-Pani nam pokazywała kulki-zaczął El Nino, gdy jechali z PG z przedszkola
-jakie kulki?-zapytała matka rodzicielka
-no kulllki-zniecierpliwił się EN
-ale jakie ? z czego zrobione?
-no KULKI! zwyczajne!-zdenerowował się EN
-Zwyczajne..ale z czego? do czego?-spytała PG
-KULKI-TAKIE GDZIBY-zdenerwował sie do reszty EN-nie moja wina, że nie umiem mówić takich głupich słów!
PG starając się nie wybuchnąć śmiechem prowadziła bolid
-nie moja wina-dokończył zirytowany EN-ale mój ploblem-zamyślił się melancholijnie.
piątek, 21 października 2016
czwartek, 13 października 2016
urodziny kota
Sobota...urodziny kota
sobota 3 rano pogotowie zabiera PM do placówki,
sobota 6 rano PG pakuje EN, torbę, laptopa i jedzie na zajęcia,
sobota 6.45 telefon ratukowy do Dziadka Gaduły z informacją o sytuacji na froncie,
sobota 7.30 PG pisze do rAnny, że idzie z dzieckiem na zajęcia albo nie idzie wcale,
7.31 jest zielone światło,
sobota 9.50 EN nudzi sie nieco podczas zajęć z profilaktyki,
sobota 10.35 EN w połowie wykładu przybiega do katedry i scenicznym szeptem mówi "chodźmy już KUPĘ",
sobota 11.20 EN wchodzi na kolana PG która właśnie błądzi po meandrach etiologii zjawisk patologicznych i podczas dyskusji prerywa "też chciałbym Ci zadać pytanie ...CZY TY MNIE KOCHASZ?",
11.30 PG coś jakby boli brzuch,
11.50 pochylona nad sedesem płoszy pawie,
12.15 prowadzimy z EN dalszą część wykładu z diagnostyki (tzn EN gra w ostatniej ławce, PG gada z pierwszej),
12.45 biegniemy za pawiem,
13.00 jedziemy do domu, średnio widzimy tablice rejestracyjne auta przed nami, obraz to sie zamazuje to drga, cała uwaga skoncentrowana na zadaniu "dojechać do domu, nikogo nie zabić",
13.10 przybywa niemal jednocześnie PG i Dziadek Gaduła,
14, 14.15, 14.50, itd itp "na zielonej trawie pasie jesień pawie",
16.00 film się urywa....
Następnego dnia prawie nie ma, nogi nieco z waty, dreszcze, temperatura, i ciągły ból brzucha. Dziadek Gaduła ratuje sytuację, koordynując również proces dochodzenia do siebie PM w nieodległej placówce.
We wtorek juz wszyscy są na miejscach, rodziny ubyło o 6 kg (4 PG i 2 PM).
Sobota jak mawia EN "urodziny kota"..trzeba przyznać kot świętuje z przytupem.
sobota 3 rano pogotowie zabiera PM do placówki,
sobota 6 rano PG pakuje EN, torbę, laptopa i jedzie na zajęcia,
sobota 6.45 telefon ratukowy do Dziadka Gaduły z informacją o sytuacji na froncie,
sobota 7.30 PG pisze do rAnny, że idzie z dzieckiem na zajęcia albo nie idzie wcale,
7.31 jest zielone światło,
sobota 9.50 EN nudzi sie nieco podczas zajęć z profilaktyki,
sobota 10.35 EN w połowie wykładu przybiega do katedry i scenicznym szeptem mówi "chodźmy już KUPĘ",
sobota 11.20 EN wchodzi na kolana PG która właśnie błądzi po meandrach etiologii zjawisk patologicznych i podczas dyskusji prerywa "też chciałbym Ci zadać pytanie ...CZY TY MNIE KOCHASZ?",
11.30 PG coś jakby boli brzuch,
11.50 pochylona nad sedesem płoszy pawie,
12.15 prowadzimy z EN dalszą część wykładu z diagnostyki (tzn EN gra w ostatniej ławce, PG gada z pierwszej),
12.45 biegniemy za pawiem,
13.00 jedziemy do domu, średnio widzimy tablice rejestracyjne auta przed nami, obraz to sie zamazuje to drga, cała uwaga skoncentrowana na zadaniu "dojechać do domu, nikogo nie zabić",
13.10 przybywa niemal jednocześnie PG i Dziadek Gaduła,
14, 14.15, 14.50, itd itp "na zielonej trawie pasie jesień pawie",
16.00 film się urywa....
Następnego dnia prawie nie ma, nogi nieco z waty, dreszcze, temperatura, i ciągły ból brzucha. Dziadek Gaduła ratuje sytuację, koordynując również proces dochodzenia do siebie PM w nieodległej placówce.
We wtorek juz wszyscy są na miejscach, rodziny ubyło o 6 kg (4 PG i 2 PM).
Sobota jak mawia EN "urodziny kota"..trzeba przyznać kot świętuje z przytupem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)