Chodź tu sybko!-
powiedział Juniorek ciągnąc PG przez przedszkolne korytarze w stronę gablotki-
sybciutko!
PG stanęła przed czymś, co w dużym przybliżeniu przypominało sklepienie kaplicy sykstyńskiej (tylko było nieco bardziej płaskie) Miliony małych obrazków migotały przed oczami PG feerią barw, niczym mozaika złozona z miliona identycznych elementów.
Tam!-
pokazał małą lapką gdzieś w przestrzeń Juniorek.
Taaa...k?-usmiechnęła się niepewnie PG...
-No tam, tam-
przytaknął Junior w geście konesera sztuki i kustosza Louvru w jednym.
-Hmmmm-pokiwala głową PG-robiąc minę możliwie madrą a tym samym najbardziej odległą od rzeczywistego stanu rzeczy.
-Mój....-powiedział syn biorąc się pod boczki z wyraźnie zadowoloną buźką, ktorej wyraz odzwierciedlał dobrze wykonaną robotę.
Na obwodach w głowie PG zażarzyło:
-Która?!
popatrzyła znów w moziakę, co spowodowało lekki zawrót głowy
-To ta zielona....sam sobie wybrałem zieloną...sam..-dokończył szeptem.
PG wytężyła wzrok do bólu głowy i wśród miliona wyklejanek znalazła zieloną parasolkę z podpisem "Junior Gaduła".
Doniosła chwila wzruszenia trwa....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz