Tomasz Kruz biegał po ekranie pośród stada zombie, co rusz miotając się w desperackiej melancholii rozerwany niemal fizycznie między światem martwych i żywych. Wokół kłębiło się od żywych trupów, płytkich wątków i filmowych trików polegających na tym, że coś właśnie przebiega za plecami głównego bohatera i ten , nieznaczny (ale znaczący) ruch, ma wywoływać dreszcz na plecach widzów. Niestety nic nie wywołał, po czwartym żywym trupie było już nudno...PG pociągnęła z kubka herbaty i wróciła do konwersacji o niczym na telefonie. I choć o niczym..było to znacznie ciekawsze.
"Aby być sobą, trzeba się trochę odwrócić od świata, mieć własną wewnętrzną przestrzeń, w której możemy próbować poznać także siebie a nie tylko świat" /M.Kamiński/
-To trochę straszne-zagadnęła PG do PM, jadąc na cmentarz przed pierwszym listopada- jak przewidywalna wydaje Ci się przyszłość gdy masz 12 lat i jak Cię potem robi w balona.
Fakt, patrząc na Juniora przypominam sobie własne "pewnostki", które miały być na całe życie. Byłam przecież pewna, jak będzie wyglądała moja rodzina (z taką samą dużą ilością babć i prababć), byłam pewna, że przyjaciele z wtedy będą przyjaciółmi na całe życie i byłam pewna poczucia bezpieczeństwa, które przecież zależeć miało zupełnie od czegoś innego. Tymczasem życie nadmuchało balon czasem i zrobiło mi BUM przed nosem. Sprawa nie podlega dalszej dyskusji, stawia przed faktem dokonanym, a z takimi się nie dyskutuje. Pozostał jednak margines (niedostosowania społecznego) polegającego na wiecznie zawodzonej naiwności, której tak nienawidzę jak się z nią identyfikuję. Nawiasem mówiąc-nienawidzę listopada.
Zabraliśmy się z ElNino do teatru. Sprawa, co tu dużo mówić, zaczęła się wielkim fochem, gdy dowiedział się, że Junior w jego wieku już sam na sam z matką rodzicielką był w teatrze, a El Nino doświadczył niesprawiedliwości dziejowej. Zawsze uważałam,że dziecko daje wachlarz doświadczeń niedostępnych dla ludzi bezdzietnych i tak było i tym razem. Po scenie biegała między innymi kobieta w wieku PG przebrana za gruszkę, z dorodnym żółtym kuprem i zalotnie trzepotała rzęsami do faceta przebranego za psa ale i tak było doskonale. Po wszystkim poszliśmy na naleśniki do baru mlecznego i nikomu brak gwiazdozbioru michelin nie przeszkadzał.El Nino był nieco zasmarkany wygłosił orację na miarę krytyka teatralnego i skonkludował, że z przedszkolem to nie to samo.
No ba!
Tymczasem Junior przeżywa swoje hormonalne tornada z przytupem zaś jego rodzice z rosnącą częstotliwością słyszą że świat jest niesprawiedliwy, nałożone sankcje nieuzasadnione, oraz co powinni...Dość powiedzieć, że jakoś nie biorą sobie tych cennych wskazówek do serca.
Wewnętrzna przestrzeń z powyższego cytatu staje się zaludniona niespersonalizowanymi niepewnościami i tym, co rzeczywiście ma imię. Poczucie bezpieczeństwa,kluczowe z punktu widzenia większości teorii jest miarą opanowania niepokojów i racjonalizacji rzeczy brzydkich. Gdzieś w tym wszystkim jest zapach cynamonu i poziomek-jeden kojarzy mi się z domem i starym kredensem w kuchni babci, drugie z beztroską wiosenną radością, smakującą tym, co jeszcze nieodkryte. A całość wiąże jakąś niezrozumiałą nitką poczucie unikania pychy,którą wyraża się w przewidywaniu i planowaniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz