niedziela, 19 kwietnia 2009

Pojedziemy patataj

Ostatnimi czasy państwo G znaleźli nowe hobby, w które wsiąkła niczym w ruchome piaski PG pociągając za soba dziecko swe jedyne (tj Juniora, gdyby ktoś nie doczytał).

Najpierw odkryto coś, co nazwać można zapachem stajni, potem świat sztylpów, czapsów i bryczesów, w miedzyczasie nowe sposoby leczenia posiniaczeń.

Junior nie widzi problemu w tym, że konik jest duży, dla niego to pies jak kazdy inny, tyle, że można na nim jeździć, siadać na nim, ćwiczyć, przytulać i karmić marchewką. Instynkt samozachowawczy rozumiany jako lęk przed zrzuceniem u Juniora zwyczajnie nie wystepuje.

Co gorsza...u PG również.

Wsiąkło się PG w nowe hobby, kocha zapach końskiego boku nagrzanego słońcem, uwielbia to poczucie, gdy podczas jazdy pracuje ciało żywej istoty  i gada do koni niemożebnie dużo. No i kocha zestaw tekstów , którymi jest popędzana:

-Łopatki ściągnijjjjjjjjjjjjjjjjj!

(Moje czy konia?)

 

-Ręce wyżej!

(Heeej-hoooo wszyscy razem, rączki w górę!)

 

-Pięty nisko!

(Wypadną mi z pedałów.)

-Z czego?!

 

-Przejdź do kłusa! Teraz!

(Ja już dawno przeszłam,  tylko koń nie chce.)

 

Ma PG zatem nowe hobby, wiatr we włosach co czas jakiś, siniaka w kształcie Australii i

wie

że niewiele jest rzeczy które smakują tak

jak pierwszy w życiu

galop.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz