Junior zagorączkował wymownie i został w domu. O tyle dobrze, że nie musiał zostać sam (z dala od osad ludzkich), bo PG wymownie miała wolny piątek i równie wymownie acz bez gorączki została w domu.
W związku z zaistniałą sytuacją przypomniano sobie, jak wyglądałoby życie rodzinne z naciskiem na rodzinne, gdyby miało miejsce w formie polecanej przez podręczniki pedagogiki.
Po posiłku, który mienił się śniadaniem, po porannej porcji bajek, po czytaniu, malowaniu farbami, wreszcie Junior zadecydował, że czas na Spidermana. Zatem pod nieobecność PM zaproszono do gdziebądźtochatynki faceta w streczu. Czytano-oglądano-rysowano-malowano. Po narysowaniiu Spidermana u dentysty Junior padłbył i zasnął. PG również padła, acz nieopatrznie nie wyłaczyła telefonu, który co czas jakiś dzwonił oznajmiając jej jakim smutnym może być życie zawodowe.Po czym PG wyłączyła telefon, świadomość i padła...
Za niedługie troszkę obudziło ją poczucie obowiazku, które pognało PG przez dom z odkurzaczem, ścierką i postawą życiową "chciałam mieć kiedyś sterylny dom" (postawa niniejsza uległa w toku realnego życia przekształceniu w postawę "chciałam mieć kiedyś sterylny dom, ale ... jeździć na Rivierę na wakacje też chciałam").
Obudziwszy się robiono i konsumowano naleśniki
"a Spiderman lubi naleśniki?"
"jasne, że lubi"
"a z cym?z serem czy z dzemikiem?"
"z muchami"
"a mamy...?"
"nie, synku w tym roku nie robiłam much w słoikach na zimę".
Potem było jeszcze pieczenie rogali, pranie, czytanie i brudzenie domu.
Sielanka, Panie...sielanka.
PG pada na paszczę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz