niedziela, 15 października 2006

W świecie nowych uzależnień

 

Od niedawna Junior odkrył,że w kościele, oprócz urządzeń nudnych typu: ksiądz, wierni, rodzice, istnieje niesamowicie wciągające urządzenie mianowicie "Automat świeczkowy". Maszyna ta, jakże interesująca-po wrzuceniu monety zapala się świeczka, jest też szalenie prosta w obsłudze-wrzutnik mieści się na wysokości 60cm, co przy wzroście wrzucajacego (około 90 cm) zdaje się mieć istotne znaczenie. Msze odtąd mają inny wymiar, a licza się ilością pozostawionej gotówki.

Miejsce akcji: piękna wielka, superakustyczna katedra

Czas akcji: msza o 15.

Junior: (głośno, zdecydowanie za glośno) Daj mi pieniąśka!

PG: podaje garść przygotowanej gotówki

J:sprint w kierunku świeczkomatu, wrzut bilonu.

J:( w kierunku ojca, który udaje,że nie zna czlowieka) Tatuś, daj pieniąśka!

PM: Podaje dostojnie gotówkę.

J:sprint w kierunku świeczkomatu, wrzut bilonu.

Kilkakrotne zapętlenie akcji.

Godzina 15.03 mamy wynik 5 świeczek w świeczkomacie.

Godzina 15.15 wynik rośnie do 10, nasilają się prośby, bilon kończy się.

J: (przekonujaco) Maś, maaaaaaaaś w kiesionce!

Godzina 15.20 brak gotówki odbija się fatalnie na relacji rodzice-dziecko, i echem po renesansowych sklepieniach.

Godzina 15.35 rodzice przeszukują kieszenie z wyrazem twarzy obrazującym galopujący stres.

Godzina 15.40 wyczekujący wzrok Juniora.

Godzina  15.42

PG do PM :No przecież jak mu dam to na ofiarę to przetrąbi na świeczkach!

Godzina 15.45

J. u PM na rękach: No gdzie ten ksiondź? Bo mu nie dam pieniąśka!

 

Na szczęście "Ksiondź" przyszedł o czasie...ale Państwo Gadulstwo poważnie myślą o odwyku świeczkowym.

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz