-Nic się przecież nie stało-zagadał gruby nerwowo chodząc po pokoju.
Siedziała przed kominkiem i wodziła za nim zmrużonymi oczyma
-Przecież Mały się nie zorientował i w sumie nic się nie stało..- gruby silił się na spokój, ale na jego czole perliły się kropelki potu-jakoś się dało...ten tego...odkręcić...
-Spartoliłeś-wycedziła ściągając brwi- spartoliłes i chyba z wprawy wychodzisz.
-Ale sprytnie schowałaś, no i ten tekst do Juniora o obrazku, na opakowaniu, które trzeba wysłać, żebym wiedział, naprawdę sprytnie...-uśmiechnął się głupkowato
-Bez wazeliniarstwa! Spartoliłeś, mogłeś dziecku przykrość zrobić, magię Świąt diabli by wzięli.-wycedziła przez zęby
-Ale ...ale...-Podrapał się po siwej brodzie i otarł pot z czoła chusteczką w renifery.- oglądałaś na pewno taką akcję społeczną ..że nie tylko młodzi i piękni przydają się w pracy...a ja..ja mam swoje lata..
-Ty mi tu nie manipuluj uczuciami, wiesz gdzie mam takie tłumaczenie?! Zostawiłeś opakowanie z prezentu za kominem! Zdajesz sobie sprawę z tego, co na to Junior?
-Ale odkręciłaś...
-Ale co to za fuszerka? Kiedy masz przybywać sankami i po niebie i przy użyciu reniferów? PIĄTEGO????!!!
-Ale tyle dzieci czeka, a renifery też już stetryczałe...no i pomyślałem sobie...że wcześniej...
-Nie pomyślałeś! Spartoliłeś Stary.
Grubemu niebezpiecznie zadrgała broda.
-I nie próbuj tu buczeć, nic to nie da, takie chwyty działały jakieś 30 lat temu-powiedziała PG- jutro ma być: prezent- SIAMOCHÓD Z OCIAMI I Z BUZIĄ-tak jak było napisane w liście. Ma być pięknie opakowany i w powodzi słodyczy, rozumiemy się?!
-Rozumiemy, wyszeptał spękanymi ustami, a druciane okulary zsunęły mu się na czubek nosa
-No-powiedziała Gaduła wstając z fotela i z trzaskiem odstawiając lampkę airkoniaku na kominek-i żeby mi się nie powtórzyło.Bo następnym razem inaczej będziemy rozmawiać.
Wychodząc trzasnęła drzwiami chatki św Mikołaja, aż zadrżała świąteczna dekoracja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz