-Panowie nie mają pracy?
-No..niestety- odpowiedział Pan Student-ale...
-Ale ja mówiłam, że nie ma ale...-PG posmutniałai zatopiła się niemal w gorycz porażki pedagogicznej.
-Ale...my nie tylko przepraszamy, my zamiast pracy mamy coś innego...
-Lepszego....
-Znamienitszego...
Dopowiedzieli koledzy Pana Studenta.
-Mhm-podniosła oczęta PG-co może być lepszego od pracy zaliczeniowej z takiego fantastycznego przedmiotu???
Pytanie było retoryczne i naznaczone dramatyzmem,który został zignorowany.
-Napisaliśmy SONET!-powiedział Pan Student nie bez dumy.
PG utkwiła wzrok swój zdumiony, a jejkomunikacja niewerbalna ograniczyła się do łagodnego ruchu powiek-wyglądało to trochę jak scena z Matrixa (tyle , że w sali 206).
-I chcemy ów sonet wygłosić-kontynuował Pan Student.
PG milczała z lekko uchylonymi ustami, które nie dodawały jej, w opisywanym momencie, nic do inteligencji.
-Prooosz...-wyszeptała
Pan Student wyszedł na środek sali i zaczął odczyt.
W skrócie: podmiot liryczny ubolewa nad nieprzygotowaniem do zajęć, opisując przy tym jednakowoż że była chęć, acz nieznana siła zmusiła go do pójścia do parku w celu "napicia się Tymbarku". Tam,podmiot liryczny z towarzyszami niedoli (czytaj niedoszłymi współautorami nienarodzonego referatu) miotał się w twórczej niemocy, w bolesnym szale braku możliwości napisania dostatecznie doskonałego dzieła, ale na nic mu to było ach na nic. A do gradu nieszczęść dołączyło i spotkanie z policją, której funkcjonariusze dokonali kontroli dokumentów tożsamości bohaterów,co związane było ze spożyciem napoju na Te.
Sonet ów był czterowersowy, z rymami, które określić można jakoPROSTE i miał ...23 zwrotki.
-Koniec-zamknął odczyt Pan Student i popatrzył kontent na grupę i PG
-No dobra- uśmiechnęła się ta ostatnia- praca na następny raz i ma być WYBITNA!
-Będzie– obiecał Pan Student.
-Świetni byliśmy?-zapytał jego kolega.
-Noooo tylko im bliżej końca tym rymy bardziej częstochowskie- dodała PG- dużo Tymbarku musiało pójść przy pisaniu....