wtorek, 24 listopada 2015

Z piskiem opon

Czasem hamuje się z piskiem opon.

Wtorek, środa, praca "na maile" z trudnym do pojęcia systemem ważności, chaotycznym zarządzaniem i nieistniejącą organizacją. Kompetencje wyraźnie przekroczone na życzenie przełożonego i przekroczone granice wydolności, kiedy dostajesz 4 minuty do czasu nowe zadanie a potem..potem wraca się do pokoju i nie można podnieść głowy, opanować łez, zatrzymać drżenia rąk a zamiast czegokolwiek słyszy się "dałaś radę".

Ot co i tylko tyle, choć przecież to nawet nie były moje obowiązki.

Piątek, sobota..konferencja z w starym klasztorze, wysokie mury reflektarza, korytarze z oknami wypełnionymi kolorowym światłem witraży, posadzki, niosące echem chyba do XVII wieku odgłos Twoich kroków, aula pełna światła i jakiejś bezpiecznej obecności.

I powrót do domu, drogą o zmienionej ogranizacji ruchu, z liniami wymalowanymi gdzie bądź, szczerzących się bielą, kłujących żólcią odbijającą się w świetle reflektorów i ..bum.

Wizyta u lekarza.."z peselu widzę, że już jesteś dorosła, zacznij trochę dbać o własne zdrowie"..ciśnienie z typu "ciepłego trupa", którym zawsze charakteryzowała się PG skoczyło do niemal 200.

 

Pytanie-zagadka...czy kogoś z tych ludzi w pracy, tak usilnie potrzebujących PG, poklepujących po plecach mówiąc "dałaś radę-będzie więcej", piszących maile po nocy co jeszcze trzeba, co jest konieczne, co "dla nas ważne"...czy ktoś z nich zapytał choć o zdrowie?

 

Jestem dorosła, to raczej podły stan, ale właśnie zahamowałam z piskiem opon..czas zadbać o rozbitą głowę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz