Zatem wybraliśmy się na krokusy, na krokusy do Doliny Chochołowskiej-celem podziwu. Sęk w tym, że żeby je tam zastać trzeba je było zaskoczyć-w przeciwnym razie (jak WIELOKROTNIE przećwiczono) krokusy się chowają, albo w ziemi albo ,jak w kwietniu dwa lata temu, pod grubą warstwą śniegu. Tym razem jednak spotkaliśmy się i achom oraz ochom nie było końca.
Po drodze El Nino zachwycał się szronem na drzewach, szronem na kamieniach , szronem na tajemniczych kulkach tuż obok drogi.
-Co to za kulki są-zapytał pochylony studiując oszronioną strukturę w podziwie szeroko otwartych oczu.
-Kulki mocy-odpowiedziała PG
-Kulki mocy Anny Lewandowskiej-zapytał Junior
-Nie, raczej konia ..odrzekła Matka Rodzicielka
I potruchtali podziwiać krokusy.