PG słyszy rozmowę przy aresztowaniu:
-Jesteś teraz bandytą, a byłeś premierem!
Ileż prawdy w dziecięcych zabawach...
PG zaggadała się z Aspi, gdyby był jakiś zegar, który wybijałby coś..to właśnie wybiłby pierwszą w nocy.
-Idę, bo za chwilę PM wróci z nocnych zdjęć i mnie zastanie przy komputerze.
-No, trzeba...mój Monsz też marudzi, że tyle ggadamy.
-Dobra, to kończymy, ja będę szybko spać, a Ty się wymownie potknij przy wchodzeniu do supialni i syknij cichutko "ojej 22.15 ależ się zasiedziałam!"
Po 32 sekundach od wyłączenia komputera do domu wszedł PM, PG nawet nie udawała zaspania, PM nie rozumiał jednak ciągłego śmiechu żony.
-A co to za czekolada?-spytał Junior podnosząc tuż przed oczy PG kostkę białej czekolady.
-No biała czekolada-zeznała lekko zdezorientowana PG.
-Ale jak ją zrobiłaś?
-Usunęłam kolor w photoshopie.
-Aha-odpowiedział ukontentowany Junior i pochłonął.
"Każdego wieczoru przed zaśnięciem będę powtarzał Ci, że Cię kocham"
8 lat i miesiąc od tamtego sierpnia nadal wiem, co przy Nim robię.
Kiedy na początku ciąży KA, PG miala robić zdjęcia KA wylądowala w szpitalu.
Sztab lekarzy, i PG orzekli, że dziecko sobie fotografii nie życzy.
Ale PG nie byłaby PG...
Umówiły się zatem z KA na sobotnie popołudnie, KA miała zrobić sobie włosy, PG naładowała akumulatory w aparacie, miała czyste 2 giga, przygotowała tiule i ...
Ka dostała skurczy w nocy.
Jesli temu dziecku nikt nie da klapsa na przywitanie to PG da za te uniki!
-Jedziesz?
-Dziś?!
-Dziś, za godzinę będziemy.
-Ale jak to dziś?
-No tak to, jutro rozgrzejemy, pojutrze poorlimy perciowo.
-Ja już byłam.
-Nie mówiłaś.
-A co miałam bez sensu gadać.
-No to co mam bez sensu planować?
-Ale ja nie wiedziałam, jakbym wiedziała to bym miała chociaż ciuchy uprane.
-Co będziesz bez sensu prać i tak się ubrudzą?
No i pojechali.
Brudasy.
PG siedząc na pietrze slyszy komentarze zgromadzonych przed telewizorem swoich mężczyzn.
PM:
No co oni robią?Co robią?Przeciez to szmaciarstwo jest!!!
Junior:
I kiedy pójdą do toalety?!Kiedy?Chyba w przerwie będę wszyscy musieli iść!!!!
Miejmy nadzieję,że pójdzie im tam lepiej niż na boisku.
Junior zaklada prawego buta na lewą nogę od kwadransa.
-No co Ty robisz?
-Już ja wiem, co robię, mam pięć lat i wiem, co robię.
Niesamowicie poważny Człowieku,
Najważniejszy na świecie Skarbie,
powiem, jak wtedy nad Twoją główką:
bądź zdrowy, dobry i szczęśliwy
zawsze.
mama
Najgorsze było to,że zawrócili z raz obranej drogi, zapomnieli czegoś z pola namiotowego, PG rzuciła do Kasi,że trzeba koniecznie usiąść , pośmiały się a potem miały w demonstracyjnej pogardzie przesądy ludowe.
Niesłusznie.
Czerwony samochód o dużej strefie zgniotu ciął łagodnie jezdnię.
W drugim rzędzie siedział Junior, Łukasz i Tomek, w trzecim Kasia i Robert, PG z PM zajęli lożę tuż za przednią szybą.Przed nimi było jakieś 700 km, ale zdecydowali "zrobić " jeszcze Twierdzę Świnoujście, latarnię morską tudzież wiatrak.
Na parkingu (o europejskim standardzie) w Świnoujściu zakopali się po same drzwi, nie pomogła saperka , popychanie siła mięśni zmęczonej wycieczki, wołanie o pomoc, rozdzieranie szat i japy.Stali w piachu, a słońce demonstrowało sierpień w wydaniu afrykańskim.tubylcy przybyli z odsieczą, w zasadzie pan, ktory był kolega pana, który miał brata, który pracował na tym parkingu w sposób niespodziewany pojawił się z wlasnym busem i linką holowniczą.
Kiedy już wycisnął łzy wzruszenia z gadułowych oczu, rzeczony bus wyciągnął czerwony samochód o dużej strefie zgniotu z piasku,a kierowca wyciagający zainkasował dowód wdzięczności, pan "Dobry Uczynek" rzucił "pani ja tu już 10 lat wyciągam" co nieco wyjaśniło PG schemat samopomocy tutejszej ludności w kwestii dorobienia sobie.
W Twierdzy Świnoujście oprowadzają kustosze w mundurach , przy okazji robiąc musztrę oprowadzanym, podpowiem-nie wszyscy sa tym zachwyceni. W każdym razie Junior z rodziną uznali,ze nie bedą startowac w tych zawodach. Zwiedzali sami.
Juniorowi najbardziej podobala się armata, PG łazienka z ciepłą wodą i mydłem.
Latarnia okazała się wyzwaniem tylko dla czworga śmiałków tj, PG z Juniorem i Kasi z Robertem, wysoko było i z deka męcząco, na górze wycieczka uznała,że wiatrak to już następnym razem, bo coś późno się robiło jakby nieco.
Ruszyli.
Na osiemdziesiątym kilometrze zatrzymał ich sierżant Sierżant informując, że mają jedno dodatkowe zdjęcie z wakacji.
Jedno z droższych dodajmy.
Pojechali razem, PM z miną zasępioną, reszta brechtała się pod nosem.
Na dwusetnym kilometrze Junior zdecydował ,że już wystarczy, bo jest zmęczony i ogólnie czas zakończyć podróż-dał sie przekonać opakowaniem groszków.
Na dwustudziewięćdziesiątym kilometrze tir pogubił skrzynki z piwem
Radości bylo ceoniemiara.
Zwłaszcza przy wymijaniu.
Około trzystapietnastego kilometra PM dostrzegł w lusterku wstecznym ścigający ich pojazd policji, kogut błyskał, pojazd mknął.
-Nie, no @#$% nie mów,że nas policja ściga.
Nikt tak nie powiedział
ani słowa, ale gdy
oznakowany pojazd policji minął ich skręcając w lewo, słychać było jak wszyscy oddychają z ulgą.
Zatem...jeśli następnym razem trzeba się będzie wrócić, trzeba wyjść, usiąść, policzyć do pięciu-PG wie, PG pytała ekspertów.
Dzwoni Juniorkowa Babcia:
-I jak tam?
-Średnio, w nocy wymiotował?
-Jak to?!
-Normalnie, przez otwór paszczowy.
-Ale po czym dlaczego, bardzo????
-Oj nie wiem, czy bardzo-PG odpowiada lekko zmęczonym po nocnym nie spaniu głosem-zwymiotował, umyłam go i poszedł spać.
-Ale mocno?
-A bywa delikatnie?
-Ale powiedz mi, bardzo go zmęczyło?
-Jego nie, mnie trochę, bo prałam do 2 w nocy.
-Ale skarżył się, bolał go brzuszek?
-Nie.
-Napewno go bolał.
(po kiego pytać jak się wie?)
-Mówił,że nie boli, może kłamał.
(sarkazm nie rozpoznany przez babcię)
-Ale to jakoś cierpiał?bolało go?mocno?
-Ale...
-No bo czasem to tak dziecko zwymiotuje a czasem to wiesz...
-"Egzorcystę"widziałaś?
Musialam tłumaczyć-nie widziała.
-Obrać Ci gruszkę?
-spytala PG Juniorka.
-Nie, nie teraz...
potem też nie...
jutro nie ..
już nigdy
przenigdy nie chcę gruszki.
PM przyhamował blokując wyjazd oznaczonemu wozowi policji.
Funkcjonariusz wychylił się przez okno i zobaczył twarz PG.
-Panie Władzo, mąż mnie bije!
Oczy FunkcjoMariusza zmrużyły się:
-A co to, Pani, ja pomoc społeczna?
PG otwarła drzwi blokujac tym samym i tak juz zablokowaną ulicę.
-No ale, Panie, policja od tego jest, macie porządku pilnować, tak?
-Jest równouparwnienie, przyniosę Ci tonfę dla wyrównania szans.
I w tym momencie pozdrawia sie Anię, żonę FunkcjoMariusza.
Pobieszczadzilim.
(nowy czasownik, proszę zauważyć, stworzono)
Poznano zatem drogę przez Krosno, piękne miasto, naprawdę...zwiedzania nie planowano, ale ultranowoczesny GPS sam zaplanował. Zatem miasto zwiedzano i owszem, zachwycano się , a na koniec PM zakrzyknął słowem ogólnie uznawanym za obelzywe w kierunku świateł, których nie było.
Połoninę Wetlińską Junior zrobił z rękami w kieszeni, miłe słowa mijajacych turystów skwitował odrobiną lekceważenia.
No ba...
Dziecko które w szóstym miesiącu życia wtaskiwane było na Przysłop, a w czwartym roku dreptało po Tatrach nie jest wrażliwe na jakieś tam połoniny.
(A! I jeszcze :"Łomnicę zdobyło"...co z tego, że kolejką? )
Ogólnie Bieszczady zachwycają tym, co tam rośnie, niesamowitą naturą, roślinnością wyższą niż półtorej PG i mowa tu o kwiatach, zachwycają otwartością ludzi, przestrzenią, zapachem ziół w powietrzu i ..kuchnią.
Wśród tradycyjnych potraw PG uwiodły pierogi po bojkowsku a Juniora bardzo tradycyjne frytki na którymś tam oleju. PG uzyskała kolor czekolady conieco...łaciata jest aktualnie, z powodu gubienia skóry, zrelaksowano się, zmęczono turystycznie , zwiedzano, spacerowano, jechano kolejką...
Ale jest w tym jakiś smutek, Drodzy Państwo.
Bo miejsce jest szczególne.
Wśród cerkiewek, w zieleni gór, wśród ziół i krystalicznych potoków
mordowano przecież ludzi.
Junior na podworku bawi się z koleżankami i kolegami z sąsiedztwa, nic nowego, co vczas jakiś przychodzą poździerać kolana na tutejszym żwirze.
Po chwili Junior przybiega z kolanem we krwi.
-Nogę sobie rozwaliłem i strasznie się cieszę, bo gola takiego wbiłem,że coś.
PG wylewa hektolitry wody utlenionej i cieszy się również.
-Zawolaj wszystkich na sok-prosi Juniora.
Po minucie w drzwiach pojawia się sześć główek na różnych wysokościach i w różnym stopniu zasmarkanych, każda z nich zakończona jest w różnym stopniu brudnymi mogami i rękami,.
Bo dzieciństwo to boski stan.
W dniu męczĄCEM i gorĄCEM, PG wraz z Juniorem wpakowali się w autobus linii prawie PKS...
nie
nie będzie teraz o zapachu
ha! zdziwieni?
Zatem zasiedli i rozpoczęli klimatyzację przy pomocy załączonych malowanek, czuli się coś jakby średnio rzeźko, sączyli wodę gazowaną i patrzyli przez nagrzane szyby na nagrzany świat.
I wtedy do pojazdu owego wsiadło Zjawisko.
Owo.
Zjawisko było niewątpliwie płci pięknej, i miało piekne długie loki, sięgające połowy pleców, mialo suknię powiewną i buty na wysokich obcasach. PG nie wiedziała co podziwiać najpierw czy te niebotyczne obcasy czy włosy, które rzeczywiście były niewątpliwa ozdobą. Bo PG w takie upały to z sukienek raczej sukienczyny nosi i to wtedy, gdy koniecznie musi, a obcasów nie uskutecznia, od czasu jak pewnego czerwca pięknego zmasakrowały jej nogi na stołecznym bruku.
Siedziała zatem PG w podziwie, bo dobrze czasem popatrzeć na kogoś pięknego.
A czasem nie.
Zjawisko podniosło rękę a oczom strwożonych pasażerów ukazało się ..
zwierzątko,
tak, to musialo być zwierze jakieś i napwno dlugowłose.
Chomik?
Norka?
Króliczek?
PG nie wie, ale pozostaje w stanie przerażonym.
Cieszy się bardzo,że Junior nie skomentował publicznie, choć potem zapytał, co takiego pani miała pod pachą?
Nie wiem, wolę nie wiedzieć.
Podobno ludzie uczą się na błędach, podobno zwykle tak jest, ale , żeby było niezwykle, Państwo G pojawili się na wybranym miejscu o godzinie zero, 24 godziny przed czasem.
Standardowo:prezentacja broni, musztra w szarawarach i standardowo trzeba było przywdziać na twarz maskę. (co niejednemu poprawiło ogólnie wygląd).
Lord Samo Zło, jak na niego przystało, rozpoczął demonstracyjną radością z powodutego, że stanął na przeciw PG:
-No, Młoda, tym razem się nie upiecze!HrrrrWrrrr...
-HrrrWrrr- odpowiedziała PG mnożąc w żyłach cząsteczki krwi zawierające genotyp walecznych przodków, którzy dostali w de pod Chocimiem.
Be poklepała PG po plecach-Spoko, spoko- zaśmiała się nerwowo.
-Ehe-powiedziała nie mniej nerwowo PG przypominając sobie ubiegłoroczne manewry (w tym samopostrzelenie się przez Be).
Rozpierzchli się w sobie tylko znanych kierunkach z taktyką godną strategicznego geniusza, a jak wiadomo,geniusz często graniczy z szaleństwem i na ogół jest niezrozumiały.
Za najbliższą ścianą PG wpadła na Bartka, który był w przeciwnej drużynie.
Przez chwilę zapadła konsternacja wynikająca z pewnego foux pass. PG spojrzała na Bartka, Bartek spojrzał PG głęboko w oczy koloru khaki.
-Nie no nie będziemy do siebie strzelać z takiej odległości, nie?
-No jasne-przytaknęła PG-jeszcze byśmy sobie krzywdę zrobili tymi...no...karabinami.
Konsternacja mimo wyjaśnień, nabrała na sile.
Zdradziecki pakt o nieagresji przypieczętowano niepisaną umową o tym,że w razie-co będzie się strzelać do pierwszej osoby, ktora wejdzie na linię strzału. Zaś druga strona niniejszego faktu nie zauważy.
Coś zaszeleściło w krzakach
i wynurzył się zeń ...PM.
Bartek podniósł karabinek.
-Zgłupiałeś?!-wysyczała PG-do PM????
-No tak, nie?-spytał lekko zdezorientowany Bartek.
-To mój mąż jest!
Wobec powyższego argumentu Bartek zgłupiał do reszty, ale ta chwila szaleństwa pozwoliła PM ulotnić się w bliżej nieokreślonym kierunku.
I wtedy z krzaków podstępnie wyszła Agnieszka, która szykowala zamach na PM. PG nie w głowie było zostać wdową toteż zareagowała błyskawicznie strzelając wprost w łopatkę A.
-Ej!-zakrzyknęła tamta i zanim dokończyła górne J(ot) oddała strzał w stronę PG, który bohatersko przyjął na klatę Bartek. Stał lekko oszołomiony krwawiąc na zielono, gdy PG strzeliła raz jeszcze i A. padła rażona, gaworząc coś o tym, że kula minęła główną aortę.
Poległa jednak na polu chwały obok Be, zdjęły maski i zaczęły się bezczelnie wylegiwać na bitewnym polu w słońcu.
(Istnieje hipoteza, że Be sfingowała własny zgon, aby poleżeć na słońcu na konto Chorwacji za dwa tygodnie.)
PG nie tracąc nic z czujności wilka,przebiegłości lisa i dzikości tygrysa, postanowiła swoim zwyczajem spędzić resztę wojny w jakimś bezpiecznym miejscu. W tym celu schowała się wśród pobliskich krzaków czarnego bzu i czekała aż zły czas minie.
Czas mijał coś wolno, a PG utkana w zielone liście napatrzyła się na okropności wojny:
widziała zastrzeloną ofiarę tłumaczącą katowi,że "się nie liczy, bo się broń zacięła, a jak się zatnie to się nie liczy", widziała wędrówki zombie i słyszała ich rozmowy o wieczornym spożyciu...A kiedy czas miał się ku końcowi a dzień chylił się ku zachodowi PG wypełzła spośród bzów, a gdy podniosła wzrok , na przeciw niej, w promieniach pomarańczowej poświaty stał LSZ z wymierzoną w nią giwerą.
Wzrok miał dziki, zmącony szaleństwem,włosy w nieładzie, zmęczone ciało trzęsło się przy każdym podmuchu, charczał złowróżbnie, a ciszę zakłóconą jego charczeniem przecięło tylko ciężkie:
-NO!
-A strzelaj sobie-rzuciła PG- i tak idziemy zaraz.
Monstrum zdumiało się lekko.
-No weź...-zaczęło.
-Mówię Ci, strzelaj i dajmy już sobie siana z tym survivalem, do domu chcę , zdrentwiałam tu.
-No kur...cze, weź podnieś broń...czy coś..
-Nie.
-To uciekaj...albo coś...-zirytowal się lekko LSZ.
-Będę tam bez sensu biegać, chodź!-powiedziała PG najspokojniejszym z głosów.
LSZ stał jak wmurowany, toteż PG ruszyła z miejsca w celu udania się do samochodu zwanego traktorem. Kiedy uszła jakieś 15 metrów powietrze przeszył (by) świst a pośladek PG przeszył ból.
Bez słowa podniosła się z klęczek.
LSZ podszedł po chwili z uśmiechem typu "bardzonienamiejscu".
-Sama chciałaś-podsumował.
-Jeny, jeny , jakie to bohaterskie, postrzelić kobietę w pośladek, jeny, historia wystawi ci pomniki!
LSZ uśmiechnął się sarkastycznie.
-Sama chciałaś!-powtorzył i ruszył dumnie do przodu.
Instynkt walki zabuzował PG w żyłach-podniosla broń, oddała strzał (uwaga: trzeci celny w tym samym dniu).
LSZ jęknął głośno i uderzył o ziemię (w dowolnej kolejności).
PG pochyliła się nad ciałemi:
-Od postrzału w tyłek się nie umiera!!!-powiedziała cierpko i zebrała zwłoki LSZ rozciągnięte po trawie.
Na wszelki wypadek nie odwróciła się już plecami do nikogo tego wieczoru.
-Mamo co to jest PACIORKOWIEC?
-spytał Junior nieco zajętej pakowaniem dżemu w słoiki PG.
-Takie...takie...malutkie coś-zrobiła unik Matka Rodzicielka.
-Ale co?
-Oj Juniorku...-westchnęła PG chowając głowę do garnka z truskawkami.
-Co to moze być ten paciorkowiec?
nie przestawał kombinować Junior.
-Potem, potem-mówiła PG mając na myśli, to, że potem spytają encyklopedii lub Wielkich Google czym dokładnie paciorkowiec jest.
Kilka słoików później, kiedy Junior bawił się w dużym pokoju, a PG zdążyła już zapomnieć o dręczącym go pytaniu, dylemat paciorkowca wrócił jak bumerang, którym Matka Rodzicielka dostała prosto w czoło.
-Paciorkowiec to jest ksiądz!
-wypalił Junior i poszedł do zabawek.
Bez wątpienia,ksiądz winien mieć dużo wspólnego z paciorkami, zatem nie bez kozery można go nazwać paciorkowcem.
Zaczęło się od ospy. W związku z posiadaniem przez Juniora ospy i szkarlatyny w pakiecie to samo , mimo protestów i zapewnień o tym,że niejedną ospę już przebyła, zdiagnozowano u PG ospę.
Ospa poszła od Juniora precz, a PG jakby z ospą została-przybrała kropki maskujące niczym gigantyczna biedronka i udała się do dermatologa. Pani Dermatolog (czyli samica dermatologa) przepisała PG mazidła i proszek z nietoperza. No dobszszsz-nieco Redakcja koloryzuje, ale pomogło ni mniej ni więcej jak ciało latajacej myszy.
Po odczekaniu 10 dni, podczas których zajść miały fantastyczne przemiany na plus, PG udała się krokiem drapiącym do, tym razem. samca dermatologa.
Pan Dermatolog skrytykował pracę poprzedniczki i zlecił testy, podczas których okazało się,że PG jest uczulona na świat zwierzęcy. Biorąc pod uwagę, że połowa świata PG to zwierzęta a połowa drugiej połowy zachowuje się jak zwierzęta, nieco to PG zaskoczyło, PG dostała tabletki...oj fantstyczne, pozwalające się wyciszyć, zapomnieć,aż dziw ,że legalne! I. ..czekała tydzień na efekty.
W tzw międzyczasie PG poszła na MegaWażnyEgzamin, który zdała drpaiąc się między wersami.
Do odwiedzin u trzeciego lekarza PG podeszła z niejaką rutyną (wszak niedługo opanuje drapanie się po plecach przy użyciu stopy). Tym razem pani dermatolog sponiewierała werbalnie poprzedników i zaleciła inny, cakiem nowy sposób leczenia.
-Po tych tabletkach nie można prowadzić, pracować na wysokościach, są kłopoty z koncentracją.-powiedziała Pani Dermatolog wypisując receptę-ma pani pracę, w ktorej trzeba myśleć?
-A skądże-wykrzyknęła z entuzjazmem PG
Dostała receptę i zalecenie ..kąpieli w krochmalu.
I dobrze.
Jeślli krochmal ją wysztywni to tabletki na 100% wyluzują!
...a następny dermatolog i tak skrytykuje poprzednich.
Przyjaźnie z Ludźmi Określonych Zawodów wychodzą PG średnio.
Niedzienego poranka:
jedno śpi po służbie
drugie przed służbą
a trzecie jest w ciąży to i troszkę jakby
ciągle czujne jakieś.
KA żegnała PG stojąc na progu swojego domostwa i trzymając się za kuleczkę, która jej wyrosła w miejscu brzucha. Widok był zacny wiece.
-I dlaczego tak się trzmasz za ten brzuch?-rzuciła na pożegnanie PG
-Trzymam się bo mi ciąży-odrzekła KA
-No...ciąży ...jak to w ciąży.
Ach! Bylabym zapomniała , Mały Glina, pomieszkujący tymczasowo w brzuchu KA okazał się być panienką , w związku z tym, że imię wybrane przez rodzonego ojca PG nieco przytłoczyło,
PG postanowiła je bojkotować, Mały Glina, który jest jednak babeczką będzie występował na łamach niniejszego bloga pod pseudonimem (artystycznym) Mała Agentka.
Ha!
Bo jeśi ma TO po mamie, to będzie z niej i Agentka i Artystka.
-Jakoś tak ciągle myślę o Jarku-powiedziała PG stroskana losami znajomego, do PM
....
....
z pokoju odpowiedziała cisza
...
-Ekhm-wspomniała PG
-Ale co?-spytał PM-ten-teges, motylki w brzuszku?
PG siedzi po nocach nad papierami, proces nazywany nauką, dotyka w trakcie sesji nie tylko studentów.
PG zatem uczy się do drugiej w nocy, dnia następnego staje niczym widmo przed PM.
-Wczoraj Elka mówiła, co to ja miałam?-zamyśla się w połowie zdania-jej, nie pamiętam całkiem...
-No mówiłaś,że wczoraj Elka mówiła...? -niesie pomoc PM- i?
-Ja tak mówiłam?
-podnosi zdziwione brwi PG-
naprawdę?
-Kocham Cię jak chmurecki na niebie-
wyszeptał Junior,wczesnym rankiem w łóżku PG, w którym to znalazł się nielegalnie-
a wies dlaczego?
BO TAKIE JEST ZYCIE.
-Nie pojmuję Twojej miłości do tego języka-
-napisała PG KarolinieKorepetytorce w mailu.
Po kilku minutach dostała wiadomość zwrotną:
Bo trudnej miłości to się trzeba uczyć.
PG nie specjalnie przywiązuje wagę do intuicji , nie szczególnie wierzy w nadprzyrodzone zdolności występujące w przyrodzie jak nie przymierzając mrówki w łazience, ale mocno jest przekonana o istnieniu czegoś takiego jak instynkt samozachowawczy.
Ba , ma nawet wrażenie,że chęć przetrwania to coś tak bardzo niezbadanego i zarazem silnego, że
mało co można z tym wielkim czymś porównać.
Z własnym instynktem PG miała przyjemnośc spotkać się kilkakrotnie, ostatnio
razu pewnego, pewnej soboty.
Koń nie miał ochoty na jazdę, ani ten ani zaden inny.
Kiedy PG weszła do stajni w powietrzu wisiała jakś ciężka atmosfera nielubienia ogólnego, na zewnątrz zbierało się na deszcz.
-Chleb przyniosłam!-zakrzyknęła radośnie PG, ale zamiast ogólnego poruszenia , końskich zalotów i jednoznacznego stukania kopytami w boksy reakcją byl totalny brak reakcji.
-Chleb!Pieczywo!-powtórzyła PG ale konie nie zmąciły ogólnej atmosfery ignorancji.
Koń nie miał ochoty na jazdę, kilkakrotnie pominął PG próbującą podlizać mu się nieco obsypując komplementami na temat puszystości grzywy tudzież przekonania o przyjaźni ludzko-końskiej. W końcu PG zajęła miejsce nań, choć przez chwilę wyglądało , jakby on chciał zająć miejsce na Pani Instruktor.
Kiedy ogólnie chodzili już sobie stempa, kiedy koń wydawał się z wolna przekonywać do sytuacji , w której go postawiono, kiedy wszyscy już byli pełni nadziei, wtedy koń odmówił współpracy w zakresie kłusowania.
Tu, podkreślic należy, że kłus to jeszcze dla konia żaden wysiłek, coś jak szybszy spacer do kiosku po gazetę, wróć, do żłobu na owies.
A tu nic.
PG zebrała konia z pięty, koń przyspieszył na 3 kroki i dał sobie siana, tu: w rozumieniu, wrócił do stempa, PG zakrzyknęla końskie imię , koń popatrzyl nań z politowaniem, PG użyła bacika,(nie to,zeby lubiła-nie lubi-Kaśka, bez skojarzeń!) koń powtorzył numer z trzema krokami.
itd, itp.
Po drodze koń został nazwany osłem, potraktowany ..chłodno przez PI i wciąż miał gdzieś, życie konia tego popołudnia zwolniło, i koniowi ten stan rzeczy bardzo się podobał.
I wtedy spadł deszcz.
Spadł nagle, a koń wpadł na pomysł,że skoro deszcz spadł to PG też może.
W momencie, kiedy pierwsza błyskawica przecięła niebo, koń stanął dęba.
Ale się przeliczył.
Bo PG nieświadomie wczuła się w postać ZORRO i utrzymała rónowagę.
Koń jednak nie odpuścił i w strugach lejacego z nieba deszczu szarpał głową i robił wszystko, aby zapewnić PG lecznicze kąpiele w błocie.
-Chcę zsiąść-zwrócila się PG do PI, która przywoływala w trybie pilnym w kierunku stajni.
-Za chwilę-powiedziala PI-bez paniki.
-Ja nie panikuję-powiedziała PG, bo faktycznie nie panikowala, ale poczuła ,że w siodle wraz z nią siedzi Instynkt Samozachowawczy (jakoś się ciasno na końskim grzbiecie zrobiło)
PI niechętnie wyciągnęla rękę i przytrzymala konia,gdy PG zsiadała zeń z prędkością światła.
30 sekund później PI panikowała walcząc z koniem, który starał się za wszelką cenę chodzić na dwóch nogach.
PG wraz z Instynktem Samozachowawczym zostali stojąc w strugach deszczu po kostki w błcie i dysząc ciężko.
Niebo błyszczało niemiłosiernie.
Na marginesie:
IS to fajny facet, zaopiekuje się, jest, kiedy trzeba, opiekuńczy taki.
Ponieważ mikrofalówka w domu G przeżyla już swoje (liczne kąpiele podgrzewanych produktów, tudzież pewien krem borowikowy, który ostał się na ściankach)nadeszla wiekopomna chwila, w której przyszło ją zastąpić po 8 latach życia nowym generatorem mikrofal.
W tym celu udano się do sklepu (pierwszego, drugiego, trzeciego) w celu wiadomym. PG szczególnych wymagań nie miala li to odnośnie koloru.
Zakupiono.
Potwór jest srebrny, wielofunkcyjny i zapewne nie będzie miał wykorzystywanych połowy z istniejących weń przycisków.
Ma jednak jedną zaletę.To wersja Dzziadka Gaduły-
-Tu masz takie ...lustro weneckie-powiedzial wskazując na zaiste lustrzane drzwiczki-tak,żebyś nie straciła w kuchni poczucia bycia kobietą.
No tak, jakby co będę ratować kobiecość wizytami w kuchni.
A gdyby inne coś, mogę udostępnić mikrofalę policji, zamknie tam sobie w środku sprawcę-albo podejrzy albo...
podgrzeje.
Junior w postaci przydużej biedronki zwiał ze szpitala, wieczorem trwają negocjacje, czym najpierw potraktować Juniorowe kropki?
Maść?Krem?Lecznicza kąpiel?
PG stoi zatroskana nad kropkowanym jestestwem syna i pyta :
-To co Kochanie najpierw?
-Nadnamanianangan potasu-pada odpowiedź
a po chwili matka.
Z okazji Dnia Matki, Dnia Dziecka i zupelnie bez okazji
PG dostala od Juniora
laurkę, kwiecie własnej roboty oraz
ospę.
Już raz miala, ale niezręcznie było nie przyjąć.
Telefon z przedszkola, o tym,że Junior do Juniora nie podobny, że słania się,skarży na ból ucha, że chce spać.Pogoń do szpitala, wprost z pracy,
cztery godziny na izbie przyjęć.
Wieczorem PG zagląda w okna półprzykryte żaluzjami, za którymi w inkubatorze śpi Ktoś bardzo maleńki podłączony do kilku ekranów, następnego dnia Gaduła słyszy, że ten Ktoś nie waży jeszcze 90 dkg.
Wcześniej pani doktor , przyjmująca Juniora na oddział mówi "ależ pani spokojna".
"My dziewiąty raz"-odpowiada PG.
W nocy PG przygląda się jak powoli z butelki wprost do Juniorkowej żyłki spadają krople sandoglobulin, trzyma łapkę, która podnosi się nerwowo co jakiś czas i nie może powstrzymać łez, gdy Juniorek przez sen śpiewa "jesce nad mą śpiącą glową lśniom te dwa slonecka".
A teraz PG przygląda się kwiatkowi-laurce, którego dostała 26 maja, na którym pisze
"chcę, byś była uśmiechnięta".
PG chodzi po domu w dresie z motylkiem na biodrze, mówiąc w dwóch językach jednocześnie.
Dwujęzycznośc owa lekko ją deprymuje zwłaszcza wobec trupiobladego widma egzaminów.
Wieczorem ucieka na mecz z Juniorkiem.
Mecz ma miejsce na podwórku, gdzie matka rodzicielka dostaje regularny łomot jak reprezentacja Polski na każdym niemal wyjeździe.
W dniu dzisiejszym również
jakieś 30 : 2...
rzecz jasna, dostała fory od syna, ale nie umiała skorzystać.
Po zakończonym meczu Junior wyśmiał przeciwnika:
"Oj mamusia, psecież sie nie nauczysz bo jesteś dziewcynom, a dziewcyny nie grajom..."
"Phi"-odrzekła PG-"gratuluję oszuście, przecież wiadomo,że i tak nie umiesz liczyć do 30"-odgryzała się Gaduła z gracją motylka.
"Umiem"-zaprzeczył Junior-"wymienimy się kosulkami?"
Nie wiem skąd zna ten zwyczaj jak również nie jest mi znane źródlo znajomości przez Juniora powiedzenia
"Każdy głupek strzela słupek"
!!!
PG ogladając zdjęcia z pierwszego roku życia Juniora przypomina sobie zapach niemowlęcia, ten najpiękniejszy na świecie, tremę zwiazaną z kruchością maleńkich paluszków i bliskość nieziemską, gdy zasypiał policzkiem wtulony w gadułowy dekolt.
Dzis Juniorek mówi na widok 4 miesięcznego Bartka:
Popts, mamusiu, jaki mały, taki...dzidziuś
ja to jestem STARY.
Kocham staruszka.
Po PG Junior ma dystans..zwłaszcza do reklamy.
Polega to w skrócie na założeniu,że jeśli coś wymaga wielu słów pochwał i zachęty to jest złe i na te pochwaly nie zasługuje.
Dobre jest zwyczajnie
...dobre.
I reklamowac nie trzeba.
Tymczasem w domu Juniorowej babci reklamuje się wszystko.Tak również wyglada sprawa posiłków.
-Popatrz Juniorku, jakie babcia ci pyszniutkie zrobiła kotleciki-zachwalała rzeczona kucharka-pyszne, no wspaniałe, takie dobre, z mięska wyśmienitego no pychotka, py-cho-tka!-biegała pokrzykując peany na własną cześć-wogóle nie tłuste,z najlepszego mięska, no niebo w gębie.
PG zachowała dystans, Junior zachował milczenie.
-Babunia zrobiła swojemu Juniorkowi, a babunia to umie najlepsze kotlety na świecie zrobić!
-Mamo...-wyszeptał Junior -wies, ze po kotletach będę zygał?
Jak powiedział tak zrobił.
Bo Junior słów na wiatr nie rzuca.
-Taaaa, Ty sobie dasz w kaszę dmuchać?-spytał LSZ, aż powiało cynizmem i zapachniało sarkazmem.
PG lekko wytrącono z równowagi:
-Jej ale przecież znasz mnie nie od dziś i wiesz, że ja z natury to nawet trochę nieśmiala jestem.
Po drugiej stronie zapanowala pełna skupionej drwiny cisza.
-Tu masz potwierdzić!
-...
-GADAJ, ŻE TAK!
(po drugiej stronie rozległo sie coś jak "chrum chrum")
-TAK?!
-Tak , tak.
-Zbędny przekąs-zamknęła temat PG-znasz mnie długo i wiesz,że to prawda, tyle, że kiedyś się bardziej przejmowalam tym, jak ludzie komentują moje zachowanie ot i wszystko.
-No właśnie-odparł LSZ wyraźnie ubawiony- a teraz się nie przejmujesz.
-Teraz też się przejmuję-zaprzeczyła PG
-Akurat!
-Teraz się przejmuję tylko teraz potrafię powiedzieć, że mam to gadanie w nosie.
LSZ poległ w cichym acz słyszalnym śmiechu.
Eeee tam umysl humanistyczny się ze ścisłym nie dogada.
-Co robisz?
zpytał PM zresetowaną PG, ktora poległa w łóżku.
W odpowiedzi PG obdarzyła go spojrzeniem, które kosztowało ją wysiłek podniesienia powiek i skupienia gałek ocznych w jednym punkcie.
-Jest dopiero 21, wrzuć sobie jakiś film.
-Nie ma-wypowiedziała się PG.
-No jak nie ma, cały regał płyt jest.
-Nie ma...
-A jaki byś chciała.
-Taki z akcją i o miłości i koniecznie kostiumowy i niech nie dzieje się współcześnie...nie ma.
PM przerzucił kilka płyt i zakomunikował z radością:
-No jak to nie ma? Jeeeest. Przecież mówiłem,że jest.
"Terminator" może być?
-Jesteś moim sloneckiem-wyszeptał Junior z okazji popoludniowych przytulanek w Dniu Matki
-a ja Twoimi najukochańsymi chmureckami.
-Dobry to prawie jak bardzo dobry i niemal jak celujący-uśmiechnęla się PG wpisaując 4 w indeks studenta-może być?
-No ba-odpowiedział student- z racji firmy w której pracuję, kiedy bedzie pani na zakopiance, albo wogóle w okolicy to ma pani norrrrrrrmalnie pierwszeństwo na drodze.Zawsze.
PG zaśmiała się na myśl o tym, jak oto jedzie jako pojazd uprzywilejowany, bez sygnału a jakże zawsze na przedzie, jak mknie zakopianką mijając bez pardonu kogo się da, jak plynnie tnie asfalt
rowerem na przykład.
Małgola podczas spaceru przez las.
-Teraz tak straszą boreliozą, kleszcze zawsze były, gdybym ja tak policzyła ile miałam kleszczy jako dziecko...
Pablo:
-No i jakby tak się zastanowić, to coś z tym mózgiem jest nie tak.
Zasłona opada.
Junior nie mógl zasnąć, bolał go na przemian brzuszek, ucho, gardło i głowa.
Kiedy PG przytuliła go w łóżeczku, ból ustąpił w cudowny sposób.
-Chciałem,zebyś mnie po główce głaskała-
wysapał przed zaśnięciem.
PG po wizycie w sklepie kobieco-antydepresyjnym, wyszła szeroko uśmiechnięta i z paczuszką pełną jedwabii, koronek i wstążek.
Wieczorem PM obdarzył ja wylewnym spojrzeniem i rzucił tylko:
-Ty to umiesz maskować kobiecość!
-Niom-odpowiedziała radośnie PG pomykając po schodach w skarpetkach frotte najodpowiedniejszych na maj, spodniach w misie i koszulce, która kształt i rozmiar straciła wtedy, gdy Polska straciła dostęp do Morza Czarnego.
Muzykę, zabawki, dobranocki i inne Junior dzieli na:
"dziewcyńskie" i "niedziewcyńskie-męskie".
Druga kategoria rzecz jasna zabarwiona jest pozytywnie, pierwsza traktowana z nutą ironii.
PG nie podejrzewa Juniora o szowinizm (chociażby dlatego,że Junior ciągle ma problemy z wymówieniem głoski "sz") ot, zwyczajnie taki czas.
W podziale na męskie i dziewczyńskie mieszczą się również kolory.
Zdecydowanie kolor różowy jest dziewczyński i Junior brzydzi się różem.
(PG jest z tego powodu wielce rada, gdyż żywi podobne uczucia.)
Aczkolwiek.
Po powrocie z placówki Junior oświadczył zanosząc się śmiechem.
-Kalol jest dziewcynom!
-Dlaczego?- spytała PG
-Bo lubi fioletowy, a to jest dziecyński, BABSKOWY kolorl, to przeciez Kalol jest dziewcynom!
Ciekawe co wobec tej tezy rodzice Karola?
-Nie nudzisz się, kiedy czekasz na mnie, jak jeżdżę?-spytała PG PM, który spędził kolejne 45 minut na ławce podczas gdy PG współpracowała w pelnym słońcu z koniem.
-Nieeee-uśmiechnął sie PM-ja lubię patrzeć jak anglezujesz.
...
...
...
Prosiak!
-Umarł kotek.
-zaczął po swojemu, ni z gruchy ni z pietruchy Junior,acz z fotelika samochodowego.
-Ano, zdechło mu się-potwierdził PM.
-No tludno, tak się czasami zdarza
-odparł Junior.
PG zapatrzyła sie z całą mocą w okno, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
Jest w niebie teraz-kontynuował refleksyjnie syn-
z kotem papieza.
Wniosek logiczny:
No jeśli isnieje piekło z psem Hitlera, czemu nie niebo z kotem Papieża?
Ostatnimi czasy państwo G znaleźli nowe hobby, w które wsiąkła niczym w ruchome piaski PG pociągając za soba dziecko swe jedyne (tj Juniora, gdyby ktoś nie doczytał).
Najpierw odkryto coś, co nazwać można zapachem stajni, potem świat sztylpów, czapsów i bryczesów, w miedzyczasie nowe sposoby leczenia posiniaczeń.
Junior nie widzi problemu w tym, że konik jest duży, dla niego to pies jak kazdy inny, tyle, że można na nim jeździć, siadać na nim, ćwiczyć, przytulać i karmić marchewką. Instynkt samozachowawczy rozumiany jako lęk przed zrzuceniem u Juniora zwyczajnie nie wystepuje.
Co gorsza...u PG również.
Wsiąkło się PG w nowe hobby, kocha zapach końskiego boku nagrzanego słońcem, uwielbia to poczucie, gdy podczas jazdy pracuje ciało żywej istoty i gada do koni niemożebnie dużo. No i kocha zestaw tekstów , którymi jest popędzana:
-Łopatki ściągnijjjjjjjjjjjjjjjjj!
(Moje czy konia?)
-Ręce wyżej!
(Heeej-hoooo wszyscy razem, rączki w górę!)
-Pięty nisko!
(Wypadną mi z pedałów.)
-Z czego?!
-Przejdź do kłusa! Teraz!
(Ja już dawno przeszłam, tylko koń nie chce.)
Ma PG zatem nowe hobby, wiatr we włosach co czas jakiś, siniaka w kształcie Australii i
wie
że niewiele jest rzeczy które smakują tak
jak pierwszy w życiu
galop.
Po przedszkolu PG z Juniorem urządzili sobie spacerek, korzystając z faktu, że trawa zielona, drzewa też wykazują inicjatywę, a słońce wyjątkowo nie buntuje sie przed naturalną koleją rzeczy, pomykali radośnie trzymając się za ręce alejkami parku, i chodnikami oświetlonymi kwietniową żarówką.
I gdy tak szli i rozmawiali o wpływie Bena 10 na losy ludzkości i całkiem nowych bucikach , Juniorek zainteresował się rzędem krzyży widocznym przez bramę cmentarza.
-Co to?
-Cmentarz wojskowy.
-Wojskowy?-zainteresował się syn.
-Tak-odrzekła matka.
-To chodź sobie tam pójdziemy-zaproponował Junior.
PG zdziwiła się głupio (głupio, gdyz jak wiadomo, Junior jest mocno zainteresowany wszystkim, co nosi przydomek "wojskowy"), ale słońce świeciło, ptaki śpiewały, więc nie widziała przeciwskazań.Szli zatem po chwili między równymi rzędami krzyży a PG co rusz czytała imiona, lub sam zwrot tylko "nieznany żołnierz". Junior o dziwo sluchał zainteresowany.
-Ale to nie som nasi? To som Niemcy?-zapytał dla pewności.
-No nie, Kotku, wojna to coś złego, to są Polacy, nasi też ginęli.
-Tak dużo???
PG przytkało nieco, ale doszła do wniosku,że wyjaśnianie 4,5 latkowi mechanizmu wojny trąci nieco brakiem perspektyw, więc na potrzeby chwili przyjęła,że wszystkie ofiary Drugiej Wojny leżą na tutejszym cmentarzu.
Dziwny to był spacer, slońce świeciło, Junior był cicho, a PG zdało sie przez moment, że uczestniczy w czymś ważnym...jakby wychowaniu? I wydawało się jej przez ten moment, że uczepiony jej ręki Junior wszystko rozumie. Zapytała nawet nieśmiało:
-Wiesz już, kto leży na tym cmentarzu, Synku?
-Tak - odpowiedzial rezolutnie Junior-tu leżą rycerze, tam łucznicy a tam ci na koniach.
No.
-Strasnie moje łózko jest niewygodne, mówię ci, strasnie-
powiedział Junior jawiąc się o godzinie 1.12 u poduszki PG.
-Nie szkodzi, pokonaj niemoc-powiedziała matka rodzicielka i z cała czułością odwróciła się plecami.
Junior westchnął, opuścił główkę i z ociąganiem opuścił sypialnię
aby
...pojawić się w niej po 30 minutach...
-Mamo, nie zartuję, nie moge spać, bo łózko nie jest wygodne-
-Junior, ewakuuj się do siebie-
odrzekła najczulsza z matek i przykryła się kołdrą po czubek głowy.
Junior tym razem z pociąganiem (nosem) udał się w kierunku ekstraniewygodnej alkowy.
W tym czasie wrócił strary koszmar o dwóch uczelniach, powraca jak dobry znajomy. A wyglada to tak: PG mknie z jednej uczelni na drugą, gdzie odbyć mają się zajęcia z jej udziałem, na korytarzu spotyka grupę lekko oszołomioną, i okazuję się ,że nie ma kluczy od sali. Po serii przeszkód nie-do-po-ko-na-nia, które PG w koncu pokonuje, grupa wraz z PG lokuje się w sali i wtedy...PG dowiaduje się,że rzeczona grupa nie ma z nią dziś zajęć, że pomyliła tygodnie i ogólnie to powinna być na tej drugiej uczelni. Wtedy nie dolatuje samolot, PG rzecz jasna spóźnia sie o równe 90 minut na uczelnię nr 1, gdzie jedna z grup rozczarowana i boleśnie dotknięta faktem nieodbytych zajęć jest już u kogoś innego w jakiejś nieznanej sali i wracamy do punktu wyjścia.
Podczas gdy, PG kursowala między jedną a drugą uczelnią w fazie REM, Junior, po raz trzeci tej nocy obrał kurs na sypialnię rodziców.
-Mamooooo-powiedzial tonem "popatrz-jak-mi-drży-broda"- to łózko jest bardzo...
-Chodź, sprawdzimy-powiedziała PG wynurzając się z pościeli i męczącego snu.
Po chwili okryli się oboje pościelą w pociągi.
W ciągu 4 minut i 3 sekund łóżko juniora odzyskało stary komfort i właścieciel zasnął snem sprawiedliwych.
Bo nie ma to jak własna przytulanka.
Z okazji Świąt Wielkanocnych Guru przysłał życzenia
zawsze, to co mówi w tym, szczególnym czasie chwyta PG za serce.
(Jak dobrze,że nie ma adresu niniejszego bloga...ponieważ wszystko, co mówi w innym czasie jest stekiem inwektyw.)
Życzył między innymi "zdrowia, które pozwala przetrwać najgorsze.
Pracy, która pomaga żyć."
Zatem przysłał życzenia, i zupełnie przypadkiem się nimi podzieliła Aspi, PG i Guru.
W opisach gg wyczytać można:
Guru:
"Z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego:
miłości, która jest ważniejsza od wszelkich dóbr"
Aspi:
"uśmiechów bliskich i nieznajomych, które pozwalają lżej oddychać"
PG
"i szczęścia, które niejednokrotnie ocala nam życie."
Czego i Wam życzymy...
wraz z życzeniami lojalnej przyjaźni.
P.S.Dzięki Guru i dzięki Aspi.
Święta...
malowanie jajek.
Zgodnie z wielowiekową tradycją PG ma jeden z palców pomarańczowy, drugi zielony, trzeci błękitny.Teraz jeszcze oganianie koszyczka od Juniora, który będzie w nim szperał, jeszcze wielokrotne "cicho, cichooooooo, ciszej!" wygłoszone w kościele, jeszcze tłumaczenie,że sernika nie je się całego za jednym zamachem
i....
Święta.
PM podarował PG tulipany, miły ten zwyczaj zapoczątkowany w czasach pradawnych zmobilizował Juniora do działania, rzucił okiem na kwiaty, rzucił zabawki i pobiegł w stronę trawnika.
Po 12 nanosekundach podarował PG
mleczyk.
Najpiekniejszy na świecie..rzecz jasna.
1. Z lodówki weź 10 jajek - połóż na stole ocalałe 7, wytrzyj podłogę, następnym razem uważaj!
2. Weź sporą miskę i wbij jajka rozbijając je o brzeg naczynia.
3. Wytrzyj podłogę, następnym razem bardzie uważaj! W naczyniu mamy 5 żółtek.
4. Weź mikser i wstaw do niego skrzydełka i zacznij ubijać jajka.
5. Wstaw od nowa skrzydełka do miksera, tym razem do oporu. Zacznij ubijać.
6. Umyj twarz, ręce i plecy. W naczyniu pozostały 2 żółtka, a dokładnie tyle potrzeba na szarlotkę.
7. Oklej ściany i sufit kuchni gazetami, meble pokryj folią, będziemy dodawać mąkę.
8. Nasyp 20 dkg mąki do szklanki, pozostałe 80 dkg zbierz z powrotem do torebki.
9. Sprawdź czy ściany i sufit są oklejone szczelnie, przystąp do miksowania.
10. Weź szybciutko prysznic!
11. Weź 4 jabłka i ostry nóż.
12. Idź do apteki po jodynę, plaster i bandaże. Po powrocie zacznij obierać jabłka. Przemyj jodyną kciuk!
13. Potnij jabłka w kostkę pamiętając, że potrzebujemy 2 jabłek, więc nie wolno zjeść więcej niż połowę! Przemyj jodyną palec wskazujący i środkowy.
14. Jedyne pozostałe jabłko pocięte w kostkę wrzuć do naczynia z ciastem, pozbieraj z podłogi pozostałe kawałki i przemyj wodą.
15. Wymieszaj wszystkie składniki w naczyniu mikserem, umyj lodówkę bo jak zaschnie to nie domyjesz!
16. Przelej ciasto do foremki, wstaw do piekarnika.
17. Po godzinie, jeśli nie widać żadnych zmian włącz piekarnik.
18. Po przebudzeniu nie dzwoń po straż pożarną! Po prostu otwórz okno i piekarnik.
19. Po tych traumatycznych przeżyciach pozostaje tylko schłodzona żubrowka i sok jabłkowy.
-Ale miałem sen-wyszeptał pełnym przejęcia głosem Juniorek wtulając sie w szyję PG-
nolmalnie nie wiem, czy ci wogóle opowiadać?
-Powiedz-poprosił zdziwiona PG
Juniorek westchnął ciężko i widać bylo,ze nie do końca jest przekonany, czy rujnować psyche swojej matce.
-Śniło mi się,że Spiderman miał takie światełko i ono świeciło...
-Mhm-przytaknęła OPG niejako przyzwyczajona do wątku Spidermana.
-I jak to światelko zaświciło to się Spidermanowi oderwala głowa.Strasnie.
Nie, PG, nie była przyzwyczajona jednak.
Szlaban na Pana Pająka.
Wieczorem PG przytuliła Juniorka do snu.
Niebieskie ślepka zamknęły się powoli, o dziwo, buźka również.
-Pogłaskać Cię po główce?-zapytała jeszcze matka rodzicielka, odpowiedziało półsenne kiwnięcie głową na tak.
Zegarek w pokoju obok cykal głośno, a przez okno zaglądał księżyc.
PG z pierwszego snu wyrwal komunikat: "Głaskać, głaskać!"
Dłoń automatycznie przesunęła się po juniorkowej czuprynce, PG uśmiechnęła się lekko i wyszeptala sennie:
-Przepraszam, Synku, zasnęłam.
Po chwili ciszy zabrzmialo kojące:
-Nie szkodzi, tak się czasem zdarza.
Babcia zakupiła Juniorowi film o...pojazdach bojowych.
Pewnej deszczowej niedzieli, gdy z ekranu kipiało hukiem dział, gdy czołgi przemierzały wszystkie cale telewizora, a samoloty bombardowaly, Junior uśmiechnął się do matki rodzicielki.
-Fajne, plawda?
-Mhm-śmiała powątpiewać PG.
-Nie martw się, nie znasz się, bo ty jesteś dzewczynom a to jest męski film.
-Co to znaczy mięsozerny?
zamyślił się Juniorek nad obrazkiem przedstawiającym tarbosaurusa baatara.
-Eeeee..-zawiesiła się PG- to znaczy ,że je mięsko- wybrnęła ominąwszy sprytnym mykiem kwestie doganiania, morderczej walki i w rezultacie rozszarpywania ciał innych sympatycznych dinozaurów.
-A skąd ma mięsko?
zapytał rezolutnie Junior.
-Jakby Ci to....no...zjada zwierzątka-zeznala PG z poczuciem obowiązku.
-No co ty, mamusia?-spytał retorycznie i z politowaniem Junior-ze sklepu z mięskiem sobie przynosi.Rozpakuje, i zostawia a inne saurusy sobie zjadają.
O właśnie!
Po raz kolejny okazuje się, że archeologia karmi nas jakąś niedouczoną papką o ewolucji!
Jaka tam walka o życie? Mięsożercy od wieków noszą sobie ze sklepu to i owo!
Fakt,że nikt wcześniej o tym nie wiedział....nie znaczy,że nie mogło tak być!
-Pomozesz mi? -zapytał Junior podczas porannego ubierania.
-No jasne,ze Ci pomogę-odpowiedziala PG-od czego się ma mamusię?
-Mamusię się ma...-rozpoczął Junior-
od pomagania (niewinny uśmiech),
od kochania (promienny uśmiech),
od całuskowania (błysk w roześmianych ślipkach),
i
od łasuszków
(seria przebiegłych uśmiechów).
-Co to ?-zapytał Junior
PG przebywającą podwówczas w stajni.
(Nie to, żeby państwo G. konie nabyli, w stajni pobliskiej stadniny-ustalmy sobie.)
-Co?-zapytała PG rozglądając się
za rzeczonym "tym".
-No to-
wskazałJunior pieska, który miał wielkość przerośniętej myszy i dreptał na chudych nózkach podłączony do żywic...wlaścicielki.
-Piesek-powiedziała konspiracyjnie PG, gdyż Pani Właścicielka
robiła wrażenie lekko obrażonej.
-TO jest piesek????TO?-
spytał z niedowierzaniem Junior, a echo poniosło jego zdziwiony głos w najdalsze kąty końskich boksów
-takie małe i piesek?!
PG rozpłynęla się dyskretnie w mroku stajni zostawiając oświetlonego słupem światła maleńkiego pieska, złą Właścicielkę i zaśmiewającego się małodyskretnie Juniora.
P.S.To nie wina Juniora, że słowo "piesek" kojarzy mu się z czymś cięższym od niego.
P.S. Koncepcja KA, która twierdzi,że łatwość z jaką Junior podchodzi do koni i konie do niego wywołana jest przebywaniem z psami i kotami od pierwszych dni życia wydaje się prawdopodobną. Jednak nie zanotowano jeszcze, żeby któryś z koni był potraktowany jak ktoryś z kotów, co być może wynika z faktu, technicznych trudności. Do tej pory wszak PG nie przyłapała Juniora na noszeniu konia za głowę, a jest to jedna z form demonstrowania przyjaźni juniorowo-kociej.
P.S.To było rzeczywiście małe, wprawdzie nie ujadało, ale istnialo prawdopodobieństwo zadeptania przy odrobinie roztargnienia.
-Nic do niej nie mów-Pan W. wcelował palec w PG spożywajacą pierwszą poranna kawę przy stole KoleżAnki-potem wszystko na blogu opisze!
Jednak tego poranka zbyt wiele zostało już powiedziane.
-Gdyby to byla dziewczynka to może Carmen?
-zarzucił PW a PG łyk kawy stanął w polowie przełyku..., spojrzała z paniką w oczach i z komunikatem wypisanym na twarzy na KA, a komunikat ów brzmiał "Nie daj zrobic krzywdy temu, co nosisz pod sercem", Ka spojrzała lekceważąco widać zahartowana ogniem wypowiedzi swojego ślubnego.
-A na drugie dacie : Elektra?- spytała PG niewinni i została skarcona sygnałem niewerbalnym przez PW.
KA zatrzęsła się dyskretnie i dodala : -Carmen Elektra Wojtkowy.
-Striptease aerobic opracowała...-PG poplynęła na fali.
-Albo oryginalniej : Jessica!
-Carmen Elektra Wojtkowy z bierzmowania Jessica.
PG zapadła się w czeluść kubka, aby nie podtrzymywać kontaktu wzrokowego z ojcem Carmen.
-I tak ja będę rejstrował!-obruszyl się PW
-A to nie wiadomo - rzuciła KA zgłaszając jednocześnie gotowość do zarejstrowania dziecka zaraz po zakończeniu akcji porodowej.
PW pozbawion ostatniego oręża skierował się ku wyjściu:
Nic do niej nie mów,potem wszystko na blogu opisze!
Że kto?Że ja?
Don Junior stanął w drzwiach stajni i rozpostarł się ramionami tak, że konie za(d)rżaly a koty rozpierzchły się we wszystkich możliwych kierunkach:
-Będziemy jeździć
zakomunikowal zwierzynie.
Pewnośc siebie nieco zmalała gdy kilka miniut później z gracją wora kartofli śmigał siedząc okrakiem na koniu. Koń sytuację przyjął z pełną pokorą, Junior z dużym entuzjazmem, PM ze śmiechem.
PG nie było, PG poznawała się z niejakim Frnatem, Frant zwany Francikiem pokazał PG nie tylko jak wygląda chodzenie na lonży, kłus, ale w ramach bonusa dorzucil od siebie galop.
Było...? fantastycznie.
Jedyną wadą koni jest fakt,że z perspektywy siodla są jakby..dużymi zwierzętami, poza tym...
ech...no bosko.
Od kiedy na horyzoncie pojawiło się widmo
"czapki policjowej plawdziwej i z orzełem"
Junior zmienił się w grzeczne dziecko śpiące we własnym łóżeczku i zachowujące się nienagannie podczas posiłków, wykonuje również polecenia, gawędzi grzecznie ze znajomymi, nie grymasi przy ubieraniu.
Superniania się chowa.
W rolach: głównych Spiderman i Batman.
Reżyseria: Junior.
B: Chces?Uratuję Twoją dziewcynę?
S: Po co?
B: Bo swojej nie uratowalem i ją psejechalo.
Koniec.
"Cicho!Ja poprostu chcem trochę cisy"
wygłosił zdanie zwykle wyglaszane przez PM, Junior wchodząc po schodach na górę.
A co się stało? -spytała PG
-Tata bzęcy i bzęcy.
Junior zagorączkował wymownie i został w domu. O tyle dobrze, że nie musiał zostać sam (z dala od osad ludzkich), bo PG wymownie miała wolny piątek i równie wymownie acz bez gorączki została w domu.
W związku z zaistniałą sytuacją przypomniano sobie, jak wyglądałoby życie rodzinne z naciskiem na rodzinne, gdyby miało miejsce w formie polecanej przez podręczniki pedagogiki.
Po posiłku, który mienił się śniadaniem, po porannej porcji bajek, po czytaniu, malowaniu farbami, wreszcie Junior zadecydował, że czas na Spidermana. Zatem pod nieobecność PM zaproszono do gdziebądźtochatynki faceta w streczu. Czytano-oglądano-rysowano-malowano. Po narysowaniiu Spidermana u dentysty Junior padłbył i zasnął. PG również padła, acz nieopatrznie nie wyłaczyła telefonu, który co czas jakiś dzwonił oznajmiając jej jakim smutnym może być życie zawodowe.Po czym PG wyłączyła telefon, świadomość i padła...
Za niedługie troszkę obudziło ją poczucie obowiazku, które pognało PG przez dom z odkurzaczem, ścierką i postawą życiową "chciałam mieć kiedyś sterylny dom" (postawa niniejsza uległa w toku realnego życia przekształceniu w postawę "chciałam mieć kiedyś sterylny dom, ale ... jeździć na Rivierę na wakacje też chciałam").
Obudziwszy się robiono i konsumowano naleśniki
"a Spiderman lubi naleśniki?"
"jasne, że lubi"
"a z cym?z serem czy z dzemikiem?"
"z muchami"
"a mamy...?"
"nie, synku w tym roku nie robiłam much w słoikach na zimę".
Potem było jeszcze pieczenie rogali, pranie, czytanie i brudzenie domu.
Sielanka, Panie...sielanka.
PG pada na paszczę.
-Popats..jakie pienkne gwiazdki-weszeptał Junior patrząc z perspektywy fotelika samochodowego we wrzechświat
-Te male krlopecki na niebie to gwiazdki...ech...
Moszcząc się na kolanach Dziadka Gaduly Junior szepcze: "Ty jestes taki Dziadek Rangers".
Juniorowi zdarza się mowić przez sen. Nie sa to dlugie monologi, raczej sygnaly o charaterze intwrwencyjnym.
W samochodzie, który wypelaniala cisza Junior śpi w foteliku.
Nagle spokoj przerywa nieznoszące protestu :
"ALE PASY MI ZAPIĄĆ NATYCHMIAST"
rączka trafia na zapięte pasy, główka opada na oparcie, Junior nadal śpi.
#
W nocy Junior wpełza do gadułowego łóżka, zasypia spokojnie, o 4 nad ranem PG słyszy:
"Ale Scooby..."po czym po chwili szeptem syn dodaje:
"Pseprasam na chwilę, idę po Scoobiego"
tupot gołych stópek do pokoju, tupot w drodze powrotnej i tak oto do łóżka trafia drugi pasażer na gapę.
#
Czy jest jakiś humanitarny sposób wiązania dziecka do jego łóżka,żeby spędzał tam noc?
Na wystawie kotów Junior biegał jak kot z pęcherzem.
Syjamy, Brytyjczyki, Bengale, czy zwykłe dachowce
niezwykle go interesowaly.
Można bylo patrzeć, podziwiać, nawet niektóre pogłaskać!
Junior co rusz ciagał za rękaw PG lub PM, którzy po 30 minutach podziwiania i komplementowania kotów mieli dość.
-Noooo chodź, chodź- przekonywal Junior, ale po chwili, gdy dostrzegł coś jakby cień znudzenia na twarzy matki (a cień byl wielkości stanu Alaska), postanowił wyciągnąć tajną broń, argument namocniejszy, który winien był PG ostatecznie przekonać:
-no chodź, mozna sobie kota uscypać.
-Junior, dlaczego się tak kręcisz?-zdenerwowal się PM kolejny raz ganiąc wiercącego się w foteliku syna-robaki masz?!
-Nie-odpowiedział Juniorek-mam spodenki moro.
Junior dostał zegarek..sporo przed komunią i elektroniczny.
Zielony i wielkości śliwki.Zegarek jest noszony na miejscu widocznym, wyciągany spod kurtki, prezentowany w miejscach publicznych.
Dzięki zegarkowi życie PG stało się bardziej...doinformowane.
Stara instytucja zegarynki odżyła ze zdwojoną siłą-z tym,że wzmocniona;nie trzeba dzwonić,żeby otrzymać informację.
Junior informuje o bierzącej godzinie często i konkretnie.
Przy śniadaniu "jest siedem, czterdzieści trzy", po śniadaniu "jest siedem czterdzieści osiem",przy ubieraniu bucików "jest osiem trzynaście" po ubraniu bucików "jest osiem osiemnaście" itd itd.
Ogólnie zwyczaj ów jest dość męczący i
czego jak czego ale upływu czasu to PG doświadcza jakby mocniej.
Wieczoru pewnego, pewnej niedzieli Junior potajemnie umieścił chomika w samochodzie, futrzana kuleczka, przyjęła kształt pompona skulonego ze strachu nad kierownicą czerwonego pojazdu.
PG przez chwilę nie zorientowala się o co chodzi, ale kiedy wtargnęła do pokoju ujrzała obraz przerażający : chomik w pozycji startowej i Junior
pokrzykujacy nad zwierzakiem:
"No star-tu-je-my! Siedem dwa-dzie-ścia!Start!"
PG dałaby głowę,ze chomicza Kubica skuliła się w sobie, wytężyła wzrok i napięła wszystkie mięśnie drobnego ciała w pełnej gotowości.
Wiem, kiedyś przyjadą Zieloni i zrobią porządek.
"Jeśli chcesz,żeby Cię objęto, otwórz ramiona", piekne prawda?
zacytowala J.Carroll, Pani Gaduła w rozmowie z Aspi
-Noooo-potwierdziła Aspi-
chyba ,że ktoś niesie szybę.
Jakże różnie można odczytywać sygnały.
KoleżAnka zauważyla,że spodnie jej się zrobiły ciasne..odkrywcze to zdarzenie może mieć związek ze stanem odmiennym w jakim przyjdzie KA przebywać przez najbliższe kilka miesięcy.
(tu miejsce na owacje, falę meksykańską i kwiaty)
Istnieje podejrzenie, że KA nosi kilogramy Pani Gaduły, bo ta z kolei pojechała w dół z wagą- skromnie powie "nie to,żeby była zmartwiona".
(tu wystarczą oklaski)
Junior został zabrany do stadniny, gdzie pocałował go koń, koń był zachwycający, PG zachwycona, Junior oniemiał. Stał sobie taki oniemiały a koń i PG uśmiechnięci.
(marcheweczka dla konia)
Na wykladach PG miała ostatnio komplet!
Komplet! Przecierała oczęta rozcierajac rozlegle tusz do rzęs po policzkach, bo w trybie zaocznym nie ma przeciez zaliczenia a ONI PRZYSZLI. Może pomylili się czy coś....?
(wpisy dla wszystkich raz, a co mi tam!)
W ubiegłym tygodniu PG usłyszała, że cyt. "nie jest glupią dziunią" cokolwiek to znaczyło się dziękuje KA za przenośnię literacką i się przytakuje, że aczkolwiek azaliż istnieją pojecia "nigdy" i "wiedziałam".
(Torcik dla KA, która "nie ma zachcianek" acz ostatnio PG zobaczyła obraz niecodzienny jak Yeti lub zorza polarna na tej szerokości geograficznej :
KA jadła ciasto z kremem!)
Rozmowy gg z Aspi kończą się jajkami w innych oknach-PG nie komentuje nawet, nawet się nie odzywa, nie biadoli nad swym roztargnieniem okrutnym. Można nawet dostrzec w tym plus niewątpliwy jakim jest równoczesne ugotowanie jajek w dwóch róznych krańcach Polski.
Przy czym w jednym nie wiedziano,że gotowano.
(Na miękko raz!)
A poza tym: się wcześnie spać chodzi, się ćwiczy, się pisze, się planuje ucieczkę.
Spektakularną.
A dziś wieczór...jak co poniedzialek, PG wypachniona, zabalsamowana i skremowana pójdzie do łóżka...bo tam czeka na nią ...
Bond....taaaa jessss...TEN Bond.
No kocha PG 007 od kiedy pamięta!
Hasta la vista baby.
(chłopy też)
-No to nas pani po-zy-ty-wnie zaskoczyła-
powiedzial Naiwny Student na progu sali, w której za chwilę przyszło mu pisać kolokwium.
-Czymże?
-Sukienką-
odpowiedzial kolega NS uśmiechając się bezczelanawo zza placów pierwszego.
-Mam nadzieję,że mnie panowie zaskoczą wysokim poziomem przygotowania na kolokwium-odpowiedziala PG.
Dość powiedzieć : sukienka byla dziś jedynym zaskoczeniem na uczelni.
Przychodzi taka chwila w roku, kiedy PG mówi "basta" i idzie na dietę.
Toteż poszła.
Przechadza się z chmurą gradową na obliczu i z wdziękiem "lekko uszkodzonej świtezianki".
Wytrwała jest:
gdy Lady Yo krzyczy "co dziś jadlaś?BANANA JADŁAŚ?!" i podstawia kanapkę PG odmawia ruchem przeczącym głowy, gdy P. każe się powołać na dowody istnienia konieczności przedsięwzięć dietowych -warczy, gdy Aspi krzyczy ,że "masz coś zjeść, zaje...dziesz sobie zdrowie kobito"-udaje że myślała,że Aspi ma kogoś innego jeszcze na linii.
PG jest wytrwała, nie czuje głodu w zasadzie, 4 dni temu zapomniala o cukrze, 3 dni temu o soli, wczoraj o 4 kilogramach, a dziś..
leciutki jakby odlot...
może to wynik herbatki relaksujacej parzonej w jednym z pokoi Szacownej Uczelni...
PG wydawało się po niej, że jakby..troszkę płynie, świat zwolnił, sesja zwolniła, studenci na korytarzu poruszali się jak leciutka fala morska.
Herbatka skladała się z melisy, rumianku i ludzkiej życzliwości, ale
potem nikt nie mógł sobie przypomnieć jak sie odmienia słowo "rok".
????
Sesja to ciężki czas
dla studentów,
pracowników
i
PG na diecie.
PG wstawiła blachę z rogalikami do piekarnika i pobiegła w kierunku salonu, gdzie na stole czekała partyjka całkiem nowego "Memory".
Juniorowi z początku szło opornie, ale to nie pamięć a trudności z załapaniem o co chodzi definiowaly z początku kiepskie wyniki.
W końcu jednak coś przeskoczyło ze zgrzytem w małej główce i Junior zaczął dobierać takie same karty, oklaskiwany przez rodziców skomentowal zdawkowo:
"jak się ćłowiek postara...to się da"
Partyjka szła swoim tokiem, rozmowa również, gdy receptory węchu wychwyciły coś
co poeci nazywają zapachem domu,
cukiernicy-wypieku,
a PG spalonych rogali.
Gdy zatem PG otwarła piekarnik i wyjęła nadwęglone lekko półksiężyce westchnęla tylko ciężko...
nad blatem wyrosla buzia Juniorka:
-Są już logale?
-Będzie następna tura-odpowiedziala PG
-Jak się ćłowiek postara..poewiedzial Juniorek i dostał w blond grzywkę rękawiczką kucharską.
P.S.Redakcja uspokaja-tym razem w rękawicy nie było spider mana, ktory mieszka tam na stałe lub przynajmniej co czas jakiś PG zastaje go podczas wynajmu czasowego-oboje są wówczas nieco zdziwieni.