piątek, 11 listopada 2011

"mama..biedny"

Zamiast latać samolotem EN wolał zostać domatorem, dostał zapalenia krtani i zostali z PG w gdziebądźtochatynce.
EN rzecz jasna umila matce rodzicielce pobyt mówiąc jak zwykle dużo, choć tym razem ciepłym barytonem.
PG opowiada mu to i owo, o tym jak przed rokiem byli prawie na Szpiglasie, jak chciał uciec etc...
Patrzy dziecko niebieskimi oczyskami i uprawia aktywne słuchanie.
Dziś kończy dokładnie pół roku, zatem jego wypowiedzi są na ogół w obcym języku, choć..choć...
Rozkleiło się dziecko ciemną nocą, rozmarudziło, rozmemłało.
PG podniosła się na łokciu i popatrzyła na buzię, która skrzywiona w grymasie skojarzyła jej się całkiem niepoważnie z suszoną śliwką.
EN zamilkł i trzymał kontakt wzrokowy.
-No-skwitowała PG i opadła na poduszkę.
W pokoju zaległa cisza, jakby ktoś posiał narkotyku.
Leżeli obok w zupełnej ciszy.
-Mama...-przerwał ją EN.
PG uśmiechnęła się tylko i na powrót podniosła na łokciu.
-...Biedny-dokończył syn.
I z jednej strony porechotała PG, bo gruchanie pół rocznego malucha nagle zatętniło sensem, z drugiej...wzruszyła się nieco



..bo tak się pożaliło Maleństwo. haha 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz