czwartek, 24 listopada 2011

Poszpitalnie

Dom z powrotem Juniora napełnił się gadaniem, radosnym piszczeniem EN, zapachem pieczonych babeczek i echem pytań o wszystko. (Dziadku, co to jest strajk?).
PG pozostaje dumną z Juniora.

Dziwna atmosfera sali wybudzeń, wielkie pomieszczenie oświetlone dyskretną poświatą (tu nawet słońce nie jest nachalne) i dźwięk monitorów serc. Serca Juniorka. Jedynego na sali. I najważniejszego w tej chwili dla PG.
Zabrałam stamtąd paragon, na którym wyszczególnię kilka wrażeń.
Wcześniej:

Na oddział przyjechaliśmy rano, Junior już po dormicum opowiadał od rzeczy. Historie o tym, kto spaceruje po suficie.Przerwa nagle.
-Mamo, boję się.
PG pochyliła się nad jasną główką.
-Czego synku?
-Że spadną z tego sufitu!-prychnął Junior
Nie można się było nie śmiać ni z niego ni do niego.
Przestałam się bać nagle, w pewnym momencie nagle przestałam.
I wtedy go zabrali, patrzyłam jak siostry w niebieskich kitlach oddalają się z Juniorkiem na łóżku.

Wiem, co czuje suka, której zabierają szczenięta.
Brzmi dziwnie, prawda?
Ale to chyba to.

Bałam się, jakiego go zastanę na sali wybudzeń.
Bałam się sinych kółek pod oczami, czy sama nie wiem już czego.
Spał spokojnie, z maską na buzi.
Spokojniutki, wyciszony, otulony kocami pod samą szyję.
Nie kroiło mi się serce, cieszyłam się, że to już "po".

Potem wwieźli dziewczynę, którą wcześniej poznaliśmy na oddziale.
Mama spała z nią ostatniej nocy, a ona sama potwornie jęczała, choć zabieg, któremu ją poddawali nie był zbyt inwazyjny.
Miała 22 lata.

Junior obudził się po ponad godzinie.
-Trochę boli mnie gardło-skwitował.

Jestem z Ciebie dumna, Synku. I nawet jak będziesz płakał i miał słabszy dzień.
Zawsze będę.
Jesteś KIMŚ, wcale nie małym.


Całuję nosek, bródkę, policzki. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz