PG nie specjalnie przywiązuje wagę do intuicji , nie szczególnie wierzy w nadprzyrodzone zdolności występujące w przyrodzie jak nie przymierzając mrówki w łazience, ale mocno jest przekonana o istnieniu czegoś takiego jak instynkt samozachowawczy.
Ba , ma nawet wrażenie,że chęć przetrwania to coś tak bardzo niezbadanego i zarazem silnego, że
mało co można z tym wielkim czymś porównać.
Z własnym instynktem PG miała przyjemnośc spotkać się kilkakrotnie, ostatnio
razu pewnego, pewnej soboty.
Koń nie miał ochoty na jazdę, ani ten ani zaden inny.
Kiedy PG weszła do stajni w powietrzu wisiała jakś ciężka atmosfera nielubienia ogólnego, na zewnątrz zbierało się na deszcz.
-Chleb przyniosłam!-zakrzyknęła radośnie PG, ale zamiast ogólnego poruszenia , końskich zalotów i jednoznacznego stukania kopytami w boksy reakcją byl totalny brak reakcji.
-Chleb!Pieczywo!-powtórzyła PG ale konie nie zmąciły ogólnej atmosfery ignorancji.
Koń nie miał ochoty na jazdę, kilkakrotnie pominął PG próbującą podlizać mu się nieco obsypując komplementami na temat puszystości grzywy tudzież przekonania o przyjaźni ludzko-końskiej. W końcu PG zajęła miejsce nań, choć przez chwilę wyglądało , jakby on chciał zająć miejsce na Pani Instruktor.
Kiedy ogólnie chodzili już sobie stempa, kiedy koń wydawał się z wolna przekonywać do sytuacji , w której go postawiono, kiedy wszyscy już byli pełni nadziei, wtedy koń odmówił współpracy w zakresie kłusowania.
Tu, podkreślic należy, że kłus to jeszcze dla konia żaden wysiłek, coś jak szybszy spacer do kiosku po gazetę, wróć, do żłobu na owies.
A tu nic.
PG zebrała konia z pięty, koń przyspieszył na 3 kroki i dał sobie siana, tu: w rozumieniu, wrócił do stempa, PG zakrzyknęla końskie imię , koń popatrzyl nań z politowaniem, PG użyła bacika,(nie to,zeby lubiła-nie lubi-Kaśka, bez skojarzeń!) koń powtorzył numer z trzema krokami.
itd, itp.
Po drodze koń został nazwany osłem, potraktowany ..chłodno przez PI i wciąż miał gdzieś, życie konia tego popołudnia zwolniło, i koniowi ten stan rzeczy bardzo się podobał.
I wtedy spadł deszcz.
Spadł nagle, a koń wpadł na pomysł,że skoro deszcz spadł to PG też może.
W momencie, kiedy pierwsza błyskawica przecięła niebo, koń stanął dęba.
Ale się przeliczył.
Bo PG nieświadomie wczuła się w postać ZORRO i utrzymała rónowagę.
Koń jednak nie odpuścił i w strugach lejacego z nieba deszczu szarpał głową i robił wszystko, aby zapewnić PG lecznicze kąpiele w błocie.
-Chcę zsiąść-zwrócila się PG do PI, która przywoływala w trybie pilnym w kierunku stajni.
-Za chwilę-powiedziala PI-bez paniki.
-Ja nie panikuję-powiedziała PG, bo faktycznie nie panikowala, ale poczuła ,że w siodle wraz z nią siedzi Instynkt Samozachowawczy (jakoś się ciasno na końskim grzbiecie zrobiło)
PI niechętnie wyciągnęla rękę i przytrzymala konia,gdy PG zsiadała zeń z prędkością światła.
30 sekund później PI panikowała walcząc z koniem, który starał się za wszelką cenę chodzić na dwóch nogach.
PG wraz z Instynktem Samozachowawczym zostali stojąc w strugach deszczu po kostki w błcie i dysząc ciężko.
Niebo błyszczało niemiłosiernie.
Na marginesie:
IS to fajny facet, zaopiekuje się, jest, kiedy trzeba, opiekuńczy taki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz