Z całą pewnością można powiedzieć,że cały świat jeśli nie przyzwyczaił się jeszcze to własnie się przyzwyczaja do zmienności moich nastrojów. Ducha Bożego Narodzenia w opakowaniu z błyszczącego papieru najwyraźniej trafił piorun z jasnego nieba, a jesli jego nie trafił to mnie własnie trafia.Z objęć nieprzyzwoicie dobrego samopoczucia wymknęłam się niepostrzeżenie i spadłam w dół, żeby spotkać się twardo z ziemią.PLASK. I tylko trochę wiem: dlaczego?
Kobieta w Obi, która bardziej mechanicznie niż uczciwie odpowiada "wesołych Świąt" uśmiechnęla się tylko, gdy ode mnie usłyszała"ja pani zyczę,żeby się już zaczęły", stan w domu przed i po sprzątaniu dowiódł tylko,że jednak egzystują we mnie resztki perfekcjonizmu, a kartki z życzeniami do znajomych w torebce przypomniay tylko,że funkcjonuje też conieco roztrzepania.Trudno -choć nie sądzę,że wogóle- to jednak ze strony moich kartek "Świąt nie będzie" bo pochłonieta interakcją ze ścierą poniechałam wizty w urzędzie pocztowym. Nie wątpię jednak ,ze Święta mimo wszystko się odbędą-Kevin znów będzie sam w domu, a radio spowoduje,że George Michael będzie uparcie śpiewał o białych Świetach. Pójdziemy z Juniorem na spacer, potarmosimy zwierzęta w szopce-wbrew protestom Zielonych będziemy jedli karpia bez opamiętania.I tyle. Rodzina będzie-Rodzina już jest na posterunku.
O szczęśliwość przyprawia mnie możliwość pogaduch do 2 w nocy z bratem, ale rano padam na twarz.I siły dziś nie mam i myśli zebrać nie umię...
Bo zwyczajnie, i po kobiecemu
tęsknię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz