Dziadek Gaduła pojawia się co czas jakiś na niniejszych łamach.
I gdyby ktoś miał wątpliwości chodzi o PG tatę.
Tata nie czyta niniejszego bloga, nie ma tutejszego adresu, ale się PG na refleksje zebrało.
Tata
to zawsze brzmiało trochę bardziej wymagająco niż mama, choć ponoć było to pierwsze słowo, które wyartykułowała PG (zaraz potem potok słów wypełnił jej życie).
Tata to przede wszystkim ktoś, do kogo PG była podobna,
wyglądem, uporem, czasem wytrwałością.
To silne ramiona i noszenie"na barana"latem po łąkach, to opowiadanie małej dziewczynce w klapkach i słomkowym kapeluszu, skąd się bierze burza i w jaki sposób liczy się wiek drzewa.
To Beskidy wszerz i wzdłuż, gdy całą rodziną odpoczywaliśmy przy konserwie turystycznej :).
To nauka pływania w rzece latem i jazdy na motocyklu (co się Tacie nie udało).
Tata to też słowa "nie mogło być pięć?", gdy przyniosło się cztery i budzenie zaciekawienia nad otaczającym światem.
Tata to też twardy pan w korytarzu oddziału onkologicznego, gdy razem usłyszeliśmy diagnozę o mamie i gdy PG opadła na krzesełko, powiedział "Dobra, trzeba iść do mamy."
Tata to ktoś kto po sześćdziesiątce pojechał w podróż na drugi koniec świata i przysłał zdjęcie z koalą, kto nauczył Juniora jeździć na rowerze i zagadał El Niño gdy ten głosował z całej siły swoich dwutygodniowych płuc.
To wszystko Tata...tak trochę ja.
I gdyby ktoś miał wątpliwości chodzi o PG tatę.
Tata nie czyta niniejszego bloga, nie ma tutejszego adresu, ale się PG na refleksje zebrało.
Tata
to zawsze brzmiało trochę bardziej wymagająco niż mama, choć ponoć było to pierwsze słowo, które wyartykułowała PG (zaraz potem potok słów wypełnił jej życie).
Tata to przede wszystkim ktoś, do kogo PG była podobna,
wyglądem, uporem, czasem wytrwałością.
To silne ramiona i noszenie"na barana"latem po łąkach, to opowiadanie małej dziewczynce w klapkach i słomkowym kapeluszu, skąd się bierze burza i w jaki sposób liczy się wiek drzewa.
To Beskidy wszerz i wzdłuż, gdy całą rodziną odpoczywaliśmy przy konserwie turystycznej :).
To nauka pływania w rzece latem i jazdy na motocyklu (co się Tacie nie udało).
Tata to też słowa "nie mogło być pięć?", gdy przyniosło się cztery i budzenie zaciekawienia nad otaczającym światem.
Tata to też twardy pan w korytarzu oddziału onkologicznego, gdy razem usłyszeliśmy diagnozę o mamie i gdy PG opadła na krzesełko, powiedział "Dobra, trzeba iść do mamy."
Tata to ktoś kto po sześćdziesiątce pojechał w podróż na drugi koniec świata i przysłał zdjęcie z koalą, kto nauczył Juniora jeździć na rowerze i zagadał El Niño gdy ten głosował z całej siły swoich dwutygodniowych płuc.
To wszystko Tata...tak trochę ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz