piątek, 31 lipca 2009

Dramatycznie

-Obrać Ci gruszkę?

-spytala PG Juniorka.

-Nie, nie teraz...

potem też nie...

jutro nie ..

już nigdy

przenigdy nie chcę gruszki.

czwartek, 30 lipca 2009

Równouprawnienie

PM przyhamował blokując wyjazd oznaczonemu wozowi policji.

Funkcjonariusz wychylił się przez okno i zobaczył twarz PG.

-Panie Władzo, mąż mnie bije!

Oczy FunkcjoMariusza zmrużyły się:

-A co to, Pani, ja pomoc społeczna?

PG otwarła drzwi blokujac tym samym i tak juz zablokowaną ulicę.

-No ale, Panie, policja od tego jest, macie porządku pilnować, tak?

-Jest równouparwnienie, przyniosę Ci tonfę dla wyrównania szans.

 

I w tym momencie pozdrawia sie Anię, żonę FunkcjoMariusza.

 

środa, 29 lipca 2009

Jesteśmy, jesteśmy.

Pobieszczadzilim.

(nowy czasownik, proszę zauważyć, stworzono)

Poznano zatem drogę przez Krosno, piękne miasto, naprawdę...zwiedzania nie planowano, ale ultranowoczesny GPS sam zaplanował. Zatem miasto zwiedzano i owszem, zachwycano się , a na koniec PM zakrzyknął słowem ogólnie uznawanym za obelzywe w kierunku świateł, których nie było.

Połoninę Wetlińską Junior zrobił z rękami w kieszeni, miłe słowa mijajacych turystów skwitował odrobiną lekceważenia.

No ba...

Dziecko które w szóstym miesiącu życia wtaskiwane było na Przysłop, a w czwartym roku dreptało po Tatrach nie jest wrażliwe na jakieś tam połoniny.

(A! I jeszcze :"Łomnicę zdobyło"...co z tego, że kolejką?   hehe  )

Ogólnie Bieszczady zachwycają tym, co tam rośnie, niesamowitą naturą, roślinnością wyższą niż półtorej PG i mowa tu o kwiatach, zachwycają otwartością ludzi, przestrzenią, zapachem ziół w powietrzu i ..kuchnią.

Wśród tradycyjnych potraw PG uwiodły pierogi po bojkowsku a Juniora bardzo tradycyjne frytki na którymś tam oleju. PG uzyskała kolor czekolady conieco...łaciata jest aktualnie, z powodu gubienia skóry, zrelaksowano się, zmęczono turystycznie , zwiedzano, spacerowano, jechano kolejką...

Ale jest w tym jakiś smutek, Drodzy Państwo.

Bo miejsce jest szczególne.

Wśród cerkiewek, w zieleni gór, wśród ziół i krystalicznych potoków

 

mordowano przecież ludzi.

wtorek, 21 lipca 2009

O wszystkim takie.

Junior zbierał do skarbonki...uzbierał 95 zł w nominałach od 5 zł do 1 gr.
Kiedy wybrał transformersy z półki i kiedy położył woreczek na ladzie w oczach pani kasjerki rozbłysł entuzjazm, a kolejka czekająca za Juniorem zrobiła meksykańską falę i rozprzestrzeniła się po innych kasach.
Słusznie.
Liczenie trwało wystarczająco długo,żeby PG porzuciła zafrasowanego PM z potomkiem przy kasie, a sama zrobiła zakupy w pasażu.
Całym.
W drodze powrotnej z fotelika dochodziła rozmowa transformersów.
-Hej, co lobis?
-Nic,śjadanko.
-Zrób mi też kanapkę!
-Robię robię tylko sobie najpierw lukrem śjadanko poleję.
Transformersy w zakresie kulinariów wydają się mieć ułańską fantazję.

Dziękujemy kierowcy granatowego opla, za to,że nie wbił się z impetem w bok pojazdu
Państwa G. Doprawdy jesteśmy wdzięczni.
Na przyszłość prosilibyśmy zmniejszyć prędkość przed skrzyżowaniem.
Ale to tylko taka prośba.
Sugestia.

czwartek, 16 lipca 2009

Drużyna

Junior na podworku bawi się z koleżankami i kolegami z sąsiedztwa, nic nowego, co vczas jakiś przychodzą poździerać kolana na tutejszym żwirze.

Po chwili Junior przybiega z kolanem we krwi.

-Nogę sobie rozwaliłem i strasznie się cieszę, bo gola takiego wbiłem,że coś.

PG wylewa hektolitry wody utlenionej i cieszy się również.

-Zawolaj wszystkich na sok-prosi Juniora.

Po minucie w drzwiach pojawia się sześć główek na różnych wysokościach i w różnym stopniu zasmarkanych, każda z nich zakończona jest w różnym stopniu brudnymi mogami i rękami,.

 

Bo dzieciństwo to boski stan.

wtorek, 14 lipca 2009

Zabierzcie zwierzątka!

W dniu męczĄCEM i gorĄCEM, PG wraz z Juniorem wpakowali się w autobus linii prawie PKS...

nie

nie będzie teraz o zapachu

ha! zdziwieni?

Zatem zasiedli i rozpoczęli klimatyzację przy pomocy załączonych malowanek, czuli się coś jakby średnio rzeźko, sączyli wodę gazowaną i patrzyli przez nagrzane szyby na nagrzany świat.

I wtedy do pojazdu owego wsiadło Zjawisko.

Owo.

Zjawisko było niewątpliwie płci pięknej, i miało piekne długie loki, sięgające połowy pleców, mialo suknię powiewną i buty na wysokich obcasach. PG nie wiedziała co podziwiać najpierw czy te niebotyczne obcasy czy włosy, które rzeczywiście były niewątpliwa ozdobą. Bo PG w takie upały to z sukienek raczej sukienczyny nosi i to wtedy, gdy koniecznie musi, a obcasów nie uskutecznia, od czasu jak pewnego czerwca pięknego zmasakrowały jej nogi na stołecznym bruku.

Siedziała zatem PG w podziwie, bo dobrze czasem popatrzeć na kogoś pięknego.

A czasem nie.

Zjawisko podniosło rękę a oczom strwożonych pasażerów ukazało się ..

zwierzątko,

 tak, to musialo być zwierze jakieś i napwno dlugowłose.

Chomik?

Norka?

Króliczek?

 

 

PG nie wie, ale pozostaje w stanie przerażonym.

Cieszy się bardzo,że Junior nie skomentował publicznie, choć potem zapytał, co takiego pani miała pod pachą?

 

Nie wiem, wolę nie wiedzieć.

 

piątek, 10 lipca 2009

"Moje Waterloo"

Podobno ludzie uczą się na błędach, podobno zwykle tak jest, ale , żeby było niezwykle, Państwo G pojawili się na wybranym miejscu o godzinie zero, 24 godziny przed czasem.

Standardowo:prezentacja broni, musztra w szarawarach i standardowo trzeba było przywdziać na twarz maskę. (co niejednemu poprawiło ogólnie wygląd).

Lord Samo Zło, jak na niego przystało, rozpoczął demonstracyjną radością z powodutego, że stanął na przeciw PG:

-No, Młoda, tym razem się nie upiecze!HrrrrWrrrr...

-HrrrWrrr- odpowiedziała PG mnożąc w żyłach cząsteczki krwi zawierające genotyp walecznych przodków, którzy dostali w de pod Chocimiem.

Be poklepała PG po plecach-Spoko, spoko- zaśmiała się nerwowo.

-Ehe-powiedziała nie mniej nerwowo PG przypominając sobie ubiegłoroczne manewry (w tym samopostrzelenie się przez Be).

Rozpierzchli się w sobie tylko znanych kierunkach z taktyką godną strategicznego geniusza, a jak wiadomo,geniusz często graniczy z szaleństwem i na ogół jest niezrozumiały.

Za najbliższą ścianą PG wpadła na Bartka, który był w przeciwnej drużynie.

Przez chwilę zapadła konsternacja wynikająca z pewnego foux pass. PG spojrzała na Bartka, Bartek spojrzał PG głęboko w oczy koloru khaki.

-Nie no nie będziemy do siebie strzelać z takiej odległości, nie?

-No jasne-przytaknęła PG-jeszcze byśmy sobie krzywdę zrobili tymi...no...karabinami.

Konsternacja mimo wyjaśnień, nabrała na sile.

Zdradziecki pakt o nieagresji przypieczętowano niepisaną umową o tym,że w razie-co będzie się strzelać do pierwszej osoby, ktora wejdzie na linię strzału. Zaś druga strona niniejszego faktu nie zauważy.

Coś zaszeleściło w krzakach

i wynurzył się zeń ...PM.

Bartek podniósł karabinek.

-Zgłupiałeś?!-wysyczała PG-do PM????

-No tak, nie?-spytał lekko zdezorientowany Bartek.

-To mój mąż jest!

Wobec powyższego argumentu Bartek zgłupiał do reszty, ale ta chwila szaleństwa pozwoliła PM ulotnić się w bliżej nieokreślonym kierunku.

I wtedy z krzaków podstępnie wyszła Agnieszka, która szykowala zamach na PM. PG nie w głowie było zostać wdową toteż zareagowała błyskawicznie strzelając wprost w łopatkę A.

-Ej!-zakrzyknęła tamta i zanim dokończyła górne J(ot) oddała strzał w stronę PG, który bohatersko przyjął na klatę Bartek. Stał lekko oszołomiony krwawiąc na zielono, gdy PG strzeliła raz jeszcze i A. padła rażona, gaworząc coś o tym, że kula minęła główną aortę.

Poległa jednak na polu chwały obok Be, zdjęły maski i zaczęły się bezczelnie wylegiwać na bitewnym polu w słońcu.

(Istnieje hipoteza, że Be sfingowała własny zgon, aby poleżeć na słońcu na konto Chorwacji za dwa tygodnie.)

PG nie tracąc nic z czujności wilka,przebiegłości lisa i dzikości tygrysa, postanowiła swoim zwyczajem spędzić resztę wojny w jakimś bezpiecznym miejscu. W tym celu schowała się wśród pobliskich krzaków czarnego bzu i czekała aż zły czas minie.

Czas mijał coś wolno, a PG utkana w zielone liście napatrzyła się na okropności wojny:

widziała zastrzeloną ofiarę tłumaczącą katowi,że "się nie liczy, bo się broń zacięła, a jak się zatnie to się nie liczy", widziała wędrówki zombie i  słyszała ich rozmowy o wieczornym spożyciu...A kiedy czas miał się ku końcowi a dzień chylił się ku zachodowi PG wypełzła spośród bzów, a gdy podniosła wzrok , na przeciw niej, w promieniach pomarańczowej poświaty stał LSZ z wymierzoną w nią giwerą.

Wzrok miał dziki, zmącony szaleństwem,włosy w nieładzie, zmęczone ciało trzęsło się przy każdym podmuchu, charczał złowróżbnie, a ciszę zakłóconą jego charczeniem przecięło tylko ciężkie:

-NO!

-A strzelaj sobie-rzuciła PG- i tak idziemy zaraz.

Monstrum zdumiało się lekko.

-No weź...-zaczęło.

-Mówię Ci, strzelaj i dajmy już sobie siana z tym survivalem, do domu chcę , zdrentwiałam tu.

-No kur...cze, weź podnieś broń...czy coś..

-Nie.

-To uciekaj...albo coś...-zirytowal się lekko LSZ.

-Będę tam bez sensu biegać, chodź!-powiedziała PG najspokojniejszym z głosów.

LSZ stał jak wmurowany, toteż PG ruszyła z miejsca w celu udania się do samochodu zwanego traktorem. Kiedy uszła jakieś 15 metrów powietrze przeszył (by) świst a pośladek PG przeszył ból.

Bez słowa podniosła się z klęczek.

LSZ podszedł po chwili z uśmiechem typu "bardzonienamiejscu".

-Sama chciałaś-podsumował.

-Jeny, jeny , jakie to bohaterskie, postrzelić kobietę w pośladek, jeny, historia wystawi ci pomniki!

LSZ uśmiechnął się sarkastycznie.

-Sama chciałaś!-powtorzył i ruszył dumnie do przodu.

Instynkt walki zabuzował PG w żyłach-podniosla broń, oddała strzał (uwaga: trzeci celny w tym samym dniu).

LSZ jęknął głośno i uderzył o ziemię (w dowolnej kolejności).

PG pochyliła się nad ciałemi:

-Od postrzału w tyłek się nie umiera!!!-powiedziała cierpko i zebrała zwłoki LSZ rozciągnięte po trawie.

Na wszelki wypadek nie odwróciła się już plecami do nikogo tego wieczoru.

 

czwartek, 9 lipca 2009

Matka Robocopa

-Kim chciałbyś być,kiedy dorośniesz?
-spytała PG Juniorka
-Może smokiem?
-No tak , geny masz również po babci -wyszeptała PG, a PM zatrząsł się w drugim pokoju, choć,bez dwóch zdań, to on wniósł niniejszy smoczy pierwiastek do juniorowego genotypu.
-A może piłkarzem albo żołnierzem, jak zwykli chłopcy?-zagaiła PG
-Eeeee-powiedział Junior rozkładając się obok PG na łóżku
-Rycerz?-zagaiła PG
-A to państwowa posada jest?Budżetówka?-zagaił PM
-Ciiii...-nie odpuszczała PG- Zatem?nnnno Juniorku?
Junior przeciągnął się położył głowę na brzuchu PG a nogi na ścianie  zielonego pokoju.
Ciszę przecinały tylko krople, które uderzały o szybę w dachu.

-Chyba robotem-
wycedził w końcu ze ściągniętymi brewkami i bardzo poważną miną.

piątek, 3 lipca 2009

Rozmowy

-Mamo co to jest PACIORKOWIEC?

-spytał Junior nieco zajętej pakowaniem dżemu w słoiki PG.

-Takie...takie...malutkie coś-zrobiła unik Matka Rodzicielka.

-Ale co?

-Oj Juniorku...-westchnęła PG chowając głowę do garnka z truskawkami.

-Co to moze być ten paciorkowiec?

nie przestawał kombinować Junior.

-Potem, potem-mówiła PG mając na myśli, to, że potem spytają encyklopedii lub Wielkich Google czym dokładnie paciorkowiec jest.

Kilka słoików później, kiedy Junior bawił się w dużym pokoju, a PG zdążyła już zapomnieć o dręczącym go pytaniu, dylemat paciorkowca wrócił jak bumerang, którym Matka Rodzicielka dostała prosto w czoło.

-Paciorkowiec to jest ksiądz!

-wypalił Junior i poszedł do zabawek.

 

 

Bez wątpienia,ksiądz winien mieć dużo wspólnego z paciorkami, zatem nie bez kozery można go nazwać paciorkowcem.

środa, 1 lipca 2009

Drapu Drapu

Zaczęło się od ospy. W związku z posiadaniem przez Juniora ospy i szkarlatyny w pakiecie to samo , mimo protestów i zapewnień o tym,że niejedną ospę już przebyła, zdiagnozowano u PG ospę.

Ospa poszła od Juniora precz, a PG jakby z ospą została-przybrała kropki maskujące niczym gigantyczna biedronka i udała się do dermatologa. Pani Dermatolog (czyli samica dermatologa) przepisała PG mazidła i proszek z nietoperza. No dobszszsz-nieco Redakcja koloryzuje, ale pomogło ni mniej ni więcej jak ciało latajacej myszy.

Po odczekaniu 10 dni, podczas których zajść miały fantastyczne przemiany na plus, PG udała się krokiem drapiącym do, tym razem. samca dermatologa.

Pan Dermatolog skrytykował pracę poprzedniczki i zlecił testy, podczas których okazało się,że PG jest uczulona na świat zwierzęcy. Biorąc pod uwagę, że połowa świata PG to zwierzęta a połowa drugiej połowy zachowuje się jak zwierzęta, nieco to PG zaskoczyło, PG dostała tabletki...oj fantstyczne, pozwalające się wyciszyć, zapomnieć,aż dziw ,że legalne! I. ..czekała tydzień na efekty.

W tzw międzyczasie PG poszła na MegaWażnyEgzamin, który zdała drpaiąc się między wersami.

Do odwiedzin u trzeciego lekarza PG podeszła z niejaką rutyną (wszak niedługo opanuje drapanie się po plecach przy użyciu stopy). Tym razem pani dermatolog sponiewierała werbalnie poprzedników i zaleciła inny, cakiem nowy sposób leczenia.

-Po tych tabletkach nie można prowadzić, pracować na wysokościach, są kłopoty z koncentracją.-powiedziała Pani Dermatolog wypisując receptę-ma pani pracę, w ktorej trzeba myśleć?

-A skądże-wykrzyknęła z entuzjazmem PG

Dostała receptę i zalecenie ..kąpieli w krochmalu.

I dobrze.

Jeślli krochmal ją wysztywni to tabletki na 100% wyluzują!

 

 

 

 

...a następny dermatolog i tak skrytykuje poprzednich.