Pamiętacie tą scenę z filmów kryminalnych/sensacyjnych, kiedy główny bohater wchodzi w uliczkę a tam stoi gang. Grupa młokosów z rękami w kieszeniach, uzbrojonych, wrogich, złych, patrzących złowrogo? Główny bohater wchodzi między nich, wymieniają się spojrzeniami, a potem on przechodzi przez tłum, potrącając tylko co niektórych ramieniem.
No to PG przeżyła wczoraj to samo.Wracali z Juniorem o 19, wracali przez las, oblodzoną nieco drogą, która nie widziała piaskarki już jakiś czas. Było cicho, spokojnie, było powoli, prędkościomierz wskazywał nieledwie ciut ponad 30km/h. I wtedy na leśnym dukcie, w świetle reflektorów ujrzeli członków gangu. Na drodze, na poboczu, w lesie stały SARNY. Patrzyły złowrogo, a ich zacięte pyszczki nie wróżyły nic dobrego. Zmrużone oczy wyrażały tylko pustkę i zło. Dużo zła. Stały nieruchomo. Nosy świeciły w światłach reflektorów.
PG zwolniła ale żadna z saren nie drgnęła, skarciła sygnałem dźwiękowym, co zostało solidnie zignorowane, żadna z saren nie poruszyła.
Pamiętając o przestrogach miliona instruktorów nauki jazdy jakich PG poznała w drodze do uzyskania dokumentu PG NIE zatrzymała się na śliskim. Powoli wjechała w grupkę saren.
Wydawało się jej , ze któraś przeklęła, że inna splunęła pod gadułowe koła przez sarnie zęby, inna powiedziała "fu**".
Auto powoli przetoczyło się przez stojącą nieruchomo grupkę i po chwili wyjechało z lasu.
PG zobaczyła jeszcze cienie saren we wstecznym lusterku.
Gdzieś w tle zagrała muzyka z "Crime Story"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz