poniedziałek, 26 listopada 2007

:) uśmiech spod śniegu

Niebo zachodziło czerwienią-dziwne ,że po tylu latach pamiętam ten jeden zachód słońca-siedziały we dwie na peronie niewielkiej stacyjki i rozmawiały tak, jak tylko nastolatki potrafią rozmawiać o sensie życia.W tym czasie stacyjkę minęło kilka pociągów-jedna z nich miała włosy jasne, oczy zielone i kurtkę z IRON MAIDEN na plecach. Druga też zielonooka włosy farbowała na rudo, chodziła w jasnych dżinsach i czarnej kurtce a na palcach miała masę pierścionków.

Mi i ta druga, która potem stała się PG.

Był listopad i Mi miała urodziny, zastanawiała sie właśnie czy bycie dorosłym jest tak calkiem do niczego?To był dobry czas na te pytania-kończyła właśnie 17 lat.

 

Napisałam dziś życzenia Mi-co roku wysyłamy sobie choćby krótkie "sto lat".

Bo nawet jeśli się rozstajemy powinniśmy pamiętać, o ludziach, którzy są dla nas ważni, nawet z perspektywy, która się zmieni i nawet jeśli są na chwilę.

 

A posta dedykuję Mi i Panu Y.

 


 

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz