Nie znałam go trzy tygodnie temu.
Miał trudny dom, 12 lat, trawnik ciemnych włosów i tiki, na które brał leki. Spotkanie z nim przyszło niespodziewanie ale ułożyło nam się dobrze. Siedzieliśmy w jednej ławce na lekcjach, czasem razem rysowali na matematyce, trochę rozmawiali, czasem mówiłam do niego "Kocie" a on mówił "fajne to jak pani tak do mnie mówi"..bo mama nie mówiła. Trochę rozrabiał, pobił kolegę na przerwie, bo powiedział coś złego o jego mamie, ale na ogół radził sobie dobrze. Czasem tylko trzeba mu było pokazać, że to nie znak dzielenia a mnożenia, albo , gdzie zjadł wyraz, a gdzie trzeba tylko dostawić literkę, na prawde się poprawiło, dostał czwórkę z przyrody i dobrą ocenę z angielskiego, Naprawdę mi też się poprawiło, i chyba długo będę pamiętał jak na polskim dostał piątkę i rzucił zadowolone spojrzenie przez ramię wprost do mnie a ja poczułam, że to ma sens. "pierwsza piatka z polskiego"-"jestem z Ciebie na prawdę dumna"
Ale to koniec.
Bo jego mama oddała go jak niektórzy porzucają szczenięta...a mi coś jak serce pękło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz