sobota, 2 września 2006

Trzymajcie bo...się uśmiechnę

Pani Gaduła miała własnie spacerować brzegiem morza...powietrze pachniałoby wolnoscią, piasek śpiewał pod stopami, a wiatr igrał z brązowymi (brrrryyy) włosami. I pewnie by tak było gdyby nie pani w informacji.Otóż pani ta obdzwoniona rano z zapytaniem,czy autobus rzeczonej linni jeździ, jeździ na pewno????czy na pewno? " odpowiedziała, że oczywiście, potem ze szczegółami wyłuszczyła poszczególne przystanki i z uśmiechem rozstały się z PG w telefonicznie euforycznym nastroju.

Godzina 0 tj 30 minut przed odjazdem autobusu...PG podbiega raz jeszcze do okienka informacji, tak dla sportu i zapytania z którego portalu teleportuje się autobus w kierunku morza. W okienku siedzi Pani Żaba, która informuje średniouprzejmie, że autobus ten skończył pracę na rok aktualny wczoraj. PG z oczami wielkimi jak spodki informuje PŻ, że prezecież dziś dzwoniła, na co

PŻ "Dzisiaj Pani nie dzwoniła"

PG"Ja wiem, kiedy dzwoniłam"

PŻ"Nie, dziś to  Pani na pewno nie dzwoniła"...

W tym momencie PG zapragnęła być Chuckiem Norrisem, jednym kopniakiem z półobrotu zbić szybę, która stanowiła niejako granicę  terrarium dla Pani Żaby i ignorując grawitację uderzyć....ech ...zbyt dużo przemocy (a blog nie ma czerwonego kółeczka w lewym górnym rogu),ale...usmiechnęła się lekko i powiedziała "Ależ Pani miła i taka kompetentna"

 

To kosztowało PG więcej niż kopniak z wyskokiem, ale brak umiejętności i wrodzona złośliwość pohamowły zapędy. Cóż...Dziś PG podejmie jeszcze jedną próbę wyjazdu, tym razem w małżowskim wehikule, pewnie będzie się bała całą drogę, pewnie Pan Maż będzie zły i pewnie nakłoni go jednak na nocleg gdzieś po drodze ...drżyjcie, może strudzeni wędrowcy zapukają w nocy do Waszych drzwi...(i nie udawać,że nie slyszycie!) :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz