Nigdy nie lubiłam tych uwag, nie znosiłam lęku, który towarzyszył moim niecodziennym wyborom, chociaż teraz wiem,że w tym, na co mi pozwalała było więcej odwagi niż byłam w stanie sobie wyobrazić.Ciężko było pojąć, że można się tak o kogoś martwić i tak troskliwie i natarczywie rozkładać nad kimś skrzydła.I ta wyjątkowa postawa wobec mojego charakteru.Cierpliwość wobec pomyłek.A kiedy dopadł strach wtedy..Jeden telefon i otulala mnie kocem ciepłych słów.Dużo się śmiała, jak moja babcia, która życie miała cięzkie, ale śmiech dźwięczny.Może to zatem geny? Nie byłam do niej nigdy podobna fizycznie, nie mam jej oczu, włosów, uśmiechu, jestem kimś zupełnie innym,
ale pamiętam,że to pod Jej sercem znalazłam swoje pierwsze miejsce na ziemi.
Dlatego tak nie lubię chodzić na Jej grób.
Nieznoszę.Nienawidzę.
Wolę nie pamiętać ,że musiała odejść,nie mysleć, jak trudne to było odchodzenie.
Chcę pamiętać, jak się śmiała.
Długo zastanawiałam się nad piosenką na dzisiaj.
Nie będę nigdy taką dobrą mamą, ani pewnie taką kobietą, prędzej "potknę się o własne nogi", ale bedę zabierać Synka w góry, tak jak Ty mnie zabierałaś.
http://www.wrzuta.pl/audio/cmCTn86EMd/bieszczadzkie_anioly
Nie zostawiajcie proszę "świeczek",
jesli zdarza się komuś modlić, to o tyle proszę dla mojej Mamy.
PG