Plan był prosty, po usłyszeniu głosu natury,/który zadrżał nerwowo w gadułowych uszach,podrażnił krew,spowodował drganie dolnej wargi i roziskrzenie oczu/ PG spakowała dobytek swój i Juniora i wyruszyła w kierunku wschodzącego slońca, które zapewne gdzieś tam wschodziło, głęboko,pod warstwą ciężkich, jak ołów chmur...
Jechali na tajne spotkanie, które z powodu brzydkiej pogody miało się odbyć nie na Jurze...
z powodu brzydkiej pogody przeniesiono je...w Tatry
/proszę nie pytać o logiczne podstawy Logistyki/
Junior zdecydowanie odnalazł się w towarzystwie dotąd dla siebie nieznanym, PG odnalazła siebie między towarzystwem znanym na tyle, by go nie zapomnieć...spotkanie było utajnione, w związku z czym nie może udostępnić treści calości..sami rozumiecie...musiałaby potem zabić pół internetu
/nie to,zeby miała sumienie..zwyczajnie jej się nie chce/
tylko cytaty z cytatów:
"Śpiewacie jak chór głuchoniemych chłopców z Gwatemali"
"Ty zawsze byłas taka..taka..taka..jak jesteś...ale to nie komplement"
"Umalowałaś się?"-"Nie ,tak uroczo puchnę po śliwowicy"
i
Nr1
/podobno z jakiegoś filmu/
"umówimy się na drinka?..albo tomografię"
Podsumowujac
PG wróciła nowa,silniejsza, zmarznięta, z czymś...jak uśmiech.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz