PG miała sobie kupić żakiet koniecznie czerwony, krwisty, jak te maki pod Monte...ewentualnie zielony,też żakiet, koniecznie ze skóry,żeby wygladać jak ta świrnięta Pani Wiosna, w kolorowe szmatki odziana i z włosem rozwianym-ostoja natury nie tknięta makijażem,świeża niczym poranek
...
PG wylądowała w butach na obcasie, w których to nogi do samego nieba, a wzrostem uwłacza niejednemu skoczkowi narciarskiemu, kurtkę zakupiła i owszem w kolorze "kość słoniowa" i ostro przy ciele i włosy rozjaśniane przygłaskała,i zakupiła nowy błyszczyk do ust...malinowa czerwień i w tak oto stukając kopytkami przebiegła się po mieście kilkakrotnie błyskając radośnie a to kością słoniową a to ustami połyskujacymi w słońcu, z garścią wściekle żółtych żonkili, z torebką pełną książek do opiniowania, z telefonem przy uchu, z uśmiechem przyklejonym do twarzy, z tym wyjściowym czymś, z czym przed komputerem nie siada..
Bo tu się bloga pisze,
tylko bloga
i nie dlugo już, bo się blog przejada..piszącej również,. może się przeje, albo nie , może się nawróci, z pasją rzucimy się do pisania,czytania może gdyby była jakąś Konstancją albo Antoniną szlachetniej by jej było skoczyć z mostu lub wykonać jakieś francuskie pas
a tak to...
jak się bedzie chciało, się będzie pisało
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz