i ni to krzykiem ni to szeptem mocno scenicznym w trosce o śpiących o 5.00 domowników przemawia do zanurzonych w magi poranka ptaków:
-Poszły skur..syny!
Na co tamte pokrzykują jeszcze.
I oto obraz ów nabiera nieco dramatyzmu, gospodarz wbiega na łąkę, podąża w kierunku ptactwa a w rekach dzierży..łańcuchy i po chwili wymachuje nimi w dramatycznym tańcu nadal złorzecząc kogoś, kto zniósł kiedyś te jaja.

-Zastanawiam się-powie PG nad poranną kawą do rAnny-dlaczego  w ofercie nic nie pisali o tym,ze gospodarz biega rano z łańcuchami po polu?

Uroczo, uroczo w tej mazurskiej kniei.