Od niedawna Junior odkrył,że w kościele, oprócz urządzeń nudnych typu: ksiądz, wierni, rodzice, istnieje niesamowicie wciągające urządzenie mianowicie "Automat świeczkowy". Maszyna ta, jakże interesująca-po wrzuceniu monety zapala się świeczka, jest też szalenie prosta w obsłudze-wrzutnik mieści się na wysokości 60cm, co przy wzroście wrzucajacego (około 90 cm) zdaje się mieć istotne znaczenie. Msze odtąd mają inny wymiar, a licza się ilością pozostawionej gotówki.
Miejsce akcji: piękna wielka, superakustyczna katedra
Czas akcji: msza o 15.
Junior: (głośno, zdecydowanie za glośno) Daj mi pieniąśka!
PG: podaje garść przygotowanej gotówki
J:sprint w kierunku świeczkomatu, wrzut bilonu.
J:( w kierunku ojca, który udaje,że nie zna czlowieka) Tatuś, daj pieniąśka!
PM: Podaje dostojnie gotówkę.
J:sprint w kierunku świeczkomatu, wrzut bilonu.
Kilkakrotne zapętlenie akcji.
Godzina 15.03 mamy wynik 5 świeczek w świeczkomacie.
Godzina 15.15 wynik rośnie do 10, nasilają się prośby, bilon kończy się.
J: (przekonujaco) Maś, maaaaaaaaś w kiesionce!
Godzina 15.20 brak gotówki odbija się fatalnie na relacji rodzice-dziecko, i echem po renesansowych sklepieniach.
Godzina 15.35 rodzice przeszukują kieszenie z wyrazem twarzy obrazującym galopujący stres.
Godzina 15.40 wyczekujący wzrok Juniora.
Godzina 15.42
PG do PM :No przecież jak mu dam to na ofiarę to przetrąbi na świeczkach!
Godzina 15.45
J. u PM na rękach: No gdzie ten ksiondź? Bo mu nie dam pieniąśka!
Na szczęście "Ksiondź" przyszedł o czasie...ale Państwo Gadulstwo poważnie myślą o odwyku świeczkowym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz