Pamiętacie takiego posta...ot i wynik
Maja
matka musi książki w pośpiechu na allegro sprzedawać,zanim wszystkie zje.
Pamiętacie takiego posta...ot i wynik
Maja
matka musi książki w pośpiechu na allegro sprzedawać,zanim wszystkie zje.
PG miała sobie kupić żakiet koniecznie czerwony, krwisty, jak te maki pod Monte...ewentualnie zielony,też żakiet, koniecznie ze skóry,żeby wygladać jak ta świrnięta Pani Wiosna, w kolorowe szmatki odziana i z włosem rozwianym-ostoja natury nie tknięta makijażem,świeża niczym poranek
...
PG wylądowała w butach na obcasie, w których to nogi do samego nieba, a wzrostem uwłacza niejednemu skoczkowi narciarskiemu, kurtkę zakupiła i owszem w kolorze "kość słoniowa" i ostro przy ciele i włosy rozjaśniane przygłaskała,i zakupiła nowy błyszczyk do ust...malinowa czerwień i w tak oto stukając kopytkami przebiegła się po mieście kilkakrotnie błyskając radośnie a to kością słoniową a to ustami połyskujacymi w słońcu, z garścią wściekle żółtych żonkili, z torebką pełną książek do opiniowania, z telefonem przy uchu, z uśmiechem przyklejonym do twarzy, z tym wyjściowym czymś, z czym przed komputerem nie siada..
Bo tu się bloga pisze,
tylko bloga
i nie dlugo już, bo się blog przejada..piszącej również,. może się przeje, albo nie , może się nawróci, z pasją rzucimy się do pisania,czytania może gdyby była jakąś Konstancją albo Antoniną szlachetniej by jej było skoczyć z mostu lub wykonać jakieś francuskie pas
a tak to...
jak się bedzie chciało, się będzie pisało
Kawa-poczta,kilka znajomych adresów-śniadanie-jedna uczelnia-kino z Juniorem-druga uczelnia-kawa z KoleżAnką-telefony do odebrania/zrobienia-kąpiel-blues i Juniorek wtulony w ramię.
A teraz czas na książkę-do pólnocy zostało pól godziny,do przeczytania 50 stron.
"Dziadek to pienknie chrapie"
zaczął ni z gruszki ni z pietruszki Juniorek
"pienknie chrapie, bo ma pienkne chrapy"
Plan był prosty, po usłyszeniu głosu natury,/który zadrżał nerwowo w gadułowych uszach,podrażnił krew,spowodował drganie dolnej wargi i roziskrzenie oczu/ PG spakowała dobytek swój i Juniora i wyruszyła w kierunku wschodzącego slońca, które zapewne gdzieś tam wschodziło, głęboko,pod warstwą ciężkich, jak ołów chmur...
Jechali na tajne spotkanie, które z powodu brzydkiej pogody miało się odbyć nie na Jurze...
z powodu brzydkiej pogody przeniesiono je...w Tatry
/proszę nie pytać o logiczne podstawy Logistyki/
Junior zdecydowanie odnalazł się w towarzystwie dotąd dla siebie nieznanym, PG odnalazła siebie między towarzystwem znanym na tyle, by go nie zapomnieć...spotkanie było utajnione, w związku z czym nie może udostępnić treści calości..sami rozumiecie...musiałaby potem zabić pół internetu
/nie to,zeby miała sumienie..zwyczajnie jej się nie chce/
tylko cytaty z cytatów:
"Śpiewacie jak chór głuchoniemych chłopców z Gwatemali"
"Ty zawsze byłas taka..taka..taka..jak jesteś...ale to nie komplement"
"Umalowałaś się?"-"Nie ,tak uroczo puchnę po śliwowicy"
i
Nr1
/podobno z jakiegoś filmu/
"umówimy się na drinka?..albo tomografię"
Podsumowujac
PG wróciła nowa,silniejsza, zmarznięta, z czymś...jak uśmiech.
Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy:
cieszyć się bez powodu,
być ciągle czymś zajętym i
domagać się ze wszystkich sił, tego czego się pragnie.
Paulo Coelho
PRAWDZIWA ROZMOWA NAGRANA NA MORSKIEJ CZĘSTOTLIWOŚCI ALARMOWEJ CANAL 106, NA WYBRZEŻU FINISTERRA (GALICJA) POMIĘDZY HISZPANAMI A AMERYKANAMI 16 PAŹDZIERNIKA 1997 ROKU
Hiszpanie (w tle słychać trzaski): Tu mówi A-853, prosimy, zmieńcie kurs o 15 stopni na południe, by uniknąć kolizji... Płyniecie wprost na nas, odległość 25 mil morskich.
Amerykanie (trzaski w tle): Sugerujemy wam zmianę kursu o 15 stopni na północ, by uniknąć kolizji.
Hiszpanie: Odmowa. Powtarzamy: zmieńcie swój kurs o 15 stopni na południe, by uniknąć kolizji...
Amerykanie (inny głos): Tu mówi kapitan jednostki pływającej Stanów Zjednoczonych Ameryki. Nalegamy, byście zmienili swój kurs o 15 stopni na północ, by uniknąć kolizji.
Hiszpanie: Nie uważamy tego ani za słuszne, ani za możliwe do wykonania. Sugerujemy wam zmianę kursu o 15 stopni na południe, by uniknąć zderzenia z nami.
Amerykanie (ton głosu świadczący o wsciekłości): Tu mówi kapitan Richard James Howard, dowodzący lotniskowcem USS Lincoln marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych; drugim co do wielkości okrętem floty amerykańskiej. Eskortują nas dwa okręty pancerne, sześć niszczycieli, pięć krążowników, cztery okręty podwodne oraz liczne jednostki wspomagające. Udajemy sie w kierunku Zatoki Perskiej w celu przeprowadzenia manewrów wojennych w obliczu możliwej ofensywy ze strony wojsk irackich. Nie sugeruje... ROZKAZUJE WAM ZMIENIĆ KURS O 15 STOPNI NA PÓŁNOC! W przeciwnym razie będziemy zmuszeni podjąć działania konieczne by zapewnić bezpieczeństwo temu okrętowi, jak również siłom koalicji. Należycie do państwa sprzymierzonego, jesteście członkiem NATO i rzeczonej koalicji. Żądam natychmiastowego posłuszeństwa i usunięcia sie z drogi!
Hiszpanie: Tu mówi Juan Manuel Salas Alcántara. Jest nas dwóch. Eskortuje nas nasz pies, jest też z nami nasze jedzenie, dwa piwa i kanarek, który teraz śpi. Mamy poparcie lokalnego radia La Coruna i morskiego kanału alarmowego 106. Nie udajemy się w żadnym kierunku i mówimy do was ze stałego lądu, z latarni morskiej A-853 Finisterra, z wybrzeża Galicji. Nie mamy gównianego pojęcia, które miejsce zajmujemy w rankingu hiszpańskich latarni morskich. Możecie podjąć wszelkie słuszne działania, na jakie tylko przyjdzie wam ochota, by zapewnić bezpieczeństwo waszemu zasranemu okrętowi, który za chwile rozbije się o skały; dlatego ponownie nalegamy, sugerujemy wam, iż działaniem najlepszym, najbardziej słusznym i najbardziej godnym polecenia będzie zmiana kursu o 15 stopni na południe by uniknąć zderzenia z nami.
Amerykanie: OK. Przyjąłem, dziękuję.
PG obierając mandarynki nad kuchennym blatem widzi zeciekawione oczęta Juniora:
-Co lobis?
-Obieram mandarynki.
Junior przełyka ślinę i konkluduje:
-Fajne te mangalynki, podobne do węziorów,ale takie całkiem inne, bo...węziory są bardziej płaszczaste.
No...to prawie takie same.
A aktualnie PG słucha takiej muzyki i nie wie sama dlaczego...
TYTUŁEM WYJASNIENIA:
Ponieważ autorstwo bloga dostało informacje,że treść nie jest zrozumiała, i nawet PrzyjaciElka nie zakumała /wstyd,wstyd,wstyd że Matko Chrzestna Jedyna!/wyjaśnia się co następuje:
węzior to węzior,zwyczajnie,poprostu ,wąż
tylko pieszczotliwie.
Osoby dramatu :
Pani o sprecyzowanych planach wobec
Pana, który się wspina.
-Ech chciałabym się z tobą wybrać, ale na takiej grani,ach,och można łatwo spaść ,ja to bym sobie nie poradziła,ty-trzepot rzęs wywołujacy orkany-ty to umiesz się wspinać, ty byś dał radę-specyficzne poklepanie w okolicach ramienia
-Spada się niezależnie od umiejętności tak samo
-Nnnnnno ale ty umiesz po takich poziomych ścianach się wspinać
-No po poziomych to każdy umie
-No nie każdy-brnie niewzruszona
-Po poziomych-każdy
-Oj tam szczegóły-uśmiech promienisty nie przyćmiewa pewnych braków-zabierzesz mnie?
-W ramach ekwipunku?
-Słodkiego?
-Suchego.
Czasem to nawet fajnie jest ludzi posłuchać nawet kosztem zaksztuszenia się spożywanym napojem.
W środku nocy PG,PM,Junior i Dziadek Gdauła wylądowali w zimnym i mokrym od mżawki Gdańsku.Ponieważ tradycyjnie nastąpiła rozbiezność kierunków zwiedzania PG została wystawiona z pojazdu na chodnik z rozkazem oddalenia się w sobie znanym kierunku.Co dziwne rozkaz ów zupełnie jej nie zadziwił,jak i fakt,że na gdańskim chodniku spotkała PrzyjaciElkę,przechadzającą się tamtędy mimochodem /miejsce zamieszkania PE dzieli od rzeczonego chodnika jakieś 600km/.Udały się zatem w kierunku Wielkiej Galery popędzane conieco przez seryjnego zabójcę,który posługując się nożem wystąpił w formie czynnika motywującego.Tempo ich kroków przyspieszył rownież fakt,że PG odkryła u siebie pokaźnego guza,narośl czy coś tam i miała zamiar ją zoperować w rzeczonym supermarkecie, gdzie rozwinęly się usługi medyczne,między sklepem z butami a perfumerią.
SPACJA ODDECH
Nieco wampiryczny pan zabiera się właśnie do degustacji tętnicy PG,która chciałaby sie obronić,ale się jakoś nie składa, bo czuje coś jak przymocowanie do podłoża.
SPACJA ODDECH
PG spotyka PM w sytuacji kampusu studenckiego /nadmienić trzeba,że kampus studencki mimo wielu lat pracy na uczalni PG zna z filmów amerykańczańskich/,oboje obawiają sie co zrobić z ich znajmością,gdyż PG odkrywa,że kiedy tylko wchodzi do pomieszczenia-wszystkie sprzęty i odbiorniki wydają z siebie dźwięk,nawet pomimo tego,że odcina je od źródła zasilania.Wystraszona nieco zerka za okno, gdzie po trawie przechadzają się..błyskawice.
SPACJA ODDECH
PG jedzie na rolkach jedzie szybko,okolica się zmienia,w miedzyczasie mija rozpędzone tiry, mija B z kolegą na motocyklu,mija autobus szkolny,nawet PS który znalaz się w tutejszej okolicy tak po drodze do pracy,zostaje w tyle.Mknie jak szalona i wtedy PG dosrzega,że kółeczka jej się wytarły do cna, i że w tej sytuacji zatrzymanie się będzie mało możliwe.Zmartwiona pozostaje wielce faktem konieczności dokupienia kóleczek, w związku z czym...szuka ich na allegro,podczas swego szalonego pędu..
PODNOSIMY GŁOWĘ Z PODUSZKI,
przecieramy oczy,oddech,oddech,oddech!
Jak tu nie bać się zasnąć kiedy miewa się takie sny
W miedzyczasie rodzina się powiększyła...o jakieś 44 kg. Nie było to spowodowane nagłym przyrostem wagi członków dotychczasowych, ale przybyciem dodatkowych dwóch sztuk inwentarza. Inwentarz nalezy uspołeczniać, toteż w dniu wczorajszym z inwentarzem przypiętym do siebie wyruszono w kierunku miasta. Inwentarz miał się dobrze, tj inwentarz mniejszy zasiadł na kolanach Juniora wygladając radośnie przez okno i zagadując co czas jakiś lub całujac Juniora na psi sposób i mocno wylewnie.
Inwentarz większy równiez zasiadł na kolanach PG,ale został brutalnie zepchnięty i obsypany inwektywami oraz przywołany do porzadku za pomocą kilku gwałtowych ruchów rąk i nóg PG.Nie zniechęcił się zbytnio bo postanowił napierać rozgrzanym ciepłym bokiem, przyciskajac PG do okna i robiąc z niej coś jak efekt nieudanych praktyk studentów chirurgii plastycznej, gdy odgniatała twarz na szybie.16 km w samochodzie PM i J przebyli w atmosferze spokojnej i wyluzowanej, PG ciągle walcząc z wylewnością emocjonalną czterdziestu kg.
Ale uspołecznianie przebiegło dooskonale.
Tzn przebiagłoby, gdyby nie społeczeństwo miasta wielkiego-nie-wielkiego.
Najpierw PM zakupił nowy "humanitarny" kaganiec 40 kilogramom.Zakładanie go zajęło około 6 minut, zdejmowanie przez kilogramy niewygodnej opaski zajęło kilogramom mniej niż 6 sekund. Potem kilogramy zobaczyły wiczura i ten widok nie przypadł im do gustu jeśli wnioskować po próbach wyszarpania z podłoża PM, próbach niemal udanych...Potem kilogramy pociągnęły PM przez deptak i kiedy PM zniknął w tłumie ludzi ,PG, Junior i mały Inwentarz spotkali znajomego..uspołeczniali się radośnie, Junior z frytkami, a PG uskuteczniając swój ulubiony sport czyli gadulstwo.
Czas na prezentację:
I wnioski z socjalizacji:
*To nie husky /i nie husky na sterydach/ to malamuty.
*Malamut ma się tak do husky jak hummer do vitary.
*Psa NIE wolno pogłaskać-PG już buzia boli od powtarzania tego samego tekstu, nie ponosi się odpowiedzialnosci za wyszarpanie serca, zgniecenie czaszki i miazdzenie kości-nie dlatego,że pies taki groźny, ale dlatego że ma być psem jednego właściciela, albo poprostu dlatego,że jestesmy złymi ludźmi i nie lubimy jak sie głaszcze co nasze.
*Psa nie wolno głaskać małym dzieciom, wiadomo:miłe,pluszowe, ale cieszy się z impetem.
* Psa nie można potrzymać /już nie pytam "za co" choć mogłoby być: za pięć zł np/, malamuty rekordziści mają uciąg 2,5 tony, reflektuje ktoś na lot?
*Tak, to napewno nie husky, i nie owczarek, jak chciała przekonać PG pewna starsza pani.
*Następnym razem socjalizować bedziemy na ulicy,kiedy nie będzie nikogo, wybierzemy sobie jakieś późnonocne godziny albo wymarłe miasto.
"W małżeństwie jest jedna święta zasada:
On ma się zachwycać jej wyglądem
a ona mu łaski nie robi,że pięknie wygląda"
-Kocham Cię ,wiesz Juniorku?
-Wiem.
-A skąd wiesz.
-Poznałem.
-A po czym?
-A po tym,że jestem kochany.
PG postanowiła popiracić i prezentuje Wielkiemu Internetowi twórczość-nie:swą własną, a kolejny raz,właściwie już Znajomego WI.Oto dziś na skrzynce znalazła wiadomość od
Autora Bez ? Selerów.
Niniejszy Seler publikuje się ku
pokrzepieniu serc wszystkich, którzy nie są zadowoleni z wizyt fryzjerskich
i ku wskazaniu,że nie "tylko baby marudzą"
Po skoku do kariery
Znajomy Pani Gaduły, Pan Autor Bez ? selerów po niezbyt udanym skoku do kariery w TV zdecydował o zmianie swojego zewnętrznego wizerunku, co ostatecznie ograniczyło się do skrócenia sobie fryzury. Żeby fryzurka wyglądała trendy udał się do jedynego pod Tatrami paryskiego atelier i uległ urokowi tlenionej krótko obciętej i dobrze wyposażonej przez naturę stylistce (nie fryzjerce) - pozwalając ostatecznie na drenaż swojej kieszeni. Gdy już został zaopatrzony w śmieszne, przyciasne kimono i opadł wygodnie na skórzanym i miękkim fryzjerskim zydlu, wpatrując się w swoje miłe lustrzane odbicie, przypomniał sobie historię Pani PG o zmianie koloru włosów z blond na kreatywny ?red? lub ?brown?. I zaraz pomyślał: ?nie jest możliwe bym się rozczarował jak ona, w końcu nie farbuję włosów?.
?Zanim ponętna stylistka z opalonym płaskim brzuchem oraz równie ciekawą odsłoniętą okolicą lędźwiową, wzięła do rąk swoją zawodową oręż, ustaliła, że tnie na 2 cm, co spotkało się z aprobatą Pana ABs. Po myciu i masażu głowy rozmarzony Pan ABs całkowicie uśpił swoją czujność, wszak bez przerwy biegał wzrokiem po lustrzanym, niemal latynoskim, odbiciu kształtnej stylistki. Tymczasem jego grzywka bez jakiejkolwiek kontroli zmieniła długość o 6 cm i tylko mignęła mu przed oczyma. ?Psiakrew, teraz cholera będzie równać z resztą? ? pomyślał wściekły Pan ABs zrozumiawszy gwałtownie, co czuła Pani PG po niezbyt udanej zmianie koloru włosów. Miało być In Style Owen Wilson, a wyszło jak Dawid Bowie. I potwierdza się jedynie fakt, że spora część populacji niemęskiej nie jest w stanie odróżnić 2 cm od 6.
Good night, and good luck.
I jeszcze specjalna prośba do Dawida B... tfu do Autora Bez Selerów...
"Endriu" załóż bloga...nie daj się prosić