Przedzierali się powoli wśród zieleni.Doskonale zamaskowana barwami ochronnymi twarz Juniora zdradzała napięcie, jakie zawsze towarzyszy dowódcy oddziału, który znajduje się na terytorium wroga.Zaszeleściły paprocie, w których sie ukryli.
-Może...-zaczęła szeptem PG
-Junior ściągnął brwi i położył palec na usta-ciii....
...Czekali...
Napięcie robiło się nieznośne,a adrenalina powodowała,że słyszeli bicie własnych serc.
Ale..-PG poprawiła opadajacy na oczy hełm
-Cicho-wyszeptał wyraźnie zniecierpliwiony Junior-Jest.
Rzeczywiście po chwili usłyszeli jak na teren od strony zachodniej wchodzi wróg.Przygięłi się jeszcze bardziej do ziemi, a w krzakach było słychac coś, jak przeładowanie broni. To Dowódca przekrecił kluczyk w pojeździe bojowym.
Pojazd ruszył.
Kroki były coraz bliżej, zdawało się,że tuż tuż, ale czołg był szybszy.
-CZY WYSCIE POWARIOWALI?!
-wykrzyknęła Babcia niemal tracąc równowagę-
DZIECKO!CO TY MASZ NA BUZI?!
Junior sprawnie obwiązywał nogi babci centymetrem i ani mu w glowie było tłumaczenie czym są barwy bojowe zrobione borowiną podprowadzoną z apteczki.
Jego oddział był średnio efektywny, gdy zamiast brać jeńców kwiczał radosnie ze śmiechu.
Ale akcja skończyła się sukcesem.
I na nic powoływanie się Babci na konwencje międzynarodowe.
Ta wojna rządzi się własnymi prawami!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz