wtorek, 30 listopada 2010

Sposób na korek

-A wiecie jak jest po angielsku gorący pies?!?!?!-zakrzyknął Junior z tylnego siedzenia


Wiedzieli.
A Junior jeszcze nie wiedział, że ten sam żart wysłuchany 55 raz nieco traci na świeżości.
Śnieg sypał, korek poruszał się ze średnią prędkością w porywach 20 km na godzinę.
Ktoś dymił niepokojąco spod maski, ktoś inny trąbił na jeszcze kogoś, ktoś wiózł na dachu okap z 30 cm śniegu, droga krajowa pługa nie widziała.
Kierowca przed bolidem państwa G. zasnął ukołysany delikatnym rytmem śnieżynek.
-Ruszże się!-zakrzyknął PM-zwabiony perspektywą tego,że do pracy spóźni się nieledwie godzinę, zamiast dwóch, jak dnia poprzedniego.
PG zawiesiła się i wzrok na bieli ciągnącej się w nieskończoność za oknem.

-Niedobrze mi-przerwał ciszę Juniorek-mamo, moze ja też będę zygał?


czwartek, 25 listopada 2010

Sennie

Rozmija się PG z Juniorem, rozmija znacząco, kiedy Junior idzie do przedszkola, PG zostaje w domu, potem Junior idze kształcić sie lingwistycznie, co "zahacza" o czas senności PG, a kiedy wraca do domu już jest ciemno.
Nadrabiają wieczorem, kiedy po chwili zabawy, kolacji i praniu PG idzie przytulić Juniorka przed snem.
Szybciutko robi się ciepły i wyrównuje oddech, też ciepły, wprost w policzek PG.
I kiedy ta już chce się wymknąć z Juniorkowej pościeli czuje jego lewą rączkę, która delikatnie przytrzymuje jej włosy i drugą, którą w półśnie głaszcze Dzieciątko pod jej sercem.

wtorek, 23 listopada 2010

Z poradni dietetycznej

PG zjadła śniadanie niezwykle bogate w wartości odżywcze:
sałatkę i żółty ser, a także porcję gotowanej na parze piersi z kurczaka.
Popiła pełnowartościowym sokiem
po czym...
 pobiegła truchtem do łazienki, żeby powitać pełnowartościowy posiłek na powrót na świecie.

Zatem przeszła na frytki, popite gazowanym napojem i zakąsiła lodami bakaliowymi.
I co?
Zarówno PG jak i ulokowane w niej Potomstwo mają się świetnie.



Ciocia Mucha byłaby dumna. papa  


poniedziałek, 22 listopada 2010

Już..już.

-Jakie góry?!-spytał pan doktor "G"-ja-kie-gó-ry? Jak pani pozwoliłem jechać do Zakopanego to myślałem o Krupówkach! Morskiego Oka pani nie widziała?
-A Krupówek nie?

Szczęśliwie wszyscy na miejscach i jest dobrze, choć trudno powiedzieć, żeby PG zachowała spokój.
Bo jak tu się nie denerwować...


gdy się na Szpiglas nie doszło.
 oczko 

środa, 10 listopada 2010

Decyzyjnie

-Wiem, co zrobię-powiedział Junior-jak mi Oskar bedzie chciał zabrać zabawkę to mu powiem, że nie bedę się z nim bawił i sobie usiądę gdzieś daleko.
Państwo G. zlekceważyli wypowiedź pierworodnego, gdyż nieraz już mówił a słowa owe rozmijały się po całości z prawdą.
-Już tak mówiłeś-pękła w końcu PG a potem znów jesteś niegrzeczny.
-Teraz już nie, teraz zabiorę zabawkę i nie będę go w ogóle słuchać...
pierwszy raz taką ZROBIŁEM DECYZJĘ.

Bolid szurał lekko dotykając nieledwie oponami drogi, PG i PM odwrócili wzrok,żeby nie wybuchnąć...
Rej przesypał się cichutko w grobie, na złożenie "zrobić decyzję".





poniedziałek, 8 listopada 2010

Popołudniowo

-Co Ci jest?-spytał Bartek, który kursuje na trasie miasto-PG zawsze przywożąc lub wywożąc to samo.
-Nic-odpowiedziała- głowa mnie boli.
-Poczekaj, zaraz wrócę-odpowiedział Bartek. wsiadając do swojego bolidu.
Wrócił po pół godzinie z Olgą i trzema kubkami ze stacji na B, które zawierały najulubieńszą przez Gadułę kawę z mlekiem.
-Skąd wziąłeś Olgę?-spytała PG, uciekając do wnętrza domu i chroniąc się prze światłowstrętem.
-Na stacji znalazłem-uśmiechnął się Bartek szelmowsko -to wziąłem kawę, Olgę iiiiii....trochę m&msów.

Podczas, gdy Olga krzątała się po kuchni w poszukiwaniu miseczek, a Bartek kilkakrotnie poparzył się kawą PG schowała się pod kocem w najspokojniejszym kącie kanapy. Nikt już nie pytał: co jest? i nikt nie wnikał w nic, posiedzieli, wypili kawę, zabronili używać raków (pfffff niby na jaki śnieg?), rozruszali trochę PG i pojechali, każde do swoich spraw...


Głowa nie przestała boleć, a powieki szczypać, co bolało dalej boli.
Ale dziękuję.
Za kawę i op....iekę.

czwartek, 4 listopada 2010

Nic wspólnego z filologią.


-Panowie nie mają pracy?
-No..niestety- odpowiedział Pan Student-ale...
-Ale ja mówiłam, że nie ma ale...-PG posmutniałai zatopiła się niemal w gorycz porażki pedagogicznej.
-Ale...my nie tylko przepraszamy, my zamiast pracy mamy coś innego...

-Lepszego....

-Znamienitszego...

Dopowiedzieli koledzy Pana Studenta.
-Mhm-podniosła oczęta PG-co może być lepszego od pracy zaliczeniowej z takiego fantastycznego przedmiotu???
Pytanie było retoryczne i naznaczone dramatyzmem,który został zignorowany.
-Napisaliśmy SONET!-powiedział Pan Student nie bez dumy.
PG utkwiła wzrok swój zdumiony, a jejkomunikacja niewerbalna ograniczyła się do łagodnego  ruchu powiek-wyglądało to trochę jak scena z Matrixa (tyle , że w sali 206).
-I chcemy ów sonet wygłosić-kontynuował Pan Student.
PG milczała z lekko uchylonymi ustami, które nie dodawały jej, w opisywanym momencie, nic do inteligencji.
-Prooosz...-wyszeptała
Pan Student wyszedł na środek sali i zaczął odczyt.
W skrócie: podmiot liryczny ubolewa nad nieprzygotowaniem do zajęć, opisując przy tym jednakowoż że była chęć, acz nieznana siła zmusiła go do pójścia do parku w celu "napicia się Tymbarku". Tam,podmiot liryczny z towarzyszami niedoli (czytaj niedoszłymi współautorami nienarodzonego referatu) miotał się w twórczej niemocy, w bolesnym szale braku możliwości napisania dostatecznie doskonałego dzieła, ale na nic mu to było ach na nic. A do gradu nieszczęść dołączyło i spotkanie z policją, której funkcjonariusze dokonali kontroli dokumentów tożsamości bohaterów,co związane było ze spożyciem napoju na Te.

Sonet ów był czterowersowy, z rymami, które określić można jakoPROSTE i miał ...23 zwrotki.

-Koniec-zamknął odczyt Pan Student i popatrzył kontent na grupę i PG

-No dobra- uśmiechnęła się ta ostatnia- praca na następny raz i ma być WYBITNA!

-Będzie– obiecał Pan Student.

-Świetni byliśmy?-zapytał jego kolega.

-Noooo tylko im bliżej końca tym rymy bardziej częstochowskie- dodała PG- dużo Tymbarku musiało pójść przy pisaniu.... 

wtorek, 2 listopada 2010

Kiedy...

Kiedy PG już wydaje się, że Junior jest całkiem doroslym człowiekiem, wtedy ten rzuca:
-Po całym psedszkolu taki jestem MĘCIONY.