sobota, 15 grudnia 2007

Bitwa o paproć

Przedzierali się powoli wśród zieleni.Doskonale zamaskowana barwami ochronnymi twarz Juniora zdradzała napięcie, jakie zawsze towarzyszy dowódcy oddziału, który znajduje się na terytorium wroga.Zaszeleściły paprocie, w których sie ukryli.

-Może...-zaczęła szeptem PG

-Junior ściągnął brwi i położył palec na usta-ciii....

...Czekali...

Napięcie robiło się nieznośne,a adrenalina powodowała,że słyszeli bicie własnych serc.

Ale..-PG poprawiła opadajacy na oczy hełm

-Cicho-wyszeptał wyraźnie zniecierpliwiony Junior-Jest.

Rzeczywiście po chwili usłyszeli jak na teren od strony zachodniej wchodzi wróg.Przygięłi się jeszcze bardziej do ziemi, a w krzakach było słychac coś, jak przeładowanie broni. To Dowódca przekrecił kluczyk w pojeździe bojowym.

 Pojazd ruszył.

Kroki były coraz bliżej, zdawało się,że tuż tuż, ale czołg był szybszy.

-CZY WYSCIE POWARIOWALI?!

-wykrzyknęła Babcia niemal tracąc równowagę-

DZIECKO!CO TY MASZ NA BUZI?!

Junior sprawnie obwiązywał nogi babci centymetrem i ani mu w glowie było tłumaczenie czym są barwy bojowe zrobione borowiną podprowadzoną z apteczki.

Jego oddział był średnio efektywny, gdy zamiast brać jeńców kwiczał radosnie ze śmiechu.

 Ale akcja skończyła się sukcesem.

I na nic powoływanie się Babci na konwencje międzynarodowe.

Ta wojna rządzi się własnymi prawami!

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz